Kraj

Nauczycielom potrzeba nowych form protestu [rozmowa]

Opinia publiczna nie akceptuje form protestu nauczycieli, które utrudniają życie rodzicom i uczniom – a umiarkowane formy sprzeciwu, takie jak demonstracje, nie zawsze są skutecznym narzędziem walki. Po zawieszeniu strajku nauczyciele czują się upokorzeni i bezsilni. Michał Sutowski rozmawia z psycholożką, dr Joanną Grzymałą-Moszczyńską.


Michał Sutowski: Wiosną tego roku w sprawie podwyżek płac strajkowało w polskiej oświacie 600 tysięcy osób i trzy czwarte szkół – najwięcej od ponad ćwierćwiecza. Zespół psycholożek i psychologów społecznych, z twoim między innymi udziałem, przebadał opinie i nastroje nauczycieli w tej sprawie. Dowiedzieliście się czegoś nieoczywistego? I czemu miało to badanie służyć?

Joanna Grzymała-Moszczyńska: Do współpracy zaprosił nas – dr. hab. Michała Bilewicza, dr Katarzynę Jaśko, dr. hab. Tomasza Bestę i mnie – Ogólnopolski Międzyszkolny Komitet Strajkowy. To było już po strajku, z początkiem czerwca tego roku. Mieliśmy opowiedzieć, co psychologia wie na temat działań zbiorowych, różnego rodzaju protestów. W trakcie dyskusji zaproponowaliśmy, żeby zrobić badanie i rozpoznać nastroje wśród nauczycieli i nauczycielek. Chcieliśmy się dowiedzieć, jakie były ich doświadczenia udziału w strajku wiosną i, przede wszystkim, jakie mają zamiary w sprawie dalszego protestowania jesienią.

A więc: chcieliby wziąć udział w ewentualnym drugim strajku?

Tak. OMKS chciał zrobić coś w rodzaju prereferendum strajkowego, rozpoznać nastroje. Skorzystaliśmy z okazji i postawiliśmy ankietowanym dodatkowe pytania, które naszym zdaniem mogłyby się okazać przydatne Związkowi Nauczycielstwa Polskiego i nauczycielom myślącym o organizacji protestów w przyszłości. Cel był zatem praktyczny, choć badanie pomaga nam również zrozumieć pewne bardziej ogólne mechanizmy.

Na przykład?

Na ile poczucie, że „coś znaczę” wpływa na chęć zaangażowania się w działania na rzecz ważnej sprawy, nawet mimo poniesionych porażek czy małych szans na sukces – to jeden wątek. Albo jak doświadczenie mowy nienawiści, tzn. bycia jej obiektem, przekłada się na chęć dalszego zaangażowania.

Nauczyciele nie dogadali się z ministerstwem. Co czeka nas we wrześniu?

A ludzie chcieli w ogóle rozmawiać? W końcu z ich wiosennych żądań zostało niewiele. Miał być tysiąc podwyżki dla wszystkich z wyrównaniem od początku roku, a uzyskano ledwie 10 procent podwyżki od września – dla niektórych to mniej niż 300 złotych – uwolnienie dodatku stażowego i skrócenie drogi awansu zawodowego o 5 lat.

Bardzo chcieli – nie tyle rozmawiać, ile się wypowiedzieć w ankiecie internetowej. Byliśmy wręcz zaskoczeni skalą odpowiedzi – aż 7 tysięcy osób rozpoczęło badanie, a do ostatnich pytań dotarło około 5 tysięcy. To oczywiście nie jest próba reprezentatywna, niemniej bardzo duża – około półtora procent populacji nauczycieli w Polsce. Wśród uczestniczek i uczestników – aż 89 procent badanych to kobiety – lekko, co prawda, nadreprezentowane są nauczycielki z wielkich miast, ale sprawdziliśmy, że wyniki w małych miejscowościach czy na wsi w większości kwestii nie różnią się istotnie. Wprawdzie osoby w mniejszych miejscowościach doświadczały nieco większych trudności i miały nieco mniej wsparcia, ale te różnice są niewielkie.

No to po kolei. Czy strajk, ich zdaniem, pod jakimkolwiek względem się udał?

Zdecydowanie nie. Aż 80 procent ankietowanych odpowiadało, że cele wiosennego strajku nie zostały zrealizowane, a 15 procent, że „trudno powiedzieć”. Najsilniej odczuwane emocje to poczucie, że „robi się coś ważnego” i że zostało się zlekceważonym. Porównywaliśmy też nastroje w trakcie strajku i już po nim – to poczucie, że robi się coś ważnego, było nieco mniejsze po decyzji o zawieszeniu protestu, natomiast wrażenie bycia lekceważonym wzrosło, podobnie jak poczucie bezsilności i upokorzenia.

To w sumie oczywiste. Trudno, żeby porażkę odebrać inaczej.

Po zawieszeniu protestu wzrosło poczucie bycia lekceważonym, bezsilności i upokorzenia.

Na pewno były to emocje związane z tym, że rząd nie odpowiedział pozytywnie na żądania, atakował strajkujących i próbował ich skłócić ze sobą. Ale w odpowiedziach otwartych, które dopiero pobieżnie zdążyliśmy przeanalizować, przewijał się też wątek rozczarowania faktem przerwania strajku bez skonsultowania z nimi tej decyzji.

Czy strajkujący mieli poczucie osamotnienia?

Deklarowali silne wsparcie ze strony rodzin i własnego środowiska zawodowego – wszystkich nauczycieli, a już w szczególności tych w swoich placówkach. Zaskakująco mało było jednak opinii na temat wsparcia ze strony uczniów, społeczności lokalnej, rodziców i, generalnie, opinii publicznej.

W omówieniu badania twierdzicie jednak, że nauczyciele nazbyt pesymistycznie oceniają poparcie opinii publicznej i rodziców.

W tym sensie, że dane zbierane przez CBOS wskazują, iż rodzice częściej niż reszta obywateli wspierali strajk. To wychodzi z badania prób reprezentatywnych na poziomie ogólnopolskim. Faktem jest jednak, że wielu nauczycieli nie otrzymywało sygnałów poparcia ze strony bliskiego otoczenia i wytrwanie w proteście było dla nich trudne. Zdawali sobie również sprawę, że przeciwko nim działa nie tylko propaganda rządowa, ale także kłopotliwe dla rodziców aspekty organizacji życia codziennego, np. problemy z zapewnieniem dzieciom opieki. To budziło dość częstą niechęć do protestujących.

Strajki muszą być uciążliwe, inaczej nie będą skuteczne [rozmowa]

Kiedy czytam wykresy z waszego badania na temat przepływu informacji wśród strajkujących, mam wrażenie, że ktoś tu zaniedbał kwestie komunikacyjne…

Faktycznie, z ocen nauczycieli wynika, że można to było zrobić dużo lepiej. Widać bowiem dużą rozbieżność między tym, jak docierały do nich informacje w trakcie strajku – głównie od kolegów i koleżanek z pracy, z mediów społecznościowych i tradycyjnych – a oczekiwaniami.

To znaczy?

Protestujący mieli nadzieję, że to od związkowców będą się dowiadywać o postępach rozmów, taktyce na kolejne dni, ogólnej sytuacji. Płynność informacyjna wyraźnie kulała w czasie strajku. Mój znajomy nauczyciel chciał wydawać gazetę strajkową u siebie w szkole, ale poddał się po kilku dniach. Po prostu nie było skąd brać informacji, żeby ją wypełnić – nie mógł ich znaleźć ani na lokalnych stronach ZNP, ani oficjalnej witrynie ogólnopolskiej. Brakowało tam kontentu, mówiąc niezbyt elegancko.

Mówiłaś, że zawieszenie strajku wywołało bezsilność i poczucie lekceważenia. Czytam też, że aż 45 procent nauczycieli uważa tę decyzję za błąd, 35 procent – za słuszną. Czy to znaczy, że mieli nadzieję na zwycięstwo, gdyby wytrwali dłużej?

Ewidentne jest to, że ludzie byli sfrustrowani brakiem wpływu na decyzję władz związku. A mogliby taki wpływ mieć, w końcu żyjemy w 2019 roku i jest mnóstwo narzędzi pozwalających określać kierunek działania organizacji.

Może ZNP po prostu miał inne sygnały? Że nastroje opadają, że jest coraz trudniej…

Nastroje można badać dość dokładnie, bo istnieją przecież narzędzia do głosowania i platformy, gdzie można się porozumiewać, np. system do głosowania Helios czy inne platformy do głosowania online, używane w niektórych partiach politycznych. To pozwala choćby na niewiążące sprawdzenie, co ludzie myślą o bieżącej sytuacji, do jakich rozwiązań się przychylają. Na świecie istnieją gigantyczne ruchy społeczne, które jakoś się ze sobą komunikują, zresztą w naszym badaniu pytane osoby postulowały np. wprowadzenie regionalnych grup na Whatsappie.

I ten brak wpływu był największym problemem w czasie strajku?

Akurat wśród problemów wymieniano co innego. Na pierwszym miejscu były oczywiście obawy o sytuację finansową własną i rodziny – pamiętajmy, że tylko 3 procent uczestników strajku dostawało zapomogi, a nie przypadkiem strajk dotyczył podwyżek wynagrodzeń. Utrata choćby części pensji mniejszej nieraz niż 2 tysiące na rękę to w tej sytuacji jest bardzo poważne wyzwanie życiowe. Ale źródłem dyskomfortu była też zwyczajna nuda i znużenie wynikające z tego, że robi się nic albo niewiele – to też aspekt organizacji strajku, który w przyszłości trzeba przemyśleć.

Czyli nie wszystko poszło jak trzeba. A czy nauczyciele zastrajkowaliby teraz jesienią?

43 procent z nich przystąpiłoby – raczej lub na pewno – do strajku jesienią, natomiast aż 66 procent nauczycieli jest gotowych na udział w innych formach protestu, takich jak demonstracje w swoim mieście lub Warszawie, publiczne debaty z lokalnymi społecznościami o problemach oświaty czy rezygnacja z wszelkich zajęć dodatkowych.

Trochę mało na wielki ferment.

Musimy jednak pamiętać, że te dane zbieraliśmy w czerwcu i lipcu. Nauczyciele byli zmęczeni strajkiem i całym rokiem szkolnym, więc dziś te proporcje mogą wyglądać inaczej. Na gotowość do protestowania najmocniej wpływa ocena perspektyw sukcesu, ewentualna masowość wystąpień środowiska, ale też to, czy w czasie strajków wiosną silnie odczuwano emocje pozytywne, czyli dumę i poczucie wielkiej wagi tych działań.

Nauczyciele, opowiedzmy naszą historię!

Ale ja czytam w waszym omówieniu, że zdaniem nauczycieli szanse powodzenia jesienią są bardzo niewielkie – tylko 8 procent twierdzi, że sukces jest wysoce lub chociaż raczej prawdopodobny. Jedna trzecia odpowiada „trudno powiedzieć”, a aż 61 procent, że szanse wygranej są niskie lub bardzo niskie. Czyli prognozy są skrajnie pesymistyczne. To skąd te ponad 40 procent czerpie motywację do strajkowania?

W moim przekonaniu decyduje tu przekonanie o wadze celów strajku – aż dla 81 procent strajkujących to był „bardzo ważny cel życiowy”, dla połowy zaś wręcz „znacznie ważniejszy niż inne cele”. Także w innych naszych badaniach zauważamy, że ludzie się zaangażują w jakąś sprawę, wiedząc, że szanse sukcesu są małe – jeśli ta sprawa jest wyjątkowo dla nich ważna.

Tak silna determinacja to coś nietypowego?

Aż dla 81 procent strajkujących strajk to był „bardzo ważny cel życiowy”.

Robiłyśmy badania wśród osób broniących Puszczy Białowieskiej czy demonstrujących na marszach KOD i zawsze ludzie angażujący się w protesty mówią, że ta sprawa jest dla nich bardzo ważna. Ale tu wyjątkowo często słyszeliśmy, że to było ważniejsze niż inne cele życiowe. Poza tym skala tego protestu była wyjątkowo masowa – to nie była grupa aktywistów, tylko setki tysięcy ludzi.

OK, czyli cele były dla strajkujących bardzo ważne. Ale może wynika to z tego, że bliska koszula ciału – strajk, ze względów ustawowych zresztą, dotyczył spraw płacowych. W waszym badaniu pytaliście o nauczycielskie postulaty zmian w oświacie i to jednak charakterystyczne, że waga tematów dotyczących warunków pracy i płacy jest nieporównywalnie większa od wszystkich pozostałych.

Wskazywane cele ewentualnego strajku na jesień dotyczą nie tylko spraw płacowo-bytowych. Owszem, wyższe płace jako postulowany cel wznowionego strajku jesienią wskazało aż 63 procent badanych, ale na kolejnych miejscach było już ograniczenie biurokracji, czyli wypełniania tabelek, a więcej czasu na pracę z uczniem (33 procent), wzrost nakładów na oświatę (27 procent) oraz stabilność organizacyjno-programowa, czyli oderwanie edukacji od zawirowań bieżącej polityki (22 procent). To wszystko przekłada się przecież bezpośrednio na jakość nauczania.

Dlaczego strajkujemy? Odpowiadają nauczycielki z Władysławowa, Sokółki i Konina

Ale kiedy pytacie o konkretne kierunki zmian w szkole, to entuzjazm nauczycieli jest już umiarkowany. Nową podstawę programową postuluje 15 procent, świeckość szkoły 14 procent, większą autonomię nauczycieli ledwie 10, podobnie jak niższy limit uczniów w klasie. A takie pomysły, jak „większa pomoc psychologiczna dla uczniów”, wprowadzenie nauczania o zmianach klimatu czy wyrównywanie szans edukacyjnych uczniów, to już kwestie zupełnie marginalne.

Nie zgodzę się. Aby zrozumieć to niskie poparcie dla niektórych kwestii, potrzebna jest uwaga metodologiczna. Otóż wybór odpowiedzi był szeroki – kilkanaście różnych pozycji, które przygotowaliśmy z pomocą OMKS. Chcieliśmy jednak zmusić respondentów do rzeczywistego określenia priorytetów, więc osoby biorące udział w badaniu mogły wybrać tylko trzy kwestie, które są dla nich najważniejsze.

Wiemy już, że wielkim problemem przy strajku są finanse – ZNP nie ma takiego funduszu strajkowego, który by zabezpieczył setki tysięcy ludzi na wiele tygodni. Jednocześnie opinia publiczna nie życzy sobie metod protestu, które uderzają bezpośrednio w uczniów. Większość Polaków i większość rodziców uczniów nie popiera odwoływania lekcji, brania zwolnień czy niepojawiania się na egzaminach. Może wynalezienie jakiejś innej metody protestu i zastosowanie jej jesienią to lepszy pomysł niż strajk?

Faktycznie, mniej nauczycieli deklaruje chęć powrotu do strajku, a dużo więcej wzięłoby udział w demonstracji w swoim mieście (do 58 procent) lub w Warszawie (46 procent), w debatach o problemach oświaty z lokalną społecznością (do 65 procent). Najwięcej, bo ponad 80 procent, jako formę protestu wybiera wycofanie się z wszelkich zajęć nadobowiązkowych. Zarazem opinia publiczna, co wiemy dzięki CBOS, za najbardziej dopuszczalne formy protestów uważa – proszę posłuchać – głodówki i okupacje kuratoriów!

Suchecka: Wreszcie edukacja stała się ważnym tematem medialnym

Których z kolei wyraźnie nie chcą podejmować nauczyciele.

No właśnie, ludzie akceptują formy protestu, które są bardzo kosztowne czy wręcz niebezpieczne dla samych nauczycieli, byle nie dotykały rodziców ani uczniów. A z kolei te najbardziej umiarkowane formy sprzeciwu, jak demonstrowanie czy publiczne debaty – jaką siłę przetargową one dają? Mam niestety poważne wątpliwości, czy rząd potraktowałby takie działania z należną uwagą.

To co robić jesienią? Czy wasze badanie pozwoli nauczycielom i związkowcom wyciągnąć jakieś wnioski polityczne?

Ludzie akceptują formy protestu, które są kosztowne czy wręcz niebezpieczne dla samych nauczycieli, byle nie dotykały rodziców ani uczniów.

Jako badaczka nie czuję się na siłach doradzać ludziom sfrustrowanym sytuacją w oświacie. Działania, które nazwaliśmy „radykalnymi” – blokady ulic czy strajk głodowy – wyraźnie mają niewielkie poparcie wśród nauczycieli, choć już np. strajk okupacyjny popiera 38% osób. Z drugiej strony trudno, żeby same debaty ze społecznością lokalną pozwoliły skutecznie przeforsować ich postulaty. ZNP ma dziś twardy orzech do zgryzienia i mam ogromną nadzieję, że nasze dane się im do czegoś przydadzą, ale niestety nie mam gotowej recepty na sukces.

To chociaż parę rekomendacji.

Koniecznie należy włączyć dużo więcej ludzi w planowanie całej akcji i dyskutowanie o niej, bo głównie przez brak tego włączenia czuli się lekceważeni i pozbawieni wpływu. A to między innymi poczucie sprawstwa decyduje o motywacji i determinacji. Warto też pisać o sukcesach walk pracowniczych w innych państwach, jak chociażby sukcesach amerykańskich nauczycieli w zeszłym roku oraz innych grup zawodowych w naszym kraju. Sądzę też, że byłoby świetnie ułatwić okazywanie wsparcia i solidarności ze strony otoczenia społecznego. Niestety, według polskiego prawa strajk solidarnościowy można podjąć wyłącznie w imię obrony praw i wolności pracowników, którzy nie mają prawa do strajku, więc to niestety odpada.

Czy nauczyciele zastrajkują we wrześniu? Rozmowa ze Sławomirem Broniarzem

A co pozostaje?

Coraz więcej grup zawodowych w sferze budżetowej myśli o strajku, jak chociażby pracownicy pomocy społecznej. Prawodawcy nie dali nam możliwości strajku generalnego, ale nikt nie powiedział, że te wszystkie planowane protesty pracownicze nie mogą rozpocząć się w tym samym czasie… Bardzo trzymam za to kciuki!

 

**
dr Joanna Grzymała-Moszczyńska pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Naukowo zajmuje się psychologią społeczną. Bada motywacje do włączania się w aktywizm i mechanizmy sprzyjające zaangażowaniu na rzecz różnych spraw społecznych i politycznych.

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.