Współlokatorki, czyli co możemy wiedzieć na temat seksualności osób historycznych?

Alicja Urbanik-Kopeć obnaża bezsens uporczywego zaprzeczania istnienia w historii osób queer.
Fryderyk Chopin. Fot. Wikimedia Commons, ed. KP

Dwie niezamężne kobiety mieszkały ze sobą przez 30 lat w mieszkaniu z jednym łóżkiem? To były bardzo bliskie przyjaciółki – mówi konserwatywna historia.

Maria Konopnicka i Maria Dulębianka. Maria Rodziewiczówna. Piotr Odmieniec Włast. Juliusz Słowacki. Fryderyk Chopin. To tylko niektóre osoby z XIX wieku, których heteroseksualizm lub cis tożsamość płciowa są dziś co najmniej kwestionowane, jeśli nie zupełnie odrzucane. Słusznie – wszak różne orientacje seksualne, podobnie jak tożsamości płciowe nie są, jak chcieliby konserwatywni obrońcy status quo, wymysłem postnowoczesności, ale nieodłącznym elementem mozaiki ludzkiego doświadczenia płci i miłości, obecnym w każdej epoce.

Czy oznacza to jednak, że mamy dziś możliwość jednoznacznego wglądu w głowy postaci historycznych i dodawania ich biografii do folderu oznaczonego „queer”?

To skomplikowane.

Małżeństwo bostońskie

Faktem pozostaje, że w badaniach historii społecznej (i w potocznym przypatrywaniu się dziejom minionym) dobrze się ma konserwatywny odruch patrzenia na wszystkie ludzkie relacje z pozycji heteronormy. Jeśli mężczyzna i kobieta sprzed wieku widywani byli razem w okazjach towarzyskich, pisali do siebie czułe listy, mieszkali razem i nie byli blisko spokrewnieni, nikt nie uzna, że założenie o ich relacji romantycznej jest wyciąganiem wniosków na wyrost. Jeśli mówimy o tym samym wachlarzu zachowań w przypadku dwóch osób tej samej płci, część historyków, przynajmniej w pierwszym odruchu, uparcie twierdzić będzie, że łączyła ich co najwyżej głęboka męska (lub kobieca) przyjaźń.

Czasem przybiera to postać zupełnie absurdalną. Dwie niezamężne kobiety mieszkały ze sobą przez 30 lat w mieszkaniu z jednym łóżkiem? To były bardzo bliskie przyjaciółki! Mamy obrazy, rzeźby, zdjęcia przedstawiające dwie postaci tej samej płci w uścisku, czasem nago? Dwie osoby pochowane razem w jednym grobie? Erotyczne wiersze? To były zawody sportowe! Władczyni ze służącymi! Wprawki poetyckie! Uparte, konserwatywne trzymanie się heteronormy dało początek memowi „they were roommates!”, w którym ironiczne wykrzyknienie „to tylko współlokatorzy!” obnaża bezsens uporczywego zaprzeczania istnienia w historii osób queer.

Problem polega jednak na tym, że czasem to naprawdę byli współlokatorzy.

Pamiętać należy, że normy dziewiętnastowieczne (bo już nie zawsze ówczesna praktyka) bardzo sztywno określały, jakie zachowania i role społeczne dostępne są dla konkretnej płci. Kara za odstępstwo od normy dotyczyła szczególnie kobiet, jako tych pozbawionych większości praw politycznych i ekonomicznych.

Mówimy o epoce, w której pozycja społeczna kobiety zależała od jej męża. Jak konstatowała gorzko Eliza Orzeszkowa: „Kobieta musi koniecznie uczepić się, w jakikolwiek sposób uczepić się mężczyzny, jeśli chce żyć”. Kobietę samotną, jeśli nie była bajecznie zamożna i utytułowana, wystawiano na pośmiewisko, skazywano na ostracyzm społeczny, na litość rodziny. „Stara panna” często mieszkała z kuzynostwem w charakterze ubogiej krewnej. Od służącej różniło ją jedynie to, że podczas posiłków zasiadała z rodziną do stołu.

„Kobieta jest zerem, jeżeli mężczyzna nie stanie obok niej jako cyfra dopełniająca”

Dwóm kobietom, które nie chciały wychodzić za mąż bądź też nie znalazły „na czas” odpowiedniego kandydata, zamieszkanie razem i wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego pozwalało na uzyskanie choć skrawka niezależności. Ofiarowało ochronę przed krytycznym okiem społeczności, a także towarzystwo, przyjaźń innej kobiety, niekoniecznie przeradzającą się w związek erotyczny. Relację taką nazywano „małżeństwem bostońskim”, od tytułu powieści Henry’ego Jamesa.

Małżeństwo to popularnie oznaczało związek mieszkających ze sobą dwóch „starych panien” (choć te kobiety nie musiały ani być stare, ani być pannami – wdowieństwo czy później rozwód również wchodziły w grę), które dzieliły ze sobą mieszkanie, sprawy finansowe i które łączyła głęboka przyjaźń lub miłość.

Liczba takich relacji wzrastała szczególnie w okresie gwałtownych wydarzeń historycznych – w Stanach Zjednoczonych po wojnie secesyjnej lub w Królestwie Polskim po powstaniach. W świetle uwarunkowań społecznych i politycznych epoki część związków mieszkających ze sobą kobiet mogła być właśnie tym, w co dzisiaj chcą wierzyć konserwatywni literaturoznawcy czy historycy – gorącą, ale platoniczną przyjaźnią.

W wielu przypadkach na pewno był to związek nieplatoniczny. Warto jednak pamiętać, że to, co w dzisiejszych realiach postrzegamy jako jednoznaczny wskaźnik nieheteronormatywnej tożsamości danej osoby, 150 lat temu mógł być czymś zupełnie innym.

Całuję śliczne ząbki twoje

Kolejnym zagadnieniem podatnym na anachroniczną analizę jest kwestia wyznań czynionych w listach. Kilka lat temu szerokim echem odbiło się twierdzenie szwajcarskiego dziennikarza Moritza Webera, że Fryderyk Chopin miał relacje erotyczne nie tylko z kobietami, ale także z mężczyznami. Na dowód przytaczał jego listy do Tytusa Wojciechowskiego, w których Chopin pisał na przykład: „Zawsze, nawet teraz noszę ze sobą Twoje listy. Jakże cudownie będzie dla mnie, gdy wyszedłem w maju za mury miasta, myśląc o mojej zbliżającej się podróży, wyciągnąć twój list i zapewnić się szczerze, że mnie kochasz, lub przynajmniej spojrzeć na rękę i napis tego, którego tylko ja potrafię kochać!”.

Polscy badacze biografii kompozytora natychmiast zaprzeczyli, wskazując, że jest to dowód niezrozumienia konwencji męskiego pisania listów w epoce romantyzmu, gdzie uczucia platoniczne wyrażano w sposób odbierany dziś jednoznacznie erotycznie.

Czy obrona ta ma sens? Poniekąd tak – rzeczywiście, szczególnie romantyczna konwencja korespondencji, opierająca się na zrytualizowanej, sentymentalnej formie wyrażania wszelkich uczuć, brzmi dla nas inaczej, niż brzmiała wówczas. Czy jednocześnie jest możliwe, że Fryderyk Chopin, pisząc do przyjaciela, że go kocha i chce go pocałować, miał na myśli dokładnie to, co mielibyśmy na myśli dziś? Oczywiście.

Pamiętać jednak należy, że ciągłe używanie słowa „kocham” i najczulsze wyznania uczuć względem przyjaciół mieściły się w sentymentalnej normie korespondencji środowisk męskich w pierwszej połowie XIX wieku. Dowodem chociażby korespondencja filomatów, gdzie Jan Czeczot pisze do Adama Mickiewicza: „Przysięgi twoje stwierdzają, że jesteś moim przyjacielem, że mię kochasz. Ja ciebie więcej kochać muszę; ty masz więcej przymiotów, przyjaźń miłości niejako podobniejszą czyniących. […] Jakkolwiek niestosownie byś się okazywał, zawsze byś u mnie był pierwszym, jak jesteś pierwszym. Nikt u mnie nie znajdzie tyle ufności i najtkliwszych uczuć, ile ty”. Dziś list ten czytalibyśmy zdecydowanie bardziej jednoznacznie niż w okolicznościach, w których powstał.

Odmienna emocjonalność i sposób jej wyrażania, szczególnie w konwencjonalnym medium listu, to kolejny kontekst, o którym warto pamiętać. Maria Konopnicka, której heteroseksualizm również jest co najmniej wątpliwy, pisała do Elizy Orzeszkowej: „Czuję, że cię pokocham; będzie to moja pierwsza miłość – dla kobiety. Oczekuję od Ciebie dużo siły, dużo światła, dużo odwagi”. Te słowa w tym konkretnym przypadku były jednak tylko konwencjonalnym sposobem wyrażenia uczuć najgłębszej przyjaźni. Konopnicka przez 20 lat życia pozostawała w relacji z Marią Dulębianką, a z Elizą Orzeszkową łączyła je przyjaźń i znajomość jeszcze z czasów pensji dla panien.

Partnerki to jednak nie to samo co przyjaciółki [o biografii Marii Dulębianki]

Spójrzmy zaś na Narcyzę Żmichowską, jedną z pierwszych polskich emancypantek, guwernantek, działaczek patriotycznych, organizatorek i reformatorek nauczania dziewcząt. W przeciwieństwie do Konopnickiej, która wyszła za mąż i miała sześcioro dzieci, Żmichowska do końca życia pozostała panną. Utrzymywała żywe, długotrwałe przyjaźnie z kobietami, a sposób wyrażania uczuć wobec nich był niezwykle gwałtowny.

Do swoich Przyjaciółek (bo tak je właśnie, wielką literą, nazywała), tworzących razem z nią grono Entuzjastek, pisała gorąco: „Całuję śliczne ząbki twoje” albo „Pięknych oczu Matyldy nie zapomniałam, choć tyle rzeczy zapominam”, „za widzeniem każdy paluszek z osobna pocałuję”, „Całuję białe, giętkie, cienkie paluszki twoich obydwóch rączek; całuję podeszewki rozzutych nóżek twoich”.

Z niektórymi, jak z Pauliną Zbyszewską, łączyła ją relacja miłosna. Z niektórymi jedynie platoniczna przyjaźń, wiele miało mężów i rodziny. Tak samo jednak pisała do każdej z nich. Konwenans? Charakter samej Żmichowskiej, egzaltowanej w platonicznej przyjaźni? Szczere wyznanie nieheteronormatywnej miłości? Zapewne wszystkie trzy odpowiedzi są prawdziwe, w zależności od adresatki listu.

Konopnicka + Dulębianka = WNM

Gdy dołoży się do tego fakt, że wiek XIX to epoka, w której kobietom przypisywano prawo do nadmiernej (jak na dzisiejsze standardy) emocjonalności czy wręcz oczekiwano od nich obdarzania uczuciami opiekuńczymi wszelkich żywych stworzeń, zagadnienie rozszyfrowywania korespondencji staje się jeszcze bardziej nieoczywiste.

Gorset i spodnie

Samo słowo „homoseksualizm” powstało dopiero w 1869 roku, a ukuł je węgierski pisarz Karl-Maria Kertbeny, zaś słowo „lesbijka” weszło do powszechnego użycia (przynajmniej we Francji) dopiero pod koniec wieku XIX, za sprawą powieści Daudeta Safo z 1884 roku.

Już wcześniej starano się dusić w zarodku jakiekolwiek znaki wizualne mogące ocierać się o skojarzenia z niestandardową seksualnością. Kodeks Napoleona z 1804 roku zabronił kobietom nosić męskie stroje pod karą grzywny lub więzienia, a pamiętać należy, że od 1808 roku obowiązywał on również w Księstwie Warszawskim. To prawo obróciło się przeciwko prawodawcom. Choć w zamyśle miało zapobiegać publicznemu zgorszeniu i – jak można się domyślać – dawać pretekst policji chcącej ścigać lesbijki manifestujące w ten sposób swoją orientację, ostatecznie stało się celem ataków emancypantek.

Emancypantki w ograniczającym prawie widziały przepis wymierzony nie tyle przeciwko safistkom czy trybadom, jak również nazywano lesbijki, ile przeciwko wszystkim kobietom walczącym o niezależność, występującym przeciwko symbolicznemu i całkiem realnemu spętaniu gorsetem i sztywnymi halkami.

My, lud queerowy

Stąd też praktyka noszenia się „po męsku”, jak to wówczas określano, kobiet działających na rzecz równouprawnienia kobiet. Surdut, krawatkę, męski zegarek na łańcuszku nosiły sufrażystki Justyna Budzińska-Tylicka (która napisała pracę doktorską na temat medycznych przeciwwskazań noszenia gorsetów) i Paulina Kuczalska-Reinchmitt. Ścięte „po męsku” były także Maria Rodziewiczówna i Maria Dulębianka.

Ziemianka butch. Kim była Maria Rodziewiczówna?

Czy dla części z nich była to forma ekspresji ich orientacji seksualnej albo tożsamości płciowej? Na pewno tak. Czy inne męskim strojem manifestowały „jedynie” swoją niezgodę na sztywne role płciowe kobiet w społeczeństwie? Odpowiedź również brzmi twierdząco. Heteroseksualna i cispłciowa była na pewno (o ile istnieje tu jakieś „na pewno”) Justyna Budzińska-Tylicka, szczęśliwie (przez pewien czas) zamężna matka dwójki dzieci.

Skrawki

Problem z badaniem tożsamości płciowej i orientacji seksualnej osób historycznych polega na tym, że jednoznaczną odpowiedź moglibyśmy uzyskać tylko po bezpośredniej rozmowie z samą osobą zainteresowaną, zakładając, że zrozumiałaby nasze pytanie i odpowiadała szczerze.

Otwarty homoseksualizm w wielu epokach i miejscach zagrażał wolności, zdrowiu i życiu, był więc poza dyskusją i długo nie wykształcił bezpośredniego zasobu pojęć na jego opisanie. Na nieszczęście wszystkich historyków, nie tylko obyczajowości, podmioty naszych badań nie żyją już od wielu lat i wszelkie rozpoznania są tak naprawdę jedynie czynionymi w dobrej wierze hipotezami z badania pozostałych po nich obiektów materialnych – notatek, listów, dzienników, portretów, zdjęć i przedmiotów. Te uparcie zaś wymykają się kategoriom niepodważalnej prawdy, co do której nie można mieć żadnych wątpliwości. Z odległości upływu wieku homoseksualizmu nie da się bezsprzecznie potwierdzić ani wykluczyć, tak samo zresztą jak heteroseksualizmu.

Z jednej strony szukanie osób queer w historii jest w sposób oczywisty potrzebne i afirmujące dla mniejszości seksualnych i płciowych dziś. Pokazuje, że świat nigdy nie był i nie będzie cis i heteroseksualny (a także biały, męski i zamożny). Z drugiej jednak są to badania żmudne, najeżone problemami i podatne na anachronizmy związane z odmiennym dziś postrzeganiem pojęć takich jak miłość, związek i przywiązanie.

Jest to jednak argument za tym, żeby praktykować i wspierać historyczne queer studies. Choćby dlatego, że im więcej i swobodniej będziemy szukać, tym większa jest szansa na zrozumienie kontekstu i niuansów epok minionych, a przy tym także uniknięcie wygłodniałego rzucania się na skrawki źródeł, które niekoniecznie znaczą to, co chcielibyśmy, żeby znaczyły.

PS Trudno w felietonie zmieścić wszystkie przykłady postaci i konwenans czasów, o których piszę. Zainteresowanym polecam lekturę klasycznej już książki Krzysztofa Tomasika Homobiografie oraz nowszej pozycji Marty Justyny Nowickiej Słowacki. Wychodzenie z szafy.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Alicja Urbanik-Kopeć
Alicja Urbanik-Kopeć
Doktorka historii kultury
Alicja Urbanik-Kopeć (1990) – badaczka historii literatury i kultury polskiej XIX wieku, obroniła doktorat w Zakładzie Historii Kultury Instytutu Kultury Polskiej UW. Oprócz kulturoznawstwa ukończyła też filologię angielską w ramach Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW. Interesuje ją, co dla ówczesnych znaczyła nowoczesność. Pisze o spirytyzmie, wynalazkach, emancypacji i klasie robotniczej. Autorka książek „Anioł w domu, mrówka w fabryce” (Wydawnictwo Krytyki politycznej 2018) „Instrukcja nadużycia. Historia kobiet służących w dziewiętnastowiecznych domach” (Post Factum 2019) i „Chodzić i uśmiechać się wolno każdemu. Praca seksualna w XIX wieku na ziemiach polskich” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2021).
Zamknij