Świat

Arozamena: Święty Izydor Oburzony

W muzeum, i to w muzeum starożytności, obok narzędzi z epoki brązu, znaleźć powinni się ludzie reprezentujący dzisiejszy system państwowy.

W pierwszym zdaniu 18 brumaire’a Ludwika Bonaparte Marks zauważył, że Hegel, głosząc koncepcję, zgodnie z którą wielkie wydarzenia i postacie występują w historii dwa razy, zapomniał dodać, iż pierwszy raz pojawiają się, powodując tragedię, a powracają, niosąc ze sobą farsę.

Droga 15M prowadzi poprzez kolejne powroty: na 12 maja zaplanowano takie same manifestacje, przeszły takie same marsze, które zatrzymały się, tworząc zgromadzenia na tych samych placach i w tych samych miastach co dwa lata temu. Taki był plan na 15 maja 2013 roku, kiedy to zarówno w kalendarzu liturgicznym, jak i w kalendarzu madryckich Oburzonych wypada dzień świętego Izydora Oracza, którego performatywnym wcieleniem jest święty Izydor Oburzony.

Wcześniej, 9 maja, czyli w dzień strajku generalnego pracowników sektora edukacji publicznej, doszedł odbył się protest „Toque a Bankia” 2 –  „pacyfistyczna demonstracja o charakterze kreatywnym i wspólnotowym polegająca na zorganizowaniu blokady 2700 oddziałów banku”, który został w iście bolszewicki sposób znacjonalizowany przez hiszpański rząd ponad rok temu i otrzymuje znaczną pomoc ze strony państwa. W tym samym tygodniu odbyły się konsultacje społeczne w sprawie prywatyzacji służby zdrowia, a właściwie rozmowy z przedstawicielami „białej fali”, skąd jeszcze daleka droga do porozumienia z instytucjami zdrowia publicznego.

10 maja w Muzeum Narodowym Centrum Sztuki Królowej Zofii (MNCARS) w Madrycie Oburzeni zamknęli się nocą w budynku. Tam utworzyli mniejsze zgromadzenia na wewnętrznym dziedzińcu, wychodząc z propozycją utworzenia nowej „fali” związanej z kulturą. Było hasło w języku chińskim, były ściany oklejone zdjęciami i plakatami, był nawet projekt manifestu, którego założenia miałyby być zrealizowane w przyszłości. W obecnej sytuacji nie ma na nie miejsca, w efekcie jest więc niestety tak, jakby nic się nie wydarzyło – uczestnicy rozeszli się o określonej godzinie, opuścili muzeum i na tym koniec.

To daje do myślenia. Pojawia się pytanie: czym właściwie jest wolna struktura organizacji?

W grudniu 2011 roku Manuel Borja-Villel, ówczesny dyrektor MNCARS, czyli publicznej instytucji kultury numer jeden promującej sztukę współczesną w Hiszpanii, oficjalnie oświadczył w wywiadzie dla „ArtForum”, czyli magazynu o sztuce numer jeden na świcie, że jego zdaniem ruch 15M jest numerem jeden w rankingu dziesięciu najważniejszych wydarzeń kulturalnych tamtego roku.

Francuski językoznawca Emile Benveniste, miał słuszność, gdy podczas jednego ze swoich wystąpień publicznych stwierdził, że ostatecznie każdy może stanąć przed ludem i powiedzieć: „Ogłaszam powszechną mobilizację!”. Ale ponieważ realizacja tych słów wymaga władzy, jest to jedynie hasło, krzyk w próżnię. Można by nawet założyć, że gdyby chcieć wskazać kogoś, kto jest zdolny do zorganizowania prawdziwej demonstracji, podczas której wchodzi w grę realizacja słów, padłoby pewnie na policję. Chodzi konkretnie o słowa: „jest pan/pani aresztowany/a”. Mogłoby też paść na rząd, czyli grupkę ludzi o znacznych wpływach i przywilejach, której działalność i zainteresowania koncentrują się wokół wielkiego kapitału.

Nietrudno dojść do wniosku, że w muzeum (i to nie muzeum sztuki nowoczesnej czy współczesnej, ale w muzeum starożytności, obok narzędzi z epoki brązu) znaleźć powinni się nie przedstawiciele 15M czy innych ruchów społecznych, ale ludzie reprezentujący dzisiejszy system państwowy. Na tym gruncie podczas 7. Biennale w Berlinie doszło do realizacji subiektywnego przeniesienia, a dokonało się ono dzięki Arturowi Żmijewskiemu i innym kuratorom (Joannie Warszy i kolektywowi Wojna). Mowa o radykalnej demokratyzacji przestrzeni galerii, o udostępnieniu członkom ruchów społecznych nowych warunków debaty. Był to jednak tylko eksperyment, a rzecz właśnie w tym, by ustalić stałe, a nie chwilowe zasady.

Jako że działania aparatu władzy polegają głównie na monologach tych, którzy do wygłaszania monologów mają prawo (nie ma różnicy czy boskie, czy naturalne, ważne jest natomiast rozróżnienie pomiędzy korzystaniem z prawa a proszeniem o pozwolenie), spróbujmy, choćby w ramach gry, przyznać taką władzę Manuelowi Borja-Villelowi. I poprośmy, delikatnie i uprzejmie, by wydał pozwolenie na udostępnienie przestrzeni MNCARS jako koszarów dla partyzantów, bojowników i performerów w rocznicę powstania wielkiego ruchu Oburzonych, aby wydarzenia związane z tą okazją mogły odbyć się w miejscu, gdzie polityka jeszcze nie rozgrywała się w taki sposób.

Nie chodzi tu wyłącznie o dobre intencje. Chcemy prawdy od początku do końca. Chcemy, aby w symbolach odbijała się rzeczywistość.

Podsumowując, zawsze można, jak stary bakunista, o którym pisze Engels, stwierdzić, że „wiara w Boga kłóci się z socjalizmem, ale wiara w Maryję Dziewicę to co innego, każdy porządny socjalista powinien w nią wierzyć”. My wierzymy w wolną strukturę organizacji i w performatywny aspekt jej działalności. Wierzymy, nawet jeśli na razie struktura nie jest ani trochę wolna, a performatywność nie jest ani trochę polityczna.

Jeśli tak dalej pójdzie, skończy się na paru manifestacjach, a potem wszyscy się rozpierzchną. By tak się nie stało, trzeba przestać myśleć, że jest daleka droga od wypowiedzenia deklaracji do jej zrealizowania. Na razie tak jest. Ale przestanie.       

 

Brumaria, 12.05.2013
BRUMARIA. Sztuka, estetyka, polityka
www.brumaria.net

 
Projekt finansowany ze środków Parlamentu Europejskiego.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij