Świat

Żniwo pandemii: chciwość, głupota i antysolidarność. A to tylko wersja demo

Na przyszłorocznym Światowym Zgromadzeniu Zdrowia ma być dyskutowany traktat pandemiczny, który ma między innymi wzmocnić pozycję WHO. Prawica już krzyczy o spisku elit.

Mięsożerny, chciwy i podzielony na mniej i bardziej uprzywilejowane kraje świat nie obroni się przed kolejnymi epidemiami chorób zakaźnych. Problemem nie jest brak technologii czy wiedzy, ale daleka od równości dystrybucja zasobów. Koronawirus dobitnie nam to pokazał. Czy z walki z nim faktycznie wychodzimy zwycięzcy i mądrzejsi?

W Polsce koniec pandemii ogłaszano, zanim to było modne. Premier Morawiecki przekonywał o braku zagrożenia już w 2020 roku, zachęcając rodaków do tłumnego uczestnictwa w odbywających się wówczas wyborach prezydenckich, a potem COVID-19 w kolejnych falach dziesiątkował społeczeństwo. Nic dziwnego, że powszechne podejście do zagrożenia zdrowotnego stało się – mówiąc delikatnie – beztroskie, a wielu z nas zdążyło zapomnieć, co działo się w czasie kolejnych lockdownów. A działa się tragedia, zwłaszcza w szpitalach.

Światowe statystyki wskazują, że w ciągu trzech ostatnich lat SARS-CoV-2 zabił ponad 7 milionów ludzi. Tyle zgłoszono Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która twierdzi jednak, że w rzeczywistości można mówić nawet o 20 milionach ofiar. Ale nie wszystkie kraje prowadzą ewidencję.

Rabunek, wyzysk, centralizm, czyli państwo PiS w pandemii

W ostatnim czasie liczba zakażonych z kolei wzrosła w Azji Południowo-Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. Faktem jest jednak, że śmiertelne żniwo zbierane przez wirusa zdecydowanie maleje, bo w porównaniu ze szczytowym momentem kryzysu, kiedy umierało 100 tysięcy osób tygodniowo, dziś ta liczba spada do 3,5 tysiąca.

Dopiero to pozwoliło WHO podjąć decyzję o obniżeniu oceny pandemii. 5 maja 2023 roku dyrektor generalny tej instytucji, Tedros Adhanom Ghebreyesus, poinformował, że nie jest ona już „globalnym zagrożeniem zdrowotnym”. Wstrzymajcie jednak korki od szampanów, bo to wcale nie oznacza, że koronawirus przestał być groźny, a generowane przez niego problemy – zniknęły. Pandemia uwypukliła raczej to, co nie działa. Nie tylko w systemach ochrony zdrowia.

Odsapnąć, ale trzymać gardę

„Kraje powinny przejść z trybu awaryjnego do zarządzania COVID-19 wraz z innymi chorobami zakaźnymi” – brzmi komunikat WHO, która niczego nie odwołała, jedynie wycofała stan zagrożenia publicznego o zasięgu międzynarodowym, czyli tzw. PHEIC. To narzędzie pozwalające w ramach ponadpaństwowych przepisów zdrowotnych reagować na kryzysy zdrowotne i np. wydawać zalecenia dotyczące ograniczania działań, jak podróżowanie, które sprzyjają rozprzestrzenianiu się zakażeń.

Nie jest to jednak coś, co sprawdza się w sytuacji przewlekłych zdarzeń chorobowych, zwłaszcza że wirus nie tylko nie został wyeliminowany, ale ma także duże szanse przekazanie swojej niszczycielskiej spuścizny bardziej patogennemu wariantowi. Jak pisze Jessica Corbet na łamach Common Dreams, może się okazać, że będzie konieczne ogłoszenie nowego PHEIC.

Z kolei cytowany przez „Guardiana” prof. Benjamin Neuman z Texas A&M University pomimo entuzjazmu, który zapanował w mediach wokół wieści z WHO, twierdzi, że powinniśmy traktować „to słodko-gorzkie ogłoszenie raczej jako wywieszenie białej flagi niż powód do świętowania”. Choć w kwestii radzenia sobie z wirusem nastąpił bez wątpienia przełom, decyzja WHO odzwierciedla rzeczywistość „polityczną, a nie medyczną”.

Polityczna jest taka, że np. USA zniosły stan wyjątkowy, a od 11 maja 2023 łagodzą wymagania dotyczące szczepień. W Polsce prawdziwie oficjalny, a nie życzeniowo-kampanijny koniec stanu zagrożenia epidemicznego wejdzie w życie 1 lipca, całkowicie znosząc wszystkie obostrzenia związane z COVID-19.

Mimo że odporność na chorobę trudno uznać za długotrwałą, wróciliśmy do business as usual tak, jakby kolejnych fal infekcji miało nie być. Tymczasem poziom wyszczepienia obywateli bynajmniej nie jest satysfakcjonujący, wirus zagraża w szczególności osobom starszym i chorującym przewlekle, a także w sezonie grypowym stwarza dodatkowe zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi.

„Najgorszą rzeczą, jaką jakikolwiek kraj może teraz zrobić, jest wykorzystanie tej wiadomości jako powodu do utraty czujności, demontażu systemów, które zbudował, lub wysłania wiadomości swoim obywatelom, że nie ma się czym martwić” – twierdzi szef WHO.

Niepokojący okazuje się przede wszystkim brak prewencji oraz niewystarczająca uważność na tzw. long covid czy post-covid, czyli powikłania po przebytej nawet łagodnie infekcji i dalekosiężne skutki zdrowotne, wśród których eksperci wymieniają m.in. mgłę mózgową, zatorowość płucną, zaburzenia neurologiczne, neuropsychiatryczne, ale też chroniczne zmęczenie.

Efektem dodatkowo wpływającym na rosnące wyzwania medyczne są także konsekwencje psychologiczne pandemii oraz te będące reakcją na kryzysy nadużywania alkoholu, co potwierdza wiele źródeł, m.in. raport Global Drug Survey, wedle którego 43 proc. respondentów z różnych krajów przyznało, że w czasie pandemii zaczęło zaglądać do kieliszka częściej, a 36 proc. deklaruje zwiększenie ilości wypijanych trunków w stosunku do okresu przed wzrostem fali zakażeń.

Pandemia chciwości i rasizmu uderza w globalne Południe

Tymczasem w krajach rozwijających się problemem pozostaje samo reagowanie na zakażenia i leczenie. Wciąż wiele osób nie ma tam dostępu do testów, leków i szczepień. Powód? Ten sam co zwykle. Brak globalnej solidarności, mnożenie barier ekonomicznych i formalnościowych (w tym dotyczących praw własności intelektualnej).

Bogate państwa Europy do spółki z koncernami farmaceutycznymi w pierwszej kolejności zapewniły profilaktykę i leczenie obywatelom swojej części świata. Naukowcy w czasopiśmie „Nature” wskazują, że gdyby dystrybucja szczepionek nie była grabieżcza i podyktowana uprzywilejowaniem, od końca 2021 roku zmarłoby o 1,3 miliona osób mniej.

Aleksandra Fertlińska z Amnesty International pisała w 2021 roku na naszych łamach, że nacjonalizm szczepionkowy to nic innego jak rywalizacja państw o zabezpieczenie jak największej liczby dawek: „To oczywiste, że w tym wyścigu wygrywają ci, którzy są bogatsi. Kupią więcej dawek od producentów, zaszczepią szybciej i więcej osób. Bogatsze kraje zakupiły już tyle dawek, że mogą zaszczepić całą swoją populację niemal trzykrotnie do końca 2021 roku, a Kanada i Wielka Brytania mają jej tyle, że każdy obywatel może się zaszczepić nawet pięć razy”.

Koniec pandemii? Szczepionkowy nacjonalizm może to uniemożliwić

Dra Marta Łuksza, która pracuje jako adiunktka w jednym z najlepszych szpitali w USA, manhattańskim The Mount Sinai Hospital, jeszcze przed dopuszczeniem szczepionek do obrotu mówiła mi z kolei, że faworyzowaniu poszczególnych krajów tamę powinna postawić WHO, wywierając presję na politycznych decydentach.

W kapitalistycznej rzeczywistości koncerny stoją ponad rządami i – nad czym ubolewa Tamaryn Nelson z Amnesty International – rozważają (konkretnie Pfizer i Moderna) czterokrotne podwyższenie ceny każdej szczepionki, w czasie gdy tylko 25 proc. ludzi w krajach o niskich dochodach jest obecnie w pełni zaszczepionych, a miliony wciąż czekają na pierwszą dawkę”.

Dlatego wielu ekspertów domaga się rozliczenia tych, którym rasizm, klasizm i pogoń za zyskiem przysłoniły humanitaryzm, a także włączenia przedstawicieli globalnego Południa w procesy decyzyjne dotyczące zdrowia publicznego w taki sposób, by nie powtórzyć błędów z przeszłości.

Czy WHO chce odebrać państwom suwerenność?

Odpowiedzią na to ma być traktat pandemiczny, który będzie przedmiotem debaty na 77. Światowym Zgromadzeniu Zdrowia w 2024. Ma on usprawnić reagowanie na podobne kryzysy w przyszłości, pozwolić na wczesne wykrywanie pandemii i profilaktykę pandemiczną, zapewnić powszechny i równy dostęp do rozwiązań medycznych i wzmocnić działanie międzynarodowych organów, w tym WHO jako głównego koordynatora kwestii zdrowotnych. Będzie też promować podejście nazywane „jednym zdrowiem”, obejmującym zdrowie ludzi, zwierząt i całej planety.

Na prawicowych portalach już można przeczytać, że to zamach na suwerenność państw, które miałyby odtąd przekazać swoje kompetencje WHO, a raczej „globalnym elitom”. Jednak to właśnie niestosowanie się do wytycznych organizacji sprawia, że najbardziej uprzywilejowane grupy mnożą profity kosztem obywateli. W traktacie zaś nie ma ani słowa o zniesieniu kompetencji państwowych w zakresie kształtowania polityki zdrowotnej.

Globalna solidarność czy szczepionkowy nacjonalizm?

Znajdziemy tam natomiast ostrzeżenie, że nadejście kolejnych pandemii jest więcej niż pewne, a przyczyniać się do ich rozwoju będzie m.in. dalsze eksploatowanie zasobów naturalnych. Niszczenie kolejnych siedlisk, tworzenie hodowli i zapotrzebowanie na mięso. Nie ma więc wątpliwości co do konieczności wprowadzenia reform w rolnictwie i przemyśle spożywczym, ponieważ hodowle to dziś główne źródła chorób zakaźnych. Potwierdza to raport Compassion in World Farming Polska, w którym można przeczytać, że trzy na cztery nowe choroby zakaźne rozprzestrzeniające się wśród ludzi pochodzą od zwierząt.

„Pandemie są i będą nam po prostu podawane na talerzu. Wystarczy spojrzeć na dane dotyczące czynników chorobotwórczych. […] Musimy zdawać sobie sprawę, że pandemia, którą mamy w tej chwili, to wersja demo tego, co może się wydarzyć w przyszłości” – mówiła mi szefowa tej organizacji, Małgorzata Szadkowska, która nie ma wątpliwości, że niszczenie bioróżnorodności przyczynia się do tego, że kolejne grupy zwierząt zostają zmuszone do poszukiwania nowych miejsc do życia.

Menu przyszłości? Masowe wymieranie. Już podano do stołu

Najważniejszą lekcją z pandemii jest bez wątpienia ta o niesprawiedliwości. Nie możemy dalej przyzwalać na pogłębianie się nierówności nie tylko w obrębie społeczeństwa, ale i w relacji człowiek–natura. O tym piszą autorzy eseju Odwaga troski. Ekofeminizm jako źródło inspiracji, wskazując, że właśnie tytułowa troska jest czymś, czego brak w obecnej rzeczywistości, co ujawniła ekspansja koronawirusa.

„Czy pamiętacie brawa, jakie bito podczas pierwszego lockdownu pracownikom opieki zdrowotnej, którzy zmuszeni byli pracować ponad siły w niebezpiecznych warunkach? I czy nie nauczyło nas to, jak ważne jest dbanie o naturę, bo wycinanie lasów tropikalnych przyczynia się bezpośrednio do pojawiania się takich chorób jak COVID-19 i ebola? […] Ponieważ nadajemy pierwszeństwo zawłaszczeniu i prywatyzacji wiedzy poprzez patenty przed troską o naszych bliźnich, miliardy ludzi na globalnym Południu nie mają dostępu do koniecznych szczepionek przeciwko koronawirusowi. W dodatku dzieje się tak, pomimo że szczepionki zostały opracowane głównie za publiczne pieniądze” – piszą Dirk Holemans, Philsan Osman oraz Marie-Monique Franssen, których zdaniem dopóki beztrosko zgadzamy się na drapieżny kapitalizm, dopóty będziemy ryzykować coraz większe kryzysy zdrowotne.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Laureatka konkursu Dziennikarze dla klimatu, w którym otrzymała nagrodę specjalną w kategorii „Miasto innowacji” za artykuł „A po pandemii chodziliśmy na pączki. Amsterdam już wie, jak ugryźć kryzys”. Nominowana za reportaż „Już żadnej z nas nie zawstydzicie!” w konkursie im. Zygmunta Moszkowicza „Człowiek z pasją” skierowanym do młodych, utalentowanych dziennikarzy. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij