Nauka

Początek antropocenu: podboje, kolonizacja, niewolnictwo

Mark Maslin i Simon Lewis

Wielkie oddziaływanie człowieka na środowisko ziemskie zaczęło się razem z kapitalizmem, kolonizacją i handlem ludźmi. Dowody na to przynosi geologia.


Obalając pomniki w ramach protestów ruchu Black Lives Matter, demonstranci dobitnie przypominają, że u źródeł nowoczesnego rasizmu leży europejski kolonializm i nowożytne niewolnictwo. Sprzeciw wobec rasizmu będzie potężniejszy, jeśli dostrzeżemy jego historię i wyciągniemy z niej wnioski. Do świeżego zrozumienia przeszłości mogą przyczynić się geografowie i geolożki, przyjmując narodziny europejskiego kolonializmu również za początek nowego, zdominowanego przez człowieka okresu historii Ziemi.

Oddziaływanie człowieka na środowisko jest dziś ogromne. Co roku działalność człowieka powoduje większe przemieszczenia gleby, skał i osadów niż wszystkie procesy naturalne razem wzięte. Prawdopodobnie wywołaliśmy szóste „masowe wymieranie” w dziejach Ziemi, a klimat planety ociepla się tak szybko, że opóźniliśmy nadejście kolejnej epoki lodowcowej.

Epidemia, która urodziła kapitalizm

Wytworzyliśmy wystarczająco dużo betonu, by pokryć całą powierzchnię Ziemi jego dwumilimetrową warstwą. Plastiku wyprodukowaliśmy tyle, że można by owinąć całą planetę folią do żywności. Co roku hodujemy 4,8 miliarda zwierząt i produkujemy 4,8 miliarda ton naszych pięciu najważniejszych produktów rolnych. Świat korzysta z 1,4 miliarda samochodów i 2 miliardów komputerów osobistych. Na planecie żyje 7,8 miliarda ludzi, a telefonów komórkowych jest jeszcze więcej.

To oznacza, że cywilizacja człowieka stała się siłą o skali geologicznej. Dowody naszego oddziaływania będą widoczne w skałach jeszcze za miliony lat. To nowa epoka geologiczna, nazywana przez naukowców antropocenem – od słów „człowiek” i „niedawny”. Wciąż jednak trwa debata na temat tego, jak zdefiniować początek tego okresu. Kiedy dokładnie skończył się holocen – te 10 tysięcy lat stabilizacji, które pozwoliły na rozwój rolnictwa i złożonych cywilizacji? Pięć lat temu opublikowaliśmy dowody na to, że wyznaczenie narodzin kapitalizmu i kolonizacji europejskiej na początek antropocenu spełnia formalne kryteria naukowe.

Nasze oddziaływanie na planetę nasila się, odkąd nasi najdawniejsi przodkowie zeszli z drzew na ziemię, z początku polując jedynie na niektóre gatunki zwierząt aż do ich wytrzebienia. Następnie, po powstaniu rolnictwa i społeczeństw agrarnych, zaczęliśmy wpływać na klimat. Jednak Ziemia stała się prawdziwie „planetą człowieka”, dopiero kiedy pojawiło się kolejne zjawisko. Chodzi o kapitalizm zrodzony z ekspansji Europy w XV i XVI wieku, otwierającej epokę kolonizacji i podboju rdzennych ludów na całym świecie.

W obu Amerykach w ciągu zaledwie stu lat po tym, jak Krzysztof Kolumb postawił stopę na Bahamach, zmarło 56 milionów rdzennych mieszkańców, zwłaszcza w Ameryce Południowej i Środkowej. Było to 90 procent populacji. Większość z nich zabiły nieznane tam choroby, przywleczone przez Europejczyków zza Atlantyku: odra, ospa prawdziwa, grypa i dżuma. Wojny, niewolnictwo i kolejne fale chorób spowodowały „wielkie wymieranie” ludzi – zjawisko, jakiego świat nie widział nigdy wcześniej ani później.

Ponieważ kolonizacja Ameryki Północnej przebiegała wolniej, spadek tamtejszej populacji również był wolniejszy, jednak nie mniej dramatyczny. Dane demograficzne ze Stanów Zjednoczonych sugerują, że do roku 1900 populacja rdzennych Amerykanów mogła spaść zaledwie do 250 tysięcy, podczas gdy w czasach prekolumbijskich sięgała 5 milionów. To spadek o 95 procent.

Kolumb, Indianie i postęp cywilizacji

czytaj także

Depopulacja sprawiła, że kontynenty zdominowali Europejczycy, którzy pozakładali plantacje, a niedostatek siły roboczej uzupełnili pracą niewolników. W sumie do opuszczenia Afryki i niewolniczej pracy dla Europejczyków zmuszono ponad 12 milionów ludzi.

Kolejnym skutkiem „wielkiego wymierania” było to, że początkowo zabrakło rolników, którzy zajmowaliby się polami i lasami. Popularny obraz rdzennego Amerykanina polującego na bizony z wysokości końskiego grzbietu jest fałszywy. Ten nowy sposób funkcjonowania przyjęli ludzie wyparci ze swoich ziem przez najeźdźców z Europy – to oni przywieźli konie do obu Ameryk. Większość rdzennych Amerykanów z epoki prekolumbijskiej prowadziła rolniczy tryb życia. Kiedy zginęli, zmieniane przez nich wcześniej krajobrazy wróciły do swojego naturalnego stanu. Nowo wyrosłe drzewa wchłaniały więcej dwutlenku węgla z atmosfery. Była to objętość tak znacząca, że w próbkach rdzeniowych lodu arktycznego notuje się spadek zawartości dwutlenku węgla około roku 1610.

Kłamstwa w majestacie

czytaj także

Kłamstwa w majestacie

George Monbiot

Nowymi szlakami transportu morskiego przenosiły się choroby, ale też liczne rośliny i zwierzęta. W ten sposób, po 200 milionach lat, kontynenty i baseny oceaniczne na powrót się połączyły, a Ziemia znalazła się na nowej trajektorii rozwoju. To mieszanie się i przemieszczanie życia na Ziemi trwa do tej pory, a jego ślady będą widoczne w skałach przez miliony lat. Spadek zawartości dwutlenku węgla w atmosferze datowany na 1610 rok jest w warstwach geologicznych pierwszym wskaźnikiem tej nowej globalnej i bardziej jednorodnej ekologii. Można go więc racjonalnie przyjąć za punkt początkowy epoki antropocenu.

Poza ważnym zadaniem ujawniania i zwalczania rasizmu w nauce geolożki i geografowie mogą mieć własny wkład w ruch Black Lives Matter, jeśli będą bezkompromisowo gromadzić dowody na to, że wielkie oddziaływanie człowieka na środowisko ziemskie było równocześnie początkiem brutalnej kolonizacji świata przez Europejczyków.

W książce A Billion Black Anthropocenes or None profesorka geologii Kathryn Yusoff jasno wskazuje, że to właśnie biali geolodzy i geografowie powinni otwarcie mówić o dziesiątkowaniu rdzennych i mniejszościowych populacji przez Europejczyków, które za każdym razem towarzyszyło tak zwanemu postępowi.

Naomi Klein: Zderzyliśmy się ze ścianą. Z tej planety nie da się więcej wycisnąć

Umiejscowienie narodzin „planety człowieka” w okresie kolonizacji, rozprzestrzeniania śmiertelnych chorób i handlu ludźmi w basenie Oceanu Atlantyckiego pozwoli nam skonfrontować się z przeszłością i rozliczyć się z jej toksycznym dziedzictwem. Skoro rok 1610 stanowił punkt zwrotny w relacjach człowieka z Ziemią i innymi ludźmi, to może rok 2020 mógłby otworzyć nowy rozdział historii: rozdział równości, sprawiedliwego traktowania środowiska i odpowiedzialności za powierzoną nam planetę, jedyną znaną nam we wszechświecie, która może podtrzymać życie. Na przegranie tej walki nikt nie może sobie pozwolić.

**
Mark Maslin jest profesorem nauki o systemach Ziemi w University College London.

Simon Lewis jest profesorem nauki o globalnej zmianie na Uniwersytecie w Leeds oraz w University College London.

Artykuł opublikowany w magazynie „The Conversation” na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać