Nauka

Mamy problem z empatią i słuchaniem argumentów przeciwko niej

Empatia działa jak reflektor: oświetla cierpienie członków własnej grupy, a odczucia osób spoza niej pozostawia w cieniu – nie jest więc sprawiedliwa. Tworzy emocjonalną więź z ofiarami, ale w skrajnych przypadkach może sprzyjać nawet samosądom.

Empatia jest przereklamowana i może prowadzić do przemocy. Ta opinia, którą wyraziłem kiedyś na Facebooku, wywołała spore zainteresowanie i wiele komentarzy. Zapewne dlatego, że kategoria empatii (a raczej zarzuty o jej brak) należy do stałego repertuaru internetowych inb i flejmów. Bywa, że argument z empatii służy wręcz jako ostateczne rozstrzygnięcie sporu: oponent, któremu wytykamy jej brak, nie ma po prostu innej opinii niż my, ale ma jakiś psychiczny defekt. Bo gdyby nie ów deficyt empatii, osobnik ten wyznawałby dokładnie takie poglądy jak my, którzy empatii mu odmawiamy.

Proste? Nie. Ponieważ nawet z najgłębszej i najszczerszej empatii nie wynikają żadne konkretne poglądy.

Czy empatia jest lewicowa?

Na samą empatię można patrzeć z różnych perspektyw, również krytycznie. I właśnie jedną z takich perspektyw przedstawił psycholog z Uniwersytetu Yale Paul Bloom w książce – która niestety w Polsce przeszła bez większego echa – pod wiele mówiącym tytułem Przeciw empatii. Argumenty za racjonalnym współczuciem.

Paul Bloom definiuje empatię na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest zdolność do stawiania siebie w sytuacji innego człowieka, przez co – tutaj psycholog cytuje Adama Smitha – „w jakimś stopniu stajemy się wraz z nim jedną osobą i w ten sposób mamy pewne pojęcie jego doznań, a nawet odczuwamy, choć w słabszym nasileniu, coś, co nie różni się zasadniczo od jego przeżyć”. To tak zwana empatia emocjonalna. Drugim sposobem rozumienia zagadnienia jest empatia poznawcza, czy też kognitywna. W mniejszym stopniu odnosi się ona do zarażania się czyimiś emocjami; tu chodzi raczej o samo rozumienie faktu, że ktoś czuje ból, bez jednoczesnego tego bólu współodczuwania. Ostrze swojej krytyki kieruje Bloom głównie wobec tej pierwszej odmiany empatii.

Ale w zasadzie dlaczego? Cóż może być złego w emocji, która pozwala czuć emocje innych? Czy świat nie byłby mniej okrutny, gdyby na świecie było znacznie więcej empatii?

Ucieszył was wyrok w sprawie Matki Boskiej Tęczowej? Oto dlaczego powinniście się go obawiać

By odpowiedzieć na te pytania, zastanówmy się, czy wizerunek Matki Boskiej na tle tęczy może obrażać. No cóż, sąd w Płocku na początku marca w procesie przeciwko Elżbiecie Podleśnej, Annie Prus i Joannie Gzyrze-Iskandar rozstrzygnął tę kwestię: tęcza nie obraża. Przynajmniej tak wieściły tytuły prasowe.

Tymczasem sąd tak naprawdę przecież nie rozstrzygał tego, czy ktoś w istocie może czuć się urażony, tylko czy w ramach obowiązujących przepisów i pewnego ducha praw można skazać aktywistki za ich działania. I doszedł do wniosku, że nie, ponieważ „działania aktywistek miały charakter prowokujący, ale miały na celu zwrócenie uwagi na homofobiczny i krzywdzący wystrój w kościele w Płocku. Zrobiły to, by pokazać, że takie działania są nieakceptowalne. Nie były zamiarem aktywistek obraza niczyich uczuć religijnych ani znieważenie obrazu Matki Boskiej. Ich działania miały na celu ochronę osób dyskryminowanych”.

Jestem głęboko przekonany, że istnieją osoby, które działaniami aktywistek mogły się poczuć dotknięte. To jednak nie może rozstrzygać sporu, ponieważ istnieją również inne wartości niż tylko emocje osób, które mogą poczuć się dotknięte takim czy innym performance’em. Są nimi: sprzeciw wobec opresyjnego systemu norm społecznych, sprzeciw wobec szczucia na grupy mniejszościowe czy w końcu wolność ekspresji, nawet kiedy taka ekspresja może ranić czyjeś uczucia.

Nie braliście pod uwagę tego, że część głęboko wierzących katolików może być naprawdę głęboko dotknięta Maryjką w otoczeniu tęczowej flagi? To dlatego – jak mówi Bloom (a ja się z nim zgadzam) – że empatia działa jak reflektor. Oświetla cierpienie członków naszej grupy i albo uczucia członków innych grup pozostają nam obojętne, albo empatia wobec nich jest wyraźnie słabsza niż empatia wobec członków naszej grupy.

Przecież prawicowe narracje wobec aborcji zasadzają się właśnie na empatii – na empatii wobec płodów. A nazywanie ich „nienarodzonymi dziećmi” ma ów empatyczny przekaz podbijać. Paul Bloom przytacza tytuły prasowe z różnych stron politycznej barykady. Część amerykańskich mediów regularnie pisze o tym, że policjantom brakuje empatii wobec mniejszości rasowych. Druga strona zaś mówi o tym, że Amerykanom brakuje empatii dla ofiar przestępstw czy też dla ciężko pracujących policjantów.

Empatia nakierowana jest więc w dużej mierze na osoby, które znajdują się wewnątrz naszego „empatycznego kręgu”. Chętniej empatyzujemy z tymi, którzy są nam bliscy lub do nas podobni. Biały Amerykanin – stwierdza Bloom – odczuwa silniejszą empatię wobec białego niż wobec czarnego Amerykanina. Mało tego, chętniej empatyzujemy z tymi, którzy są bardziej atrakcyjni, bardziej bezbronni oraz mniej straszni.

Stawiszyński: Toczmy spory, opierając się na faktach i podstawach naukowych. Bez nich rozstrzygać będzie naga siła

Psycholog przytacza badania, z których wynika, że jesteśmy bardziej empatyczni (a przynajmniej: osoby badane były bardziej empatyczne) wobec cierpienia osób chorych na AIDS, które zaraziły się HIV podczas transfuzji krwi, niż wobec cierpienia tych chorych, którzy zarazili się podczas zażywania narkotyków.

Podczas innego eksperymentu badani znacznie silniej reagowali na delikatne rażenie prądem kibiców drużyny piłkarskiej, której sami byli zwolennikami. Ich reakcja na rażenie prądem zwolenników drużyny przeciwnej była niewielka. Być może więc wystarczy rozciągnąć empatię na innych? Bloom odpowiada na to: tak, to byłoby wspaniałe, ale empatia tak nie działa. Jednym z fundamentów empatii jest to, że działa w obrębie naszych grup odniesienia.

Innym zarzutem wobec empatii, którą podnosi Bloom, jest potencjał „przepuszczania w kolejce”. Psycholog przytacza eksperyment, w którym naukowcy opowiedzieli uczestnikom badania historię 10-letniej, śmiertelnie chorej Sheri Summers, która czekała w kolejce na terapię uśmierzającą ból. Badani mogli zdecydować o przeniesieniu dziewczynki na początek kolejki. Część z badanych została poproszona o wczucie się w sytuację Sheri. Nietrudno się domyślić, że właśnie ta grupa chętniej przepuszczała dziewczynkę. Jednak potencjalnie w podobnej sytuacji co Sheri były inne dzieci. Przepuszczenie więc dziewczynki w kolejce oznaczało przedłużenie cierpienia innych chorych. Dokładnie to zresztą robimy wobec naszych najbliższych, jeżeli tylko jesteśmy w pozycji władzy: pozwalamy im się wepchnąć w kolejkę po jakieś rzadkie dobro. Wpływ ma na to nie tylko nasza lojalność wobec nich, ale również to, że wobec bliskich nasza empatia jest najsilniejsza. Empatia może kolidować więc z wartościami takimi jak sprawiedliwość.

Własnej matce płacilibyśmy sprawiedliwie. Innym niekoniecznie [rozmowa]

No dobrze, ale co z psychopatami popełniającymi groźne przestępstwa, czy też z psychopatycznymi szefami wyżywającymi się na podwładnych i używającymi ludzi tylko jako środków do osiągania własnych, często niecnych celów? Czyż nie cierpią oni na brak empatii? Tak, ale nie do końca: brutalni przestępcy mają niski poziom empatii emocjonalnej przy jednoczesnym wysokim poziomie empatii poznawczej. A dzięki tej ostatniej doskonale wiedzą, jak zadać komuś dotkliwy ból.

Jednocześnie sam obniżony poziom empatii nie musi czynić z nas psychopatycznych zabójców ani toksycznych szefów. Bloom przytacza badania osób o niskiej empatii, których okrucieństwo nie okazuje się w żadnym stopniu ponadnormatywne. Do okrucieństwa potrzebne jest coś więcej niż brak empatii. Trzeba do tego czerpać przyjemność z zadawania komuś bólu lub z wysługiwania się ludźmi. A to wcale nie jest tożsame z brakiem empatii. Bloom, powołując się na metaanalizę badaczy pod kierownictwem Davida Vachona, stwierdza, że „jedynie jeden procent różnic w poziomie agresji można przypisać brakowi empatii”.

A jak się ma empatia do „bycia dobrym człowiekiem”? Psycholog z Yale przyjrzał się metaanalizom odnoszącym się do związku między zachowaniem i empatią i okazało się, że… niewiele z nich wynika. Niektóre badania nie doszukały się istotnego związku, inne rzeczywiście dostrzegają taką korelację, jednak jest ona słaba. Bloom pisze: „wysoki poziom empatii nie czyni nas dobrymi ludźmi, a jej niski poziom nie sprawia, że stajemy się źli”.

Jeden z poważniejszych argumentów przeciwko empatii, które wytacza Bloom, jest to, że ma ona potencjał indukowania przemocy. W jaki sposób? Psycholog pisze o pobudzających do współodczuwania, nawet jeśli całkowicie fikcyjnych, niekiedy wręcz wyssanych z palca lub stworzonych na potrzeby propagandowe „historiach niewinnych ofiar znienawidzonych grup, o białych kobietach gwałconych przez czarnych mężczyzn lub o niemieckich dzieciach, na które polują żydowscy pedofile”. Osoby dokonujące linczów często czują empatyczną więź z ofiarami, czy też z domniemanymi ofiarami domniemanych sprawców. W ten sposób empatia staje się paliwem do samosądów i linczów. W połączeniu z jej „funkcją reflektora”, czyli z wbudowanym w nią mechanizmem niedostrzegania albo umniejszania cierpienia osób spoza naszej grupy, tworzy to świetne paliwo do orgii zbiorowej przemocy. Której sprawcy zresztą sami mają się albo za ofiary, albo za obrońców ofiar i porządku.

Marzec jako matryca 

Co więc zamiast empatii? Paul Bloom proponuje kategorię racjonalnego współczucia, czyli podejmowania decyzji na podstawie wglądu w drugiego człowieka, jednak bez ograniczania się tylko do tego. W złożonym społeczeństwie, w którym istnieje bardzo wiele grup praktykujących bardzo różne systemy wartości, empatia nie powinna być głównym, czy nawet istotnym kryterium rozstrzygającym o racjach.

Pamiętajmy, że do empatii odwołują się między innymi antyaborcyjne kampanie plakatowe. Również kategoria „uczuć religijnych” ma w swój fundament wpisaną empatię. Uczucia religijne – poza oczywiście kontekstem politycznym i faktem, że w pewnym momencie naszej historii Kościół katolicki miał władzę, która pozwalała na kształtowanie prawa – byłyby w takiej optyce emocjami tak silnymi, tak fundamentalnymi dla wyznających je osób, a ich obraza tak dla tych osób dojmująca, że owe uczucia wymagałyby specjalnego traktowania; tak specjalnego, że powinny podlegać prawnej ochronie.

Poza empatią istnieją inne wartości i prawa, z których można argumentować o potrzebie zniesienia tego przepisu. Nawet jeżeli jestem w stanie zrozumieć, że ktoś takie uczucia przejawia. Jakie to prawa? No, na przykład moje prawo do mania uczuć religijnych w nosie.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kamil Fejfer
Kamil Fejfer
Publicysta ekonomiczny
Publicysta zajmujący się rynkiem pracy i tematyką ekonomiczną. Autor książek: „O kobiecie pracującej. Dlaczego mniej zarabia chociaż więcej pracuje” oraz „Zawód”.
Zamknij