Świat

Jak Ukraińcy, Polacy i Niemcy patrzą dziś na Rosję?

Trzydzieści lat temu runął mur berliński, wraz z nim dotychczasowy porządek na świecie. Związek Radziecki zdołał przetrwać jeszcze tylko dwa lata. Być może niektórzy z was pamiętają jeszcze marzenie Michaiła Gorbaczowa o wspólnym „europejskim domu”. Dziś jednak wydaje się, że Rosja i Unia Europejska stoją po przeciwnych stronach barykady. Dziennikarze z Polski, Niemiec i Ukrainy opisują, jak w ich krajach na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat zmienił się stosunek do Rosji.

 

Tetiana Oharkowa, Ukraina

Trzydzieści lat temu, w końcu lat 80., Ukraina nie była niezależnym państwem, stanowiła republikę Związku Radzieckiego. W tamtych czasach trudno było mówić o autentycznej ukraińskiej tożsamości narodowej. W czasach ZSRR wyparła ją tożsamość sowiecka. Większość mieszkańców Ukrainy stanowili przedstawiciele homo sovieticus.

Dziś Ukraina jest niepodległym państwem z silną tożsamością narodową i konfliktem zbrojnym na granicy z Rosją. W 2014 roku, po kijowskim Majdanie, czyli Rewolucji Godności, Federacja Rosyjska nielegalnie zaanektowała Półwysep Krymski. Wkrótce na części obszarów obwodów donieckiego i ługańskiego powstała samozwańcza „republika ludowa”, wspierana przez Rosję i niekontrolowana przez rząd w Kijowie.

W sensie politycznym po 2013–2014 roku Rosja straciła Ukrainę. Na początku 2015 roku ukraińska Duma przyjęła rezolucję, w której uznała rosyjskie działania na Krymie i w Donbasie za akty agresji przeciwko państwu ukraińskiemu. W grudniu 2018 roku Duma uchwaliła dekret o wygaśnięciu zawartego w 1997 roku układu o przyjaźni, współpracy i partnerstwie z Rosją. Prezydentura Petra Poroszenki (2014–2019) jest zdecydowanie antyrosyjska i proeuropejska, nastawiona na dalszą integrację Ukrainy z Unią Europejską i NATO. 7 lutego 2019 roku decyzją Dumy dążenie do wejścia do UE i NATO zostało wpisane do ukraińskiej konstytucji.

Jak w tym kontekście zmieniło się postrzeganie Rosji przez obywateli Ukrainy?

Wyłaniająca się z ostatnich badań opinii publicznej dynamika jest dosyć zaskakująca. Według sondażu Międzynarodowego Instytutu Socjologii w Kijowie i rosyjskiego Centrum Lewady mimo dramatycznych wydarzeń ostatniego dziesięciolecia w 2018 roku niemal co drugi mieszkaniec Ukrainy (48%) deklarował pozytywny stosunek do Rosji. Ten odsetek, choć może wydawać się zdumiewająco wysoki, pokazuje jednak, że od wybuchu wojny zaszła istotna zmiana. W latach 2008–2014 pozytywne nastawienie do Rosji deklarowało 85–90% Ukraińców.

Być może Rosja ma jeszcze zwolenników w Ukrainie, ale na pewno straciła młode pokolenie. Po wprowadzeniu ruchu bezwizowego z krajami Unii Europejskiej Ukraińcy, zwłaszcza młodzi, zaczęli częściej wyjeżdżać za granicę. Ludzie interesują się demokratycznym stylem życia, stworzeniem przyzwoitych warunków pracy, ochroną środowiska. Dla milenialsów, którzy nigdy nie żyli w Związku Radzieckim, Rosja jest symbolem wstecznych, konserwatywnych, opresyjnych „wartości rodzinnych”.

Ci młodzi dorośli słuchają europejskiej muzyki i chętnie kupują ukraińskie marki. Cytują ukraińskich poetów, rozprawiają o prawach człowieka i chcą czytać światowe bestsellery w przekładach na ukraiński.

Komik prezydentem? Pięć lat po Majdanie Ukraińcy dalej głosują na mniejsze zło

Niedawno moi magistranci poprosili, żebym zaktualizowała listę lektur do zajęć z teorii literatury europejskiej, które prowadzę. Wolą czytać francuskie i niemieckie źródła po ukraińsku albo po polsku niż po rosyjsku. W szkole, do której chodzi moja córka, grupa rodziców domaga się zmiany drugiego języka obcego z rosyjskiego na angielski, francuski albo niemiecki. I jak można się było spodziewać, są gotowi płacić za te lekcje.

Tetiana Oharkowa, urodzona w 1979 roku, ukraińska naukowczyni i dziennikarka. W 2017 roku obroniła doktorat z literatury na Université Paris-XII Val-de-Marne. Od 2006 roku wykłada na Uniwersytecie Narodowym „Akademia Kijowsko-Mohylańska”. Jest szefową działu docierania do zagranicznej opinii publicznej Medialnego Centrum Kryzysowego (http://uacrisis.org/) i dziennikarką niezależnej telewizji internetowej Hromadske.ua (https://hromadske.ua/authors/tetiana-oharkova).

Kaja Puto, Polska

Kilka lat temu jadłam kolację w mieszanym, polsko-rosyjskim towarzystwie. Byłam najmłodsza – mam 28 lat i zawodowo zajmuję się Europą Wschodnią – podczas gdy większość osób przy stole była już dobrze po pięćdziesiątce. Kiedy jeden z Rosjan zacytował tekst z kultowego radzieckiego filmu Ironia losu, okazało się, że jestem jedyną osobą w grupie Polaków, która go widziała. Ku zaskoczeniu Rosjan, nikt poza mną nawet o nim nie słyszał.

Polska wieś spokojna [Pieniążek o lewicowej polityce zagranicznej]

Polacy, którzy pamiętają czasy komunizmu, odnoszą się do Rosji z dużym dystansem. Wydają się rozumieć, że Rosja to nie to samo co Kreml, i twierdzą, że kultura rosyjska jest im bliska, ale w praktyce te deklaracje mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Często słyszę z ust liberałów wypowiedzi na temat Rosji złożone ze stereotypów, a nawet obelg, na jakie nigdy nie pozwoliliby sobie w stosunku do innych narodowości.

Przed rokiem 1989 przez co najmniej dwadzieścia lat debata publiczna w Polsce toczyła się w znacznym oderwaniu od tego, co się działo i o czym dyskutowano w ZSRR. Dla tamtego pokolenia najbłahsza moda z Zachodu była ciekawsza od wszystkiego, co wyprodukowano i lansowano w pozornie przaśnym Związku Radzieckim. Słabe oceny z obowiązkowego wówczas rosyjskiego stanowiły powód do dumy, dlatego do dziś trudno się porozumieć w Polsce w tym języku nawet z przedstawicielami starszego pokolenia.

Ta niechęć, spowodowana przymusową sowietyzacją, sprawia, że dla większości Polaków Rosja nadal stanowi białą plamę. Pisząc o Rosji, polskie media skupiają się głównie na tym, co się dzieje na Kremlu. Nasza wiedza o tym kraju jest selektywna, oparta na stereotypach i analogiach ze Związkiem Radzieckim. Nieznajomość Rosji jest jedną z nielicznych rzeczy łączących liberałów i populistyczną prawicę.

Polscy faszyści na smyczy Putina

I to pomimo faktu, że polityka polskiej prawicy bardzo przypomina politykę Kremla. Prawicowi politycy przeciwstawiają „tradycyjne wartości” płynącej z Zachodu „zgniliźnie moralnej” i czują się upokorzeni wszechwładzą globalnego kapitału. Jednocześnie żywią głęboko antyrosyjskie resentymenty. Co zabawne, naprawdę nie dostrzegają tych zbieżności, ponieważ o Rosji wiedzą tylko tyle, że to ogromny, wrogi kraj, który nie lubi Polaków.

Białe plamy nie znoszą próżni. Zwłaszcza w krajach buntowników, takich jak Polska. Dlatego polscy milenialsi zaczynają z ciekawością spoglądać na Rosję i na całą Europę Wschodnią. Wąski do niedawna krąg specjalistów zawodowo zajmujących się tym regionem (chociaż wszyscy Polacy uważają się za ekspertów od Wschodu) poszerza się o młodych dziennikarzy, filologów i politologów, którzy interesują się Rosją.

Nadal jest to zjawisko niszowe, ale wśród tak zwanych „młodych, wykształconych z wielkich ośrodków” wyraźnie już dostrzegalne. Jedni wybierają się w podróż koleją transsyberyjską i słuchają Bułata Okudżawy, drugich fascynuje kultura „gopników” i rosyjski hardbass, jeszcze inni nałogowo oglądają radziecką klasykę science fiction i noszą płócienne torby z wypisanymi cyrylicą postironicznymi hasłami.

Czas na (lewicową) międzynarodówkę wschodnią

I nie jest to tylko bunt przeciwko wymądrzającym się rodzicom. Pewną rolę odgrywa na pewno coraz liczniejsza obecność rosyjskojęzycznych studentów (głównie Ukraińców i Białorusinów) na polskich uczelniach oraz fakt, że sytuacja polityczna w Polsce zaczyna niebezpiecznie przypominać stosunki w Rosji.

Kaja Puto, urodzona w 1990 roku, dziennikarka, redaktorka, wydawczyni. Głównym obszar jej zainteresowań to Europa Wschodnia, Południowy Kaukaz, migracje i UE. Współpracuje z licznymi czasopismami i gazetami, w tym z „Krytyką Polityczną”, „Gazetą Wyborczą”, „Polityką” i „New Eastern Europe”. Studiowała filozofię, politologię i kulturoznawstwo w Krakowie, Berlinie i Tbilisi.

Dirk Anger, Niemcy

Po koniec lat 80. nie trzeba było należeć do wąskiej grupy władających biegle rosyjskim obywateli Niemiec Zachodnich, państwa przedzielonego drutem kolczastym, by znać kilka kluczowych słów w tym języku. Trzydzieści lat temu głasnost’ i pierestrojka funkcjonowały w zbiorowym słowniku Niemców na równi z vodką i good morning z podręcznika angielskiego dla początkujących. Nagle rosyjska jawność i transformacja były na ustach wszystkich.

Traczyk: Czy Trump wejdzie w buty Reagana?

Reformy zainicjowane przez sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Michaiła Gorbaczowa bardzo osłabiły ogromne imperium, które przeżywało ciężki kryzys gospodarczy. Niespodziewana polityczna odwilż otworzyła okno dla Wind of Change, wiatru zmian, który przyniósł pokojową rewolucję w Niemczech Wschodnich. Niemal przez przypadek rockowa ballada stała się hymnem tak zwanego Wende w Niemczech i wiosny niezależności w innych krajach bloku wschodniego.

Gorbaczow nie przypominał dawnych aparatczyków, miał wiele cech prodemokratycznego reformatora. Chyba nigdy wcześniej żaden rosyjski polityk nie cieszył się w Niemczech takim uznaniem jak on. Euforia ogarnęła cały kraj, nie tylko uczniów münsterskich szkół.

Po upadku żelaznej kurtyny z początku się wydawało, że rosyjski olbrzym naprawdę chce budować mosty porozumienia z Europą. Być może było to wrażenie wywołane ulgą i nadzieją, że kres powojennego porządku jest bliski i że wkrótce zastąpi go nowy ład, który wszystkim zapewni więcej wolności.

Geopolityka – produkt przeterminowany

Trzydzieści lat później wiele osób w naszym kraju wciąż jest przywiązanych do tamtych aspiracji i nadziei. Po części jest to spowodowane zaślepieniem ideologią skrajnej lewicy, przede wszystkim jednak, i co bardziej prawdopodobne, faktem, że dla wielu Niemców Putin, mimo autorytarnego stylu sprawowania władzy w Rosji, jest gwarantem stabilizacji na arenie międzynarodowej. Wściekły, nieobliczalny prezydent nazwiskiem Donald Trump jawi się im jako jego dokładnym przeciwieństwo.

A ponieważ Niemcy odczuwają głęboką tęsknotę za szeroko pojętą stabilizacją, nie tylko w sferze polityki, i mają pewną słabość do silnych ludzi władzy, przymykają oko na działania Kremla, które zasługują na ostrą krytykę.

Widać to szczególnie wyraźnie, gdy jako Niemiec wdajesz się w rozmowę ze swoim przyjacielem z Polski. Głęboko zakorzeniony w Polakach strach przed Rosjanami nieuchronnie wiedzie do pytania, dlaczego Putin cieszy się w Niemczech taką estymą i jak to możliwe, że były kanclerz może być członkiem rady nadzorczej wielkiego koncernu państwowego w Rosji.

W rzeczywistości aneksja Krymu z pogwałceniem prawa międzynarodowego, ochrona syryjskiego dyktatora, celowe destabilizowanie Europy pokazują, że polityka zagraniczna Rosji jest obliczona na wzmocnienie własnej pozycji, a nie na realizację wspólnych celów we współpracy z pozostałą częścią kontynentu.

Ale to wszystko pozornie nie wpływa na sytuację w Niemczech i nie zmieniło naszego postrzegania Rosji i jej działań. Nie bez znaczenia są tu wzajemne relacje gospodarcze, które od rozpoczęcia budowy drugiej nitki gazociągu Nord Stream nabrały strategicznego znaczenia.

Kampania medialna Moskwy i reklamy Gazpromu na koszulkach piłkarzy Bundesligi bez wątpienia przyniosły efekty. Tym bardziej że niemieccy kibice piłki nożnej doskonale zdają sobie sprawę, że ani Władimir Putin, ani kraj gospodarza nie ponoszą winy za kompromitację reprezentacji Niemiec na mundialu w Rosji w 2018.

Dirk Anger, urodzony w 1969 roku, pracuje jako zastępca redaktora naczelnego w münsterskiej redakcji „Westfälische Nachrichten”. Pisze o sytuacji społeczno-politycznej w Polsce i relacjach polsko-niemieckich.

Tłumaczenie: Hanna Pustuła-Lewicka

***

Publikacja powstała w ramach projektu „Inside Ukraine” Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, realizowanego przez agencję n-ost i finansowanego przez Federalne Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Wpłać na Krytykę #pozdrowGlinskiego

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.