Czytaj dalej

My, lud queerowy

W dzisiejszym klimacie politycznym, kiedy osobom nienormatywnym odbiera się człowieczeństwo i obywatelstwo, ta książka pokazuje, że nienormatywność od dawna jest obecna w polskiej literaturze. I to w jakiś sposób przywraca prawo obywatelstwa osobom queer. Z Alessandro Amentą, Tomaszem Kaliściakiem i Błażejem Warkockim, twórcami „Dezorientacji. Antologii polskiej literatury queer”, rozmawia Kinga Dunin.

Zacznijmy od podstaw. Cóż to takiego ten queer?

Błażej Warkocki: W dużym skrócie wszystko, co wykracza poza cisheteronormę, której kształt formują zarówno wzorce dotyczące płci, jak i seksualności.

Tomasz Kaliściak: To jest bardzo szerokie pojęcie. Traktujemy je jako pojęcie parasol, pod którym mieści się wiele tożsamości, również tych trudnych do określenia. Poza tym literaturę queer może tworzyć każda i każdy bez względu na orientację. Nie ma tu takiego założenia, że literatura queer jest tworzona przez osoby nieheteroseksualne.

Jestem tu dość radykalny, bo uważam, że queer w gruncie rzeczy dotyczy każdego/każdej, bo trudno sobie wyobrazić osobę, która by w stu procentach spełniała wszystkie normy. Nawet jeśli tak mniema, to jest tylko jakaś fasada, którą tworzy.

Alessandro Amenta: Poprzez queer rozumiemy wszelkie odstępstwo od normy, wszelkie przekroczenie dualizmu płci i seksualności. Poza tym queer pokazuje sztuczność takich podziałów, ich wymiar społeczny, charakter ich konstrukcji kulturowej.

Dla kogo zatem jest ta antologia?

B.W.: Wyobrażamy sobie dwie grupy odbiorców. Po pierwsze akademicy, którzy działają w polu polonistycznym, czy szerzej – humanistycznym. Po drugie – zasadniczo wszystkie osoby zainteresowane literaturą, dla których ta książka może być pewną intelektualną, a może i egzystencjalną przygodą.

T.K.: Porządkujemy w niej pewne kwestie i historycy literatury na pewno na tym skorzystają.

B.W.: Staramy się powiedzieć, że w sercu kanonu naszej literatury toczy się pewna nienormatywna opowieść.

I to zmienia kanon? Znajdujemy w antologii wielu autorów znanych ze szkolnych lektur, ale także mało znanych lub zupełnie nieznanych.

B.W.: Boję się, że kanon jest dzisiaj trochę fantazmatem. Ma znaczenie jako pewnego rodzaju tradycja, ale to nie znaczy, że te książki się czyta. Jednocześnie kanon jest wciąż jednak pewną matrycą polskiej tożsamości zbiorowej.

A.A.: Nie tyle zmieniamy kanon, co chcemy pokazać, że inne kanony są możliwe, że to jest zawsze pewien określony wybór. Trochę fikcyjny i zmyślony. Każda antologia – poprzez dokonywane wybory – stwarza własną wizję literatury.

T.K.: To praca naukowa, oczywiście, ale kiedy zadałaś pytanie, do kogo jest skierowana ta książka, to przyszło mi na myśl, że do wszystkich, którzy są zainteresowani literaturą polską.

Nie jest to wielka grupa…

T.K.: Zgoda, ale mam nadzieję, że będzie to także książka ważna dla różnych mniejszości. I będzie ona uprawomocniać głos tych mniejszości, dawać poczucie istnienia, widoczności, tradycji. Mam nadzieję, że dla wielu osób będzie stanowiła ważne wsparcie w tych trudnych czasach.

Może też być oczywiście przydatna dla studentów polonistyki i uczniów szkół średnich, którym pozwoli dostrzec problemy nieobecne w szkole.

A.A.: W dzisiejszym klimacie politycznym, kiedy osobom nienormatywnym odbiera się człowieczeństwo i obywatelstwo, ta książka pokazuje, że nienormatywność była obecna w polskiej literaturze na przestrzeni co najmniej ostatnich dwóch wieków. I to w jakiś sposób przywraca prawo obywatelstwa osobom queer, legitymizuje je.

Teksty spoza obowiązkowej szkolnej listy zwykle wydają się ciekawsze niż lektury obowiązkowe… Albo nagle okazuje się, że to, co znane i może nudne, można zobaczyć w zupełnie innym świetle. Dla niektórych może być zaskoczeniem obecność w antologii np. fragmentu z Trylogii, tego o śmierci Azji Tuhajbejowicza na palu… To jest queer?

B.W.: Chodzi o rodzaj śmierci – nabicie na pal. Wokół sami mężczyźni. I śmierć, która ma upokarzać – również seksualnie.

T.K.: Coś przeciwnego naturze, graniczącego z ekstazą. Męska fantazja sadomasochistyczna.

B.W.: Niepokojący obraz obecny mocno w kulturze.

T.K.: Dla mnie to jest też literacka prefiguracja przestępstwa z nienawiści.

„Potop” chroni przed postprawdą?

czytaj także

Czyli dość szeroko zarzucacie swoje sieci. Jest też Mickiewicz i Słowacki. Dzięki temu, że to są krótkie teksty, wiersze, pozwalają łatwo przejść przez wiele bardzo różnorodnych ujęć.

B.W.: Możliwa jest też lektura nieortodoksyjna – znajdowanie ciekawych tekstów dla siebie, poruszanie się wbrew chronologii. Są tam rzeczy, które musiały się znaleźć z historycznoliterackiego obowiązku, ale są też takie, w które włożyliśmy sporo serca. Są po prostu fajne.

Potwierdzam!

B.W.: I myślę, że bez względu na taką czy inną tożsamość lub zainteresowania akademickie każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego, zaskakującego, inspirującego.

No właśnie – bez względu na tę czy inną tożsamość. Widziałabym jeszcze jednego adresata tej książki. To ludzie, którzy identyfikują się z inną niż propagowana dziś wizją społeczeństwa. Taką, która nie boi się różnorodności, akceptuje ją i chce zobaczyć jej reprezentację w kulturze. Książka dla tych, dla których ważne są kwestie tożsamości – własnej i innych, szukają tożsamości mocnych albo tych bardziej rozmytych.

Zbiorowo: Tak.

A.A.: Ja chciałbym dodać, że książka ta, może nie w sposób bezpośredni, skierowana jest także do prawicy. Pokazuje, że nienormatywność nie jest wcale obca polskiej kulturze i zawsze była jej częścią konstytutywną. Ta antologia jest kontrnarracją do tych wszystkich narracji narodowych, które chciałyby, aby nienormatywność była tu czymś zupełnie obcym, nietutejszym albo marginalnym.

T.K.: Myślę, że także na prawicy są osoby bardziej otwarte, które nie będą kwestionować tego obrazu wiedzy, jaki przedstawiamy. I skłoni je on do przemyśleń.

B.W.: Konserwatyści zresztą też mają swoją reprezentację w tej książce. Na przykład Adolf Nowaczyński – endek, a napisał wielką obronę Oscara Wilde’a… Co prawda, jest to obrona przed jego kochankiem, ale zawsze.

A krytykę literatury mniejszości, „choromaniaków”, od nazwiska Choromańskiego, reprezentuje Ignacy Fik.

B.W.: Identyfikujący się jako marksista. On chce wyrzucić tę literaturę poza kanon, anihilować ją. Zarzuca jej m.in. brak zaangażowania społecznego. W przedwojennym marksizmie nie było dyskursu asymilacyjnego, broniącego mniejszości.

T.K.: Ówczesnym marksistom homoseksualność często kojarzyła się z upadłą arystokracją. Dla Fika wiązała się wyraźnie z różnicą klas społecznych.

Coś w tym jest. W skądinąd niezwykle słusznym tekście Boya-Żeleńskiego o literaturze mniejszości seksualnych pojawia się podział na prawdziwych homoerotów, którzy mają wyższe uczucia i tworzą np. sztukę, i fałszywych, którzy prostytuują się i szantażują tych pierwszych. Czy to jest różnica klasowa?

T.K.: Tym szantażom sprzyjało ustawodawstwo, które kryminalizowało homoseksualność, a Boy się temu sprzeciwiał. Ten klimat szantażowalności świetnie oddaje niemy film Inaczej niż inni z 1919 roku. Głównym bohaterem jest homoseksualny kompozytor prześladowany przez innego mężczyznę, który wcześniej podszywał się pod homoerotę, choć nim nie był. Zrobił to, by wyłudzać pieniądze. Podział na prawdziwych i tych, którzy czerpali zysk z szantażu, niekoniecznie opierał się na różnicach klasowych czy ekonomicznych. Więcej mówił o żądzy łatwego zysku niż o nierównościach. Wspominał też o tym Czesław Miłosz, pisząc o interesowności chłopaków z Powiśla lub Czerniakowa. To skutek uboczny wytworzony przez restrykcyjne prawo.

Można jednak dodać, że różnica klasowa była jednym z wymiarów, wokół którego koncentrowała się męska homoseksualność. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że skłonności homoseksualne rozumiano dwojako: jako przyciąganie się podobieństw lub przeciwieństw. W tym drugim przypadku różnica odgrywała istotną rolę: klasycznym przykładem, choć ukazanym w parodystycznej formule, jest Gombrowiczowskie bratanie się Miętusa z parobkiem.

Przy okazji powiedzieliśmy, że znajdziemy w antologii nie tylko literaturę piękną, ale także krytykę literacką i eseje.

B.W.: Chcieliśmy, aby literaturze towarzyszyły komentarze, które mówią bardziej wprost o pewnych zjawiskach, oczywiście używając języka i kategorii swoich czasów.

Antologię otwierają świadectwa romantycznych męskich przyjaźni. Czemu to jest queer?

B.W.: To jest queerowe głównie z dzisiejszej perspektywy. Wtedy, w XVIII, XIX wieku było bardziej normatywne. Spójrzmy na powieść Zygmunta Kaczkowskiego Bracia ślubni, to był przez pewien czas konkurent Sienkiewicza, pisał powieści historyczne. Z dzisiejszej perspektywy jest to absolutnie zadziwiające. Rzecz pisana w XIX wieku, ale dzieje się w XVII. Zaczyna się od tego, że dwóch młodych mężczyzn bierze ślub przyjaźni w kościele i wszystko wygląda niemal dokładnie tak, jakby to był ślub mężczyzny i kobiety. Wymieniają się obrączkami, przysięgając sobie miłość i wierność…

A potem żyli długo i szczęśliwie.

B.W.: W końcu, po rozmaitych przygodach – tak. To pokazuje, że ta przyjaźń potrafiła być traktowana bardzo poważnie, nawet jako swego rodzaju instytucja.

I rzeczywiście tak się działo?

B.W.: Podobno tak, bo Kaczkowski operował na źródłach. Na ten temat jest zresztą współczesna praca historyczna, książka The Friend Alana Braya, a w niej rozdział Wedded Brothers, czyli właśnie „bracia ślubni”.

T.K.: W dawnej kulturze ludowej istniała przecież tradycja pobratymstwa. W antologii znajdziemy sporo takich odniesień.

Będziemy mieli swoich bohaterów [Dunin rozmawia z Tomasikiem]

Czyli związki partnerskie już mieliśmy, a nawet małżeństwa jednopłciowe?

T.K.: Strukturalnie – tak, ontologicznie – nie. I w tym sensie nie można postawić łatwo znaku równości między dawnymi ślubami przyjaźni a związkami partnerskimi. Tu trzeba bardzo uważać na taki aspekt, jakim jest seksualność. W XIX wieku najczęściej sfera uczuć była oddzielona od sfery seksualnej.

Tak twierdzicie np. we wstępie. Ale ostatnio i Słowacki, i Chopin zostali – powiedzmy – wyoutowani…

T.K.: To jest współczesna narracja, czyli tzw. prezentyzm opierający się na projektowaniu obecnie funkcjonujących norm i kategorii tożsamościowych na rzeczywistość historyczną, która funkcjonowała w innym kontekście. Wiemy, do kogo Słowacki i Chopin kierowali uczucia, ale nie wiemy nic o ich seksualności, stąd pewnie rodzi się pokusa, żeby ją ujednoznaczniać.

A.A.: Ale to jest nadinterpretacja. Sposób mówienia o uczuciach był wtedy zupełnie inny. Teraz to wygląda, jakby to była relacja homoseksualna, a wtedy to po prostu była mocna przyjaźń. I tak o niej pisano.

A kobiety? Też się tak przyjaźniły?

B.W.: Oczywiście, że tak! Najbardziej zajmowała nas tu Narcyza Żmichowska i kategoria „posiestrzenia”.

To coś jak to, co dziś nazywamy siostrzeństwem?

A.A.: Tak, właściwie coś podobnego, to silny związek między kobietami oparty na przyjaźni, solidarności, wzajemnym wsparciu czy wręcz miłości. Ale to termin do użytku wewnętrznego, Żmichowska używa go tylko w korespondencji prywatnej, to raczej Boy potem go rozpowszechnił.

B.W.: Różewicz, kiedy pisze swój felieton Miłość romantyczna w lesbijskim przebraniu, próbuje powiedzieć, że posiestrzenie to jest taka maska lesbianizmu, ale mnie się wydaje, że niezupełnie tak. Tu chodzi o szerszą relację, której seksualność jest ewentualnie tylko jednym z elementów.

T.K.: Ta dziewiętnastowieczna męska, intymna przyjaźń wpisywała się w pewnym sensie w model kultury patriarchalnej. A przyjaźń kobiet nie była na tej samej pozycji co przyjaźń mężczyzn. Stanowiła zagrożenie. Na kobiecą przyjaźń nie było takiego kulturowego przyzwolenia, bo kobieca solidarność godziłaby w jakimś sensie w porządek społeczny. Żmichowska chciała budować kobiecą wspólnotę, bo tym była grupa Entuzjastek, której celem było m.in. zdobywanie wiedzy, edukacja kobiet, krytyka tradycyjnej roli kobiety. To wszystko mieści się pod parasolem queer… W każdym razie było to, moim zdaniem, wówczas wywrotowe. Nie pasowało do normy.

A.A.: Dla niej małżeństwo było raczej przeszkodą dla samorealizacji. Często było po prostu więzieniem. Strukturą opresyjną. Żmichowska sugerowała, że kobiety mogą znaleźć spełnienie także gdzie indziej, w samych sobie, w pracy, w kształceniu się, we wspólnym aktywizmie.

Kowalska przeżyła z autorką „Nocy i dni” 22 lata i stworzyła z nią nierozerwalny związek

Najstarsze teksty w antologii pochodzą z końca XVIII wieku, a kończy się to bardzo współcześnie, bo fragmentem dramatu Jolanty Janiczak O Mężnym Pietrku i sierotce Marysi z 2018 roku. O Konopnickiej i Dulębiance.

T.K.: Stulecie odzyskania niepodległości!

I takim przekonaniem, że już zaraz dojdzie do akceptacji związków partnerskich. Można powiedzieć, że cała ta antologia to historia o wychodzeniu z szafy, odzyskiwaniu widoczności. A także praw.

B.W.: Ten końcowy fragment antologii, o uchwaleniu przez polski Sejm ustawy o związkach partnerskich, to był trochę żart, a trochę dobre zakończenie bajki. Coś optymistycznego na dobranoc. Ale zasadniczo antologia to opowieść o historycznych zmianach w obrębie heteronormy. Tak naprawdę o tym jest ta książka.

Jednak te głosy mniejszości najpierw pojawiały się w sposób zakamuflowany, zaszyfrowany…

T.K.: Czasami to było na wierzchu…

Jak dla kogo. Wasz wstęp daje też coś w rodzaju przewodnika po symbolach, którymi ta literatura się posługuje. Może przez tyle lat nad tym pracowaliście i tak dobrze znacie ten język, że dla was jest oczywiste, co się kryje np. za tą antyczną tradycją. Platon, Ganimedes i inni piękni młodzieńcy…

T.K.: Zresztą nie tylko młodzieńcy, ale także Safona i młode dziewczęta. To był pewien fantazmat wytworzony w XIX wieku, który odwoływał się do jedynej znanej powszechnie i kulturowo akceptowanej formy jednopłciowej miłości, bo przecież nie chodziło o to, żeby wskrzeszać jakieś antyczne zwyczaje. W XIX wieku panował z jednej strony piętnujący dyskurs religijny mówiący o okropieństwach sodomii, a z drugiej dyskurs medyczny, który identyfikował jednopłciowe skłonności jako zboczenie popędu płciowego. Osoby nieheteronormatywne w tym czasie nie dysponowały pozytywną narracją, zatem musiały ją wytworzyć. Najłatwiej było odwołać się do antyku.

A.A.: Wszystkie te odwołania do antyku były zaszyfrowanym językiem, żeby wyrażać coś, o czym nie można było mówić wprost, językiem zrozumiałym dla wtajemniczonych, a niepojętym dla reszty czytelników. Ponadto służyły do stworzenia własnej genealogii, własnej tradycji, pokazując, że osoby nienormatywne zawsze istniały, że to żaden wymysł nowoczesności. Antyk usprawiedliwiał istnienie osób nienormatywnych tu i teraz. Do tego służyły także listy „znanych homoseksualistów”, od Platona i Aleksandra Wielkiego po Michała Anioła i Prousta…

I jeszcze to, co nazywacie grand tour – wyprawy na południe i fascynacja innością i młodością.

T.K.: Liryki Karola Szymanowskiego, które powstały po jego podroży do krajów Afryki Północnej, sugerują jakiś obraz prostytucji. Dziś trzeba by je czytać w kontekście kolonializmu, jako formę podboju seksualnego…

A.A.: To nie tylko fascynacja młodością i pięknem – wtedy ludzie często podróżowali do krajów śródziemnomorskich w ucieczce od systemów represyjnych i dyskryminujących, w poszukiwaniu tolerancji i wolności. To zjawisko złożone, w którym, owszem, element kolonialny był obecny, ale nie ograniczało się to do turystyki seksualnej.

Warto to zderzyć ze współczesnymi wierszami Tkaczyszyna-Dyckiego, gdzie m.in. podmiotem lirycznym jest chłopiec, który przyjeżdża do miasta i oddaje się starszym mężczyznom. Wtedy przestaje to być takie piękne, wzniosłe i antyczne.

T.K.: Ale w poezji Dyckiego obok tej „brudnej miłości” istnieje też obszerny wątek miłosny koncentrujący się wokół postaci Leszka. Sięga on zresztą do antycznych koncepcji o wzniosłej przyjaźni, wyobrażanej jako jedna dusza w dwóch ciałach. Historia homoseksualności nie jest jednoznaczna, ma swoje jaśniejsze i ciemniejsze strony, i my tego nie unikamy. To wynikało z kulturowych i historycznych uwarunkowań.

To się nazywa patriarchat, te uwarunkowania.

T.K.: Tak. Homoseksualność w tej historycznej formie mogła wspierać model patriarchalny społeczeństwa, ale też wcale nie musiała.

Bardzo wyraźnie widać to w legendarnym Efebosie Szymanowskiego, również ze względu na silne wykluczenie kobiet i mizoginię. Kobiety ze swoją fizjologią, rodzeniem dzieci są bliżej natury, właściwie jak zwierzęta, a homoseksualni mężczyźni stają się kwintesencją najczystszego patriarchatu, bo niezabrudzonego kobiecością.

A.A.: W Efebosie wyrażona jest bardzo wątpliwa opinia, że męska miłość homoseksualna jest wyższą, czystszą formą miłości, bo pozbawioną biologicznego instynktu. Natomiast miłość heteroseksualna ma na celu wyłącznie prokreację i nie odróżnia nas od zwierząt. Więc tak, w tym i innych tekstach pojawia się obrona męskiej homoseksualności oparta na mizoginii.

T.K.: Ale jednocześnie mizoginia jest silnie powiązana z homofobią. Homofobia jest nienawiścią wobec tego, co kobiece w mężczyźnie. Stąd też odrzucenie „zniewieściałych mężczyzn”, którzy znajdują się na samym dnie hierarchii społecznej. Ale jest też inna narracja, ta o kobiecości w mężczyźnie, o androgynii… Tu wspomniałbym o Przybyszewskim.

Wymienia on różnych pisarzy, którzy mają w sobie część kobiecą, w tym Słowackiego. Oraz mówi o największej filozofce i pisarce świata – to jest Strindberg. Żadna kobieta nie zasługuje jednak na to, żeby odkryć w niej element męski…

T.K.: To właśnie ten drugi nurt: odkrywanie silnych pierwiastków kobiecych u mężczyzny. Przybyszewski trzyma się dość sztywno stereotypowych pojęć ze swojej epoki. Takich np. jak trzecia płeć czy androgynizm. Ale element męski w kobietach też wówczas oczywiście odkrywano, np. u Orzeszkowej.

Konopnicka + Dulębianka = WNM

Zauważyłam, że czasem, żeby uznać coś za queer, np. liryki Lechonia, potrzebne są informacje biograficzne. Nie unikacie ich.

T.K.: Dzisiaj uznaje się biografie za bardzo istotny element pozwalający zrozumieć twórczość.

Skoro biografia, a w jej ramach tożsamość płciowa, a także orientacja są ważne dla interpretacji kształtu dzieła, to domyślacie się, o co chcę was zapytać…

B.W.: Dlaczego trzech facetów?

Trzech nieheteronormatywnych mężczyzn.

A.A.: To, że antologię redagowało trzech mężczyzn, nie znaczy, że przyjęta została w niej perspektywa hegemoniczna. Nie jesteśmy ekspresją dyskursu dominującego, wręcz przeciwnie – nie identyfikujemy się z nią, sami jesteśmy queer.

B.W.: Na okładce pojawiają się trzy nazwiska osób żyjących jako mężczyźni, w męskich ciałach – to prawda. I gdybyśmy dziś zaczęli budować zespół, to na pewno staralibyśmy się go dużo bardziej zróżnicować. Ale myśmy to naprawdę wymyślili szesnaście lat temu i zaczęliśmy pracować dlatego, że temat nas interesował, spontanicznie, dla idei. Szansa na finansowanie pojawiła się dużo później, a my już mieliśmy zebrane materiały do antologii. Poza tym naszym pierwszym językiem teoretycznym był język krytyki feministycznej. Nie jesteśmy jakimiś spadochroniarzami, zajmowaliśmy się tą tematyką od początku. A wtedy nie wiązały się z tym żadne konfitury. A poza tym nie działaliśmy w próżni, lecz współpracowaliśmy z różnymi badaczkami, których wskazówki i rady okazały się dla nas bardzo pożyteczne. Piszemy o tym we wstępie.

Czy lesbijka może być lekarką?

Jasne, jednak chociaż jest to książka, która afirmuje różnorodność, to przynajmniej do 1989 roku jest ona dość męskocentryczna. To nie musi być zarzut, po prostu tak było.

T.K.: Ale ta kobieca tradycja w antologii jest ważną narracją. I rozwijamy ją w każdej jej części.

Tak, widać, że staraliście się o możliwie dużą reprezentację kobiet, ale po prostu te męskie języki były silniejsze, łatwiej też przebijały się w sferze publicznej. Ta antologia pokazuje mi, że lesbijki czy inne kobiety mniej typowe zawsze były spychane na margines, były słabiej reprezentowane w kulturze.

T.K.: Wydaje mi się, że to się teraz odwraca i literatura kobiet ma ogromny potencjał. Zaczęło się to w latach 90.

B.W.: I w gruncie rzeczy w antologii pokazana jest ogromna różnorodność twórczości kobiet poruszających tematykę queer. Zobacz, nawet w tej rozmowie dużo więcej dyskutujemy o piszących mężczyznach. A przecież zwłaszcza w czwartej części jest tyle ciekawych projektów literackich tworzonych przez kobiety. Tu jest dużo oryginalnych rzeczy: Renata Lis odnawia esej i tworzy rodzaj mniejszościowego uniwersalizmu. Jest Izabela Morska, Julia Fiedorczuk, Natasza Goerke, Ewa Kuryluk, Marzena Broda, Ewa Sonnenberg, Inga Iwasiów. Mógłbym długo wymieniać.

W ostatniej części antologii rzeczywiście jest chyba tyle samo kobiet, co mężczyzn.

B.W.: Może nawet więcej. U autorek często pojawia się tematyka queerowa, np. u Olgi Tokarczuk. Staraliśmy się całą tę różnorodność wyeksponować. Głos kanonicznej literatury bywał męski, ale po 1989 roku ta sytuacja się zdecydowanie odmieniła. A queer jest ważnym i stałym elementem współczesnych narracji zarówno w literaturze, jak i w życiu. I miejmy nadzieję, że tak zostanie. Zresztą dochodzą nas głosy, że ta książka ma swój wymiar performatywny – coś nazywa i stwarza. A przecież taka była tradycyjna funkcja literatury polskiej – zaistnienie w jej obrębie daje pełnoprawny akces do polskości. W dzisiejszych warunkach politycznych wydaje mi się to ogromnie przydatne. Bo koniec końców naszą książkę można czytać również jako swoistą historię nieheternormatywości i rozszczelnienia opresyjnej normy. Nieoczywista to opowieść, ale na razie innego podręcznika dla queerowego ludu nie ma.

**
Dr hab. Alessandro Amenta (1974) pracuje na Uniwersytecie Tor Vergata w Rzymie. Zajmuje się translatoryką, onomastyką, dwudziestowieczną literaturą polską oraz studiami genderowymi i queerowymi. Autor m.in. monografii Le parole e il silenzio. La poesia di Zuzanna Ginczanka e Krystyna Krahelska (2016), współredaktor kilku antologii i prac zbiorowych. Przełożył na język włoski utwory Gombrowicza, Ginczanki, Zagajewskiego, Myśliwskiego, Filipiak, Tkaczyszyna-Dyckiego, Stasiuka, Jarosza, Pazińskiego i innych. Redaktor naczelny czasopisma polonistycznego „pl.it / rassegna italiana di argomenti polacchi”, współzałożyciel Włoskiego Stowarzyszenia Polonistów. W 2012 roku został uhonorowany odznaką „Zasłużony dla kultury polskiej” nadaną przez MKiDN.

Dr hab. Tomasz Kaliściak (1981) – profesor Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, zatrudniony w Instytucie Literaturoznawstwa na Wydziale Humanistycznym; literaturoznawca i historyk literatury XIX i XX wieku, zajmujący się problematyką szeroko pojętej nowoczesności, w tym także tożsamości płciowych i seksualnych. Autor monografii Katastrofy odmieńców (2011) i Płeć Pantofla. Odmieńcze męskości w polskiej prozie XIX i XX wieku (2016); współredaktor monografii zbiorowej Biopolityka męskości (2020, z Wojciechem Śmieją). Współwykonawca grantu Narodowego Centrum Nauki Męskość w literaturze i kulturze polskiej od XIX wieku do współczesności realizowanego w latach 2013–2018, którego rezultatem jest m.in. trzytomowa edycja prac pt. Formy męskości.

Dr hab. Błażej Warkocki (1977) – profesor Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, pracuje w Zakładzie Antropologii Literatury na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej w Szkole Nauk o Języku i Literaturze UAM. Autor trzech monografii dotyczących literatury z perspektywy teorii queer: Homo niewiadomo. Polska proza wobec odmienności (2007), Różowy język. Literatura i polityka kultury na początku wieku (2013) oraz Pamiętnik afektów z okresu dojrzewania Gombrowicz – queer – Sedgwick (2018). Współredaktor (razem z Z. Sypniewskim) Homofobii po polsku (2004). Współautor książek zbiorowych Gombrowicz in Transnational Context: Translation, Affect, and Politics (Routledge, NY 2019), Go East! LGBTQ+ Literature in Eastern Europe (Ljubljana University Press, Ljubljana 2020) i Queers in State Socialism. Cruising 1970s Poland (Routledge, NY 2020). Wykonawca w międzynarodowym grancie programu HERA Cruising the 1970: Unearthing Pre-HIV/AIDS Queer Sexual Cultures i kierownik projektu NPRH Antologia polskiej literatury queer.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij