Kraj

Nie chcemy pracowników drugiej kategorii

Autorzy raportu „Gościnna Polska” namawiają, by przyjąć do wiadomości, że Polska staje się krajem imigranckim, przestać udawać, że płot na granicy rozwiąże sprawę, i zacząć korzystać z coraz bardziej urozmaiconego ludzkiego potencjału uchodźców. Integrować, budując spójne społeczeństwo.

Polityki migracyjnej w Polsce wciąż nie ma, ale brak polityki też jest polityką. Granice dla cudzoziemców od 2014 roku są szeroko otwarte. W budownictwie, przemyśle przetwórczym, handlu, transporcie i innych usługach przyjęto uproszczoną procedurę zatrudniania, wymagającą tylko oświadczenia woli pracodawcy, która przedtem obejmowała jedynie sezonowe prace rolnicze. Nie poszły za tym żadne programy wsparcia dla rodzin, nauki języka, zezwoleń na pobyt stały lub chociaż możliwość przedłużenia pobytu. Pojawił się za to silny antyuchodźczy i antymigrancki przekaz, a telewizja publiczna i prawicowe media powielały wizerunek imigrantów jako niebezpiecznych gwałcicieli, roznoszących zarazki i żerujących na socjalu ciężko pracujących społeczeństw.

Tak rząd chce pomagać uchodźcom w 2023 roku [rozmowa z ministrą Ścigaj]

Niewypowiedziany wprost przekaz, jaki z tego zestawu wynika, to: jesteście potrzebni wyłącznie jako tania siła robocza, nie mamy dla was nic więcej poza pracą, której Polacy nie chcą wykonywać za takie pieniądze albo na takich warunkach, a poza tym trochę wami gardzimy, a trochę się was boimy.

O tym, że taka polityka ma krótkie nogi, przekonało się już wiele krajów europejskich, a my – jak przekonuje Michał Boni, współtwórca raportu Gościnna Polska – myślimy o sobie jak Niemcy w latach 60.: że dynamicznie się rozwijamy i potrzebujemy pracowników. A przyjeżdżają ludzie. Ze swoimi talentami, ambicjami, planami życiowymi, rodzinami. Tych ludzi niekoniecznie już widzimy. Przekaz, który idzie razem z marnymi warunkami pracy i krótkoterminowymi pozwoleniami na pobyt trafia nie tylko do przyjezdnych, ale i do polskich obywateli. I jest narzędziem segregacji na obywateli pełnoprawnych, którzy mogą budować sobie w swoim kraju przyszłość, i trzymanych w ryzach migrantów, którzy mają znać swoje miejsce, a jeśli się im pozwoli na zbyt dużo, to zagrożą statusowi i kulturze Polaków. Nadejdzie „wielkie zastąpienie”.

Syndrom oblężonej rasy, czyli o co chodzi z wielkim zastąpieniem

Efekty tej polityki szczególnie mocno widać teraz, w kontekście uchodźców wojennych z Ukrainy. Jak pokazuje raport Sadury i Sierakowskiego, mimo wielkiej pomocy okazanej spontanicznie zaraz po inwazji Rosji na Ukrainę w lutym i generalnego poparcia dla Ukrainy, powtarzane są zmyślone opowieści o tym, jak to ciotka sąsiadki słyszała, że w bliżej nieokreślonym mieście jakaś Ukrainka miała nie zapłacić za lekarstwa czy fryzjera albo przepychać się w kolejce do lekarza. Powtarzane są też lękotwórcze przepowiednie, że zaraz „zaleje nas kolejna wielomilionowa fala uchodźców”. „A co, jak przyjedzie kilkanaście milionów?” − pytają nawet tak odpowiedzialni dziennikarze jak Jacek Żakowski.

Praca co łaska

Nie ma to nic wspólnego z prawdą. Przez granicę polsko-ukraińską przechodzi tyle samo osób w jedną, co w drugą stronę. W Warszawie i warszawskim obwarzanku uchodźców jest w tej chwili dużo mniej niż latem – jak podała w czasie konferencji 6 grudnia na podstawie najnowszych statystyk wiceprezydentka Warszawy Aldona Machnowska-Góra, w sumie około 200 tysięcy, z czego w samej Warszawie około 130 tysięcy.

Odnotowano też aż 80 tysięcy zgłoszeń do pracy. Bezrobocie nie wzrasta, Ukrainki nie „żerują na polskim socjalu”, a wręcz − jak pisze w „Tygodniku Powszechnym” Marek Rabij − rozkręciły gospodarkę. Bo 93 proc. uchodźców to kobiety (średnia wieku 38 lat) z dziećmi. Ponad połowa ma wyższe wykształcenie. W Ukrainie pracowały jako specjalistki, nauczycielki, farmaceutki, pracownice sektora usług i handlu, tu – znacznie poniżej swoich kwalifikacji. Pytanie, na jakich warunkach pracują w Polsce, jakie dostają umowy i czy otrzymywane wynagrodzenia pozwolą się im usamodzielnić? Czy też mimo najlepszych chęci, przy obecnych cenach najmu, inflacji i drożyźnie, nie dadzą rady?

W prasie wiele jest ofert pracy skierowanych bezpośrednio do Ukraińców, jednak jak przekonują członkinie Inicjatywy Pracowniczej, pracodawcy często chcą wykorzystać ich trudną sytuację i zatrudnić na niekorzystnych umowach krótkoterminowych, albo wręcz w szarej strefie. Pracodawcy zasłaniają się skomplikowaną procedurą zatrudniania i w ten sposób przekonują do formy zatrudnienia niekorzystnej dla pracownika. Zwłaszcza duże zakłady, jak tłumaczyła aktywistka IP, z założenia nie zatrudniają osób z Ukrainy czy Białorusi na umowach stałych. Jak czytamy w raporcie, w 12.2021/1.2022 ubezpieczonych zatrudnionych cudzoziemców było prawie 900 tys., w tym niemal 630 tys. obywateli Ukrainy. W szarej strefie kolejne 600 tysięcy.

Dlatego ważne jest upowszechnianie wiedzy o możliwościach legalnego zatrudnienia pracowników z Ukrainy, Białorusi czy innych państw, bo jeśli wiedza ta będzie powszechna, pracodawcy trudniej będzie manipulować i zatrudniać na byle jaką umowę.

Problemem, nad którym pracuje teraz Ministerstwo Pracy, jest też rozmaitość ścieżek zatrudnienia. Szybka ścieżka, która pozwala pracodawcy zatrudnić osobę z Ukrainy po przedstawieniu umowy i zgłoszeniu do ZUS, jest dostępna tylko dla tych, którzy przyjechali do Polski po 24 lutego. Nie obejmuje zaś tych, którzy pracowali tu wcześniej, zwłaszcza jeśli dodatkowo mają krótkie terminy pobytu. Przebrnięcie przez procedury i uzyskanie karty pobytu to sprawa trudna, a potrzebne oświadczenie można złożyć tylko raz, nie można go poprawić ani uzupełnić. Jednocześnie uchodźcy wojenni tracą status uchodźcy, jeśli wyjadą z Polski na dłużej niż 30 dni.

Jeszcze inne zasady dotyczą osób, które również uciekły do Polski przed wojną w Ukrainie, ale nie są Ukrainkami, tylko np. Nigeryjkami, i nie przyznano im statusu uchodźcy.

Specyficzna jest sytuacja kobiet zatrudniających się w prywatnych domach jako opiekunki osób starszych, dzieci, pomoce domowe. Alienacja dotyka zwłaszcza te, które zamieszkują w mieszkaniu czy domu osób, którymi się opiekują, albo przy rodzinach. Jakiekolwiek prawa pracownicze w ich przypadku najczęściej są fikcją, często nie podpisują z pracodawcą żadnej umowy, uzależniając się od jego dobrej albo złej woli. Zatrudnienie niani objęte jest częściowym wsparciem państwa, które opłaca pracowniczce ZUS od połowy minimalnego wynagrodzenia: to forma pomocy młodym rodzinom.

Nie ma jednak takiego rozwiązania dla opiekunek osób starszych. Obowiązki pracownic domowych rozszerzają się na kolejne obszary dbania o dom, a za czas wolny uznawane jest już wyjście po zakupy albo chwila, kiedy podopieczna akurat śpi, choć oczywiście jest to dla osoby wykonującej opiekę czas czuwania, a nie taki, który rzeczywiście pozostaje do jej dyspozycji. Sytuacja opiekunek i pomocy domowych − co podkreślają aktywistki Inicjatywy Pracowniczej − jest taka sama jak polskich służących sto lat temu.

Czy osoby o lewicowych poglądach mogą zatrudniać pomoc domową?

Samodzielność

Od zatrudnienia i wynagrodzenia zależy możliwość wynajęcia mieszkania. Minimalna krajowa na to pozwala, ale nie zostaje już niemal nic na utrzymanie. Jednocześnie podnoszone jest oczekiwanie, że uchodźcy jak najszybciej się usamodzielnią. Te oczekiwania kierowane są również do osób, które od wielu miesięcy zamieszkują w miejscach zbiorowego zakwaterowania, takich jak hale Ptak, nad którymi czuwa wojewoda.

Ponad połowa przebywających w nich ludzi pracuje, jednak ich zarobki nie wystarczają na to, by hale opuścić. Rząd zamierza wprowadzić od 1 lutego odpłatność za pobyt w takich miejscach: po 120 dniach uchodźcy mają płacić połowę stawki, czyli 30 zł za dobę z wyżywieniem. To 1000 zł miesięcznie, ale dla osoby w kryzysie, niesamodzielnej albo sprawującej opiekę nad osobami zależnymi, w depresji i traumie wojennej, może się to okazać progiem nie do przeskoczenia. Liczne organizacje pomocowe ostrzegają przed falą bezdomności.

Polska, kraj imigrancki. Jak przystosować cały system?

Pomysł wydaje się nieprzemyślany, bo stosowana jest presja bez wglądu w sytuację tych osób. Jasne jest przecież, że zamieszkiwanie w wielkiej hali w kilka tysięcy osób, bez prywatności, możliwości odpoczynku, ciszy, namiastki domu, jest wynikiem całkowitego braku innych możliwości. Aldona Machnowska-Góra w czasie konferencji o politykach integracyjnych powiedziała, że samorząd warszawski dawno już zamknął wszystkie miejsca zbiorowego zakwaterowania, bo nie sprzyjają one integracji, potęgują stany depresyjne i bezradność. W hali Ptak powstała szkoła, ale zgłosiła się do niej zaledwie połowa przebywających tam dzieci − co świadczy o tym, że zanim zacznie się nakładać na mieszkańców hal obciążenia finansowe, trzeba wdrożyć działania pomocowe.

Warto zapytać, jak mają radzić sobie polskie rodziny, które muszą utrzymać się za jedną minimalną pensję. I może właśnie teraz, w czasie wielopoziomowego kryzysu, jest okazja, by spojrzeć na cały system społeczny, również pod względem spójności, która jest ważną składową odporności.

Spójność

Twórcy raportu Gościnna Polska namawiają, by na sytuację spojrzeć kompleksowo i nie dzielić wedle narodowości, ale profilować grupy wedle ich potrzeb: są matki samodzielne i niesamodzielne, są osoby zatrudnione, niezatrudnione i takie, które mimo zatrudnienia nie są w stanie się utrzymać, są lekarze, nauczyciele, osoby utalentowane w różnych kierunkach, ambitne. Autorzy namawiają, by przyjąć do wiadomości, że Polska staje się krajem imigranckim, przestać udawać, że płot na granicy rozwiąże sprawę, i zacząć korzystać z coraz bardziej urozmaiconego ludzkiego potencjału uchodźców. Integrować, budując spójne społeczeństwo.

Po co nam spójność? Bo trwa wojna, a działania dezinformacyjne, podburzające do wzajemnej wrogości rozwijają się najlepiej, kiedy społeczeństwo jest podzielone, zaufanie niskie, a nierówności wysokie; kiedy kwitnie ksenofobia, rasizm, a postawy faszyzujące lub wprost faszystowskie są normalizowane. Opowieści o bratankach siostrzenicy rozsiewane są tymi samymi kanałami co wcześniej brednie antyszczepionkowe.

Niestety na konferencji poświęconej obszernemu raportowi nie pojawili się przedstawiciele rządu ani partii opozycyjnych. Nawet w liberalnych środowiskach nadal panuje swoista schizofrenia, jeśli chodzi o stosunek do uchodźców: przyjmiemy uciekających z Ukrainy, ale uciekający przed trwającą 11 lat wojną w Syrii na to nie zasłużyli.

A przecież przychodzą do nas nie tylko biali chrześcijanie z Ukrainy. Twórcy raportu Gościnna Polska podkreślają, że nie można patrzeć na to jak na problem, ale jak na wyzwanie i okazję do zbudowania systemów pracy, mieszkalnictwa, ochrony zdrowia, edukacji, które będą dobrze działały dla wszystkich. Przekonują, by ułatwiać legalizację długiego pobytu, pobytu stałego i obywatelstwa, a w długim planie na nowych obywateli powinny również otworzyć się obszary administracji samorządowej. W krótszej perspektywie powinniśmy testować scenariusze na różne okoliczności rozwoju wojny, by wzmożony ruch na granicy zastał nas przygotowanych. Najwyższy czas, by przestać odwracać oczy od problemu, ale zacząć budować spójność społeczną na wszystkich poziomach.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij