Kraj

Koronawirus. Oto jedyny sensowny plan antykryzysowy dla polskiego rządu

ubostwo-ulica-bezdomnosc

Bieda, bezrobocie, bezdomność, brak stabilności pracy i dostępu do usług to dla wielu z nas choroby nawet groźniejsze niż koronawirus. Ale ta epidemia je tylko pogłębi. Dlatego polski rząd ma coraz mniej czasu, by zadziałać. Tekst Piotra Szumlewicza.


Epidemia koronawirusa obnażyła słabość polskiego państwa i gigantyczną skalę bezprawia na rynku pracy. Rząd od kilkunastu dni zastanawia się nad podjęciem działań antykryzysowych, ale trudno mu znaleźć skuteczne rozwiązania, które objęłyby setki tysięcy osób zatrudnionych w ramach tzw. umów niestandardowych.

Rozwiązania rządowe dotyczą pracowników etatowych – to do nich adresowane są środki funduszu pracy i funduszu gwarantowanych świadczeń pracowniczych. Osoby pozbawione etatu mogą stracić pracę i dochód, nie dostając od władzy żadnego wsparcia. Pozostaną bez pracy i środków do życia, jedynie z nadzieją, że po ustąpieniu epidemii pracodawca znowu nawiąże z nimi współpracę. Nie ma też planów ratunku dla całych branż najbardziej zagrożonych upadłością. Wreszcie obywatele najbardziej zagrożeni wirusem nie otrzymują całościowej profesjonalnej pomocy od państwa i epidemia umacnia ich wykluczenie społeczne.

Już 5 lat temu, w kampanii wyborczej, PiS obiecywał likwidację umów śmieciowych. Niestety od tamtego czasu ich skala wręcz wzrosła. W 2018 roku było 1,3 mln osób, z którymi została zawarta umowa zlecenie lub umowa o dzieło, a które nie były nigdzie zatrudnione na podstawie stosunku pracy. To aż o 8,3% więcej niż w 2017 roku. Pod koniec 2018 roku było też ok. 1,3 mln samozatrudnionych, czyli również o 8,3% więcej niż rok wcześniej. To razem aż 2,6 mln ludzi, a przecież mamy jeszcze kilkaset tysięcy nisko opłacanych stażystów i wciąż rozbudowaną szarą strefę.

W Polsce nie tylko panuje olbrzymia skala niestabilnego zatrudnienia, ale ma ono w znacznej mierze nielegalny charakter. Zgodnie z art. 22 Kodeksu pracy, gdy jest określone miejsce pracy, czas pracy i podległość służbowa, musi być zawarta umowa etatowa. Tymczasem w gastronomii, ochronie czy handlu wiele firm łamie prawo i narzuca inne rodzaje umów – zlecenie, o dzieło czy samozatrudnienie. W ostatnich latach niestandardowe rodzaje umów rozwijają się też w branżach i firmach, w których przez lata wszyscy mieli etaty, co dotyczy między innymi transportu lotniczego, służby zdrowia czy szkolnictwa. Niestety władze nie tylko nie ograniczają patologii, ale przyzwalają na jej wzrost.

W demokratycznym państwie prawa rząd podejmuje wysiłki, aby przeciwdziałać bezrobociu, biedzie i wykluczeniu społecznemu. Dlatego pakiet antykryzysowy powinien objąć też pracowników pozbawionych etatu. Jednocześnie kryzys stanowi szansę, aby władza dokonała strukturalnej zmiany na rynku pracy, która pozwoliłaby lepiej radzić sobie z kryzysami w przyszłości. Zresztą część ekspertów twierdzi, że koronawirus osłabnie w lecie, a pod koniec roku może powrócić. Być może więc będzie kilka miesięcy, aby przygotować gospodarkę i rynek pracy na drugą falę epidemii, a co za tym idzie – kryzysu.

Zawisza: Koszty kryzysu nie mogą być przerzucone na barki pracowników i pracownic

W obecnej sytuacji widać co najmniej trzy luki na polskim rynku pracy, które powinny być wyeliminowane.

Po pierwsze olbrzymim problemem jest duża skala niestandardowego zatrudnienia. W ramach wsparcia dla firm zagrożonych bankructwem ze względu na epidemię władze centralne powinny objąć pracowników, którzy dotychczas mieli umowy cywilnoprawne lub byli na wymuszonym samozatrudnieniu, taką samą pomocą jak pracowników etatowych.

Ale też w tej wyjątkowej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, firmy powinny dostać możliwość zamiany umów niestandardowych zawartych z pracownikami na etaty bez ponoszenia kar za dotychczasowe unikanie umów o pracę. Pracownik, który od wielu miesięcy wykonuje pracę dla danej firmy, powinien cały okres współpracy mieć zaliczony do stażu pracy i automatycznie otrzymać umowę na czas nieokreślony. W zamian współpracująca z nim firma dostałaby wsparcie od rządu, a na dodatek uniknęłaby kar za długotrwałe omijanie przepisów. Dzięki temu czas kryzysu posłużyłby do ograniczenia skali bezprawia i zwiększenia stabilności na rynku pracy.

Jednocześnie rząd powinien wysłać jasny sygnał, że nie będzie dalej tolerować omijania prawa i radykalnie podnieść kary za łamanie art. 22 Kodeksu pracy. Firmy, które nie skorzystają z abolicji, a omijają przepisy, powinny liczyć się z wysokimi karami.

Koronawirus i przedsiębiorcy: jak trwoga, to do państwa

Po drugie, polski rynek pracy jest bardzo rozdrobniony i zderegulowany, a przede wszystkich praktycznie nie istnieją na nim regulacje na poziomie branży. Odsetek firm objętych układami zbiorowymi należy w Polsce do najniższych w Unii Europejskiej, w obrębie poszczególnych branż są przyjęte różne rodzaje umów, płac i premii, co sprawia, że trudno o przyjęcie całościowych rozwiązań obejmujących wszystkich pracowników danego zawodu.

Układy zbiorowe zawierające szczegółowe regulacje dotyczące pensji, dodatków, urlopów, nadgodzin wszystkich pracowników danej branży są podstawą ustawodawstwa i praktyki w większości krajów rozwiniętych. W sytuacji kryzysowej pozwalają one na podjęcie skutecznych działań, które pozwalają szybko przeciwdziałać negatywnym zjawiskom. Stąd rząd powinien pilnie wprowadzić rozwiązania wymuszające przyjęcie układów zbiorowych dla całych branż.

Wreszcie po trzecie, epidemia koronawirusa pokazuje katastrofalne niedofinansowanie usług publicznych, które nie tylko negatywnie wpływa na warunki pracy pracowników socjalnych, pracowników ochrony zdrowia czy nauczycieli, ale też pogarsza jakość życia całego społeczeństwa, co w sytuacji epidemii szczególnie dobitnie wychodzi na jaw.

Polska ochrona zdrowia jest radykalnie niedofinansowana i dlatego już teraz pojawiają się problemy z obsługą pacjentów, chociaż liczba zakażonych koronawirusem wciąż jest relatywnie niska. Zarazem wiele zabiegów i operacji jest przesuwanych o wiele tygodni, co może mieć negatywny wpływ na zdrowie i życie tysięcy ludzi.

Jak uniknąć apokalipsy, czyli wszystko, czego nie chcecie wiedzieć o polskim zdrowiu, choć powinniście

Z drugiej strony podczas epidemii rząd praktycznie nie przywiązuje wagi do profesjonalnych służb opiekuńczych, które w dobrze funkcjonującym państwie powinny w takiej sytuacji odgrywać kluczową rolę. Chodzi tu między innymi o pracowników socjalnych, którzy skarżą się, że nie mają żadnych zabezpieczeń przed wirusem, nawet żelu antybakteryjnego, nie mówiąc już o maseczkach czy goglach. O opiece psychologicznej czy psychiatrycznej nikt nawet nie wspomina, choć w sytuacji stanu wyjątkowego może być ona kluczowa dla zachowania spokoju społecznego.

Ciężka depresja polskiej psychiatrii

Na dodatek rząd, zamiast uruchomić dodatkowe wsparcie instytucjonalne czy specjalistyczną pomoc dla najbardziej zagrożonych koronawirusem osób starszych i schorowanych, postanowił przenieść ciężar opieki i pomocy na rodziny, ewentualnie wolontariuszy. Stąd zamknięcie większości instytucji opiekuńczych, w tym domów seniora. To rozwiązanie nie tylko pokazuje słabość państwa, ale też jest potencjalnie niebezpieczne, bo seniorzy mogą być w ten sposób narażeni na zarażenie wirusem ze strony krewnych.

Również urzędy nie są dostosowane do czasu epidemii. Nie wdraża się innowacyjnych rozwiązań pozwalających wychodzić naprzeciwko potrzebom klientów, a zarazem uwzględniających zdrowie pracowników. Zakres pracy urzędów jest ustalany na zasadzie arbitralnej decyzji, część ich pracowników jest praktycznie pozbawiona ochrony przed wirusem, a zarazem konsumenci nie mają wiedzy, jakie prawa im przysługują. Informatyzacja części usług byłaby dobrym kierunkiem, gdyby nie fakt, że duża część starszych osób nie potrafi korzystać z technologii informatycznych. W takich sytuacjach państwo powinno pomagać obywatelom, którzy są w najtrudniejszej sytuacji, a nie przerzucać na nich obowiązki urzędnicze.

Jeśli paraliż państwa potrwa ponad miesiąc, może się okazać, że jego skutki dla społeczeństwa będą równie opłakane jak masowe zakażenie wirusem. Bieda, bezrobocie, bezdomność, brak stabilności pracy, pogorszenie warunków życia osób niedołężnych i samotnych, ograniczenie dostępu do wielu ważnych społecznie usług to dla wielu z nas choroby równie groźne jak koronawirus. Wdrażając sensowny plan antykryzysowy, rząd mógłby sprawić, by lepiej żyło się nam wszystkim – w czasie epidemii i po jej zakończeniu.

Gospodarka i państwo po koronawirusie. Instrukcja obsługi

**
Piotr Szumlewicz jest przewodniczącym Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać