Kraj

Polowanie w strefie stanu wyjątkowego? „Byliśmy o krok od tragedii”

Hanna Gill-Piątek interweniowała w sprawie myśliwych i polowań na terenach objętych stanem wyjątkowym. Ministerstwo się wycofało.

W związku z pogłoskami o tym, że myśliwi mają zostać wpuszczeni na obszar objęty stanem wyjątkowym, Hanna Gill-Piątek z Polski 2050 złożyła interwencję poselską do ministra klimatu i środowiska. Jego odpowiedź zdawała się potwierdzać najgorsze przypuszczenia.

Okazało się, że minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka wystąpił do premiera Morawieckiego z prośbą o umożliwienie myśliwym realizacji „w pełnym zakresie” nałożonych na nich ustawowo zadań. Polski Związek Łowiecki argumentował to koniecznością ograniczania szkód rolniczych i walką z chorobą Afrykańskiego Pomoru Świń.

Już następnego dnia na stronie Ministerstwa Klimatu i Środowiska ukazało się jednak dementi.

„Wbrew fałszywym doniesieniom medialnych, nie brano pod uwagę jakiejkolwiek realizacji działań przy użyciu broni przez członków PZŁ na terenach objętych stanem wyjątkowym. Jakiekolwiek spekulacje w tym zakresie prowadzą jedynie do wprowadzania w błąd opinii publicznej i są całkowicie nieuprawnione” − czytamy na stronie ministerstwa.

Myśliwi. Najbardziej wpływowa partia w Polsce?

Umożliwienia realizacji swoich zadań na terenach objętych stanem wyjątkowym od tygodni domagają się nie tylko myśliwi, ale i medycy, dziennikarze, organizacje działające na rzecz praw człowieka i niosące pomoc uchodźcom. Za nimi jednak żaden minister nie wstawiał się do premiera.

Pod pozorem konieczności walki z ASF myśliwi zwiększają swoje uprawnienia. Wywalczyli sobie pierwszeństwo we wstępie do lasów, zakaz przeszkadzania im w polowaniach, możliwość strzelania w pobliżu domów, a nawet wejścia w czasie polowania na prywatny teren. Strzelają o dowolnych porach dnia i nocy, również wtedy, kiedy w lesie są spacerowicze.

Rzeź zwierząt nie jest lekarstwem na choroby

Myśliwi często się mylą. Media przynoszą doniesienia o tym, że myśliwy pomylił zwierzynę, a to z dzieckiem, a to z własnym kolegą, rowerzystą, psem…

Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, żeby zobaczyć koszmarne sceny w przygranicznym lesie, pełnym wycieńczonych ludzi i hożych myśliwych polujących z błogosławieństwem ministerstwa.

Czy rząd przestraszył się konsekwencji? Z czego wynika zwrot ministerstwa w sprawie dostępu myśliwych do strefy stanu wyjątkowego? O tym rozmawiamy z Hanną Gill-Piątek.

Katarzyna Przyborska: Mieliśmy do czynienia z nagłym zwrotem w ministerstwie. Pismo interwencyjne wysłała pani 4 października, 15 października przyszła odpowiedź ministerstwa, z której już dwa dni później ministerstwo się wycofało.

Hanna Gill-Piątek, przewodnicząca koła parlamentarnego Polska 2050: Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdementowało informację zawartą w odpowiedzi na moją interwencję. Jest tam mowa o „fałszywych doniesieniach medialnych”, a w odpowiedzi na moją interwencję jest mowa wprost o odstrzale i o poczynionych już krokach zmierzających do tego, by minister podpisał rozporządzenie. Ministerstwo samo sobie zaprzecza. Wygląda to na w panice kleconą narrację, jakby się ktoś nieoczekiwanie obudził w rządzie w połowie weekendu i próbował zahamować kryzys.

Informacje o tym, że myśliwi domagają się wpuszczenia na teren objęty stanem wyjątkowym, krążą już od dwóch tygodni.

Pisała o takich planach białostocka „Gazeta Wyborcza”. Sprawdziłam i dowiedziałam się, że to prawda.

Rząd nie wpuszcza na granicę medyków i dziennikarzy, ale wpuszcza myśliwych, żeby sobie postrzelali. To jak z koszmaru. 

Pierwsza odpowiedź udzielona przez ministerstwo nabrała rozgłosu. Zareagowali nawet generał Mirosław Różański i Piotr Małecki, prezes Defence24.pl, ostrzegając przed zaostrzeniem kryzysu granicznego i apelując do rozwagi Mateusza Morawieckiego.

Strzały w strefie przygranicznej mogą zostać odebrane jako prowokacja ze strony polskiej. Poza tym w lasach są ludzie, a nasi myśliwi znani są z tego, że wszystko myli im się z dzikiem. Na szczęście ministerstwo zaczęło się z tego pomysłu wycofywać. Mam nadzieję, że całkowicie zrezygnują z pomysłu wpuszczania na ten teren myśliwych.

Na co ta sytuacja wskazuje? Czy ministerstwo nie przemyślało? Zabrakło wyobraźni? Doświadczenia?

Partia myśliwych jest jedną z największych partii w polskim parlamencie: od Lewicy do Konfederacji. Jej lobbing jest bardzo silny. To środowisko jest przyzwyczajone do tego, że na ogół mogą robić, co chcą. Prawdopodobnie spodziewali się, że ich stan wyjątkowy nie będzie obowiązywał.

Bałagan na terenie objętym stanem wyjątkowym i tak już jest olbrzymi. W takiej sytuacji wpuszczanie myśliwych amatorów z flintą, chodzących po polach i lasach, jest całkowicie nieodpowiedzialne.

Wszystko to ma wymiar nieco komiczny. Ale byliśmy o krok od tragedii. Ważne, że moja interwencja, która w weekend nadała temu tematowi rozgłos, zadziałała. Jeśli uda się ten głupi i szkodliwy pomysł zatrzymać, to już bardzo dobrze.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij