Kraj

Zdrowie babci – dodaj do koszyka

Fot. World Bank/Henitsoa Rafalia

Nie kwalifikujesz się na pacjenta opieki medycznej – zostań jej konsumentem. Black Friday był świetną okazją, żeby zobaczyć, jak to wygląda w praktyce.

Święto konsumpcji odbywa się wyjątkowo w internecie. Oprócz smartfona, perfum i blendera w tym roku z okazji Black Friday taniej kupiliśmy też informację o swoim zdrowiu, możliwość zabezpieczenia najbliższych i zielone światło na kontynuację aktywności zawodowej. Jeśli więc miałaś kontakt z osobą zarażoną lub obserwujesz u siebie niektóre symptomy (ale lekarz rodzinny nie uznał ich za wystarczający powód do skierowania na wymaz), mogłaś dodać do koszyka test na obecność koronawirusa z 30-procentową zniżką.

Droga do zakupowych landing page’ów zaczyna się najczęściej od kaszlu, dreszczy lub telefonu od znajomego, który przepraszającym tonem informuje, że trzy dni po naszym spotkaniu przestał czuć smak sera. Nerwowo wpisujemy w wyszukiwarkę „koronawirus kiedy pierwsze objawy”, „koronawirus skierowanie na test” i przeglądamy, zostawiając w sieci ślady niepokoju o swoje zdrowie.

Black Friday? Trochę empatii, lewaki

 

Być może podejmiemy nawet próbę dodzwonienia się do rejonowej przychodni, aby dowiedzieć się, że najbliższy termin teleporady jest za trzy dni. Duża szansa, że nawet nie podejmujemy tego wysiłku, bo znamy historie znajomych. Tej, która po kontakcie z „pozytywną” kuzynką miała tylko lekką gorączkę i kaszel, ale z powodu braku smaku łykała przez tydzień spekulatywnie przepisany antybiotyk. Tego, który siedział w małym biurze z dwoma chorymi kolegami, ale sam czuje tylko ogólne zmęczenie, co kwalifikuje najwyżej do samoizolacji i samoobserwacji. Tych, którym przydarzyła się i gorączka, i utrata węchu, więc „są już właściwie w środku chorowania”. Gdyby się uparli, to pewnie by to skierowanie mieli; traf chciał, że są akurat z tych nienachalnych. Podobnie jak nasi znajomi wiemy, że to nie lekarze stoją za strategią walki z pandemią, odpowiedzialnie zostajemy w domu i nie będziemy czerpać z puli testów, które mogą przydać się bardziej potrzebującym.

Wracamy do punktu wyjścia, czyli internetu. Nasze nerwowe poszukiwania nie pozostały bez śladu i teraz na Allegro czy Facebooku śledzą nas reklamy. „Już od 52,5 zł w promocji”, „Wyniki w 9 językach”, „98 proc. zadowolonych klientów”, „Oszczędzaj czas – bez stresu i kolejek”, „Pakiety testów dla firm”.

A może kampania edukacyjno-profilaktyczna Zdrowie pod lupą w dobie pandemii? Czytamy w niej, że „w ramach akcji zachęcamy do wykonania badań w kierunku chorób predysponujących do ciężkiego przebiegu COVID-19 oraz do sprawdzenia, czy przebyliśmy infekcję wirusem SARS-CoV-2”. Oferują dwa pakiety badań w niższych cenach. Nie musimy klikać, żeby wiedzieć, że za „kampanią edukacyjno-profilaktyczną” nie kryje się żadna akcja NFZ, tylko lekkie pióro copywritera z agencji digitalowej. Ale kliknijmy.

Gdybyśmy kliknęli, sprzedażowy link przeniósłby nas na landing page. Ludzie od mediów społecznościowych dostaliby jeden punkt w kategorii „click per post”. Nasze kolejne decyzje zależałyby od tego, jak bardzo do swojej pracy przyłożyli się specjaliści e-commerce. Niektóre strony stworzono na gotowych szablonach – WordPress oferuje ładne projekty sklepów internetowych. Wystarczy tylko uaktywnić szablon dedykowany dla np. salonu fryzjerskiego i tekst „Dzięki Hair&Cut odmieniłam swój wizerunek” zamienić na „Testy antygenowe są taką samą podstawą stwierdzenia koronawirusa jak testy PCR – Adam Niedzielski”.

Strategia PiS na pandemię: najlepiej nic nie wiedzieć

Zarówno prywatne laboratoria (przed pandemią specjalizujące się w testach płodności lub nietolerancji pokarmowych, teraz poszerzające ofertę o diagnostykę koronawirusa), jak i firmy, które idąc za trendem, wprowadziły do oferty nowe produkty, chętnie korzystają z gotowych platform zakupowych takich jak Shoplo czy Shopify. Eleganckie kafelki prezentują szeroki wybór usług, które możemy dodać do koszyka. W zakładce „Najczęściej wybierane” znajdziemy: zwykły wymaz PCR (rata już od 13,40 zł!), test kasetkowy (kupując przez internet, otrzymamy prawie 50-procentową zniżkę), testy PCR z zaświadczeniami lekarskimi do Hiszpanii, Egiptu, Grecji i Maroka albo do Słowacji, Czech i Japonii. Dla niecierpliwych przygotowano usługi premium – za wynik do 12 godzin zapłacimy ok. 150 zł, a do 9 – nawet 300 zł więcej. Przejrzysty interfejs i łatwość nawigacji po dziesiątkach produktów to znak, że twórcy wzięli do serca rekomendacje platform shoppingowych i dopracowali „kwestię wizualną, która wyrazi zmiany i złożoność oferty firmy”.

Najmilszym akcentem w stronę osób, które muszą pójść nazajutrz do pracy, prowadzą firmę lub nie chcą zarazić babci, były promocje na testy z okazji Black Friday. Duże laboratorium diagnostyczne oferowało zniżki na wszystkie rodzaje badań – antygenowe, z krwi i wymazy. Mała wrocławska firma (w Panoramie Firm jej działalność figuruje pod hasłem „Kredyty i Finansowanie”) dawała 30 proc. zniżki na wszystkie produkty do końca Black Week. Duży rabat można też było uzyskać na zamówienia hurtowe.

Cyber Black Friday, czyli jak przestałem kochać technologię

Przyzwyczailiśmy się do patologii, w której za ochronę zdrowia swojego i bliskich płacimy bajońskie sumy prywatnym dostawcom usług medycznych. Zupełnie nową jakością w profilaktyce zdrowia publicznego jest obarczanie obywateli kosztami kontrolowania epidemii. Chcesz mieć pewność, że nie zarazisz ojca chorującego na cukrzycę? Prowadzisz ledwo zipiącą firmę i nie możesz narazić pracowników i klientów? Nie kwalifikujesz się na pacjenta opieki medycznej – zostań jej konsumentem.

Co właściwie jest perwersyjnego w procesie kontrolowania epidemii przez dodawanie promocyjnych produktów do koszyków i opłacania ich BLIK-iem?

Jakaś agencja marketingowa nakreśliła profil konsumenta, identyfikując jego kluczowe potrzeby (niepokój o własne zdrowie, konieczność pracy poza domem, potrzebę „pewności”), być może rozbijając je na kolejne segmenty (ci, którzy mogą poczekać na wynik do 48 godzin, oraz klienci premium, gotowi zapłacić za natychmiastową wiedzę).

Kraj niepotrzebnej śmierci

Ktoś z działu sprzedaży lub copywritingu zadecydował, że chętniej dodamy do koszyka „kampanię edukacyjno-profilaktyczną” niż „płatny test”. Wreszcie, ktoś analizuje skuteczność tych strategii i na zoomowych konferencjach doradza swoim klientom, czy kolejną kampanię reklamową lepiej oprzeć na słowach kluczach „objawy wirusa”, czy może „covid-śmiertelność”.

***

Małgorzata Tomczak – absolwentka socjologii i kulturoznawstwa, studentka Polskiej Szkoły Reportażu, publikowała w „Newsweeku” i Balkan Investigative Reporting Network.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij