Świat

W Arizonie Trumpa imigranci nie mają szans

W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy na granicy pojawiło się ponad 150 tysięcy dzieci, a ponad połowa z nich nie ukończyła 12. roku życia. Straż graniczna nigdy czegoś podobnego nie widziała. Migranci zatrzymywani na granicy mówią o suszach w Ameryce Środkowej. Część ucieka przed gangami.

W zeszłym tygodniu byłam na przyjęciu z okazji rozpoczęcia drugiej kampanii prezydenckiej Trumpa. Przyjęcie odbyło się w miasteczku Kingman w Arizonie, w Mohave County, piątym największym powiecie Ameryki, słynącym z konserwatyzmu. Prawa „prawowitych” i „legalnych” amerykańskich obywateli są tu jednym z najgorętszych tematów, a imigranci przybywający przez granicę z Meksykiem – najłatwiejszym celem.


Lokalny psychiatra i lider klubu konserwatywnych republikanów wyprawił party w swoim gabinecie. Pojawiło się niewiele osób – głównie starsze, białe małżeństwa z minami na kwintę. Na ich twarzach czytało się kompletną rezygnację, rozświetlaną gdzieniegdzie słabymi uśmiechami, gdy na ekranie telewizora Trump zagrzewał swoją ciżbę na Florydzie. Prezydent mówił niemal wyłącznie o przeszłości, a poza rozdrapywaniem ran z kampanii 2016 roku i ze śledztwa Roberta Muellera, koncentrował się na krzewieniu strachu przed „nielegalnymi” (illegals).

Dzieci w klatce, czyli hańba Ameryki

Patrząc na gorycz zebranych tam ludzi, nie miałam wątpliwości, że oni naprawdę czują, że coś się im odbiera. Zwłaszcza że dzieje się to na amerykańskim Zachodzie, gdzie większość ziemi wciąż należy do rządu – więc to rząd, a nie sektor prywatny jest od dziesięcioleci postrzegany jako wróg z zewnątrz. Pamięć o zimnej wojnie z Sowietami (socjalizm kontra kapitalizm) wciąż jest tu silna – to tu ściągają weterani i tu przechodzą na emeryturę. W Arizonie każdy postulat Berniego Sandersa brzmi jak niebezpieczny żart. A ta śniada, podejrzanie atrakcyjna dziewczyna (posłanka Alexandria Ocasio-Cortez) nie ma prawa mówić o tym kraju jako o swoim i planować jego przyszłość. Ci ludzie, w większości po sześćdziesiątce, nie mają kulturowych narzędzi, żeby ogarnąć współczesny progresywny dyskurs polityczny w wielkich miastach Ameryki. I boją się go jak ognia.

Ten strach przekłada się na sytuację na granicy Arizony z Meksykiem, gdzie w 2018 roku odnaleziono szczątki 127 migrantów. Nie ulega wątpliwości, że wzmożony ruch na granicy jest bezpośrednim wynikiem antyimigracyjnej polityki administracji Trumpa, która daje imigrantom jasny sygnał: teraz albo nigdy. Niedługo na granicy z Meksykiem ma się przecież rozciągać „piękny” mur. Ludzie próbują uciec od nędzy i przemocy, wybierając coraz trudniejsze szlaki, takie jak pustynia Sonora albo należący do sił powietrznych pustynny teren na południowym zachodzie stanu, gdzie odrzutowce ćwiczą zrzucanie bomb. Jeszcze 20 lat temu te szlaki uważano za zbyt niebezpieczne, ale organizacje takie jak No More Deaths w Arizonie od lat zostawiają tam wodę i fasolę dla coraz większej grupy zdesperowanych ryzykantów.

Od 2001 do 2018 roku w południowej Arizonie odnaleziono ponad 3 tysiące zwłok imigrantów, według Humane Borders, grupy z Tuscon, która zbiera te dane i rozpowszechnia je online.

Ostatnio głośna była sprawa Scotta Warrena, 36-letniego nauczyciela geografii i aktywisty z ruchu No More Deaths. Za udzielenie pomocy dwóm nielegalnym imigrantom groziło mu 20 lat więzienia, jednak ława przysięgłych podzieliła się po połowie i nie była w stanie zdecydować, czy rzeczywiście popełnił przestępstwo. Kościoły w Arizonie, które pracują z organizacjami wspierającymi imigrantów, otrzymują pogróżki.

Charlie LeDuff: Sorry, ale to nie jest najbardziej szalony czas w historii Ameryki

Jednocześnie w Waszyngtonie trwają prace zakrojone na szerszą skalę. Niedawno administracja Trumpa zaproponowała wprowadzenie do przyszłorocznego spisu ludności pytania o obywatelstwo. Jednym z celów cenzusu jest ustalenie liczby posłów, jakich każdy stan wysyła do Izby Reprezentantów w Waszyngtonie – a zgodnie z amerykańską konstytucją oblicza się to na podstawie całości faktycznej populacji stanu, niezależnie od jej statusu. Demokraci oceniają, że pytanie o obywatelstwo w stanach takich jak Kalifornia czy Arizona może pozbawić głosu liczne grupy Latynosów skupione w wielkich miastach amerykańskiego Zachodu.

Od 2001 do 2018 roku w południowej Arizonie odnaleziono ponad 3 tysiące zwłok imigrantów.

Najbardziej wysuniętym na zachód przejściem granicznym w Arizonie jest wciśnięta między Meksyk i Kalifornię mekka dziewiętnastowiecznych poszukiwaczy złota, Yuma. Burmistrz miasta niedawno ogłosił stan pogotowia w związku z liczbą imigrantów, z których ponad połowa to dzieci.

To właśnie w Yumie pojawia się więcej dzieci niż gdziekolwiek indziej na całej granicy – i to one symbolem tej fali imigracji z południa, z którą boryka się rząd Trumpa. W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy na granicy pojawiło się ponad 150 tysięcy dzieci, a ponad połowa z nich nie ukończyła 12. roku życia. Straż graniczna nigdy czegoś podobnego nie widziała; dotychczas większość imigrantów stanowi dorośli i młodzież. Migranci zatrzymywani na granicy mówią o suszach w Ameryce Środkowej. Część ucieka przed gangami, które rekrutują dzieci.

Ilhan Omar: imigrantka w Kongresie

W 2016 roku 53% nielegalnych imigrantów pochodziło z Meksyku, 6% z Gwatemali i 3% z Hondurasu. Pogarszająca się sytuacja Wenezueli również nie pomaga. Jednak najbardziej bezpośrednią przyczyną kryzysu na granicy jest obawa, że Trump całkowicie zamknie granice.

Rodzice i dzieci z Ameryki Środkowej zaczęli napływać szybciej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, pisze Maria Sacchetti w „Washington Post”: „Armia Zbawienia otworzyła tymczasowe schronisko w baraku. Na początku przyjęła 50 osób. Potem 150. Liczba zaczęła się podwajać każdego tygodnia”. Arizona przyciąga nielegalnych imigrantów z dwóch powodów, wyjaśnia Sacchetti. Po pierwsze istnieją przesłanki, żeby sądzić, że rząd koncentruje się głównie na Teksasie i na rzece Rio Grande. Po drugie stan ma mniej środków w budżecie na przetrzymywanie imigrantów, co pozwala im liczyć na szybsze zwolnienie.

Jednocześnie administracja Trumpa planuje naloty na skupiska imigrantów w dziesięciu najważniejszych miastach Ameryki. Ich celem jest deportacja dwóch tysięcy rodzin. W ubiegłą sobotę prezydent wstrzymał operację, dając Demokratom dwa tygodnie na zaakceptowanie zmian w prawie azylowym.

Ameryka odpuszcza prawa człowieka

Najciekawsze jest to, że większość wyborców Trumpa, których spotykam, to całkiem sympatyczni ludzie, gotowi opowiadać o swoim życiu tak samo chętnie jak o swojej nienawiści do Nancy Pelosi. Są mili dla swoich sąsiadów, nawet dla tej uprzejmej indyjskiej pary mieszkającej na końcu ulicy. Konserwatywny psychiatra ma żonę Kolumbijkę. Jest ona jedyną kolorową na tym przyjęciu i nie wydaje się widzieć nic złego w antyimigracyjnych pohukiwaniach Trumpa. Ostatecznie, tak jak Melania Trump, przyjechała tu legalnie.

Co to się odTRUMPowuje?

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.