Kraj

Puto: PiS planuje kolejny przekop. Tym razem mu kibicuję

Mazury

Nie porównujmy zapowiedzi budowy Mazurskiej Pętli z absurdalnym planem przekopu Mierzei Wiślanej tylko dlatego, że pomysł rzucił PiS.

– Bezwzględnie w ciągu najbliższych siedmiu lat chcemy zrealizować plan Mazurskiej Pętli dla żeglarzy – zapowiedział wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk. Wiadomość ta zelektryzowała żeglarzy, którzy od lat o tej pętli marzą. Chodzi o to, by Szlakiem Wielkich Jezior pożeglować można było dookoła – obecnie jest to niemożliwe. Rozładowałoby to tłok na kanałach między jeziorami Jagodne i Tałty i potencjalnie mogłoby przysłużyć się rozwojowi zrównoważonej turystyki wodnej i przynieść korzyści mieszkańcom regionu.

Szlak Wielkich Jezior Mazurskich to z żeglarskiego punktu widzenia unikat na skalę Europy – 111 kilometrów drogi wodnej, która wiedzie przez niezliczone jeziora połączone kanałami. Polska zawdzięcza te krainę zlodowaceniu bałtyckiemu, które wyrzeźbiło ponad 2600 mazurskich jezior, niemieckiej mięcie do budowy solidnej infrastruktury i prosportowej polityce PRL. Szlak na północy i południu rozgałęzia się w liczne strony, lecz na środku ma wąskie gardło – cztery kanały, na których konflikty między żeglarzami, motorowodniakami, wędkarzami, lądowymi turystami i lokalsami sięgają zenitu.

Jeśli spojrzeć na mapę, Niegocin i wspaniałe Śniardwy aż się proszą o połączenie od wschodu. Pomiędzy nimi leżą jeziora Niałk Duży, Niałk Mały, Wojnowo, Buwełno i Tyrkło, ale też niewielki kawałek lądu, niewiele ponad dwa kilometry. Potrzebny jest kanał, być może również tunel (między Buwełnem a Tyrkłem jest niewielkie wzniesienie); w skali potężnej mazurskiej infrastruktury nie wydaje się to wielką ingerencją. O takiej inwestycji dyskutowało się od lat – ale nigdy nie było na to pieniędzy. A ci bardziej odważni i pływający na mniejszych jednostkach i tak robili pętlę na własną rękę – zatrudniając do pomocy okolicznych właścicieli traktorów z przyczepą.

Lokalni włodarze rozważali różne warianty przeprowadzenia tej inwestycji – kanał z tunelem czy system transportu kołowego jachtów. Ale nigdy nie było pieniędzy, żeby to porządnie zaplanować i zbadać plusy i minusy. Dziś umożliwiają to pieniądze z unijnego Funduszu Odbudowy (przez PiS nazywane pieniędzmi z Nowego Polskiego Ładu).

Przeciwnicy inwestycji ostrzegają, że domknięcie Mazurskiej Pętli to zbyt daleko posunięta ingerencja w środowisko naturalne, tym bardziej że teren, na którym miałaby powstać, objęty jest ochroną Natura 2000. Bajdełej, w okolicach planowanego przekopu liczni celebryci wyrżnęli lasy pod budowę swoich luksusowych rezydencji i jakoś nikomu to nie przeszkadzało, choć społecznych korzyści z tego żadnych.

Z drugiej strony sceptycyzm krytyków mnie nie dziwi – turystyka w okolicach Szlaku WJM w ostatnich dekadach rozwijała się w sposób absolutnie niekontrolowany. Ląd pokrywa samowolka budowlana, po lasach walają się śmieci, a jeziora zdominowane zostały przez motorówki – z każdym rokiem coraz większe i bardziej ryczące. Młode lewaczki przybijają sobie w tym temacie piątki ze starej daty żeglarzami i jojczą, że Mazur już nie ma.

Wakacje nad polskim morzem: beton, deweloperka i rzygi

Jednak zamiast zakazywać wszystkiego, lepiej byłoby zastanowić się, jak wykorzystać kasę z Unii, by turystyka na Mazurach rozwijała się w sposób bardziej zrównoważony. Szczególnie że turystów w czasach pandemicznych tylko przybywa, bo Polacy chętniej decydują się na spędzenie urlopu w kraju. Wydłużenie Szlaku WJM może potencjalnie przynieść korzyści mieszkańcom terenów, które do tej pory pozostawały na uboczu. Niezwykle ważne jest przy tym, by uwzględnić w planach ich głos i realny interes – i nie dopuścić do tego, by na Pętli zarobili głównie warszawscy inwestorzy, którzy pewnie już zacierają ręce, żeby zabudować dzikie tereny aparthotelami dla wybranych.

Przede wszystkim jednak budowa Mazurskiej Pętli może stać się okazją do promocji żeglarstwa – ekologicznej formy aktywnego wypoczynku wręcz stworzonej dla naszych skołatanych apokaliptycznymi czasami nerwów. Polskie żeglarstwo – to spadek po PRL – wciąż jest tanie i szeroko dostępne, a jego harcerski rodowód pozwala je łatwo pożenić z edukacją ekologiczną czy, bo i to się może nam wkrótce przydać – survivalową. Mimo usilnych starań kapitalizm nie uczynił z niego jeszcze rozrywki zarezerwowanej dla bogaczy – tak jak to wygląda w wielu innych krajach.

7 wakacyjnych zdobyczy, które dał nam PRL

Być może myślę utopijnie i wyjdzie jak zwykle. Być może również koszty środowiskowe inwestycji okażą się w każdym wariancie zbyt duże. Wtedy porzucę swoje poparcie dla Pętli. Do tego potrzebne są jednak twarde dane – warto sprawdzić, czy projekt da się wdrożyć z korzyścią dla mieszkańców regionu i bez większych szkód dla jego fauny i flory. Mam nadzieję, że nad projektem pracować będą mądre głowy, których nie zniechęci fakt, że odwieczne marzenie polskich żeglarzy postanowił spełnić akurat PiS.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kaja Puto
Kaja Puto
Reportażystka, felietonistka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką Europy Wschodniej, migracji i nacjonalizmu. Współpracuje z mediami polskimi i zagranicznymi jako freelancerka. Związana z Krytyką Polityczną, stowarzyszeniem reporterów Rekolektyw i stowarzyszeniem n-ost – The Network for Reporting on Eastern Europe. Absolwentka MISH UJ, studiowała też w Berlinie i Tbilisi. W latach 2015-2018 wiceprezeska wydawnictwa Ha!art.
Zamknij