Felieton

Tu naprawdę kochają Trumpa (a przynajmniej udają)

Raper Nitemare to religijny chłopak. Jak go zapytać, dlaczego był taki nieprzyjemny dla Baracka Obamy, zaczyna się śmiać pod nosem jak siedemnastolatek, który właśnie nasrał do doniczki i nie jest pewny, czy uczucie, którego doświadcza, to radość czy wstyd.

Na pustyni, w północno-zachodniej Arizonie, miasta i lokalne władze należą do republikanów. Tu jedyne pytanie to: czy popierasz Trumpa, bo się z nim autentycznie identyfikujesz (jest takich sporo), czy dlatego, że jest ci potrzebny (to przypadek większości lokalnych polityków, którzy woleliby, żeby Trump się zamknął, ale chętnie sfotografują się z jego tekturową podobizną na wiejskim festynie).

Okolice Kingman to najbardziej konserwatywny przyczółek Arizony. Arizona, podobnie jak Teksas, będzie jedną z najważniejszych scen starcia republikanów i demokratów w wyborach 2020. Demokraci zaczynają sobie ostrzyć apetyt  na stan Wielkiego Kanionu, dlatego robi się tu coraz bardziej nerwowo.

Fot. Agata Popęda

Co ciekawe, tutejszy konserwatyzm niekoniecznie jest rdzenny, bo białe pary po sześćdziesiątce, które konstytuują tutejszy elektorat, są na wychodźstwie ze znienawidzonej liberalnej Kalifornii, zżeranej przez moralną zgniliznę i podatki.

Kingman to również ważny w skali kraju węzeł transportu tak samochodowego, jak i kolejowego. Błękitne wagony Amazon Prime bez końca płyną przez miasteczko; nocami można je liczyć zamiast baranów.

W Arizonie Trumpa imigranci nie mają szans

O festiwalu Trumpstock dowiedziałam się z lokalnego Facebooka, bo Facebook na amerykańskiej wsi – tak jak na wsi afrykańskiej – to podstawowe źródło wiadomości o świecie.

W obu przypadkach przestrzeń robi swoje; zaścianki wiejskiej Arizony jak zaścianki Konga – wszystko jest conveniently za daleko: rząd, policja, gdy jej faktycznie potrzeba, warzywa.

Na Facebooku najłatwiej ustalić, co stało się z motocyklistą, który właśnie rozwalił się na Drodze Matce 66, albo gdzie się podział zaginiony labrador państwa Watson. Ktoś już mu strzelił fotę, jak sobie truchta autostradą w stronę Los Angeles.

Fot. Agata Popęda

Autorka pomysłu – zagorzała zwolenniczka Trumpa, matka, żona weterana i pełna energii pięćdziesięciolatka z kryminalną przeszłością – zdążyła już zrobić stronę internetową i wynająć klejnot i dumę powiatu, czyli Mohave County Fairgrounds – coś na kształt tutejszych Sukiennic. To obszerna miejscówka, gdzie cały powiat zbiera się sprzedawać bydło, oglądać rodeo i wybierać lokalne piękności w przedziale wiekowym 5–18.

Lokalne władze i szeryf natychmiast podpięły się pod trumpowski festyn, który miał trwać trzy dni i przyciągnąć tłumy. Strona zapowiadała, że główną gwiazdą wieczoru będzie raper Nitemare z Teksasu, nie najwyższych lotów latynoski muzyk i zwolennik Trumpa, który nawija o Obamie, że jest ciotą i muzułmaninem.

Wkrótce pojawiło się więcej nazwisk: konserwatywni politycy z Arizony i innych stanów, a wśród nich szycha – Paul Gosar, który posłuje w Izbie Reprezentantów w Waszyngtonie w imieniu zachodniej Arizony. Gosar znany jest ze swojego poparcia dla Trumpa; poza Arizoną znają go głównie z tego oto wideo, gdzie nazywa kłamczuchem byłego prawnika Trumpa Michaela Cohena (obecnie za kratkami).

Trump w ukraińskiej pułapce. Będzie impeachment?

Inni mówcy zostali wybrani, żeby pokazać, że nie każdy zwolennik Trumpa musi być podstarzałym białym facetem: czarny konserwatysta z Teksasu David J. Harris Jr., który obiecuje wytłumaczyć Ameryce prawdę o amerykańskim rasizmie, Alexandra Levine reprezentująca ruch #Jexit i zachęcająca amerykańskich Żydów do porzucenia Partii Demokratycznej, Marco Gutierrez, założyciel Latynosów za Trumpem, oraz Brian Talbert, gej-konserwatysta, który założył Deplorable Pride, „paradę żałosnych” (tak zwolenników Trumpa nazwała kiedyś Hillary Clinton).

Lokalni liberałowie byli przerażeni, ale demokraci generalnie siedzą tutaj cicho, a mniejszości (rdzenni Amerykanie, Latynosi, trochę ludzi z Indii i Bliskiego Wschodu) raczej koncentrują się na tym, żeby nikogo nie prowokować.

Na dzień przed festynem okazało się, że miasto Kingman nie wyda zezwolenia na special event, bo organizatorka nie zapewniła odpowiedniej ochrony. Podobno to decyzja szefa tutejszej policji, który na miesiąc przed emeryturą nie ma nic do stracenia. W rezultacie, na dosłownie godziny przed wielką inauguracją, wydarzenie zostało przeniesione do rodzinnej pizzerii na środku pustyni, jakieś 20 kilometrów od miasta.

Oprócz organizatorki, religijnej protrumpowskiej rodziny, która prowadzi pizzerię, zaproszonych gości (przybyła jedna trzecia z tych, którzy się zapowiadali) i reporterów lokalnej gazety oraz „New York Timesa” zjawiło się może 30–40 osób. Festiwal skurczył się z trzech dni do jednego, a ja w kameralnej atmosferze miałam okazję poznać bliżej mówców i artystów. Było to jedno z najdziwniejszych doświadczeń w moim życiu.

Marco Gutierrez okazał się serdecznym, łagodnym misiem, którego boli, że meksykańskie dzieci nie partycypują w amerykańskiej kulturze i przez to coś je omija – władza i polityczna reprezentacja w tym kraju. Gutierrez wkurzył lokalną lewicę, ostrzegając Amerykanów przed „food truckami z tacos na każdym rogu”. “Latynoska kultura jest miękka i zmiękcza dominującą amerykańską kulturę – oświadczył. – Nie dziwie się Amerykanom, że się boją”.

Fot. Agata Popęda

Oczywiście food trucki z tacos to tylko metafora. Gutierrez uwielbia tacos i zaraz zaczyna polecać najlepsze restauracje w Kalifornii, gdzie mieszka, pod San Francisco. Wydaje się, jakby trafił w świat lokalnej konserwatywnej polityki przypadkowo; twierdzi, że demokraci nie traktują Latynosów poważnie. Widzą w nich łatwego i oczywistego wyborcę, ale myślą o nich tylko w kategorii kierowców i sprzedawców tacos.

Święte prawo do strzelania

czytaj także

Podobna gorycz płynęła z słów Briana Talberta, geja-nacjonalisty. Przez wiele lat był demokratą, a demokraci nie zrobili dla homoseksualistów nic. Talbert pociesza się, że podobno już około 60 procent republikanów toleruje gejów, ale na tym festynie wypełnionym atmosferą machismo wyglądał na lekko wystraszonego.

Raper Nitemare, jak się okazało, jest religijnym chłopakiem – wszyscy tu zasadniczo są bardzo religijni. Jak go zapytać, dlaczego był taki nieprzyjemny dla prezydenta Obamy, zaczyna się śmiać pod nosem jak siedemnastolatek, który właśnie nasrał do doniczki i nie jest pewny, czy uczucie, którego doświadcza, to radość czy wstyd.

Jak nie strzelałem do Kim Dzong Una, czyli witamy w Atlancie!

Alexandra Levine powiedziała mi, że nie ma czegoś takiego jak nielegalne izraelskie osiedla w Palestynie i że socjalista Bernie Sanders nienawidzi Boga.

Fot. Agata Popęda

Josh Bernstein, pracujący dla jednej z organizacji zrzeszającej konserwatywnych emerytów, przyjechał tu ze swoim internetowym show, marząc o sławie konserwatywnego guru. Dużo takich w czasach Facebooka i YouTube. Fundamentalnym doświadczeniem były dla niego ataki z 11 września. Wtedy zrozumiał, że Ameryka musi podporządkować sobie wszystkie kraje, bo inaczej przyjdą tu Chiny albo kalifat.

Po 11 września Josh zrozumiał, że Ameryka musi podporządkować sobie wszystkie kraje, bo inaczej przyjdą tu Chiny albo kalifat.

Nigdy nie wyściubił z Ameryki Północnej nosa, ale jest dogłębnie przekonany, że doświadczenie wolności – tak w sensie ekonomicznym, jak i psychologicznym – jest poza Stanami Zjednoczonymi niemożliwe.

Widzów brakowało. Przybyło paru motocyklistów, kilka rodzin (na pizzę) i paru kompletnych starców, których przyciągnięto tu na wózkach. Dużo było żalu, tragicznych biografii, uwielbienia dla amerykańskiego heroizmu i weteranów oraz straszenia bezbożnością i socjalizmem.

Charlie LeDuff: Sorry, ale to nie jest najbardziej szalony czas w historii Ameryki

Mimo że Trumpstock okazał się niewypałem, organizatorka się nie poddaje. Zaczęła w internecie nową kampanię: zbiera fundusze, żeby pozwać miasto Kingman do sądu za to, że zmusiło ją do przeniesienia festiwalu.

Fot. Agata Popęda

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.