Felieton

Najpierw rozumem, potem sercem

Fot. Monika Bryk

Zgodnie z rozumem głosuję na Roberta Biedronia, bo program Lewicy jest lepszy dla świata. Nie chciałabym też, aby Lewica przegrała z Konfederacją. Polska jest tak mocno przesunięta na prawo, że każdy głos przeciągający nas w drugą stronę się liczy!


Robert Biedroń, Waldemar Witkowski, Szymon Hołownia – w teście Latarnika Wyborczego to z deklaracjami komitetów wyborczych tych kandydatów uzyskałam największą zgodność. Tym razem – przed niewyborami majowymi byli wszyscy – sztaby Trzaskowskiego i Dudy nie udzieliły odpowiedzi. Jeśli o tym, na kogo zagłosujemy, decydują poglądy kandydata, to może zamiast stawiać krzyżyk przy nazwisku, wszyscy powinni wypełnić podobny test? Ciekawe, jakie wtedy byłyby wyniki wyborów? Oczywiście wiemy, że kandydaci składają obietnice, których spełnienie nie leży w ich kompetencjach i możliwościach – ale przynajmniej dowiadujemy się, czego by chcieli, gdyby mogli…

Obietnice i sztuczki

Oraz co uważają, że ludzie chcą usłyszeć. Nie wierzę Rafałowi Trzaskowskiemu, że nie ma ochoty pomajstrować przy wieku emerytalnym. I to, że mu nie wierzę, mogłoby zadziałać na jego korzyść. 60-letnia kobieta, która dziś przechodzi na emeryturę, będzie średnio żyła jeszcze 22 lata. Wiek emerytalny prędzej czy później trzeba będzie podwyższyć, czego żaden kandydat nie powie na wiecu.

Oto dlaczego lewica nie powinna głosować w pierwszej turze na Trzaskowskiego

Poza deklarowanymi poglądami są jeszcze te, które im przypisujemy, znamy z programów ich partii, z ich wcześniejszych wypowiedzi. Rozumiemy, że część to kiełbasa wyborcza – jakieś jednak wyobrażenie o tych poglądach mamy. Poza tym możemy mieć preferencje dotyczące samej prezydentury. Ma być aktywna i dla równowagi lepiej, żeby był to ktoś z innej opcji niż rząd? Kto będzie lepiej reprezentował nas na świecie? Kto ma szansę zdobyć zaufanie większości Polaków i raczej nas jednoczyć niż dzielić?

Chyba tak możemy sobie wyobrazić racjonalne podstawy wyborów politycznych – głosujemy na program i na wizję prezydentury. W każdym razie w pierwszej turze, w której jest wielu kandydatów, a większościowa ordynacja gwarantuje, że nasz głos się nie zmarnuje.

Tyle że w wyborach – szczególnie w dzisiejszej medialnej rzeczywistości – liczy się nie tylko racjonalność.

Po co lewicy te wybory?

Emocje, niestety również te najgorsze, charyzma kandydata, kasa, to, kogo postanowią poprzeć media, manipulacje, sztuczki PR-owe i marketingowe, umiejętność wykorzystania, nie zawsze uczciwego, mediów społecznościowych. A także ludzka skłonność, żeby porzucić słabszego i pójść za siłą.

I jeszcze raz kasa − po wyborach można policzyć, ile kosztował każdy głos.

Życzliwy mógłby to nazwać umiejętnością pozyskiwania wyborców, ale po prostu jest to szeroko rozumiana sfera propagandy partyjnej. I często liczy się tu jeden błąd, głupia wpadka. Oczywiście można kierować się tym, kto sobie z nią lepiej radzi, bo to są w końcu niezbędne dziś kompetencje, aby wejść i utrzymać się w polityce, a ludzie chcą igrzysk i trzeba im je dać, bo na tym polega demokracja.

Mucha, komunia i ciarki żenady, czyli co zapamiętamy z debaty prezydenckiej

(Na marginesie. Mam nadzieję, że PiS tak w to uwierzył, że przesadził. Na przykład zamienił swoją telewizję w jakieś jeszcze bardziej żałosne kuriozum, skupione na walce z jednym kandydatem: „zastępcą Borysa Budki, który odpowiada za aneksję Krymu przez Rosję”. Zmusił premiera do wykrzykiwania haseł na wiecach, a minister rozwoju wsadził na ambonę. Nie wiem, jak twardym elektoratem trzeba być, żeby widząc to, nie czuć zażenowania).

Sercem

Przykro mi, że w konkurencji „igrzyska” mój kandydat poradził sobie gorzej niż inni. Nie mam jednak o to do niego wielkich pretensji, bo mimo wszystko cenię politykę, która nie sprowadza się do igrzysk. I takie umiejętności – choć doceniam, że są potrzebne – nie są dla mnie decydujące. Cenię bardziej rozum niż emocje, a jest wiele racjonalnych powodów, które pozwalają uznać, że program lewicy jest lepszy dla świata. Będę głosowała na Roberta Biedronia, nawet jeśli tym razem nie zdobył mego serca.

W pierwszej turze zgodnie z rozumem, w drugiej sercem: bo z całego serca nie chcę więcej oglądać w pałacu prezydenckim Andrzeja Dudy.

Jaki będzie wynik wyborów? To ruletka epidemiczno-emocjonalna

Są też ku temu inne powody. Jeden oczywisty, policzmy się, nie osłabiajmy Lewicy. Nie chcę, aby jej słaby wynik znalazł wytłumaczenie – to dlatego, że zagłosowała na Trzaskowskiego. Jeśli tak, to po co w ogóle Lewica? Nie wystarczy lewe skrzydło KO? Mnie nie wystarczy. Nie tylko dlatego, że to w istocie PO, ale też myślę, że potrzebne nam jest wyjście poza duopol PO-PiS. Nie chciałabym też, aby Lewica aż tak bardzo przegrała z Konfederacją. Polska jest tak mocno przesunięta na prawo, że każdy głos przeciągający nas w drugą stronę się liczy!

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".