Kraj

Pierwsze dni wojny: obywatelki działają, polskie państwo też, ale osobno

W Przemyślu jest wojsko, Straż Graniczna, służby PKP i mnóstwo wolontariuszy, osób prywatnych, z prywatnymi samochodami, Polacy i Ukraińcy, którzy od razu odbierają uchodźców. Stoją porozkładane leżaki, jest zupa, jedzenie, wolontariusze. Organizujemy się.

Już w czwartek na dworcu w Przemyślu zebrały się osoby oczekujące na opóźniający się pociąg z Kijowa. − Większość miała łzy w oczach − mówi obecna tam dziennikarka Paulina Olszanka. I tak jest cały czas. − Jeszcze nie widziałam, żeby co druga osoba w miejscu publicznymi miała w oczach łzy albo oczy opuchnięte od płaczu.

W Przemyślu widać też duży ruch służb. Jest wojsko, straż graniczna, służba PKP − opowiada Olszanka. − I mnóstwo osób prywatnych, z prywatnymi samochodami, Polacy i Ukraińcy, którzy od razu odbierają uchodźców. Stoją porozkładane leżaki, na których podróżni mogą odpocząć. Jest zupa, jedzenie. Odprawa przebiega cały czas, ale po stronie ukraińskiej jest tłoczno, ludzie czekają na odprawę długie godziny. Pociągi są opóźnione. Podobnie jest w Medyce. W Chełmnie trochę spokojniej i mniej dziennikarzy.

Do soboty 26 lutego przez polską granicę przejechało 100 tysięcy uchodźców. W ciągu kolejnej doby ta liczba wzrosła do 213 tysięcy.

Pomoc dla ukraińskich uchodźców na przejściu granicznym w Medyce. Fot. Adam Reichardt/New Eastern Europe

Samorząd

W poniedziałek Putin podjął decyzję o uznaniu suwerenności dwóch samozwańczych republik ukraińskich: ługańskiej i donieckiej, a w długim przemówieniu podważył państwowość Ukrainy. Było już jasne, że do jakiejś konfrontacji siłowej może dojść. Pozostawało pytanie o skalę.

Mniej więcej trzydzieści godzin przed atakiem pytałam prezydenta Rzeszowa, niedaleko którego powstała baza wojsk amerykańskich, o kontakty między samorządem a województwem, o planowane działania, system wsparcia możliwych uchodźców, których wtedy spodziewano się około miliona.

Ewakuacja z Ukrainy – o czym pamiętać, uciekając przed wojną

Konrad Fijołek przekazał, że napięcie w tym przygranicznym mieście jest wyraźnie wyczuwalne i samorząd zaczyna liczyć miejsca noclegowe. Jako miejsca, które mogą pomieścić uchodźców, wymienił szkoły i hale sportowe, ale zaraz dodał, że przecież uczniowie wracają ze zdalnych lekcji, a szkoły są przepełnione po reformie edukacji, więc tak naprawdę nie wiadomo. Mimo wszystko był dobrej myśli, bo region podkarpacki ma wiele wolnych miejsc pracy, więc przyjęcie nawet na dłuższy czas ludzi nie powinno być problemem. Co robić, kiedy kryzys się zaostrzy, czy są instrukcje dla ludności − nie wiadomo, ale samorządowcy powoli zaczynają przemyśliwać te mniej optymistyczne scenariusze. To, co by się na pewno przydało, to koordynacja, wsparcie ze strony rządu. Jednak nikt jeszcze się nie kontaktował.

Dwa dni później przewidywana liczba uchodźców to od miliona do trzech, a nawet do pięciu.

Do soboty 26 lutego do Polski przyjechało już 100 tysięcy uchodźców − podaje straż graniczna. Większość pociągami do Przemyśla. PKP jednak ciągle nie uruchomiło dodatkowych połączeń umożliwiających transport do innych miast. Na razie takie kryzysowe połączenia zorganizowali Czesi.

W Przemyślu dostępnych jest 300 miejsc noclegowych, z czego 70−80 na dworcu, a ponad 250 w okolicznych szkołach. Część mieszkańców zaprasza uchodźców do siebie.

Ukraińscy uchodźcy na przejściu granicznym w Medyce. Fot. Adam Reichardt/New Eastern Europe

Obywatelki i obywatele organizują się

W czwartek, po spontanicznej demonstracji pod ambasadą rosyjską, która odbyła się na wieść o inwazji Rosji na Ukrainę, rozmawialiśmy z Piotrem Tymą, przewodniczącym Związku Ukraińców Polskich. Przygotowywał się do narady z ukraińskimi organizacjami emigracyjnymi, żeby skoordynować działania w Warszawie. Powiedział, że otworzono już punkt informacyjny zbierający dane o obywatelach Ukrainy na Pomorzu Zachodnim, będą łączyć siły, by zająć się ludźmi, którzy tu przybędą. Ale potrzebnych działań jest więcej, na przykład przeciwdziałanie dezinformacji, utrzymywanie kontaktu z rodzinami Ukraińców mieszkających w Polsce, zbieranie od nich informacji dotyczących przebiegu wydarzeń w konkretnych miejscach.

I Zachód, i Putin nie doceniają determinacji Ukraińców [rozmowa]

− Możemy tu się spodziewać masy dezinformacji, zwłaszcza w mediach społecznościowych − mówił Tyma. − Dziś rano przyszła wiadomość o desancie w Odessie. Szybko skontaktowałem się ze znajomymi dziennikarzami na południu Ukrainy i okazało się, że niczego takiego nie było. Dlatego bardzo ważny jest tu element zbudowania trochę alternatywnego sprawdzania informacji, przez ludzi, którzy są na miejscu, dziennikarzy z prawdziwego zdarzenia, którzy są w stanie te informacje sprawdzać. Bo, tak samo jak w czasie Majdanu, będą powstawały fikcyjne agencje, które mają za zadanie manipulować informacjami − tłumaczył.

Czy ktoś z rządu odzywał się do Związku? − Jeszcze nie − mówił Tyma. − My się zwrócimy, nie czekając, aż ktoś nas poprosi, spróbujemy współpracować z samorządem i administracją rządową. A mamy potencjał. Mamy ludzi znających język, mamy rodziny w Ukrainie, dobrą współpracę z obywatelami Ukrainy, mamy też swoje kanały informacyjne, prasę, wydawnictwo, jest potencjał, który trzeba wpleść w to, co będzie robiło państwo.

Pierwsze do konkretnej pracy ruszyła tymczasem Stowarzyszenie Homo Faber z Lublina. Na apel w lokalnych mediach: „Znasz rosyjski lub ukraiński? Masz doświadczenie w udzielaniu pomocy?” − odpowiedziało już 1500 wolontariuszy.

− Medycy, psychologowie, prawnicy − opowiada Anna Dąbrowska. − Mamy też bardzo dobrą współpracę z miastem, samorządem, do kontaktu z nami oddelegowano urzędników, który pracują ramię w ramię ze Stowarzyszeniem. Pracują u nas wolontariusze, którzy mają doświadczenie, część pracowała z nami w 2014 roku, kiedy zaczął się Majdan. Druga grupa to ci, którzy pracowali na kryzysie polsko-białoruskim. To są inne sytuacje, ale pewne obszary pracy są podobne, czyli koordynacja dużej ilości informacji, grup, dużych zasobów. Większość wolontariuszy to Ukraińcy, a ci, co zarządzają, to pół na pół Polacy i Ukraińcy − opowiada Dąbrowska.

Pierwsze godziny wojny. „Może to potrwać dziesiątki lat, ale wytrwamy”

Czy jest jakaś koordynacja działań na poziomie wojewódzkim? − Próbujemy rozmawiać z urzędem wojewódzkim, a właściwie ratusz Lublina próbuje się z nimi kontaktować i zdobyć informacje.

Wsparciem uchodźców zajęła się też Fundacja Ocalenie. − Organizacje same się sieciują, koordynują, kto i gdzie będzie dyżurował, co może zrobić − mówi Kalina Czwarnóg. − Pytanie, czy rząd zobaczy, że są NGO-sy, jest strona ukraińska, samorządy, czy będzie chciał współpracować.

A taka współpraca by się przydała. Telefon Fundacji Ocalenie zatkał się, bo z całej Polski dzwonią ludzie, pytając, jak mogą pomóc.

W mediach społecznościowych powstały liczne grupy pomocowe. Grupa Granica zebrała je w podgrupy obejmujące poszczególne potrzeby. Można przekazać informację o możliwości rozlokowania uchodźców, mnóstwo jest ogłoszeń o dostępnych pokojach, mieszkaniach czy domach, o chęci wynajęcia uchodźcom lokum, gotowości pokrycia kosztów czynszu. Można znaleźć podgrupę dotyczącą konkretnego województwa.

Pomoc dla ukraińskich uchodźców na przejściu granicznym w Medyce. Fot. Adam Reichardt/New Eastern Europe

Na osobnej stronie można znaleźć informację o możliwości transportu uchodźców od granicy w głąb kraju − grupa już liczy 10 tysięcy osób.

Grupa Pomoc dla Ukrainy, która powstała jako pierwsza lub jedna z pierwszych, liczy już ponad 216 tysięcy uczestniczek i uczestników. Większość grup związanych z opieką nad zwierzętami też organizuje się, pomagając w ich transporcie. Stowarzyszenie Interwencji Prawnej na bieżąco aktualizuje informacje na temat przepisów dotyczących przekraczania granicy.

Ale i poza mediami społecznościowymi widać mnóstwo zaangażowania. Ludzie mieszkający w pobliżu granicy przynoszą na dworce kolejowe jedzenie, wodę, oferują pomoc, lokum. Przy stadionie Legii w Warszawie utworzyła się kolejka osób gotowych oddać krew dla rannych.

Rząd sobie

Skala poruszenia i zaangażowania społecznego jest olbrzymia. To, co jest potrzebne, to aktywność oraz chęć współpracy i koordynacji różnych działań, wsparcie finansowe ze strony rządu.

Matysiak, Sterczewski: Ta wojna musi przestać się Putinowi opłacać

Jednak rząd organizuje się na razie poza stroną społeczną. Powstały punkty recepcyjne w Dorohusku, Dołhobyczowie, Horodle, Lubyczy Królewskiej, Korczowej, Medyce, Krowicy Samej, Ustrzykach Dolnych. Są tam łóżka polowe i kuchnia, możliwa jest pomoc medyczna. Uchodźcy mogą dojechać tam sami albo są podwożeni przez straż graniczną, z którą minister Michał Dworczyk spotkał się w sobotę w Przemyślu.

Straż graniczna deklaruje, że nikogo nie zostawi bez pomocy. Przyznaję, że nie wiem, jak rozumieć te słowa, skoro ta sama SG wywozi uchodźców do lasu, więzi w ośrodkach detencyjnych, przepycha przez drut żyletkowy, zaledwie parę dni temu znaleziono kolejne zwłoki − 26-letniego mężczyzny, który przez SG był wywożony kilkukrotnie. Dlaczego dopiero teraz udało się otworzyć punkty recepcyjne, rozstawić polowe łóżka?

Instrukcje dla przybywających z Ukrainy na stronie gov.pl do piątku były bardzo lakoniczne, w sobotę instrukcja została rozszerzona o parę ważnych wskazówek: na przykład, by zapakować prowiant, ściągnąć na telefon mapę.

Rząd na szczęście szybko podjął decyzje o zniesieniu wobec uchodźców restrykcji covidowych i o możliwości przewozu zwierząt: psów, kotów, fretek, a być może również koni.

Partia Razem apeluje do rządu o mechanizmy, które, jak w czasie konferencji mówiła Magdalena Biejat, będą chronić ukraińskich migrantów przed wyzyskiem, pracą na czarno i poniżej stawek minimalnych. „Ukraińscy pracownicy są w Polsce potrzebni, mają kwalifikacje i chęć do pracy. Trzeba umożliwić im legalną, godną pracę bez zbędnej biurokracji. Dość kar dla pracowników za pracę na czarno, to odpowiedzialność pracodawcy. Dość wiz sezonowych, dość działania agencji »pośrednictwa pracy«, które nic nie wnoszą do naszej gospodarki, a wyzyskują ukraińskich pracowników w zamian za fikcyjne zaproszenia do pracy” mówiła Biejat.

Partia Razem wskazuje też kolejne obszary funkcjonowania państwa, które trzeba natychmiast wzmocnić, to jest opiekę zdrowotną i edukację. Oba tymczasem są na skraju wyczerpania. Lekarze od dwóch lat pandemii pracują ponad siły, a szkoła wstrząsana jest kolejnymi szkodliwymi reformami. Oba sektory będą musiały tymczasem sprostać wyzwaniom związanym z wojną i milionami uchodźców.

Ogromnie ważna jest teraz koordynacja działań pomiędzy rządem a samorządami, w ostatnim czasie przecież szykanowanymi, i organizacjami obywatelskimi, które też były na celowniku państwa.

Raport NIK już w 2019 roku informował, że w Polsce nie funkcjonuje skuteczny system ochrony ludności. Brakuje struktur realizujących zadania z zakresu zarządzania kryzysowego, obrony cywilnej. Nie ma procedur ani zasobów umożliwiających właściwe zarządzanie i koordynację działań w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowych. Dziś, w chwili próby, widać, że poprawy w tym obszarze brak.

Centrum Zarządzania Kryzysowego nadal zajmuje się głównie pogodą i koronawirusem. Czy ktoś z was dostał SMS z alertem, że tuż za naszą granicą toczy się wojna? Albo numerem konta, na które można wysłać pieniądze na pomoc Ukrainie? Albo że benzyna i papier toaletowy jeszcze się nie kończą i nie ma powodu do paniki? Ja nie. I wiem, że mogę sobie te informacje sama znaleźć w mediach. Ale pogodę też sobie mogę sprawdzić. CZK na pytania przez telefon nie odpowiada, na maile nie odpisuje.

***
Kilka przydatnych linków pomocowych:

Ukraiński Dom w Warszawie
Razom For Ukraine
Pomoc dla Ukrainy mieszkanie grupa na FB
Pomoc dla Ukrainy transport grupa na FB
Fundacja Ocalenie
Stowarzyszenie Homo Faber w Lublinie
Wpłaty na siły zbrojne Ukrainy

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij