Świat

Wierzysz, że korporacje zaczną płacić wyższe podatki? Niewiele wiesz o tym, jak działa „optymalizacja”

Skąd wiem, że wielkie koncerny i tak będą unikały globalnego podatku? Ano stąd, że na wiadomość o nim giełdy ani drgnęły.

Ministrowie finansów z grupy G7 – najbardziej uprzemysłowionych państw świata – doszli w Londynie do porozumienia, które wszem wobec nazywane jest kamieniem milowym, dokumentem mającym przemienić krajobraz globalnych podatków od przedsiębiorstw. Chociaż na razie znamy dość skąpe szczegóły umowy, a negocjacje wciąż trwają, to jest ona z pewnością przełomowa.

Nie jestem tylko pewien, między czym a czym dokona się ten przełom. Umowa zreformuje system podatkowy, który wymyślono na początku XX wieku i który po prostu nie przystaje do XXI stulecia? A może gruntownie odmieni mechanizmy unikania opodatkowania i da początek całej gamie nowych sposobów na to, by uciec od płacenia? Mam przeczucie, że raczej chodzi o to drugie.

Globalny podatek dla korporacji coraz bliżej. Tylko czemu taki niski?

Wygląda na to, że nie ja jeden tak myślę. Giełdy na całym świecie przyjęły wiadomość o zawarciu porozumienia jak gdyby nigdy nic, prawie nie dostrzegając umowy, która ma być największą od stu lat zmianą w systemie podatków od przedsiębiorstw. To zdaje się nam mówić, że zyski korporacji po opodatkowaniu raczej nie za bardzo się zmienią. Jeśli w ogóle.

Jak działa unikanie opodatkowania

Międzynarodowy system podatków od przedsiębiorstw, który wyłonił się w pierwszej połowie XX wieku, przewidywał, że dochody aktywne firm mają być obłożone podatkiem tam, gdzie zostają ulokowane. Od początku istniała tu pewna luka, ponieważ duża część światowego handlu odbywa się między spółkami zależnymi w obrębie tej samej firmy. Przedsiębiorstwa często transferują znaczną część zyskownej działalności do spółek córek, działających w krajach, gdzie obowiązują niskie stawki podatkowe – innymi słowy, w rajach podatkowych – tak by wydawało się, że źródło dochodów umiejscowione jest właśnie tam. Dzięki temu płacą bardzo małe podatki.

Ile płacimy za raje podatkowe?

Władze doskonale zdają sobie sprawę z istnienia takich technik unikania opodatkowania (zwanych cenami transferowymi). Wprowadziły ogrom przepisów, które miały te praktyki wyplenić, ale jak dotąd nie przyniosły spodziewanego efektu. Nowe regulacje doprowadziły za to do pojawienia się innego rodzaju mechanizmu uciekania od opodatkowania, znanego jako arbitraż podatkowy.

Mechanizm ten opiera się na wykorzystywaniu luk, brakujących przepisów i przeoczeń w systemie prawnym jednego kraju przeciwko zasadom panującym w innym. Na przykład Apple skorzystał z różnicy między irlandzkimi a amerykańskimi regulacjami odnoszącymi się do tego, gdzie opodatkowuje się przychody z działalności przedsiębiorstw (tak zwanej rezydencji podatkowej), by utworzyć w Irlandii dwie spółki zależne niemające rezydencji podatkowej w żadnym miejscu.

Do tych właśnie spółek Apple przesunął większość przychodów ze sprzedaży produktów poza Stanami Zjednoczonymi. A ponieważ nie miały one nigdzie rezydencji podatkowej, nie mogły nigdzie płacić podatków. Sprawa jest obecnie przedmiotem procesu wytoczonego firmie Apple przez Komisję Europejską.

Z kolei Amazon stworzył sieć wewnętrznych transferów, która wykorzystuje amerykański system hojnych ulg podatkowych. Przekierowując straty z międzynarodowego segmentu korporacji do USA, zdołał osiągnąć stan, w którym płacił niskie podatki albo w ogóle nie musiał nic oddawać fiskusowi.

Poza tym arbitraż podatkowy to tylko początek. Najbardziej wyrafinowane firmy – w szczególności Amazon – korzystają z łączenia księgowości z instrumentami finansowymi takimi jak derywatywy, w tym swapy, żeby modyfikować dane księgowe używane do obliczania wysokości podstawy opodatkowania. Mogą wpływać na miejsce i czas osiągnięcia przychodów, a nawet ich kategorię, na obroty i tym podobne wskaźniki. Mogą też przesuwać dochody z jednego miejsca do drugiego, a często w przyszłość, która nigdy się nie materializuje.

Zapłacą więcej? Niekoniecznie

Nowy, uzgodniony w Londynie system powstał w celu ukrócenia niektórych z tych praktyk. Po pierwsze, zakłada wprowadzenie globalnej minimalnej stawki podatku od przedsiębiorstw w wysokości 15 proc. Tylko powiedzmy sobie jasno: pojedyncza firma z siedzibą w kraju, gdzie obowiązuje zerowa stawka (na przykład na Kajmanach lub Bermudach), już teraz raczej nie służy do unikania opodatkowania, ponieważ istnieje dziś wystarczająco dużo przepisów, które czynią taki proceder niemożliwym.

W dzisiejszym świecie spółki zależne powoływane do życia na Kajmanach, Bermudach (a w rzeczywistości raczej w Holandii, Luksemburgu, Szwajcarii, Irlandii albo Singapurze) są często wykorzystywane jako element skomplikowanych systemów opierających się na arbitrażu podatkowym. Zerowa stawka podatkowa odgrywa w tych mechanizmach ważną rolę.

Czy globalny CIT zaszkodzi Polsce?

Mimo to trudno powiedzieć, czy globalna stawka minimalna może wpłynąć na takie mechanizmy jak na przykład irlandzki patent Apple na nieistniejącą rezydencję podatkową. Jest też dla mnie wciąż wielką zagadką, w jaki sposób zmieni to strategię firmy Amazon względem fiskusa. Dlatego G7 proponuje też drugi element nowych zasad: podatki trzeba płacić tam, gdzie dokonuje się sprzedaż, a nie, gdzie zarejestrowano siedzibę spółki. Jeśli przepis zostanie przyjęty, to strategia Apple nie powinna już działać, bo spółki zależne tej korporacji będą płacić swoje należności tam, gdzie sprzedają produkty.

Możemy się już domyślić, jakie powstaną nowe sposoby obejścia zasad. Umowa odnosi się tylko do bardzo dużych przedsiębiorstw (chociaż wciąż nie wiemy, co to dokładnie oznacza). Ma się też stosować wyłącznie do firm cieszących się roczną marżą zysku w wysokości 10 proc. lub więcej. Podejrzewam, że jeśli nowy system podatkowy nie będzie miał zbyt łatwych do wykorzystania dziur, to z powodu zasady o „bardzo dużych firmach” największe przedsiębiorstwa zostaną podzielone. Zobaczymy pewnie, że powstaną grupy firm, które technicznie rzecz biorąc, będą niezależne, ale będą funkcjonować w sojuszu, tak by cała operacja nie podpadała pod zasady grupy G7. Mieliśmy do czynienia z czymś podobnym w przypadku powstania równoległego systemu bankowego, tzw. shadow banking, kiedy to po wprowadzeniu szeregu ograniczających regulacji całą branżę pojawiły się teoretycznie niezależne firmy, które wspólnie funkcjonowały jak banki, ale nie podlegały przepisom o bankowości.

Koniec dyktatu prezesów (oby jak najszybciej)

czytaj także

Umowa G7 może też skłonić więcej przedsiębiorstw do korzystania z technik dopracowanych do perfekcji przez Amazon i podobne korporacje, które posługują się wyrafinowaną księgowością, tak by rosnąć w siłę pod płaszczykiem ciągłego notowania strat. Porozumienie grupy G7 faktycznie oznacza wielkie zmiany, ale czy wpłynie na ilość pieniędzy płaconych fiskusowi przez wielkie korporacje, to już zupełnie inna sprawa.

**
Ronen Palan jest profesorem polityki międzynarodowej na Uniwersytecie Londyńskim. Zajmuje się badaniami zjawisk na styku stosunków międzynarodowych, ekonomii politycznej, politologii, socjologii i geografii.

Artykuł opublikowany w magazynie The Conversation na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij