UE

Lewica musi wrócić do korzeni

wybory-europarlament-19

W nowym Parlamencie Europejskim podwoiła się liczba posłów, którzy będą się sprzeciwiać prawom kobiet, edukacji seksualnej, konwencji antyprzemocowej czy prawom osób nieheteronormatywnych. Żeby wygrać, lewica nie może porzucić swoich postulatów dotyczących równości płci czy praw mniejszości. Powinny być one jednak zintegrowane z programem, który na pierwszym miejscu stawia poprawę sytuacji obywateli w obliczu ciężkich warunków na neoliberalnym rynku pracy.

Liczba posłów, którzy będą się zapewne sprzeciwiać prawom reprodukcyjnym kobiet, edukacji seksualnej, konwencji antyprzemocowej czy prawom osób nieheteronormatywnych w nowo wybranym Parlamencie Europejskim podwoiła się do około 30%. W 2016 roku, kiedy po raz pierwszy przeprowadziłam badania na ten temat, było ich zaledwie 15%.

Wynik ten nie powinien być zaskoczeniem dla nikogo, kto śledzi z bliska europejską i światową politykę: w siłę rosną ruchy i partie polityczne sprzeciwiające się szeroko pojętej tematyce równościowej czy prawom człowieka.

Przedwyborcze dylematy lewicy: nie tylko „z kim?”, ale też „jak?” i „z czym?”

Szczególnym uznaniem wśród chcących zyskać na popularności polityków cieszy się tropienie „ideologii gender”, z którą zmagają się np. administracja Trumpa w USA i Jaira Bolsonaro w Brazylii. Coraz mocniejsze są partie używające odniesień do tej „ideologii”, które łączy sprzeciw wobec równouprawnienia płci, edukacji seksualnej w szkołach, małżeństw jednopłciowych czy ogólnego wpływu instytucji międzynarodowych (takich jak UE czy ONZ) na politykę wewnętrzną.

W majowych eurowyborach wysokie poparcie uzyskały włoska Lega Matteo Salviniego (który otwarcie wypowiada się po stronie międzynarodowych ruchów „za życiem”), węgierski Fidesz Viktora Orbána (który usunął studia genderowe z węgierskich państwowych uczelni), antyfeministyczny hiszpański Vox czy polski PiS, sprzeciwiający się „atakowi na dzieci przez LGBT”.

Lewica (o włos) wygrywa z PiS-em w Europie

Można oczywiście argumentować, że około 220 posłów w 751-osobowym europarlamencie to nadal zdecydowana mniejszość, szczególnie że podzieleni są oni na różne frakcje, od Europejskiej Partii Ludowej (Fidesz), przez Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (PiS i Vox) po Tożsamość i Demokrację Salviniego. Jednakże „antygenderowe” tendencje już mają wpływ na politykę europejską, na przykład utrudniając ratyfikację konwencji antyprzemocowej przez UE.

Liberałowie rozpaczają i zastanawiają się, skąd tyle poparcia dla polityków i partii otwarcie sprzeciwiających się ideom równości. Wśród wyborców PiS w wyborach europejskich było więcej nawet kobiet niż mężczyzn. Nie zmieniła tego masowa mobilizacja wokół Czarnego Protestu czy Strajku Kobiet – tendencja ta utrzymuje się od kilku lat.

Czego polska lewica może się nauczyć od Holendrów?

Dlaczego więc szerokie grupy wyborców, w tym kobiet, którym walka z „ideologią gender” może zdecydowanie zaszkodzić, popierają partie posługujące się tą retoryką?

Z Weroniką Grzebalską analizowałyśmy już poparcie kobiet dla PiS-u, argumentując, że program tej partii – 500+, obniżenie wieku emerytalnego kobiet czy podniesienie płacy minimalnej – odpowiada na praktyczne wyzwania, które stawia kobietom neoliberalna rzeczywistość. Mniejsze znaczenie ma fakt, że PiS sprzeciwia się strategicznym celom ruchów feministycznych, jak np. prawom reprodukcyjnym.

Transfery socjalne, nie obyczajówka. Jak PiS wygrał eurowybory

Kiedy kobiety mają wybór między partiami, które prawa kobiet mają na sztandarze – choć często tylko symbolicznie czy reprezentacyjnie – a PiS z jego relatywnie rozbudowanym państwem socjalnym, w którym wielu kobietom i ich rodzinom żyje się łatwiej, wybierają pragmatyczne, a nie idealistyczne rozwiązania. Nie koliduje to zresztą koniecznie ze wsparciem dla ruchów takich jak Czarny Protest czy Strajk Kobiet, które zrzeszają osoby o bardzo różnych poglądach na kwestię aborcji, w tym również tych, dla których utrzymanie obecnego „kompromisu” jest postulatem wystarczającym.

Głównym powodem rosnącego wsparcia dla partii politycznych walczących z „ideologią gender” w skali świata jest fakt, że walka ta stała się nową formą antysystemowego protestu wobec wszechobecnej polityki neoliberalnej. Wyborcy coraz częściej odwracają się od mainstreamu zdominowanego przez partie, które mimo (często minimalnych) różnic w kwestiach światopoglądowych nie kwestionują konsensusu co do prymatu interesów rynkowych nad społecznymi.

Europejskie partie centrowe są w większości bierne wobec pogłębiających się nierówności społecznych wynikających z gospodarczego czy, ostatnio, klimatycznego kryzysu. Lewicowe lub socjaldemokratyczne z nazwy partie w wielu europejskich krajach stanęły za polityką srogich programów oszczędnościowych po kryzysie 2008 roku. Jednocześnie – co doskonale widać na przykładzie Polski – prawica przejęła od lewicy monopol na politykę społeczną i redystrybucyjną.

Nic dziwnego więc, że antysystemowy sprzeciw wobec „ideologii gender” uderza wyjątkowo mocno w lewicę i liberałów, którzy prawa kobiet, osób nieheteronormatywnych czy innych mniejszości dzierżą na sztandarach, nie uwzględniając jednak obaw dotyczących pogorszenia się jakości życia przeciętnego wyborcy.

Prawicowe i neokonserwatywne ruchy posługują się uproszczonym przekazem i łatwo jest im przekonać ludzi do idei, że lewicy nie zależy na walce o lepsze warunki życia dla przeciętnego człowieka. Sfrustrowani wyborcy odrzucają cały zestaw postulatów kojarzonych z (neo)liberalizmem – nie tylko buntują się przeciwko polityce deregulującej rynki pracy, niskim wydatkom na służbę zdrowia i edukację, ale i postulatom równościowym, przedstawianym przez prawicę jako „wymyślone problemy” kulturowej lewicy.

Jak przeciwstawić się temu mechanizmowi? Nie chodzi o to, by lewica porzuciła swoje postulaty dotyczące równości płci czy praw mniejszości. Jednakże powinny one być zintegrowane z programem, który na pierwszym miejscu stawia sytuację społeczno-ekonomiczną i poprawę sytuacji obywateli w obliczu ciężkich warunków na neoliberalnym rynku pracy. Kwestie reprezentacji i redystrybucji łączą się ze sobą w sposób nierozerwalny i tak też powinny być przedstawiane przez lewicę.

Prawica przejęła od lewicy monopol na politykę społeczną i redystrybucyjną.

Dostęp kobiet do usług zdrowotnych, w tym aborcji, jest kluczowym, ale niejedynym postulatem do spełnienia w celu osiągnięcia równości płci. Powinno nim być również zapewnienie wszystkim kobietom możliwości utrzymania rodziny, którą już posiadają: godnej i dobrze płatnej pracy, państwowej opieki nad dziećmi czy osobami starszymi.

Osoby nieheteronormatywne są niewątpliwie nieproporcjonalnie dyskryminowane, na co może też wpływać brak poczucia bezpieczeństwa zatrudnienia utrudniający ujawnienie orientacji w pracy czy konieczność mieszkania z nietolerancyjną rodziną z powodu braku środków na wyprowadzenie się z domu. Z tymi problemami borykają się wszyscy obywatele klasy pracującej, która powinna przecież być w centrum uwagi lewicy.

Tylko podkreślanie tych wspólnych kwestii i ich wpływu na życie różnych osób, które łączą wyzwania stawiane przez neoliberalizm, pozwoli przyciągnąć uwagę wyborców i zniwelować argumenty neokonserwatywnej prawicy.

Lewica jutra: rozważna i romantyczna

czytaj także

Lewica jutra: rozważna i romantyczna

Karol Modzelewski, Jacek Kuroń

***

Elena Zacharenko – politolożka specjalizującą się w tematyce praw kobiet. Od dziesięciu lat mieszka w Brukseli i zajmuje się polityką europejską. Współpracuje z organizacjami kobiecymi i pozarządowymi zajmującymi się kwestiami praw człowieka.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.