Świat

Podwójne standardy Zachodu

Dopóki władze Zachodu nie nałożą wiążących regulacji dotyczących praw człowieka i ochrony środowiska na zachodnie korporacje działające na globalnym Południu, nie mamy prawa wytykać palcem jedynie Chin.

Ekspansja Chin na cały świat nie schodzi z nagłówków międzynarodowej prasy. Głośno jest zwłaszcza o projekcie Nowego Jedwabnego Szlaku, nazywanym również Inicjatywą Pasa i Szlaku. Wielkie inwestycje w rozwój infrastruktury mają na celu pobudzenie handlu między Chinami a innymi regionami świata, otwarcie nowych rynków na Państwo Środka oraz ułatwienie dostępu do surowców i produktów rolnych. Inicjatywa odbierana jest bardzo różnie – niektórzy chwalą ją jako wielką siłę napędową rozwoju i modernizacji globalnej infrastruktury, inni krytykują jako wcielenie nowego imperializmu o celach geostrategicznych.


Oprócz tego w ostatnich latach Chiny zostały niezastąpionym pożyczkodawcą i inwestorem w wielu krajach globalnego Południa. Z punktu widzenia beneficjentów oferta jest kusząca. W przeciwieństwie do zachodnich finansistów Pekin dotąd nie ingerował w sprawy wewnętrzne tych państw ani nie stawiał warunków dotyczących transparentności czy polityki oszczędności. To czyni Chiny atrakcyjnym partnerem. Ponadto nie ma wątpliwości, że inwestycje w infrastrukturę są konieczne, a deficyty budżetowe w Afryce, Ameryce Łacińskiej i Azji – od dawna ogromne.

Demokracja i życie ludzi w Hongkongu? Bogowie globalizacji mają to w nosie

Jednocześnie powstaje dylemat: rozwój infrastruktury jest niezbędny, ale kwestia uwarunkowań geograficznych i bioróżnorodności na globalnym Południu sprawia, że rozbudowa bądź wydobycie surowców szybko wygeneruje wielkie koszty środowiskowe. Zachód lubi powtarzać, że nie stosuje się tam dobrych praktyk zarządzania, na czym cierpią warunki pracy i stan środowiska. Ryzyko jest tym większe, jeśli w danym kraju korzystającym z pomocy Chin tradycyjnie nie przywiązuje się wagi do ochrony środowiska, praw pracowniczych i dobra lokalnych społeczności.

Ogólnie rzecz biorąc, chiński popyt skonsolidował i rozszerzył istniejące już ścieżki rozwoju na globalnym Południu. Jednak interesy Chin nie różnią się fundamentalnie od interesów zachodnich firm i władz. My też szukamy rynków zbytu na nasze towary eksportowe, surowców dla krajowej produkcji przemysłowej i produktów rolnych do konsumpcji. Jednocześnie warunki pracy w miejscu produkcji mają dla nas znaczenie w najlepszym razie drugorzędne. Przykładem tej postawy jest umowa o wolnym handlu niedawno zawarta między Unią Europejską a południowoamerykańską organizacją gospodarczą Mercosur. Jeśli ktoś poważnie traktuje ochronę praw pracowniczych, społeczności lokalnych i środowiska, nie powinien przecież nawet rozważać współpracy z obecnymi władzami Brazylii.

I Chiny, i Zachód wyzyskują globalne Południe

Jeśli ktoś poważnie traktuje ochronę praw pracowniczych i środowiska, nie powinien nawet rozważać współpracy z obecnymi władzami Brazylii.

To, że kraje uprzemysłowione krytykują konsekwencje działalności Chin dla środowiska i praw człowieka, na globalnym Południu raczej uważa się za reakcję urażonych i zastraszonych słabnących potęg gospodarczych. Dlaczego tak jest? Cóż, zachodnie firmy zwyczajnie nie cieszą się dużo lepszą reputacją. W ramach badania przeprowadzonego przez Uniwersytet w Maastricht przeanalizowano 1800 skarg na łamanie praw człowieka przez korporacje. Na szczycie listy znajdowały się Stany Zjednoczone (511 przypadków), Wielka Brytania (198) i Kanada (110). Chiny uplasowały się na czwartym miejscu z 94 przypadkami, a zaraz za nimi były Niemcy z 87 skargami przeciwko nim.

W przypadku Chin oczywiście trudniej dotrzeć do osób odpowiedzialnych za łamanie prawa. Na razie społeczeństwo obywatelskie na globalnym Południu ma ograniczoną możliwość wyciągania konsekwencji wobec chińskich banków, korporacji i ustawodawców. Chiny utrzymują relacje prawie wyłącznie z władzami państw; organizacje pozarządowe zwykle nie mają dostępu do odpowiedzialnych stron. Informacje o projektach podawane do wiadomości publicznej często są nader skąpe. Ponadto odpowiedzialne instytucje są najczęściej nieprzystępne i nieskłonne włączać się w jakikolwiek dialog.

Plac Tiananmen może się powtórzyć w Hongkongu

 

Podobnie jest z naciskiem społecznym w państwach, gdzie firmy mają swoje siedziby. Organizacje społeczeństwa obywatelskiego i związki zawodowe mogą wywierać presję na korporacje w krajach Zachodu, podczas gdy w Chinach jest to wykluczone.

Niemniej dopóki władze Zachodu nie nałożą wiążących regulacji dotyczących praw człowieka i ochrony środowiska na zachodnie korporacje międzynarodowe działające na globalnym Południu, nie można wytykać palcem jedynie Chin.

Obecnie w Niemczech firmy mogą zobowiązać się do przestrzegania dobrych praktyk dobrowolnie. Z inicjatywy Partii Socjaldemokratycznej rząd koalicyjny postanowił rozpatrzeć zakres tych zobowiązań i wprowadzić środki prawne na wypadek, gdyby ich nie spełniano. Jednak federalne ministerstwo gospodarki oraz Kancelaria Niemiec znacznie stępiły ten mechanizm kontrolny, wprowadzając „Krajowy plan działań na rzecz wdrażania wytycznych ONZ dotyczących biznesu i praw człowieka” (KPD). Z punktu widzenia związków zawodowych i organizacji społeczeństwa obywatelskiego nie istnieją podstawy do monitorowania, w jakim stopniu niemieckie firmy działające za granicą dokładają należytej staranności, by przestrzegać praw człowieka.

Z kolei Chiny zdają się właśnie poddawać sprawę ponownemu przemyśleniu. Na arenie międzynarodowej przywódcy Państwa Środka stawiają na miękką siłę. Chcą poprawić wizerunek Chin jako inwestora i partnera biznesowego, a przez to są wrażliwsi na presję opinii publicznej. Liczą, że jeśli rozwiną przedsiębiorczość w kierunku bardziej akceptowalnym społecznie, rynki światowe otworzą przed nimi większe możliwości.

Tymczasem chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Handlu i inne władze, jak również państwowe banki publikują wytyczne społecznie odpowiedzialnych inwestycji zagranicznych. Wiele chińskich korporacji zobowiązało się już prowadzić interesy w sposób społecznie odpowiedzialny, a świadomość tych zamiarów wzrasta też za granicą. Unikanie konfliktów z lokalnymi populacjami leży w interesie firm, ponieważ konflikty te często prowadzą do przerywania pracy, utraty zysków, a nawet gwałtownych protestów. Ta zmiana strategii ma więc na celu utemperowanie zarówno lokalnego niezadowolenia, jak i międzynarodowej presji.

Chiny obiecują poprawę

W marcu 2019 roku Chiny zobowiązały się przed Radą Praw Człowieka ONZ do przestrzegania praw człowieka w inwestycjach zagranicznych. Chińska Republika Ludowa przyjęła 284 z 346 zaleceń proponowanych przez dziesiątki krajów globalnego Południa w ramach trzeciego Powszechnego Przeglądu Okresowego dotyczącego przestrzegania praw człowieka.

Chiny i Rosja: najlepsi z najgorszych przyjaciół

Chiny zaakceptowały na przykład dwie rekomendacje przedstawicielstw dyplomatycznych Ekwadoru i Peru. Państwa te wymagały, by „wprowadzano środki gwarantujące, że projekty zagospodarowania terenu i budowy infrastruktury na ich terytorium i poza nim będą prowadzone z poszanowaniem dla praw człowieka, środowiska i trwałości zasobów naturalnych, zgodnie z prawem krajowym i międzynarodowym oraz celami Agendy Zrównoważonego Rozwoju 2030”. Chiny przyjęły również zalecenia Palestyny, Haiti, Fidżi, Republiki Konga i Kenii mówiące o tym, by respektować wytyczne ONZ dotyczące działalności gospodarczej i praw człowieka.

Oczywiście pozostaje jeszcze ocena tego, czy i na ile Chiny dotrzymają obietnic (zwłaszcza że w Powszechnym Przeglądzie Okresowym nie przewidziano sankcji). To jednak odnosi się w takim samym stopniu do uprzemysłowionych krajów Zachodu.

Uciekają do nas, bo są biedni. Są biedni, bo my jesteśmy bogaci

Tymczasem w ONZ władze Ekwadoru i RPA prowadzą tak zwany proces traktatowy ONZ, w którego skład wchodzą dyskusje na temat wiążących regulacji działalności transnarodowej. Co najważniejsze, kraje globalnego Południa popierają projekt, podczas gdy duże państwa przemysłowe wciąż chcą polegać głównie na zobowiązaniach dobrowolnych. Doświadczenie ostatnich lat jasno pokazuje jednak, że model dobrowolnego przestrzegania zasad odpowiedzialności społecznej nie wystarczy. Rezolucję ONZ ustanawiającą tę grupę roboczą przyjęto głosami dwudziestu państw, głównie z globalnego Południa i wpływowych gospodarek rozwijających się, w tym Chin, Indii i Rosji.

Doświadczenie pokazuje, że model dobrowolnego przestrzegania zasad odpowiedzialności społecznej nie wystarczy.

Można mieć wątpliwości, czy państwa takie jak Rosja czy Chiny rzeczywiście zgodzą się na narzucenie zarejestrowanym w nich firmom wiążących prawnie obowiązków. Na razie jednak rokowania są dobre, o ile uprzemysłowione kraje Zachodu zajmą się tą kwestią na poważnie.

Europa musi wreszcie zejść z poziomu retoryki na poziom praktyki. Może mieć z tego podwójny pożytek. Po pierwsze, zwiększy się wiarygodność i atrakcyjność krajów europejskich za granicą. Jeśli Zachód przedstawi stosowanie praw człowieka jako swój największy wyróżnik względem rosnących w siłę państw autorytarnych, zachodnie firmy tylko na tym skorzystają. Po drugie, presja wywierana w ten sposób na Chiny i innych inwestorów na globalnym Południu jeszcze silniej skłoni wszystkich do odpowiedzialności za standardy warunków pracy, przestrzeganie praw człowieka i ochronę środowiska.

**
Claudia Detsch jest dyrektorką zarządzającą czasopisma „International Politics and Society”. Z wykształcenia socjolożka, wcześniej zarządzała magazynem politycznym „Nueva Sociedad”. Kierowała też ekwadorskim biurem Fundacji im. Friedricha Eberta.

Artykuł ukazał się w magazynie IPG Journal. Publikację polskiego tłumaczenia dofinansowano ze środków Fundacji im. Friedricha Eberta.  Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.