Unia Europejska

Žižek po wyborach w Słowenii: Triumf technopopulizmu

To, co zdawało się wielką walką między demokracją liberalną a prawicowym, nacjonalistycznym populizmem, cudownie przemienia się w pokojowe współistnienie. Ceną za nie jest rezygnacja z polityki jako sporu między wartościami.

Po wyborach parlamentarnych 24 kwietnia 2022 roku Słowenia na dzień czy dwa zagościła w nagłówkach gazet całego świata. Wybory przegrał konserwatywno-autorytarny rząd SDS (Słoweńskiej Partii Demokratycznej) z przyjacielem Viktora Orbána Janezem Janšą na czele. Wielkim zwycięzcą został całkowity świeżak, partia o prostej nazwie Svoboda, której przewodzi Robert Golob, karierowicz i do niedawna prezes państwowej firmy energetycznej, jeszcze kilka miesięcy temu nieznany szerszej publiczności. Jego wygrana wywołała ekstatyczną wręcz reakcję większości. Dało się odczuć wielką ulgę. Koniec koszmaru, Słowenia przestanie należeć do europejskiej „osi zła” wraz z nieliberalnymi demokracjami takimi jak Polska czy Węgry.

Rzeczywiście, są powody do radości. Wybory pokazały jasno, że Słowenia to nie Polska czy Węgry – tu radykalna prawica nie potrafi przekroczyć 30 procent głosów. Janša rządził przez ostatnie dwa lata poprzez brutalne łamanie zasad przyzwoitości, wulgarne ataki na oponentów, przekupywanie posłów, by zmienili sojusz, i czystki w mediach publicznych. Brutalność dyskursu przedstawicieli państwa sięgała najniższego poziomu zwolenników Trumpa w Stanach Zjednoczonych.

Słowenia ucieka do przodu. Przed populizmem

Co najważniejsze, za porażką Janšy stała potężna siła: niesamowita mobilizacja młodzieży w społeczeństwie obywatelskim. Dziesiątki organizacji ekologicznych, feministycznych i innych skoordynowały działania, regularnie organizując protesty z udziałem dziesiątków tysięcy ludzi.

Ku zaskoczeniu wszystkich udało się nawet zorganizować referendum przeciwko ustawie, która zezwoliłaby na budowę kolejnych mieszkań i ośrodków wypoczynkowych na brzegach rzek, a więc zagrażała źródłom wody pitnej. Triumfalne referendum zakończyło się 80 proc. głosów przeciwko nowemu prawu. Grupa ta (której najbardziej znaną twarzą jest Nika Kovač) uniknęła pułapki, w jaką złapały się inne europejskie ruchy społeczne, takie jak Podemos czy „żółte kamizelki”: choć jasno sprzeciwiła się rządowi Janšy, nie dała się wchłonąć żadnej partii politycznej.

Tu jednak zaczynają się problemy. Prawicowy populizm pokonano, ale kim jest zwycięzca? Wygrana Svobody to już trzeci raz w ostatniej dekadzie, kiedy w Słowenii pojawia się jak gdyby znikąd i wygrywa wybory nowa centrolewicowa partia, skupiona na jednej osobie (Goloba poprzedzili Miro Cerar oraz Marjan Šarec), a nie na jasno sformułowanym programie.

Dlaczego? Otóż do początków XXI wieku sferę polityczną w Słowenii dominowała centrolewicowa LDS (Partia Liberalno-Demokratyczna), która po odejściu lidera Janeza Drnovška na emeryturę rozpadła się na liczne frakcje, pogrążone w niekończących się sporach. Opozycję wobec Janšy mogła więc zjednoczyć tylko nowa twarz. Jednak po zwycięstwach Cerara czy Šarca szybko przyszło rozczarowanie. Na prawicy było jeszcze gorzej: brakowało miejsca dla umiarkowanych konserwatystów. Janša zdominował tę dziedzinę, bezlitośnie niszcząc wszelkich konkurentów nieuznających jego prymatu.

Zwycięstwo Svobody jest więc nieco podobne do wygranej Macrona we Francji: i tu, i tu zmobilizowano elektorat przeciwko skrajnie prawicowemu oponentowi (Janša, Le Pen), w obu przypadkach przy zastosowaniu zasadniczo tej samej formuły: globalny kapitalizm plus ideologiczny liberalizm przeciwko prawicowemu populizmowi. W Słowenii wygrał więc „Golobek” pokoju, który wszelkie walki ideologiczne zostawia za sobą.

Majmurek o wyborach we Francji: Ten horror powróci

Na tym opowieść się nie kończy. Najpierw w strukturze naszej sfery politycznej nastąpiła zasadnicza zmiana. Opozycję między partią centrolewicową a centroprawicową zastąpiła opozycja pomiędzy dużą partią technokratyczną (reprezentującą wiedzę ekspercką) a jej populistycznym przeciwnikiem o zabarwieniu antykorporacyjnym i antyfinansowym. Po tej zmianie doszło jednak do kolejnego niespodziewanego zwrotu akcji.

Obserwujemy ostatnimi czasy zjawisko, którego nie da się nazwać inaczej niż technopopulizmem. Chodzi o ruchy polityczne o wyraźnie populistycznym nastawieniu (działający „dla ludzi”, ich „rzeczywistych interesów”, „ani lewicowy, ani prawicowy”), które obiecują zatroszczyć się o wyborców poprzez politykę racjonalną, ekspercką, rzeczowe podejście, bez sięgania po niskie emocje czy uciekania się do demagogicznych haseł.

Europa między populizmem a technokracją

Jak piszą Christopher J. Bickerton i Carlo Invernizzi Accetti:

„W okrzepłych demokracjach głównymi motywami rywalizacji politycznej stały się technokratyczne odwołania do wiedzy eksperckiej i populistyczne inwokacje do »zwykłych ludzi«. Zmianę tę najlepiej można ująć jako pojawienie się technopopulizmu – nowej logiki politycznej, nałożonej na tradycyjną walkę lewicy i prawicy. Polityczne ruchy i aktorzy na różne sposoby łączą hasła technokratyczne i populistyczne. Podobnie czynią starsze partie, przystosowując się do konkretnego zestawu motywacji i ograniczeń, wpisanego w tę nową, niezapośredniczoną postać polityki”.

To, co we współczesnej polityce zdawało się ostatecznym antagonizmem, wielką walką między demokracją liberalną a prawicowym, nacjonalistycznym populizmem, cudownie przemienia się zatem w pokojowe współistnienie. Czy mamy tu do czynienia z jakąś „dialektyczną syntezą przeciwieństw”? Nie – dlatego że te przeciwieństwa godzi ze sobą wyłączenie trzeciego pojęcia: antagonizmu politycznego, to jest wymiaru politycznego jako takiego.

Niedoścignionym przykładem jest tu Włoch Mario Draghi, promowany przez całe spektrum polityczne jako „neutralny” i skuteczny premier (ze znaczącym wyjątkiem skrajnie prawicowych neofaszystów, którzy w ten sposób ratują honor polityki). Elementy technopopulizmu można łatwo rozpoznać też u Emmanuela Macrona, a nawet u Angeli Merkel.

Strywializowany antykomunizm toruje drogę faszyzmowi

Przekształcenie to stawia autentyczną lewicę (lub cokolwiek z niej pozostało) w trudnej sytuacji. Choć lewica zdaje sobie sprawę, że technopopulizm jest niczym innym, tylko dzisiejszą formą establishmentu, apolitycznej „neutralizacji” politycznych antagonizmów, musi go czasem strategicznie poprzeć jako mniejsze zło, gdy grożą jej bardziej bezpośrednie katastrofy (Le Pen, Janša). Pod tym względem Golob nie jest taki zły: opowiada się za ochroną środowiska i sprawiedliwością społeczną, a protesty społeczeństwa obywatelskiego traktuje z szacunkiem. Skoro jednak Słowenia zjednoczyła się wokół Svobody, przyjdzie taka chwila, kiedy będzie musiała zmierzyć się z całą brutalnością pytania: jakiej swobody chcemy? Czy pozostajemy w ramach liberalno-demokratycznych, czy ryzykujemy, idąc o krok dalej?

Wstydliwy paradoks, który musimy tu zaakceptować, polega na tym, że z moralnego punktu widzenia najbardziej komfortowym sposobem na podtrzymanie własnej wyższości jest życie w reżimie umiarkowanie autorytarnym. Można miękko (według niepisanych zasad) sprzeciwiać się reżimowi, nie będąc jednak dla niego żadnym realnym zagrożeniem. To pozwala czuć się dobrze z własną postawą moralną, a jednocześnie za bardzo nie nadstawiać karku. Nawet jeśli człowiek narazi się na pewne niedogodności (niedostępność pewnych stanowisk pracy, prześladowanie przez władze), te niewielkie represje tylko przydają bohaterskiej aury.

Gdy jednak przychodzi pełna demokracja, wchodzimy w domenę dezorientacji: wybór nie jest już tak prosty. Na przykład na Węgrzech w połowie lat 90. liberalni eksdysydenci musieli podjąć trudną decyzję: czy wejść w koalicję z byłymi komunistami, by powstrzymać konserwatywną prawicę przed dojściem do władzy? To była decyzja strategiczna, do której podjęcia nie wystarczyło proste rozumowanie etyczne.

Nie było spisku, była polityka [rozmowa z Adamem Leszczyńskim]

To dlatego wielu aktorów politycznych w krajach poradzieckich tęskni za dawnymi czasami, kiedy wybór był prosty. Z tej desperacji próbują wrócić do dawnej prostoty, przyrównując swoich rzeczywistych przeciwników do dawnych komunistów. W Słowenii konserwatywni nacjonaliści u władzy wciąż winią byłych komunistów za wszystkie obecne problemy; twierdzą na przykład, że znaczna liczba antyszczepionkowców stanowi spuściznę komunizmu. Z kolei lewicowo-liberalna opozycja twierdzi, że konserwatywni nacjonaliści rządzą dokładnie w ten sam autorytarny sposób co komuniści przed rokiem 1990. Pierwszym gestem nowej polityki byłoby więc przyznanie się do dezorientacji i wzięcie odpowiedzialności za trudne decyzje strategiczne.

Czy więc nowa, technopopulistyczna władza poradzi sobie z gigantycznymi problemami, które przed nią stoją? Tu dostrzegam kluczową rolę Levicy, jedynej partii prawdziwie lewicowej, która ledwie weszła do parlamentu, ponieważ znaczna większość liberalnych lewicowców w akcie paniki zagłosowała na Goloba, by Janša nie został u władzy. Była to bardziej porażka Janšy niż zwycięstwo Svobody.

Macie dość polityki? O to chodziło

czytaj także

Co będzie dalej? Choć życzę rządowi Goloba wszystkiego dobrego, sądzę, że Levica jako jedyna w Słowenii zdaje sobie sprawę z głębokiego kryzysu europejskiej demokracji liberalnej i jako jedyna opowiada się za autentyczną polityzacją życia publicznego.

**
Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Slavoj Žižek
Slavoj Žižek
Filozof, marksista, krytyk kultury
Słoweński socjolog, filozof, marksista, psychoanalityk i krytyk kultury. Jest profesorem Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Ljubljanie, wykłada także w European Graduate School i na uniwersytetach amerykańskich. Jego książka Revolution at the Gates (2002), której polskie wydanie pt. Rewolucja u bram ukazało się w Wydawnictwie Krytyki Politycznej w 2006 roku (drugie wydanie, 2007), wywołało najgłośniejszą w ostatnich latach debatę publiczną na temat zagranicznej książki wydanej w Polsce. Jest również autorem W obronie przegranych spraw (2009), Kruchego absolutu (2009) i Od tragedii do farsy (2011).
Zamknij