Świat

Izrael: A więc koniec ery Netanjahu. Problem? Nowej koalicji nic nie łączy

Dziś został zaprzysiężony nowy, 36. rząd Izraela. Będzie on pod wieloma względami wyjątkowy i zapowiada się chybotliwie. Cała koalicja ma tylko jeden głos przewagi i nic jej w zasadzie nie łączy. Poza pragnieniem zakończenia 12-letniego panowania Benjamina Netanjahu.

Nowa koalicja rządząca będzie się składać aż z ośmiu partii. Rząd mają współtworzyć lewicowe ugrupowania Merec i Izraelska Partia Pracy, Jamina, Nowa Nadzieja i Nasz Dom Izrael z prawicy, centrowi Niebiesko-Biali i Jest Przyszłość oraz – po raz pierwszy w historii – partia arabska, Ra’am. W gabinecie Naftalego Bennetta, lidera Jaminy (ma sprawować tę funkcję przez dwa lata, a później ustąpić w tej roli Ja’irowi Lapidowi, przewodniczącemu Jest Przyszłość), znajdzie się też osiem ministerialnych stanowisk dla kobiet, co stanowi historyczny rekord.

– Ludzie byli po prostu już zmęczeni Netanjahu. Jedni jego polityką, inni jego korupcją, tym ciągłym hałasem, jaki tworzył wokół siebie – mówi Krytyce Politycznej Anshel Pfeffer, dziennikarz i autor książki Bibi. Burzliwe życie i czasy Benjamina Netanjahu. – Przez ostatnie lata rozgniewał wiele osób, w tym polityków, z którymi współpracował, jak chociażby Bennetta czy Ganca. On po prostu nie umie utrzymywać dobrych relacji z ludźmi. Izraelska polityka od dawna, nawet dłużej niż te 12 lat, kiedy Bibi był premierem, kręciła się wokół niego, jednej wielkiej osobowości. Obecna sytuacja to duża szansa dla pozostałych – podkreśla.

„Tylko ty możesz ocalić państwo żydowskie”. Jak Bibi dogadał się z Bennym

Dodaje jednak, że przyszłość nowego rządu, który ma zostać niebawem zaprzysiężony, stoi pod znakiem zapytania. – Trudno powiedzieć, czy obecny rząd będzie trwały. Koalicjantów nie łączy w zasadzie nic poza nadrzędnym celem odsunięcia Netanjahu od władzy. Ten cel został osiągnięty, więc powstaje pytanie, co dalej. Z drugiej strony, Bibi nie zniknie. Jako lider opozycji ciągle będzie obecny w izraelskiej polityce, więc ten wspólny cel niedopuszczania go do rządzenia także pozostanie aktualny.

Mniej optymistyczna jest Mairav Zonszein, analityczka International Crisis Group. – Wszyscy chcieli się pozbyć Bibiego. Obecna koalicja prawdopodobnie nie będzie w stanie zrobić niczego znaczącego – ścierają się w niej zbyt różne siły, różne poglądy – uważa. Dodaje również, że o kruchości nowej koalicji świadczy minimalna większość, jaką udało jej się zdobyć. – Jako lider opozycji Netanjahu będzie w stanie wywierać silną presję na rząd. Trzeba pamiętać, że rządząca koalicja ma jedynie 61 miejsc na 120 – wystarczy złamać jednego polityka, by rozpadł się cały rząd.

Także Haggai Mattar, dziennikarz magazynu „+972”, nie wróży koalicji długiego trwania. – Przede wszystkim nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy. Jeszcze dwa, trzy miesiące temu ten scenariusz wydawał się niemożliwy. To zupełnie nowa sytuacja. Obecna koalicja wydaje się bardzo krucha, bo jedyne, co łączy te postaci ze skrajnie różnych środowisk, to chęć pozbycia się Netanjahu. Ten rząd może rozpaść się dosłownie w każdej chwili – mówi.

Komentatorzy podkreślają jednak, że nawet jeśli Netanjahu ustąpi ze stanowiska szefa rządu, jego polityczne dziedzictwo pozostanie. – To, co Izrael odziedziczył po Bibim w kwestii dyplomacji, to całkowita zmiana paradygmatu w myśleniu o Palestynie. Przez lata obowiązywała narracja: Izrael musi rozwiązać konflikt, dojść z Palestyną do porozumienia, inaczej ucierpi na tym jego gospodarka i relacje zagraniczne. Nic takiego się nie stało. Mimo że kwestia palestyńska od lat tkwi w martwym punkcie, izraelska gospodarka kwitnie, nie został też pariasem na arenie międzynarodowej. Przeciwnie – za rządów Bibiego podpisano historyczne porozumienia z czterema państwami arabskimi (ZEA, Bahrajnem, Marokiem i Sudanem – przyp. aut.).

– Tak, Netanjahu całkowicie pogrzebał kwestię palestyńską i ideę rozwiązania dwupaństwowego. Za jego sprawą Abbas i Fatah stracili całą legitymację do rządzenia. To jednak niemożliwe do utrzymania na dłuższą metę – uważa Mairav Zonszein. – Izrael nie jest w stanie kontrolować Palestyńczyków, do aktów przemocy będzie dochodziło wszędzie. Netanjahu promował wizję Wielkiego Izraela, jednego, antydemokratycznego państwa. To jego kolejne dziedzictwo: zwrot ku światowej skrajnej prawicy, w tym antydemokratycznym reżimom jak Bahrajn czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, korumpowanie instytucji publicznych, policji.

Także Anshel Pfeffer przyznaje, że spuścizna po Bibim w kwestii polityki wewnętrznej jest zdecydowanie niekorzystna. – Na arenie wewnętrznej lata rządów Bibiego odcisnęły bardzo negatywne piętno. Jako polityk wykorzystał i skutecznie pogłębił podziały, które już istniały w Izraelu, używając ich do realizowania swoich celów politycznych.

Palestyńczycy mogą siedzieć i patrzeć, jak Żydzi głosują na prawicowych ekstremistów

Haggai Matar zwraca uwagę, że przez lata swojej działalności Netanjahu przesunął środek ciężkości w izraelskiej polityce. – Jego polityczne dziedzictwo na pewno obejmuje silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej zwrot ku prawicy i zmarginalizowanie znaczenia lewicy. Rząd jest zdominowany przez prawicę, wszystkie najważniejsze ministerstwa są w rękach partii prawicowych – podkreśla.

– Jednym z największych przegranych tej sytuacji jest tzw. wspólna lista, koalicja czterech partii arabskich. Zostali kompletnie sami, odizolowani od opozycji, której ton będzie nadawał Netanjahu, a do rządu również nie weszli. Z drugiej strony, jest to też szansa na nowe rozdanie – zredefiniowanie polityki palestyńskiej, zredefiniowanie opozycji i podkreślenie różnic między „wspólną listą” a np. partią Ra’am.

Eksperci zwracają uwagę, że trudno przewidzieć, jaką politykę palestyńską będzie prowadził nowy premier. – Bennett jest jeszcze bardziej na prawo od Bibiego. W swoich przemówieniach otwarcie opowiadał się za aneksją – mówi Zonszein. – Raczej nie uda mu się do tego doprowadzić, ale takiej używa retoryki. Mamy jednak do czynienia z nową sytuacją, która będzie wymagała nowych środków. Jeśli powtórzy się niedawna sytuacja ze Strefy Gazy, Bennett może pójść w dwóch kierunkach. Pierwszy, mniej prawdopodobny, to uniknięcie konfrontacji. Biorąc pod uwagę, jak bardzo stara się kreować na twardego polityka, możliwe, że będzie chciał to udowodnić i zareaguje nawet większym pokazem siły, niż zrobił to Netanjahu. Może wprowadzić do Gazy wojska lądowe, nawet za cenę ewentualnego konfliktu z Białym Domem.

Izraelska aneksja pogrzebie nadzieję na niepodległość Palestyny

Zdaniem Matara Bennett jest politykiem do pewnego stopnia nieobliczalnym.

– 60 proc. wyborców Bennetta deklaruje teraz, że nie zagłosowałoby na niego ponownie. Netanjahu będzie nadal go atakował, a Bennett nie ma wiele do stracenia. Jeśli teraz wypadnie z obiegu, będzie to jego polityczny koniec – co czyni go jeszcze bardziej nieobliczalnym.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jagoda Grondecka
Jagoda Grondecka
Iranistka, publicystka i komentatorka ds. bliskowschodnich
Iranistka, publicystka i komentatorka ds. bliskowschodnich. Korespondentka Krytyki Politycznej. Absolwentka Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Doświadczenie zdobywała m.in. w ambasadach RP w Teheranie i Islamabadzie. Współautorka publikacji „Muzułmanin, czyli kto? Materiały dydaktyczne dla nauczycieli i organizacji pozarządowych”.
Zamknij