Świat

Co jedenasty zaszczepiony człowiek na świecie jest z Izraela

Izrael zaszczepił już 13 proc. swojej populacji przeciwko COVID-19. To więcej niż jakikolwiek inny kraj. Akcja ta przebiega tak szybko, że zaczyna brakować szczepionek. „Jesteśmy zdecydowanym liderem szczepień i jako pierwsi pokonamy koronawirusa!”, chwalił się na Twitterze premier Netanjahu. Tajemnicą sukcesu Izraela są biznesowe wpływy, sprawność i zaufanie do ochrony zdrowia oraz… wojskowa dyscyplina. 

Już 9 grudnia do Izraela dotarła pierwsza, jeszcze dosyć symboliczna partia szczepionek na COVID-19. Jednak już nazajutrz, czyli w czwartek 10 grudnia, to nieduże bliskowschodnie państwo otrzymało drugą partię, tym razem już znacznie poważniejszą – mowa o 110 tys. dawek. Przypomnijmy, że pierwsza dostawa szczepionek do Polski i innych krajów UE dotarła 26 grudnia, a do końca 2020 roku nasz kraj otrzymał 300 tys. dawek szczepionki. Czyli ledwie trzy razy tyle, co Izrael miał już 20 dni wcześniej.

Izrael stał się światowym liderem w tempie szczepienia populacji przeciw COVID-19. Szybkie i duże dostawy preparatu dały mu przewagę nad innymi państwami.

Tajemnicą sukcesu są oczywiście także dojścia Izraelczyków do elit amerykańskiego biznesu. Krytykowany za zbyt liberalne podejście do zagrożenia pandemią w lecie Benjamin Netanjahu dosłownie postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Jak informuje Business Insider, premier Izraela wielokrotnie osobiście kontaktował się z dyrektorem generalnym Pfizera Albertem Bourlą, z pochodzenia greckim Żydem i dzieckiem ocalałych z Holocaustu.

Duda nie ma żadnej moralnej legitymacji do przemawiania w Yad Vashem

Sprinterskie tempo

Kontekstem błyskawicznej akcji szczepień w Izraelu jest oczywiście tamtejsza sytuacja pandemiczna. Do tej pory (tj. do 5 stycznia) zanotowano tam niecałe 450 tys. przypadków zakażenia koronawirusem. W czterokrotnie większej Polsce odnotowano ich trzy razy mniej.

Pod względem liczby zakażeń w przeliczeniu na milion mieszkańców Izrael plasuje się wysoko, na szczęście znacznie lepiej radzi sobie z ratowaniem życia chorych. Do 4 stycznia na COVID-19 oficjalnie zmarło niecałe 3,5 tys. Izraelczyków, czyli 381 osób na milion obywateli. Według portalu Statista to plasuje Izrael na 50. miejscu na świecie. W Polsce śmiertelność na COVID-19 jest dwukrotnie wyższa i wynosi 768 osób na milion mieszkańców. Ta oficjalna rzecz jasna, bo faktyczna zapewne jest istotnie wyższa.

Ochrona zdrowia w Izraelu radzi sobie lepiej niż ta nadwiślańska, nie mówiąc już o hiszpańskiej czy włoskiej. Jej sprawność jest kolejnym czynnikiem sprzyjającym błyskawicznemu szczepieniu Izraelczyków.

Pokona wirusa, ale nie biurokrację i głupotę rządu. Szczepionka na COVID-19 dotarła do Polski

Tylko 3 stycznia zaszczepiono tam 121 tysięcy osób, co było rekordem. W Polsce jak do tej pory najlepiej wypadł 30 grudnia, gdy jednego dnia zaszczepiono 17 tys. osób. Pod względem liczby dziennych szczepień Izrael ustępuje jedynie wielokrotnie większym Stanom Zjednoczonym i Chinom. Do 3 stycznia zaszczepionych zostało już 1,22 mln Izraelczyków, co odpowiada mniej więcej 13 proc. populacji.

Co jedenasty zaszczepiony człowiek na świecie jest mieszkańcem Izraela. To zupełnie nieprawdopodobne tempo. Akcja szczepień w Izraelu poziomem dyscypliny przypomina manewry wojskowe. Albo i działania wojenne, co jest chyba celniejszym porównaniem. Wszak porównanie zmagań z COVID-19 do wojny regularnie pojawia się w izraelskiej debacie publicznej.

Zbliża się zadyszka?

Okazuje się jednak, że nawet możliwości Izraela nie są nieograniczone. Najprawdopodobniej już w przyszłym tygodniu akcja szczepień w Izraelu zostanie mocno zahamowana. A to dlatego, że do zaszczepienia potrzebne są dwie dawki, więc gdyby zabrakło drugiej dla znacznej częściej zaszczepionych, wiązałoby się to z marnotrawstwem i koniecznością powtórnych szczepień tych samych ludzi. Lub brakiem odporności wśród części zaszczepionych.

Izrael jak na razie dysponuje tylko szczepionką Pfizera. Tymczasem spółka ta może niebawem przykręcić mu kurek, bo znalazła się pod naciskiem innych, zamożnych klientów – czyli pozostałych państw Zachodu. Które widząc hojne dostawy szczepionki do Izraela, zaczęły kierować do Pfizera zażalenia.

Do końca stycznia zaszczepionych ma być jeszcze dodatkowych 800 tys. osób – pierwszą oraz drugą dawką – a także ponowne zaszczepienie 1,2 mln tych, którzy dostali już jedną dawkę. W ten sposób Izrael chce do początku lutego immunizować jedną piątą populacji, w większości ludzi należących do grup ryzyka: personel medyczny, seniorów, a także osoby przewlekle chore. Co znów będzie światowym rekordem. My ten poziom szczepień osiągniemy zapewne gdzieś pod koniec roku.

Polska kontra szczepionki: długa droga do końca pandemii

Kolejnym istotnym czynnikiem jest uniwersalność szczepień w Izraelu. Według Our World In Data właściwie tylko dwa kraje przyjęły uniwersalny model szczepień – Izrael i Arabia Saudyjska. W pozostałych państwach realizujących szczepienia na COVID-19 wprowadzono podział społeczeństwa na grupy, których wyszczepianie będzie się odbywać etapami.

Oczywiście nie oznacza to, że w Izraelu szczepi się wszystkich jak leci. Pierwszeństwo mają osoby starsze oraz personel medyczny, jednak „nadwyżkowe” dawki w poszczególnych punktach szczepień, które są rozsiane po całym kraju, trafiają także do osób spoza grup ryzyka.

Wśród dotychczas zaszczepionych znajdziemy 100 tys. osób w wieku 20–40 lat, które nie mają chorób przewlekłych i nie pracują w ochronie zdrowia. To one właśnie załapały się na nadwyżki, po które ustawiają się całe kolejki. Według „Times of Israel” w niedzielny wieczór w Jerozolimie pod punktami szczepień gromadziły się tłumy ludzi, którzy chcieli otrzymać nadwyżkowe dawki.

Państwo komputer

To entuzjastyczne podejście do szczepień jest następnym ważnym czynnikiem sprzyjającym programowi szczepień prowadzonemu przez Izrael. Uniwersalna, dobrze opłacona publiczna opieka zdrowotna oraz zaufanie do tamtejszej ochrony zdrowia to według Jerusalem Post najważniejsza przewaga Izraela w porównaniu z innymi państwami.

Chociaż 62 proc. mieszkańców Izraela nie ufa premierowi, to zaufanie do ochrony zdrowia wynosi aż 90 proc. Tylko jeden procent społeczeństwa korzysta z ochrony zdrowia poza publicznym systemem. Ten ma liczne zalety. Jest powszechny, skupia się na profilaktyce, a także zatrudnia dużą liczbę personelu. Clalit, czyli tamtejszy NFZ, jest największym pracodawcą w Izraelu. To z jednej strony ułatwia przeprowadzenie całej akcji, a z drugiej wpływa na wysoką „świadomość społeczeństwa”.

Kolejną przewagą Izraela są zaawansowane systemy informatyczne. W ogóle sektor IT w tym kraju jest bardzo dobrze rozwinięty, dzięki czemu Izrael posiada sprawny system przepływu informacji między podmiotami zdrowotnymi, co pozwala na gromadzenie i szybką analizę kluczowych danych. W Polsce, jak wiadomo, największą covidową bazę danych stworzył 19-latek.

Według „Jerusalem Times” to także dlatego Pfizer tak przychylnie traktuje Izrael – może w tym kraju sprawnie przeprowadzić kolejną fazę badań swojej szczepionki, tym razem zakrojoną na wiele milionów osób. Dzięki dostępności big data będzie można przeanalizować skuteczność oraz bezpieczeństwo szczepień na tak wielkiej grupie ludzi w dłuższym czasie.

Rabin powiedział „tak”

Jednym z „wąskich gardeł” akcji szczepień w Izraelu mogłoby być zaszczepienie społeczności żydowskich ortodoksów. Jest ona mocno pokiereszowana przez COVID-19, gdyż jej przedstawiciele niechętnie podchodzą do pandemicznych restrykcji, które uniemożliwiają im prowadzenie praktyk religijnych.

Tu jednak z pomocą rządowi przyszli czołowi żydowscy rabini. Yitzhak Yosef stwierdził wręcz, że zaszczepienie się jest obowiązkiem z punktu widzenia halachy, czyli wykładni Prawa Mojżeszowego. Z tą opinią zgodził się rabin Meir Mazuz, według którego argumenty przeciw szczepieniom są wyimaginowane. Całkiem prawdopodobne, że konserwatywna część Żydów również podda się szczepieniom bez specjalnych obiekcji.

„Żyć według Tory”. Jak pandemia uderzyła w ultraortodoksyjnych Żydów

Problemem może być natomiast brak szczepień dla społeczności arabskiej. Wśród Arabów mieszkających w Izraelu panuje spora niechęć wobec bycia szczepionym przez Żydów. Co jest oczywiście efektem gigantycznej nieufności obu społeczności wobec siebie.

Co gorsza, jak na razie terytoria palestyńskie okupowane przez Izrael będą wykluczone z akcji szczepień. Abstrahując od tego, że to niehumanitarne działanie, brak szczepień dla Palestyńczyków może skutkować ciągłą presją epidemiczną na społeczeństwo Izraela. Wielu mieszkańców Zachodniego Brzegu Jordanu pracuje w Izraelu lub regularnie odwiedza jego terytorium z innych powodów.

W sukcesie szczepień w Izraelu kluczowy może być jednak jeszcze inny czynnik, który także wymienia „Jerusalem Times” w swoim materiale. „Przyzwyczailiśmy się do pracy w stanie wyjątkowym” – stwierdził cytowany przez dziennik Ran Balicer, jeden z dyrektorów w Clalit. Społeczeństwo izraelskie jest silnie zmilitaryzowane i zorganizowane wręcz na wzór wojskowy. Będąc ciągle pod presją faktycznych oraz wyolbrzymionych zagrożeń, mieszkańcy Izraela wyrobili w sobie daleko posuniętą dyscyplinę oraz podporządkowanie tamtejszym służbom różnego rodzaju. W sytuacjach zagrożenia potrafią szybko i sprawnie zewrzeć szeregi i stanąć do boju – czy to z wrogimi państwami, czy z niewidzialnym wirusem.

Powtórzenie sukcesu szczepień Izraela przez Polki i Polaków będzie więc piekielnie trudne. Nasze wpływy międzynarodowe są nieporównywalnie niższe, właściwie w tej sprawie musimy w pełni polegać na Unii Europejskiej, która jest naszym głównym „lewarem” (jak by to powiedział Jacek Bartosiak).

Zaufanie do ochrony zdrowia jest w Polsce niskie i to nie z winy jej pracowników, tylko systemu utrzymującego od lat jej notoryczne niedofinansowanie. Cyfryzacja administracji publicznej wciąż jest na niezadowalającym poziomie, podobnie jak cyfryzacja w ogóle, szczególnie na wsi.

Wreszcie, nie jesteśmy tak karnym społeczeństwem i generalnie nie lubimy odgórnych nakazów. Oczywiście zwykle nie występujemy wobec nich wprost, tylko raczej prowadzimy wobec nich prywatną dywersję. Ktoś mógłby powiedzieć, że to całe szczęście, że w Polsce nie obowiązuje podobny rygor jak w baraku wojskowym. Choć nie znaczy to, że ten w niektórych sytuacjach nie zapewnia przewagi. Na przykład w sytuacji zaszczepienia całej populacji na COVID-19.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij