Felieton

7 wakacyjnych zdobyczy, które dał nam PRL

Nieważne, czy to trzecia w nocy, środek lasu, a przy drodze tkwi zakaz zatrzymywania się – stopa w Polsce można złapać zawsze i wszędzie. Najczęściej biorą ci, którzy kiedyś sami tak podróżowali. Autostop był formą podróżowania oficjalnie promowaną przez autorytarne władze PRL.


W czasach PRL nie było łatwo podróżować – wyjazd za zachodnią granicę dostępny był dla nielicznych (przynajmniej do początku lat 70.), a swoboda poruszania się nie przypadkiem jest jednym z powodów, za które Polacy UE cenią najbardziej. Jednak był to również system, który po raz pierwszy w historii umożliwił wakacyjny wypoczynek szerokiej rzeszy obywateli i obywatelek. Niektórymi z jego zdobyczy cieszymy się do dziś.

1. Tanie żeglowanie

Kiedy opowiadam moim zagranicznym znajomym o swojej żeglarskiej pasji, dziwnie na mnie patrzą – bo większość z nich podobnie jak ja należy do klasy prekariackiej. Żeglarstwo na Zachodzie kojarzy się z rozrywką klasy (średniej) wyższej, celebrytami, ewentualnie sposobem na spędzenie czasu dla emerytów w bogatych państwach opiekuńczych. Tymczasem po Polsce oczywiście pływają też drogie jachty, ale dzięki promocji tego sportu w PRL możliwe jest spędzenie tygodnia na żaglach nawet za 200–300 PLN (z noclegiem).

Niemożliwe wakacje od PRL

Polskie żeglarstwo ma tradycje sięgające przedwojnia, ale dopiero znalezienie się krainy Wielkich Jezior Mazurskich w granicach Polski (i w mniejszym stopniu wydłużenie linii brzegowej Bałtyku) pozwoliło na umasowienie tego sposobu spędzania czasu. Sportów, które po PRL wciąż pozostały stosunkowo tanie, jest więcej – z takich mniej typowo wakacyjnych to np. latanie na szybowcach.

2. Łatwość jeżdżenia autostopem

Podobne zdziwienie wywołuje informacja, że autostop – kojarzony na świecie z wolnymi ptakami, rewolucją obyczajową i rock’n’rollem – był formą podróżowania oficjalnie promowaną przez autorytarne władze PRL. Już w 1957 roku w obliczu niedoborów benzyny i niedomagań transportu publicznego rozpoczęła się Akcja Autostop – zachęcanie kierowców do zabierania pasażerów na gapę w zamian za kupony z tzw. książeczki autostopowej, które umożliwiały uczestnictwo w losowaniu nagród z biur podróży. Tradycja polskiego autostopu została unieśmiertelniona w mojej ulubionej (i fantastycznie zekranizowanej przez Stanisława Jędrykę) książce ever – Podróż za jeden uśmiech Adama Bahdaja.

Wakacje od pracy, wakacje od koronawirusa

Prawdopodobnie m.in. dzięki tej akcji (książeczki autostopowe można było nabywać aż do 1995 roku) Polska jest – przynajmniej w moim doświadczeniu – krajem, w którym autostopem jeździ się wyjątkowo łatwo. Nieważne, czy to trzecia w nocy, środek lasu, a przy drodze tkwi zakaz zatrzymywania się – stopa w Polsce można złapać zawsze i wszędzie. Najczęściej biorą ci, którzy kiedyś sami tak podróżowali.

3. Dacze i tym podobne

Z okazji pandemii magazyny lajfstajlowe trąbią o micro housing i tiny house movement – sorry, mieliśmy to wcześniej. Na wakacyjną daczę nie mógł sobie oczywiście pozwolić każdy – szczególnie te w prestiżowych lokalizacjach trafiały się głównie zasłużonym działaczom partyjnym – dla mniejszych żuczków pozostawały jednak różnego rodzaju domki letniskowe. Do najbardziej znanych należy oczywiście domek typu Brda, który na stałe wpasował się w krajobraz polskich jezior, zalewów i rzek. Dziś domki letniskowe przeżywają swój renesans – nowoczesne wówczas rozwiązania architektoniczne przetrwały próbę czasu, a ponadto mały metraż (poniżej 34 m kw.) pozwala na ominięcie skomplikowanych procedur związanych z pozwoleniami na budowę.

4. Ogródki działkowe

Nieodłącznym uzupełnieniem masowej produkcji domków letniskowych są oczywiście ogródki działkowe w miastach, które powstały po to, by zapewnić łatwo dostępne wytchnienie (i świeże warzywa) polskiemu ludowi roboczemu. W ostatnich dekadach zostały nieco zapuszczone: kojarzyły się z poprzednim systemem, śmiesznym przeżytkiem, rozrywką dla emerytów. Polacy marzyli raczej o wczasach all inclusive w Egipcie czy na Majorce. Ale dziś znów wróciła na nie moda: każdy szanujący się wielkomiejski hipster ma lub marzy o swojej działce, na której będzie miał ekologiczną uprawę warzyw czy owoców. A przy okazji napije się prosecco ze znajomymi, bo na polskiej ulicy legalnie (jeszcze) można wypić co najwyżej latte na mleku sojowym. Gdyby znów potraktować ogródki działkowe w sposób systemowy, mogłyby one stać się świetnym narzędziem edukacji przyrodniczej i ekologicznej. Na razie jednak każdy liczy na swoją babcię, bo ceny działek na rynku wtórnym w dużych miastach gwałtownie rosną – a z powodu pandemii rosnąć będą jeszcze bardziej.

5. Dobra infrastruktura turystyczna

Jasne, tej też nie brakuje np. w Europie Zachodniej – szczególnie Europa Północno-Zachodnia to raj dla rowerzystów, kajakarzy czy piechurów. Jednak system świetnie pooznaczanych szlaków, całe mnóstwo schronisk, informacji turystycznych oraz oddziały PTTK promujące krajoznawstwo to właśnie dzieło PRL.

Postturyści, czyli jak podróżować, żeby nie kolonizować

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że turystyka – szczególnie górska – rozwijała się już na długo przed II wojną światową, również dzięki inicjatywom prywatnym. Ale umówmy się: gdyby nie PRL, podróże po Polsce składałyby się głównie z huczącego w uszach cymbergaja, reklam pang za 60 zł udających dorsze i koszmarnych gargameli architektonicznych szumnie nazwanych apartamentowcami.

6. Tanie noclegi

Mało kto wie, że wciąż istnieją – choć jest ich niewiele – zakładowe ośrodki wczasowe. Nie jest już tak jak w PRL, że wakacje w nich spędzają pracownicy konkretnych zakładów – to zazwyczaj oferty wolnorynkowe, choć zdecydowanie tańsze od oferty prywatnych hoteli. Takie obiekty posiada np. Poczta Polska, PKP (ośrodki zarządzane są przez spółkę CS Natura Tour), Kompania Węglowa (zarządzane przez Nadwiślańską Agencję Turystyczną) czy Jastrzębska Spółka Węglowa (przez Jastrzębską Spółkę Ubezpieczeniową).

Jeśli do tego dodamy akademiki (często udostępniane latem jako hostele), refundowane przez NFZ pobyty w sanatoriach i wciąż istniejący dodatek na „wczasy pod gruszą” (o który mogą ubiegać się m.in. pracownicy budżetówki) – wychodzi na to, że dzięki PRL wciąż możemy spędzić tanio wakacje w kraju. Aha, wciąż jeszcze można trafić na (sprywatyzowane co prawda) wczasy wagonowe – taką usługę oferuje m.in. Muzeum Kolejnictwa na Śląsku.

7. Państwowe lasy

W wielu krajach w Europie i na świecie lasy są w rękach prywatnych. W UE jest to aż 60 proc. lasów, a w Polsce – zaledwie 19,31 proc. (dane GUS za 2018). Oczywiście, jak wiemy z ostatnich lat, państwowość lasów nie zapewnia im odpowiedniego traktowania. Tak czy inaczej w wielu krajach Europy publiczny dostęp do wielu lasów jest mocno ograniczony, a o biwaku, grzybobraniu czy innym darmowym sposobie wypoczynku można sobie pomarzyć (lub zrealizować marzenie, ale zapłacić mandat). Wyjątkiem są tu przede wszystkim kraje skandynawskie, które kontakt z przyrodą traktują niemalże jak prawo człowieka. Z drugiej jednak strony polski liberalizm w odniesieniu do obcowania z lasami ma także swoje wady: łatwy do nich dostęp wiąże się też z zaśmiecaniem, kradzieżą drewna czy pożarami.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Kaja Puto

| Reportażystka, felietonistka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką Europy Wschodniej, migracji i nacjonalizmu. Współpracuje z mediami polskimi i zagranicznymi jako freelancerka. Związana z Krytyką Polityczną, stowarzyszeniem reporterów Rekolektyw i stowarzyszeniem n-ost – The Network for Reporting on Eastern Europe. Absolwentka MISH UJ, studiowała też w Berlinie i Tbilisi. W latach 2015-2018 wiceprezeska wydawnictwa Ha!art.