Gospodarka

Koniec taniego pieniądza

Przyzwyczailiśmy się, że braki finansowe można załatać w miarę dostępnym i niedrogim kredytem. Teraz możemy o nim zapomnieć. Nadchodzące niespokojne czasy ostatecznie pogrążą marzenia o własnym mieszkaniu młodych Polek i Polaków, masowo żyjących z rodzicami. Nieszczęśnik, który zaciągnął latem kredyt hipoteczny na 450 tys. zł, niedługo będzie płacił ratę wyższą o tysiąc złotych miesięcznie.

Jeszcze nie wykaraskaliśmy się z pandemii, a już musieliśmy się mierzyć ze skutkami postpandemicznych barier podażowych i wzrostem cen energii. Nie udało się jeszcze zlikwidować tychże barier, a Rosja zrzuciła na świat kolejną klęskę w postaci wojny w Ukrainie. Ostatnie lata nie są dla ludzkości łaskawe, chociaż właściwie należałoby powiedzieć, że to ludzkość nie jest łaskawa dla samej siebie.

Powinniśmy w tym momencie zajmować się katastrofą klimatyczną, którą zresztą również sami na siebie sprowadziliśmy, tymczasem przychodzi nam mierzyć się z grożącym katastrofą humanitarną kryzysem uchodźczym i obserwować z boku niewyobrażalne bestialstwa, których Rosjanie dopuszczają się w Ukrainie. Nie można nawet rzucić wszystkiego i wyjechać w Bieszczady, bo akurat w okolicach Bieszczad nie jest obecnie zbyt spokojnie. Poza tym eskapizm w obliczu nawarstwiających się kryzysów nie jest przyzwoitą strategią, gdyż wśród osobników naszego lekkomyślnego gatunku znajdują się także dobre jednostki, którym warto pomagać lub przynajmniej je pocieszać.

Od koronapierdolca do porzuconych pachołków Kremla. Co słychać w polskiej „partii rosyjskiej”

Wszelakiej maści specjaliści od geopolityki prześcigają się w opisywaniu kształtującego się nowego porządku światowego, projekcji siły, koncertu mocarstw i przebiegłych strategii, nie warto jednak tracić z oczu kwestii bardziej przyziemnych, którymi żyje tak zwany zwyczajny człowiek, niekoniecznie orientujący się, w jakim miejscu drabiny eskalacyjnej właśnie się znajdujemy. Dla tego szarego człowieka istotne może być to, że właśnie kończy się okres względnie taniego pieniądza.

Przyzwyczailiśmy się, że nasze niedostatki finansowe zawsze można załatać w miarę dostępnym i niedrogim kredytem, o którym teraz możemy zapomnieć. Nadchodzące niespokojne czasy sprzyjać będą jastrzębiej polityce monetarnej, która zuboży kredytobiorców hipotecznych (szczególnie te tysiące gospodarstw domowych zadłużonych w zeszłym roku), a także ostatecznie pogrąży marzenia o własnym mieszkaniu młodych Polek i Polaków, masowo żyjących z rodzicami.

Gołębie w odwrocie

„Stoję przed państwem jako jastrząb wśród jastrzębi, które tworzą obecną Radę Polityki Pieniężnej” – stwierdził podczas niedawnej konferencji prasowej szef Adam Glapiński. Trudno sobie wyobrazić mocniejsze słowa szefa banku centralnego – żeby wyrazić się mocniej, Glapiński musiałby chyba rzucać wulgaryzmami. Zaraz potem dodał zresztą, że „cała Rada Polityki Pieniężnej jest zdeterminowana, żeby jak najkrócej, zgodnie z kanonami sztuki polityki pieniężnej, doprowadzić inflację do normalnego poziomu” – żeby nie było żadnej wątpliwości.

Wystąpienie Glapińskiego przyniosło oczekiwany skutek – euro osłabiło się do złotego nawet o kilkanaście groszy. Oczywiście następnie szybko odbiło, jednak można odnieść wrażenie, że tak zwane rynki zaufały Glapińskiemu, że ten zrobi wszystko, by ratować wartość nadwiślańskiej waluty. Jeszcze w styczniu można było liczyć, że seria podwyżek stóp będzie wyraźną, ale jednak tylko korektą wcześniejszej gołębiej polityki. Niestety, za sprawą wojny jastrzębie wjeżdżają na pełnej. Co oznacza mniej więcej tyle, że kredytobiorcy hipoteczni co trzy miesiące będą tracić kilkaset złotych, a zdolność kredytowa młodych Polaków zacznie topnieć jak śnieg w czasach katastrofy klimatycznej.

Glapiński musi odejść

Powodów tej zmiany jest kilka i właściwie wszystkie są związane z brutalną agresją Rosjan na Ukrainę. Po pierwsze, nasze państwo znalazło się w bezpośredniej bliskości koszmarnej wojny, więc inwestorzy, jak to inwestorzy, zaczęli w panice czmychać w kierunku bezpiecznych przystani, takich jak szwajcarski frank, dolar czy niemieckie obligacje. Polski złoty nagle zaczął z impetem forsować granicę 5 PLN za euro, co wzbudziło niepokój tradycyjnie zatroskanej o swoje finanse, specyficznej grupy naszego społeczeństwa, która obległa bankomaty, co sprawie także nie pomogło. Niekorzystne jest również to, że z bliżej nieznanych powodów niektóre fundusze lokują polskiego złotego w jednym koszyku inwestycyjnym z rublem, który w ostatnich dniach, bardzo słusznie zresztą, stał się walutą już nawet nie śmieciową, co toksyczną. W wyniku czego część tego odium spłynęła na walutę niczemu winnej Polski.

Wojna gorsza niż pandemia

W najnowszej Projekcji inflacji i wzrostu gospodarczego NBP zwraca uwagę, że wojna w Ukrainie będzie także potężnym kopniakiem proinflacyjnym. Trwałe osłabienie złotego wcale nie będzie tu najważniejsze. Kluczowy okaże się oczywiście wzrost cen surowców – od momentu inwazji do początku marca ropa zdrożała prawie o połowę, gaz dwukrotnie, a węgiel – nawet ponad dwukrotnie. 40 proc. importowanego gazu w UE pochodzi z kierunku rosyjskiego.

Poza tym, o czym zdecydowanie zbyt rzadko się wspomina, Ukraina i Rosja to czołowi eksporterzy surowców rolnych. Ukraina odpowiada za 8 proc. światowego eksportu pszenicy, 14 proc. eksportu kukurydzy i 15 proc. eksportu rzepaku. W wyniku rosyjskiej agresji ceny pszenicy również wzrosły o połowę. Polska jest dużym producentem rolnym, więc choć żywności nam nie zabraknie, to globalny wzrost cen wpłynie także na ceny artykułów w naszym kraju. Niestety w niektórych rejonach świata, między innymi na Bliskim Wschodzie i w Afryce, może to skutkować klęską głodu. No i wreszcie wojna wzmocni obecne bariery podażowe, gdyż Rosja jest ważnym eksporterem surowców nieenergetycznych. Odpowiada chociażby za jedną czwartą globalnego eksportu surówki żelaza i 14 proc. eksportu niklu. Cena tego ostatniego wzrosła ponad dwukrotnie.

Nie tylko inflacja. Koncerny podnoszą ceny, bo mogą

W związku z tym prognozy inflacyjne na ten rok dramatycznie się zmieniły. W tym roku przeciętna inflacja prawdopodobnie wyniesie 10,75 proc., jednak w czarnym scenariuszu może sięgnąć 12 proc. W poszczególnych miesiącach wzrost cen może sięgać nawet 14 proc. Listopadowa prognoza mówiła o średniorocznej inflacji rzędu 6 proc., więc wojna w Ukrainie dwukrotnie podbije dynamikę wzrostu cen w Polsce. Co gorsza, wojenne czynniki proinflacyjne będą się utrzymywać znacznie dłużej niż te postpandemiczne. W przyszłym roku średnia inflacja wyniesie 9 proc., czyli prawie trzykrotnie więcej niż według prognoz z listopada 2021 roku. Dopiero w 2024 roku zejdzie do poziomu około 4 proc.

Kurs Putin/złoty

Rada Polityki Pieniężnej kontynuuje więc podążanie ścieżką podnoszenia stóp. Marzec był szóstym miesiącem z rzędu, w którym RPP podniosła wszystkie stopy procentowe. 9 marca wzrosły one o 75 punktów bazowych, czyli 0,75 pkt proc. Obecnie stopa referencyjna NBP wynosi 3,5 proc., a 6-miesięczny WIBOR 4,5 proc.

W rezultacie nieszczęśnik, który zaciągnął latem kredyt hipoteczny na 450 tys. zł, niedługo będzie płacił ratę wyższą o tysiąc złotych miesięcznie. A to dopiero początek. Poprzedni docelowy poziom stóp na poziomie 4 proc. można już odłożyć na bok. Obecnie tak zwane rynki zakładają podniesienie ich finalnie do około 6 proc. Czyli kolejne 600–800 zł dodatkowo do miesięcznej raty.

W gruncie rzeczy trudno dokładnie przewidzieć, w którym miejscu zatrzyma się obecna RPP w swojej jastrzębiej polityce. Wiele będzie zależeć od sytuacji w Ukrainie. Gdyby wojna zaczęła zbliżać się do naszych granic, rozszerzając pole działań zbrojnych na zachodnią Ukrainę, złoty zapewne skutecznie sforsuje barierę 5 PLN za jedno euro, co pobudzi jastrzębie z RPP do bardziej energicznych działań. Na szczęście NBP ma bardzo duże rezerwy walutowe – ponad 163 mld dolarów jak na gospodarkę naszej wielkości to ogromna kwota. Ma więc możliwości do interweniowania na rynku, nie musi ograniczać się do podnoszenia stóp. Problem w tym, że w ostatnim czasie te interwencje przynosiły efekt na krótko, tym większa będzie więc pokusa do skoncentrowania działań na wzroście kosztu pieniądza.

Pogodzić się z mamą i tatą

A to nie wszystko. Komisja Nadzoru Finansowego wydała bankom rekomendację, by przy określaniu zdolności kredytowej zakładały podniesienie stóp o jeszcze dodatkowe 5 pkt proc. Do tych 3,5 proc., które są już obecnie. Poprzednia rekomendacja mówiła o 2,5 pkt proc.

Inaczej mówiąc, banki, obliczając dostępną kwotę kredytu, powinny zakładać, że stopa referencyjna wzrośnie do 8,5 proc. Gdyby tak się faktycznie stało, to po doliczeniu marży (przeciętnie 2,5 proc.) oprocentowanie kredytów hipotecznych w Polsce byłoby dwucyfrowe. To jak na razie mało prawdopodobne, ale nie jest już nierealne.

W każdym razie rekomendacja KNF ma ogromny skutek już teraz. W dramatyczny sposób zmniejsza zdolność kredytową osób, które chciałyby nabyć lokal. Według symulacji Expandera kredytobiorca, zdolny do płacenia raty wysokości 3 tys. zł miesięcznie, we wrześniu 2021 roku mógł zaciągnąć kredyt na 483 tys. zł. W wyniku marcowej decyzji RPP oraz nowej rekomendacji KNF zdolność kredytowa takiej osoby spadnie do zaledwie 303 tys. zł. A więc o ponad jedną trzecią w ciągu pół roku.

Matysiak, Sterczewski: Ta wojna musi przestać się Putinowi opłacać

Czasy tanich kredytów wraz z najazdem Rosji na Ukrainę skończyły się więc bezpowrotnie. Kredytobiorcy hipoteczni powinni poszukiwać oszczędności, jeśli nie zaczęli robić tego już w październiku, gdy RPP po raz pierwszy podniosła stopy. Młodzi rozglądający się za pierwszym mieszkaniem również powinni zrewidować swoje ambicje i pogodzić się z mamą i tatą lub celować w jakąś kawalerkę na dalekich peryferiach miasta.

Oczywiście nie ma co się nad sobą użalać. Jest wojna, a my i tak płacimy bardzo niewielką cenę za barbarzyńskie poczynania Rosjan. Zawsze lepiej mieszkać z rodzicami w Lublinie lub Olsztynie niż we własnościowym apartamencie w bombardowanym Mariupolu.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij