Świat

Black Friday? Trochę empatii, lewaki

Nie ma wątpliwości, że konsumeryzm rujnuje naszą planetę i społeczeństwa. Ale demonizowanie tych najbiedniejszych, dla których Black Friday to szansa na naprawdę tańsze zakupy, spycha lewicę w jeszcze większy niebyt.

Znów nadszedł ten dzień, ten uświęcony czas, kiedy cała rodzina zbiera się wokół Allegro i Amazona, gruntownie czyści karty kredytowe i, całkiem dosłownie, bije się o coroczne wyprzedaże w lokalnym centrum handlowym.

To dzień wielkiej miłości: do gadżetów, do gigantycznych pluszaków, do ekstrawaganckiej bielizny, do wszystkich fantów wyczarowanych przez globalizację, tę tajemną siłę, którą tak uwielbiamy nienawidzić.

Czarny piątek to już coś więcej niż frazes. To definiujący rytuał naszych czasów, przedadwentowa impreza z okazji świeckich, opakowanych w folię bąbelkową świąt.

Łatwo wyśmiewać ten poniżający spektakl, kiedy tłum relatywnie biednych na co dzień ludzi ślini się na widok ekranów plazmowych lub bije się na kije bejsbolowe o ostatnie opakowanie klocków Lego z serii Gwiezdnych Wojen.

Nie da się zaprzeczyć – dostępne na YouTubie filmy ze sklepów pokazują obraz ludzkości bardzo odległy od tego, co zwykliśmy nazywać cywilizacją. Przez stulecia ludzkość udowodniła, że potrafi dobrze współpracować – jakże inaczej zdołalibyśmy upolować jakiegokolwiek mamuta? Zawsze jednak istnieje ryzyko, najwyraźniej tkwiące w naszej naturze, że od czasu do czasu górę biorą w nas nieco niższe popędy.

Czarny piątek jest jakby żywcem wyjęty z dystopijnej powieści Wieżowiec J.G. Ballarda, opisującej sytuację, w której nasze starannie skomponowane na Facebooku superego ustępuje miejsca anarchistycznemu cieniowi id.

Ta mania nie ogranicza się jednak do jednego dnia, ani nawet do tygodnia, lecz ujawnia się w szeregu innych sytuacji. Zamieszki w Londynie w 2011 r. były szczególnie wyrazistym przykładem tego, jak głęboko zakorzeniła się w nas potrzeba posiadania rzeczy dla samego ich posiadania. Pamiętam wywiad przeprowadzony przez kogoś na ulicy z człowiekiem uzbrojonym w łom, wśród kłębów dymu wydobywającego się z płonących samochodów, tuż przed wejściem do sklepu komputerowego. Nagrywający film zapytał, krztusząc się: „Czemu to robisz?”. Facet tylko się zaśmiał „Jak to czemu? To wszystko za darmo!”. Tuż obok ludzie kradli sobie nawzajem rowery.

Lata później, podczas nieco bardziej typowego, aczkolwiek równie czarnego weekendu gdzieś w południowej Anglii, klienci sieci Tesco pobili się o mięso z promocji – kiedy turlali się po podłodze sklepu, przechodnie filmowali ich swoimi komórkami.

Czarny Piątek wisi nad nami wszystkimi, bez ustanku. W sieci i poza nią, 24 godziny na dobę widzimy reklamy, które wpychają nam do głów pomysły na to, jak żyć wygodnie i jak być zadowolonymi. Chcemy – potrzebujemy – rzeczy z reklam, aby osiągnąć szczęście. Czasem nawet, czy to w wyobraźni, czy w rzeczywistości, potrzebujemy ich, żeby przetrwać. To zbiorowy stan psychiczny, a nie wybór.

Jak poczuliby się nasi bliscy, gdyby w tym roku dostali od nas własnoręcznie zrobiony prezent? Liczy się pomysł i intencja, to prawda, ale, szczerze mówiąc, lepiej na Wigilii pojawić się z iPadem, PS4 albo wygłuszającymi hałas słuchawkami niż z pudełkiem origami albo zaimprowizowaną solą do kąpieli.

Przepracowani? Wypaleni? To przestańcie się samowyzyskiwać

Problem, oczywiście, polega również na tym, że większość z nas nie ma pieniędzy. Płace się kurczą, umowy o pracę są coraz krótsze. To nie wyższa matematyka – rozsądek dyktuje nam wygrać te wyprzedaże, tzn. zarobić na zakupach poprzez planowanie, zaangażowanie, a nawet, jeśli trzeba, walkę wręcz.

To właśnie ta nieprzyjemna, acz całkowicie racjonalna prawda jest przyczyną tego, że starania Adbusters (kanadyjskie pismo promujące antykonsumeryzm i antykapitalizm) i podobnych, antykapitalistycznych kampanii namawiających do bojkotu konsumpcji, nie przynoszą wielkich efektów.

„Dzień bez zakupów” – co to dokładnie ma znaczyć? Żeby ludzie później więcej wydali na to, co i tak muszą kupić? Że nie powinni korzystać z rzadkiej możliwości zdobycia tego, co sobie wymarzyli? Z buddyjskiego punktu widzenia Adbusters mają rację – nie powinniśmy kierować się tak materialistycznymi wartościami. A cóż począć w prawdziwym świecie, w miejscu, gdzie się znajdujemy, gdzie społeczeństwo de facto działa tak, a nie inaczej? Czasem antykapitalistyczni aktywiści żywią do czarnopiątkowych konsumentów-zadymiarzy pogardę na miarę tej, którą niektóre organizacje religijne w Wielkiej Brytanii okazują wobec nowej bułki z kiełbasą, którą sieć Greggs’ sprzedaje pod nazwą Jezus.

Oczywiście, możemy wzdychać i prychać na widok bójek między klientami, a sami siebie pacyfikować oglądaniem seriali udając, że jesteśmy ponad to. Wielu z nas rzeczywiście jest ponad to, ale – nie ukrywajmy – zaledwie o włos. Odsądzanie pojedynczych konsumentów od czci i wiary tak, jakby byli parchaci, nie różni się specjalnie od tego, co zrobił David Cameron i inni, mówiąc o londyńskich zadymiarzach, że są „całkowicie poza moralnymi normami społeczeństwa”. Bo w rzeczywistości chodzi o to, że poprzez swoją ekstremalną desperację ci ludzie pokazują ukryte oblicze obowiązujących w życiu codziennym norm.

Nie zapominajmy – bogacze również tak postępują. Wystarczy spojrzeć na:

Szaleństwo siłowych rozgrywek na rynku papierów wartościowych:

Regularny nihilistyczny wandalizm oksfordzkiego Bullingdon Club:

Masową bijatykę, która wybuchła w pubie w bogatym angielskim regionie Wiltshire, w której uczestniczyło sto osób:

W tegorocznym Black Friday, kiedy nasze naczelne konsumpcyjne „ja” znów się objawi, zamiast wyniosłej krytyki konsumeryzmu pośledźmy poczynania naszych przodków, tych dzielnych neandertalczyków, którzy dzięki współpracy potrafili upolować wielkie zwierzęta. Może w naszym współczesnym życiu to samo robią ci ubodzy ludzie, którzy na sklepowych podłogach toczą walki o stary bekon? Pomyślmy o tym również dlatego, że wszyscy oni, wliczając w to niestety także tych dobrze odkarmionych facetów z pubu Wetherspoons w Wiltshire, są naszymi bliźnimi. Czy nam się to podoba, czy nie.

Salecl: Tyrania wyboru

czytaj także

Salecl: Tyrania wyboru

Renata Salecl

**
Tekst ukazał się na PoliticalCritique.org. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów. Fot. na górze: Raúl Villalón. Flickr.com

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jamie Mackay
Jamie Mackay
Reporter, korespondent Krytyki Politycznej
Dziennikarz, reporter, pisarz i tłumacz. Publikuje regularnie w magazynie Freize, portalu TLS i piśmie Internazionale. Jest autorem książki „The Invention of Sicily” poświęconej kulturowej historii Sycylii, która wyjdzie nakładem wydawnictwa Verso. Mieszka we Włoszech.

Komentarze archiwalne

  1. PS.: obczaiłem sobie z ciekawości to kanadyjskie pismo antyglobalistyczno antykapitalistyczne, i chyba na ten moment to średnio mogę sobie pozwolić na subskrybcję, w razie gdybym był zainteresowany, najs

  2. Może i racji w tym trochę jest, ale na moje, to nie jest jeden do jednego – to często nie są ludzie biedni. Mam znajomych zarabiających duży pieniądz w Warszawie, a i tak biorą w tym jakiś udział, bo po prostu im się to podoba, jako forma zabawy. I to jest już poziom wyprania mózgu, po pracy telewizja i seriale na netflixie, a jak wyjść z domu, poza obczajeniem jakieś nowej, którejś już knajpki, królują takie rozrywki. Wziąć udział w masowym festiwalu głupoty. Można sobie mówić, że ludzie którzy tarzali się po podłodze w Tesco w południowej Anglii robili to z biedy, może i tak w tym przypadku było (choć nie chce mi się wierzyć), mi intuicja podpowiada inaczej. To jest wariactwo. Ludzie potrafią być biedni i zachowywać się przyzwoicie, nieprzyzwoicie też i tak samo będąc bogatymi. Sprowadzanie całości ludzkiego jestestwa do pensji, to jest właśnie brak szacunku. Dzielni neandertalczycy, przynajmniej w prostej linii, to nie do końca nasi przodkowie, nawet pomimo pewnych domieszek.
    Pozdrawiam

  3. A od kiedy to Black Friday i wszelkie tego typu promocje są domeną tylko biednych? Pamiętacie tych podludzi czekających pod sklepem w Warszawie na jakieś tenisówki za 1500zł?

  4. Rzecz jest zawsze w proporcjach: posiadanie nie wyklucza godnego i szlachetnego bycia, natomiast bycie oparte na posiadaniu znosi egzystencję w wymiarze humanistycznym. A więc rzecz jest jeszcze w świadomości: braku braku świadomości.

    1. Podobnie jak cierpienie nie uszlachetnia, a przynajmniej nie w oczach osób cierpiących na przewlekłe, czy śmiertelne choroby, tak bieda podobnie nie podbija tego “być” i gdybyśmy wzięli na warsztat autorów antykonsupcjonizmu, różne Naomi Klein – to okazałoby się, że żyją oni na stopie X razy wyższej, niż przeciętna polska rodzina, czy nawet przeciętna dla krajów skąd pochodzą – najczęściej z krajów bogatego Zachodu – Kanady, USA, Europy Zachodniej.

  5. Bieda biedą, ale naprawdę jak patrzę na to co się tam dzieje czy u nas jak rzucą tani cukier, albo coś tam w Lidlu, to tego nie ogarniam. Tzn. wiem że jak się jest w takim tłumie to działa efekt tłumu właśnie i zaczyna się walka… Niby można mówić, że ludzie są biedni, nie stać ich, wiec w ten dzień polują na okazje, jednak jak widzę gdy biorą po kilka telewizorów na przykład, to jakoś nie wydaje mi się żeby tutaj chodziło tylko o biedę, a zresztą idę o zakład, że w domu pewnie mają telewizor kupiony rok czy 2lata temu podczas Black Friday, ale trzeba już go wymienić na nowszy model. Nie wiem… mi trudno kupić argument o empatii dla ludzi, którzy szaleją w tych marketach. Owszem na pewno jest jakaś grupa osób biednych, dla których to jest okazja by coś tanio kupić, ale stawiam, że pewnie z 80-85% do biednych nie należy i kupuje rzeczy im nie potrzebne albo tak jak wyżej napisałem, zmieniają coś na nowy model po roku, bo stary nie jest już trendy. Takiego czegoś nie mogę zaakceptować i pisać, że nic się nie dzieje, że trzeba na to patrzeć z empatią i zrozumieniem.

    1. Chamstwo nie jest efektem biedy, mieliśmy tą promocję z ciastkami, gdzie jak nie smakują to można było oddać, coś co się sprawdziło w wielu krajach w Polsce nie i te opakowania oddawali normalni ludzie, podjeżdżali pod Lidla dobrymi samochodami za ponad 100 tysięcy złotych, trudno było tłumaczyć ich buractwo biedą. W Black Friday mamy zachowania śmieszne i chamskie – warto pewne rzeczy oddzielić, przeciętny Polak nie wymienia telewizora co 2 lata, ba nawet ten dobrze sytuowany.

    2. ‘Tzn. wiem że jak się jest w takim tłumie to działa efekt tłumu właśnie i zaczyna się walka’ – może to świadczy że walka, konkurencja, osiąganie sukcesu kosztem innych (i duma z tego że to ja go oszukałem a nie on mnie) są częścią ludzkiej natury/polskiej kultury? To tylko utrudnia realizację marzeń lewicy…

      Mi się zawsze przypomina serial ‘Niewolnica Izaura’. Baja aż zęby bolą, a w PRL nawet sam JPII nie wzbudzał takich emocji jak to czy słodki łajdak Leoncio uszczknie puszek niewinności Izaury czy nie (zdradzę zakończenie – uszczknął go ktoś inny, po ślubie, i – co za nielewicowa niespodzianka! – był to nieprzyzwoicie bogaty, biały przystojniak, a niedobry Leoncio szczelił se w łeb). To był amok. A serial puszczono bez żadnych sztabów wymyślających kampanie reklamowe, banery, postery, wyskakujące okienka etc. Po prostu – ludziska przez dekady nie mieli łzawych telenoweli , ale zapotrzebowanie na nie wciąż istniało. To nie kapitalizm ogłupia ludzi. On tylko wykorzystuje to co jest w ludziach.

  6. Każde społeczeństwo po za Bhutanem ma jakieś pokusy konsumpcyjne i nie rozumiem o co chodzi dzisiejszej lewicy, która nie tyle chce poprawiać los grup najbiedniejszych, co wprowadzać jakąś absurdalną i chorą ideologię, gdzie wszystko jest be – złe, złe i jeszcze raz złe. Społeczeństwo doby PRL-u, także było konsumpcyjne i nie przypadkiem najlepiej oceniany okres to lata towarzysza Gierka i belle epoque socjalizmu.
    Socjalizm skandynawski, także ugruntował jakiś model życia, który wiązał się poprawą warunków materialnych, od lat 60-70-tych mamy boom turystyczny, gdzie przeciętny pracownik dwa razy do roku robi sobie wakacje w ciepłych krajach, mamy masową motoryzację, ba rośnie sprzedaż produktów luksusowych, mebli, elektroniki, odzieży i we wszystkich grupach produktów, usług mamy wzrost.
    Jeśli porównamy ile razy przeciętny obywatel krajów starej UE chodzi do kina, je na mieście, co ile lat wymienia telewizor, meble to Polacy i tak są na szarym końcu i co będziemy ich kopać w ramach jakieś maoistycznej ideologii ?
    To, że pewne sceny w Lidlu, przed galeriami handlowymi są same w sobie śmieszne, nie znaczy to, że ludzie się różnią co do samych potrzeb, różni ich poziom kultury, czy klasy, ale kolejki, polowania na zakupach były normą w czasach PRL-u, gdzie zapisy na ciekawe towary z książeczki G – były normą, ba nawet nocne kolejki.

    1. Wiadomo, że każdy chce żyć godnie, ale nie o to chodzi. Nie róbmy po prostu z czarnego piątku wydarzenia lewicy, nie promujmy na siłę promocji, których nie ma… od tego na pewno ludziom się nie poprawi, jeżeli będą wydawać na byle co.

      1. Czy tekst w Krytyce Politycznej sprawi,że ktoś poleci w Black Friday do jakiegoś sklepu na promocje – bądźmy poważni – tekst dotyczy zjawiska socjologicznego i sporu o konsumpcję. W Polsce te promocje nie są tak atrakcyjne cenowo jak w USA, ale także czasem uda się kupić coś taniej.
        Jak kupisz nową pralkę to ci się poprawi w życiu na odcinku pranie i rozwiążesz jeden z problemów, jakim są czyste koszule – tak wiem dla ludzi lewicy to wszystko mało – liczy się pogoń za ideą.

    2. Nie wiem, co jest “po za Bhutanem” ale przed za Bhutanem jest Bhutan. I ortografia.

Zamknij