Kraj

Mamy wreszcie skuteczną broń przeciwko koronawirusowi

W zalewie ponurych informacji pandemicznych, gdy przez Polskę przetacza się właśnie trzecia, chyba najstraszniejsza fala zachorowań, zdarzają się też wiadomości dobre. A nawet bardzo dobre – i to wcale nie mało. W państwach, gdzie akcja szczepień przebiega najszybciej, efekty widać jak na dłoni, ich mieszkańcy powoli wracają do normalności. I szansa na to jest również w umęczonym kraju nad Wisłą.

Szczepionki nie okazały się – jak jeszcze w grudniu sugerowali niektórzy publicyści – kosztownym placebo, lecz przynoszą realne skutki zdrowotne, w niektórych państwach wręcz zadziwiające. Na pojawiające się dane i analizy trzeba oczywiście spoglądać z pewnym dystansem – minęły dopiero cztery miesiące od rozpoczęcia szczepień wśród największych w tej materii szczęściarzy, czyli Brytyjczyków i Izraelczyków. Wciąż też nie wiadomo, jak długo utrzymywać się będzie poszczepienna odporność, nie wiemy także, czy nie pojawi się jakiś nowy szczep wirusa, który okaże się odporny na dostępne preparaty. Mimo wszystko dobrze jest wiedzieć, że mamy wreszcie skuteczną broń przeciwko niewidzialnemu agresorowi, który paraliżuje świat od ponad roku.

Zduszenie pandemii w Izraelu

Światowym liderem szczepień jest oczywiście Izrael, który bardzo szybko zapewnił sobie znaczne dostawy szczepionki Pfizera, o czym pisaliśmy już na początku roku. Czy to sprawiedliwe, że szczepionkowe potrzeby jednego kraju zostały tak hojnie zaspokojone, gdy dziesiątki innych czekają (nie)cierpliwie na swoją kolej, to temat ważny, ale na nieco inną dyskusję. Faktem jest, że Izraelczycy potrafią zrobić użytek ze swoich dostaw i szczepią w bardzo szybkim tempie. Do 5 kwietnia co najmniej pierwszą dawkę preparatu otrzymało już 61 proc. społeczeństwa. Dla porównania, w całej Europie pierwszą dawkę przyjęło nieco ponad 13,5 proc. populacji.

Bez wątpienia zatem w Izraelu pandemia została, przynajmniej na ten moment, zduszona w bardzo efektywny sposób. 17 stycznia tego roku zanotowano w tym kraju szczyt zachorowań – średnia siedmiodniowa nowych przypadków wyniosła wtedy 996 zakażeń na milion mieszkańców i był to wówczas jeden z najwyższych na świecie wskaźników. W tamtym dniu przynajmniej jedną dawkę miała za sobą jedna czwarta społeczeństwa. Szczyt zgonów nastąpił równo tydzień później, bo 25 stycznia, gdy zanotowano tam 7,5 zgonu w przeliczeniu na milion mieszkańców. Nie był to najwyższy wskaźnik na świecie – w Polsce notowaliśmy wtedy minimalnie więcej – jednak również wysoki. Od tamtego czasu sytuacja pandemiczna w Izraelu zaczęła się jednak błyskawicznie poprawiać – podobnie jak tempo szczepień.

20 lutego, czyli miesiąc po szczycie zachorowań, liczba nowych przypadków na milion spadła do 374. W tym czasie pierwszą dawkę przyjęła niecała połowa populacji. Następny miesiąc później wskaźnik zakażeń wyniósł już jedynie 155/mln. Poziom zaszczepienia przynajmniej jedną dawką wzrósł zarazem do niecałych 60 proc. Bardzo szybko spadał także wskaźnik zgonów – miesiąc od szczytu do niecałych trzech przypadków na milion mieszkańców, czyli o ponad połowę. W czasie kolejnego miesiąca – znów o połowę – do 1,5 przypadku na milion.

4 kwietnia Eran Segal z Uniwersytetu Naukowego Weizmana podsumował skalę ograniczania pandemii w Izraelu. Dzienna liczba nowych przypadków spadła w sumie o 96 proc., liczba ciężkich zachorowań o 90 proc., a przypadki zgonów o 85 proc. Jak zaznaczył, wszystko to odbyło się przy coraz szerzej otwieranej gospodarce.

Lepsze wyniki wśród starszych

Mogło być też tak, że po prostu trzecia fala pandemii przetoczyła się przez Izrael wcześniej niż przez Europę. W takim przypadku obecnie obserwowalibyśmy jedynie wygaszanie trzeciej fali, która zebrała już swoje ponure żniwo, a ci, którzy mieli zachorować i umrzeć, już to niestety uczynili. Faktem jest, że w styczniu w Izraelu sytuacja pandemiczna była ciężka, choć zaszczepiono wtedy znacznie większą część populacji niż obecnie w Europie. Z drugiej jednak strony pod względem liczby zgonów sytuacja w Izraelu już wówczas była lepsza niż w wielu państwach UE – chociażby w Niemczech czy, minimalnie, w Polsce.

Kiedy koniec pandemii? Czy już zawsze będziemy nosić maseczki? Czy COVID-19 z nami zostanie?

Poza tym na skuteczność szczepionek wskazuje też analiza struktury wiekowej nowych przypadków hospitalizacji oraz zgonów. Do 16 marca sytuacja pandemiczna najwyraźniej poprawiła się wśród osób powyżej 60. roku życia, których ok. 90 proc. zostało do tego momentu zaszczepionych lub miało status ozdrowieńca. Liczba hospitalizacji spadła wśród nich o 78 proc., a liczba zgonów o 91 proc. Tymczasem wśród osób w wieku 20–39 lat liczba hospitalizacji spadła „jedynie” o 49 proc., a liczba zgonów o 78 proc. Ogólny poziom odporności (zaszczepieni + ozdrowieńcy) w tej grupie wynosił wtedy ok. 60 proc. Od początku masowej akcji szczepień w Izraelu zdecydowanie najszybciej poprawiała się sytuacja zdrowotna dwóch najstarszych grup wiekowych – 60–79 oraz 80+. Do 20 marca w tych dwóch grupa zanotowano też największą zsumowaną poprawę z punktu widzenia nowych zakażeń. A to właśnie te grupy były najszybciej szczepione.

Zdrowiejące Wyspy

Sytuacja w Wielkiej Brytanii bardzo przypomina Izrael. Także na Wyspach jeszcze w styczniu notowano bardzo wysokie wskaźniki zakażeń i zgonów, a obecnie tamtejsza pandemia została właściwie zduszona. 7 kwietnia zanotowano tam zaledwie 49 przypadków zakażeń na milion mieszkańców oraz 0,45 zgonu. Pod względem poziomu szczepień Wielka Brytania niewiele odbiega od Izraela, gdyż do 5 kwietnia zaszczepiono tam przynajmniej jedną dawką 47 proc. populacji. Co istotne, w Wielkiej Brytanii szczepi się nie tylko Pfizerem, ale też AstraZenecą. Poza tym przyjęto tam odmienną strategię – postanowiono zaszczepić najpierw jedną dawką jak największą grupę ludzi, nie trzymając dla nich drugiej dawki, o co było zapewne prościej ze względu na bezpieczeństwo dostaw. Dlatego też odsetek zaszczepionych przynajmniej jedną dawką jest tam niemal identyczny co liczba podanych dawek w przeliczeniu na 100 osób.

W ostatnim czasie Public Health of England opublikował trzy analizy dotyczące wpływu szczepień na sytuację pandemiczną w Wielkiej Brytanii. Okazuje się, że przyjęta na Wyspach strategia również przynosi istotne efekty. Przeanalizowano m.in. przebieg choroby wśród osób powyżej 80. roku życia. Wskaźnik hospitalizacji (tj. odsetek chorych, którzy trafili do szpitala) wśród niezaszczepionych chorych powyżej 80. roku życia wyniósł 15 proc. Gdy pierwsza dawka została przyjęta na mniej niż 14 dni przed wykonaniem pozytywnego testu na COVID-19, wskaźnik hospitalizacji spadał minimalnie – w przypadku Pfizera do 14,3 proc., a w przypadku preparatu AstraZeneca do 12,3 proc. Jednak gdy pierwszą dawkę przyjęto na więcej niż 14 dni przed wykonaniem testu na COVID-19, wtedy wskaźnik hospitalizacji spadał już bardzo wyraźnie – do 9 proc. w przypadku Pfizera i 8 proc. po podaniu szczepionki AstraZeneca. Wiąże się to oczywiście z czasem nabywania odporności przez organizm po zaszczepieniu.

UK europejskim liderem szczepień. Nie ma sukcesów bez sprawnego państwa

czytaj także

UK europejskim liderem szczepień. Nie ma sukcesów bez sprawnego państwa

Mariana Mazzucato, Laurie Macfarlane i George Dibb

Wskaźnik śmiertelności przeanalizowano tylko dla szczepionki Pfizera. Tu również mowa o chorych w wieku lat 80 lub starszych. W przypadku niezaszczepionych zmarło 13 proc. chorych. Gdy pierwszą dawkę przyjęto na mniej niż 14 dni przed zdiagnozowaniem choroby, śmiertelność spadała do niecałych 10 proc. Gdy szczepionka została przyjęta na 14 dni lub wcześniej przed pozytywnym testem na COVID-19, wtedy śmiertelność spadała do 6,6 proc., a więc dwukrotnie w stosunku do osób niezaszczepionych.

Według ogólnej konkluzji PHE ryzyko hospitalizacji wśród chorych zaszczepionych jedną dawką spada o 35–45 proc. W związku z tym, że szczepienie zmniejsza również ryzyko samej infekcji, zaszczepieni jedną dawką mają w sumie o 80 proc. niższe ryzyko trafienia do szpitala. Według PHE szczepienia zapewniają pracownikom ochrony zdrowia również bardzo wysoką ochronę przed infekcją, która utrzymuje się na takim samym poziomie przez przynajmniej 56 dni – bo po takim czasie pracownicy ci zostali przebadani.

Ochrona dla ochrony zdrowia

Ten ostatni wątek jest szczególnie istotny. Wysoka odporność pracowników ochrony zdrowia jest kluczowa w czasie, w którym jednocześnie trzeba szczepić ludność i walczyć ze skutkami trzeciej fali pandemii. Gdyby sami pracownicy ochrony zdrowia w tym czasie chorowali, to sparaliżowałoby to zarówno akcję szczepień, jak i ratowania zdrowia chorych – na covid i nie tylko. W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono szereg badań dotyczących odporności poszczepiennej u pracowników ochrony zdrowia, wśród których przeprowadzanie takich analiz jest stosunkowo łatwe – poziom wyszczepienia jest wśród nich wysoki i są „pod ręką”. Co znaczy, że można im robić regularne testy na COVID-19.

Jednemu z badań poddano prawie 4 tys. pracowników ochrony zdrowia, którym robiono przez 13 tygodni cotygodniowy test na COVID-19. Skuteczność szczepionki mRNA (Pfizera lub Moderny) przed jakąkolwiek infekcją SARS-CoV-2, niezależnie od wystąpienia objawów, wyniosła 90 proc. wśród zaszczepionych dwiema dawkami i 80 proc. wśród tych, którzy przyjęli tylko jedną dawkę (ale co najmniej 14 dni po jej przyjęciu). W praktyce wyglądało to tak, że wśród 994 niezaszczepionych wystąpiło 161 infekcji, a wśród 2,5 tys. osób zaszczepionych obiema dawkami zanotowano zaledwie… trzy infekcje.

Znieśmy patenty na szczepionki. Apel do Rady Europejskiej

Podobne wyniki przyniosło badanie przeprowadzone w University of Texas Southwestern Medical Center, gdzie już w połowie grudnia rozpoczęto program dobrowolnych szczepień dla pracowników. Od 15 grudnia do 28 stycznia zanotowano 350 infekcji wśród ponad 23 tys. z nich, zakażonych zostało więc 1,5 proc. zatrudnionych. Już jednak w poszczególnych grupach różnice poziomu zakażeń były drastyczne. Wśród osób niezaszczepionych zakażonych zostało 2,6 proc., a wśród zaszczepionych jedną dawką 1,8 proc. Natomiast wśród zaszczepionych obiema dawkami zakażonych zostało zaledwie 0,05 proc. – mowa dokładnie o czterech przypadkach na 8,1 tys. osób. Tu warto też podkreślić, że grupa zaszczepionych obiema dawkami była niemal tak samo liczna jak grupa niezaszczepionych. Radykalnie niższy wskaźnik zakażeń wśród zaszczepionych nie jest więc skutkiem mniejszej grupy badawczej.

Pytanie o chińską skuteczność

W niektórych państwach szczepienia nie przynoszą aż tak spektakularnych rezultatów. Chile oraz Serbia bywają stawiane za wzór jako kraje tylko średnio zamożne, a jednak szczepiące znacznie szybciej niż wiele bogatszych. I faktycznie, w obu państwach szczepienia są przeprowadzane bardzo sprawnie. Do 6 kwietnia w Chile zaszczepiono przynajmniej jedną dawką jedną trzecią populacji, a w Serbii niecałą jedną czwartą. Problem w tym, że w obu tych państwach sytuacja pandemiczna jest nadal niepokojąca. Przez Serbię przechodzi obecnie trzecia fala pandemii, która pod względem liczby przypadków przypomina tę w Polsce. W Chile także trzecia fala osiągnęła swój dotychczasowy szczyt, choć na poziomie o połowę niższym niż u nas. Wskaźnik śmiertelności w obu państwach jest mniej więcej połowę niższy niż w Polsce, aczkolwiek w pierwszych dniach kwietnia nadal rósł, szczególnie w Serbii. W Chile zaszczepiono jedną dawką nieco większą część populacji niż w USA, ale to w Stanach Zjednoczonych notuje się o połowę niższe wskaźniki pandemiczne.

Oczywiście to nie przesądza o nieskuteczności szczepień w tych dwóch krajach. Gdyby nie szczepionki, trzecia fala mogłaby tam zabrać znacznie więcej istnień ludzkich, a poza tym, na dobrą sprawę, wciąż wyszczepiono tam mniejszą część populacji. Warto jednak zaznaczyć, że i Serbowie, i Chilijczycy szczepią przede wszystkim preparatami chińskimi. W Chile trzy czwarte dostaw pochodzi z firmy Sinovac, producenta preparatu CoronaVac, a w Serbii większość zaszczepionych przyjęła preparat firmy Sinopharm. Jednocześnie słychać wątpliwości co do skuteczności chińskich preparatów. W badaniu przeprowadzonym w Brazylii okazało się, że szczepionka CoronaVac ma jedynie 50-procentową skuteczność. Z kolei preparat Sinopharmu już w badaniach klinicznych wykazał skuteczność na poziomie 79 proc., a więc wyraźnie niższym niż w przypadku konkurencji.

Globalne wojny szczepionkowe

Według serbskiej naukowczyni Marii Gnjatović szczepionka ta znacznie wolniej wytwarza przeciwciała niż inne, dostępne na rynku. Jeśli zatem w nadchodzących tygodniach sytuacja pandemiczna w Chile i Serbii nie zacznie się poprawiać mimo postępującego procesu szczepienia obywateli, będzie można wyciągnąć uzasadniony wniosek, że szczepionki z Chin są mniej skuteczne niż konkurencyjne.

Nowe warianty, stare problemy

Obecną falę pandemii charakteryzuje też pojawienie się nowych wariantów koronawirusa: brytyjskiego, kalifornijskiego, południowoafrykańskiego oraz brazylijskiego. W jednej z publikacji na łamach „The New England Journal of Medicine” autorzy wskazują, że wariant południowoafrykański w badaniach klinicznych częściowo umykał przeciwciałom wytwarzanym przez obecne szczepionki. Preparat AstraZeneca podczas badań w Wielkiej Brytanii oraz Brazylii wykazywał 70-procentową skuteczność, tymczasem w RPA jedynie 22 proc. Szczepionka NovaVax w UK wykazywała 89-procentową skuteczność, natomiast w RPA jedynie 49 proc. Preparat firmy Johnson&Johnson podczas badań w USA wykazał 72 proc. skuteczność, natomiast w RPA 57 proc. Skuteczność preparatu Pfizera przeciw wariantowi południowoafrykańskiemu była do 6,7 razy niższa (maksymalnie), a preparatu Moderny do nawet 8,6 razy niższa. W innym z badań opublikowanych w „NEJM” autorzy wskazują, że szczepionki Moderny oraz Novavax wykazują podobną, wysoką skuteczność przeciw wariantom brytyjskim i kalifornijskim, jednak ich skuteczność w przypadku wirusa z RPA „budzi większe obawy”.

Dosyć optymistyczne jest za to inne badanie z „NEJM”. Wykazano w nim, że wcześniejsze przebycie choroby oraz dodatkowe zaszczepienie jedną dawką szczepionki Pfizera skutkuje wytworzeniem wysokiej liczby przeciwciał neutralizujących warianty brazylijski oraz – co szczególnie istotne – południowoafrykański. Największe nadzieje budzą jednak doniesienia z trwającej właśnie trzeciej fazy badań klinicznych nad zmodyfikowaną szczepionką Pfizera. Według nich wysoki poziom odporności utrzymuje się co najmniej przez sześć miesięcy, co hipotetycznie może oznaczać, że może ona się utrzymywać nawet kilka lat. Przedstawiciele firmy przekonują również, że ich preparat jest skuteczny przeciw wariantowi z Afryki Południowej. W badaniu przeprowadzonym w RPA wśród 800 uczestników zanotowano dziewięć przypadków zakażenia – wszystkie w grupie placebo. Pytanie, jak dużą skuteczność wykazałby preparat Pfizera, gdyby grupa liczyła kilka tysięcy osób, a nie kilkaset.

Tak czy inaczej, szczepionki to obecnie nasza najskuteczniejsza broń przeciw koronawirusowi. Dane z Izraela i Wielkiej Brytanii oraz badania z USA wskazują, że są skuteczne nie tylko w warunkach laboratoryjnych, ale też w życiu codziennym. Chronią ludzi przed śmiercią, a personel medyczny może dzięki nim pracować bez strachu o swoje zdrowie. Im szybciej zaszczepimy wszystkich chętnych, tym szybciej powrócimy do normalności. Albo przynajmniej do czegoś, co ją przypomina.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij