Kraj

O alimentach nie należy milczeć

Fot. Hebe Aguilera/Flickr.com

Zaledwie jedna trzecia dzieci dłużników alimentacyjnych jest uprawniona do świadczenia alimentacyjnego, którego maksymalna wysokość nie zmieniła się od lat. Wprowadzenie alimentów natychmiastowych i znaczne podwyższenie progu dochodowego w Funduszu Alimentacyjnym to minimum zmian, które są potrzebne od zaraz.

To paradoks, że w kraju, gdzie Matka Boska uchodzi, a macierzyństwo jest oficjalnie wychwalane przez decydentów oraz media publiczne, tak wielu ojców bezkarnie uchyla się od utrzymywania swoich dzieci. Każdy, kto choć liznął w praktyce temat egzekucji należności, wie, że długi alimentacyjne to sprawy najbardziej beznadziejne. Jest ich mnóstwo, zadłużenie pojedynczych zobowiązanych bywa ogromne, a ściągnięcie całości długu graniczy z cudem.

Uporczywi dłużnicy alimentacyjni są tak wyspecjalizowani w ukrywaniu swoich dochodów i majątku, że można wręcz powiedzieć, że uczynili sobie z tego swój styl życia. Gdyby choć połowę czasu, który niektórzy z nich poświęcają na unikanie odpowiedzialności za swoich potomków, spożytkowali na zarabianie pieniędzy, spłaciliby wszystkie alimenty i jeszcze by im zostało. Najwyraźniej jednak nie jest to zgodne z ich filozofią życiową, która opiera się na uprzykrzaniu życia matce i wodzeniu za nos komorników i egzekutorów.

Alimenciarz jest mężczyzną

Dlaczego w poprzednim zdaniu dłużnicy alimentacyjni zostali jednoznacznie utożsamieni z ojcami? Ponieważ mężczyźni stanowią 94 proc. dłużników alimentacyjnych w Polsce. W maju 2020 roku zobowiązania wobec Funduszu Alimentacyjnego (FA) miało 266 tysięcy Polaków i jedynie 16 tysięcy Polek. W sumie ich zadłużenie wyniosło 11,4 mld złotych, co i tak jest znacznym postępem, gdyż w zeszłym roku zadłużenie w FA wynosiło 12,3 mld zł, a liczba dłużników wynosiła 301 tysięcy.

Ten spadek jest efektem między innymi lepszej ściągalności alimentów, jaka nastąpiła po wprowadzeniu ustawy z 2018 roku, która właśnie taki miała cel. Według informacji „Dziennika Gazety Prawnej” w 2019 roku ściągalność sięgnęła 39 proc., choć jeszcze w okresie 2009–2015 wynosiła zaledwie 13 procent. Ustawa z grudnia 2018 roku wprowadziła między innymi możliwość nakładania grzywien do 45 tysięcy zł na pracodawców, którzy umożliwiali dłużnikom alimentacyjnym ukrywanie dochodów, zaniżając ich oficjalne zarobki lub nie informując należycie o nich organów egzekucyjnych. Nałożono także na ZUS obowiązek comiesięcznego aktualizowania informacji o źródłach składek płaconych przez dłużników, które wysyła do komorników. Choć akurat system elektroniczny, który miał służyć tej bieżącej wymianie informacji, w 2019 roku jeszcze w praktyce nie działał, więc nie mógł odpowiadać za tę poprawę sytuacji.

Polacy znają wiele sposobów na niepłacenie alimentów

Na pewno zadziałała za to inna zmiana – nieco wcześniej, bo w 2017 roku, zmieniono przepisy dotyczące odpowiedzialności karnej za niepłacenie alimentów. Obecnie odpowiedzialności karnej podlega niesubordynowany rodzic, którego zobowiązania alimentacyjne przekraczają równowartość kwot za trzy miesiące. Wcześniej karnie odpowiadali tylko dłużnicy, którzy uporczywie nie płacili alimentów, więc jednym ze sposobów obejścia systemu było wpłacanie co jakiś czas niewielkich kwot, zupełnie nieodpowiadających tym zasądzonym, by zapewnić sobie alibi.

W wyniku tej zmiany wielu dłużników alimentacyjnych w cudowny sposób nagle znalazło pieniądze na spłacenie swoich zobowiązań. Okazało się, że rozszerzenie sankcji karnej za alimenty poskutkowało niespodziewanym rozmnożeniem środków pieniężnych będących w dyspozycji dłużników alimentacyjnych. W tekście w „DGP” podany jest przykład mężczyzny z Płocka, który jednorazowo spłacił całe swoje zadłużenie alimentacyjne o wysokości 140 tysięcy zł. Skąd je wziął, skoro przez długie lata, jak wynika z kwoty zadłużenia, uchylał się od utrzymywania swoich dzieci?

Ukryte problemy

Czy więc można powiedzieć, że wszystko idzie ku lepszemu, gdyż dług alimentacyjny spada, a skuteczność jego ściągania rośnie? Absolutnie nie. Te 11,4 mld zł podane wyżej jest jedynie zadłużeniem w Funduszu Alimentacyjnym, a więc nie obejmuje całości długu alimentacyjnego w Polsce. Według stowarzyszenia Alimenty to nie prezenty wszystkie zobowiązania dłużników alimentacyjnych wobec ich dzieci wynoszą 40 mld zł, a komornicy prowadzą w sumie 600 tysięcy spraw dotyczących ponad miliona dzieci.

Skąd tak wielka różnica? Z tego prostego powodu, że świadczenie alimentacyjne z FA przysługuje tylko niektórym dzieciom niesubordynowanych rodziców. Przez lata przysługiwało ono tylko dzieciom żyjącym w gospodarstwach domowych, w których dochód na głowę nie przekraczał 725 zł. Ten próg dochodowy był zamrożony przez całą dekadę – obowiązywał od 2008 do 2017 roku. Z tego powodu wartość świadczeń wypłacanych z FA systematycznie spadała – według kontroli NIK w 2015 roku wyniosła ona 1,5 mld zł, a w roku 2018 już tylko 1,2 mld zł. Co więcej, świadczenie alimentacyjne wynosi maksymalnie 500 zł, nawet jeśli zasądzone alimenty są znacznie wyższe. Tak więc większość długu alimentacyjnego nie jest zaliczana do zadłużenia w Funduszu Alimentacyjnym, które jest podawane w mediach jako całość zobowiązań nierzetelnych rodziców wobec ich dzieci. Zadłużenie w FA to jedynie zobowiązania wobec dzieci, które spełniają kryterium dochodowe, i tylko do kwoty 500 zł od jednego dziecka.

Pod koniec 2017 roku próg dochodowy uprawniający do świadczenia z FA wzrósł o szaloną kwotę 75 zł, a od października tego roku będzie wynosić 900 zł. Tak więc w okresie 2008-2020 próg dochodowy wzrośnie o 175 zł, czyli o jedną czwartą. Tymczasem średnie wynagrodzenie w kraju wzrosło w tym czasie z 3,2 tys. zł do 5,4 tys. zł, a więc o dwie trzecie. Wzrost progu dochodowego w świadczeniu alimentacyjnym zupełnie nie odpowiada wzrostowi płac w Polsce. Nic więc dziwnego, że liczba dzieci uprawnionych do świadczenia alimentacyjnego co roku spada.

Na szczęście w tym roku ma zostać wprowadzony mechanizm „złotówka za złotówkę”. Po przekroczeniu progu dochodowego świadczenie jedynie odpowiednio spadnie, a nie zostanie zupełnie odebrane. Według danych, na które powołuje się ministra pracy Marlena Maląg, dzięki temu mechanizmowi dodatkowe 40 tysięcy dzieci zostanie objętych świadczeniem z FA. No i świetnie, nie zmienia to jednak faktu, że próg dochodowy wciąż jest na absurdalnie niskim poziomie, co zaniża lub odbiera świadczenia wielu dzieciom utrzymywanym przez samodzielnych rodziców – głównie matki.

Zmiany potrzebne od zaraz

Dyskusja o alimentach nie powinna się jednak ograniczać jedynie do dłużników alimentacyjnych. Problemy pojawiają się już wcześniej. Według danych udostępnionych na konferencji Rzecznika Praw Obywatelskich średnia wysokość zasądzonych alimentów to zaledwie 600 zł, co jest przecież drobnym ułamkiem kwot potrzebnych do utrzymania dziecka na przyzwoitym poziomie. Tym bardziej kiedy jest się samodzielną matką, która musi dzielić swój czas na wychowanie córki lub syna oraz pracę. Poza tym na zasądzenie alimentów trzeba czekać miesiącami. Z czego utrzymywać się do tego czasu?

W zeszłej kadencji Ministerstwo Sprawiedliwości zaproponowało bardzo sensowny projekt o alimentach natychmiastowych. To rozwiązanie funkcjonuje między innymi w Niemczech. Po złożeniu wniosku w trybie nakazowo-alimentacyjnym sąd miałby 14 dni na wydanie decyzji z rygorem natychmiastowej wykonalności, więc nie wstrzymywałoby jej ewentualne odwołanie. Alimenty natychmiastowe miały wynosić niecałe 500 zł na jedno dziecko w przypadku jedynaka i nieco mniej w sytuacji, gdy dzieci jest więcej. Co ważne, uzyskanie alimentów natychmiastowych nie uniemożliwiałoby rodzicowi starania się o wyższe alimenty w tradycyjnym trybie.

Fejfer: Nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo macierzyństwo różnicuje szanse na rynku pracy

Rozwiązanie to miało funkcjonować już od października ubiegłego roku, jednak Sejm nie zdążył uchwalić ustawy. Choć jej projekt wpłynął w lutym 2019 roku, pierwsze czytanie odbyło się dopiero w kwietniu. Komisja sejmowa wydała pozytywną opinię w lipcu, zaraz potem były wakacje sejmowe, następnie kampania wyborcza… i politykom partii rządzącej zabrakło determinacji do dopięcia projektu. Najwyraźniej mieli ważniejsze rzeczy na głowie. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiadało, że złoży odpowiedni projekt jeszcze w tym roku, prace wciąż jednak trwają. Cierpliwość stracił już nawet pisowski Rzecznik Praw Dziecka, który wielokrotnie upominał się o jak najszybsze wprowadzenie alimentów natychmiastowych i usprawnienie pracy sądów rodzinnych – ostatnio między innymi w Senacie.

Wprowadzenie alimentów natychmiastowych to minimum, którego powinniśmy oczekiwać od polityków w zakresie świadczeń alimentacyjnych. Gruntowną reformę powinien przejść także Fundusz Alimentacyjny. Próg dochodowy powinien wynosić 1,5 tysiąca zł na głowę, dzięki czemu spełniałby go samotny rodzic zarabiający w okolicach mediany. Świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego również powinny być wyższe, bo są zamrożone od lat. Faktem jest, że w międzyczasie wprowadzono 500+, co w pewnym stopniu wyręczyło Fundusz Alimentacyjny. Mimo wszystko pensje w Polsce, ale też trochę ceny, poszły ostatnio w górę, więc wysokość świadczenia również wymaga odpowiedniej korekty.

Milczące przyzwolenie

Oczywiście nie wszyscy dłużnicy alimentacyjni to osoby celowo uprzykrzające życie swoim dzieciom i rodzicom swoich dzieci. Część z nich jest faktycznie w bardzo trudnej sytuacji. Według danych RPO jedna trzecia dłużników alimentacyjnych nie płaci także innych zobowiązań, niecała połowa cierpi na chorobę alkoholową, a nawet co piąty może być uzależniony od narkotyków. Nawet jeśli wpadli w te kłopoty ze swojej winy, nie oznacza to, że należy ich zostawić bez wsparcia. Wsadzać do więzienia powinno się jedynie tych, którzy celowo unikają płacenia alimentów, choć spokojnie mogliby to robić. Dłużnicy alimentacyjni, którzy faktycznie są w trudnej sytuacji, powinni móc uniknąć wyroku, jeśli skorzystaliby z publicznego programu wsparcia wychodzenia z długów alimentacyjnych i wywiązaliby się z obowiązków uczestnictwa w takim programie. Na podobnej zasadzie uzależnionym od substancji psychoaktywnych można zamienić część kary na pobyt w ośrodku odwykowym.

Nie mniej istotny jest społeczny odbiór tematu. Według badania Postawy Polaków wobec niepłacenia alimentów 74 proc. ankietowanych twierdzi, że nie widzi uzasadnienia dla niepłacenia alimentów przez znanych sobie dłużników. Mimo to aż 40 proc. pytanych przyznaje, że nie podjęło żadnych działań, by przekonać znajomego dłużnika alimentacyjnego do zmiany swojego podejścia. A według 63 proc. pytanych przyzwolenie na niepłacenie alimentów ze strony najbliższego otoczenia dłużnika jest jednym z głównych czynników pozwalających na uniknięcie odpowiedzialności.

Drogi alimenciarzu, tu Twoje dziecko [list]

Zatem choć unikanie alimentów jest wśród Polaków i Polek odbierane negatywnie, przynajmniej w deklaracjach, wciąż panuje milczące przyzwolenie na ignorowanie rodzicielskiego obowiązku. Lojalność towarzyska i traktowanie tematu jako tabu w gronie znajomych lub przyjaciół tworzą warunki, w których dłużnik alimentacyjny ma komfort unikania odpowiedzialności. Gdyby każdego z nich spotykał brak akceptacji nawet wśród najbliższych, zapewne szybciej zmieniliby swoje podejście. Unikanie alimentów to nie jest temat, na który należy milczeć, nawet jeśli dotyczy to najbliższego przyjaciela. A właściwie w takim przypadku tym bardziej nie należy milczeć.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco