Czytaj dalej, Kultura

Migranci to towar. Jego wartość mierzy się bezbronnością i desperacją

migranci-wspinaja-sie-na-bestie

„Bestia” Óscara Martíneza to opowieść o desperacji, która pokazuje, jak migranci zostali złapani w okrutną pułapkę: uciekają od jednej przemocy, by paść ofiarą kolejnej.

W 2015 roku zbierałem się do wyjazdu na badania terenowe w meksykańskim stanie Chiapas. Rozmawiałem wtedy ze znajomym z Meksyku, który pracował wcześniej przy ONZ-owskim projekcie dotyczącym przemocy. Przemoc w Meksyku była już wtedy tak powszednia, że tym, co nas dziwiło, był jej brak. W sąsiednich stanach trwała regularna wojna, więc zastanawialiśmy się, co czyniło rzeczywistość Chiapas tak odmienną.

Zadawałbym wtedy pewnie inne pytania, gdybym był po lekturze Bestii Óscara Martíneza. Dla migrantów usiłujących przebyć Meksyk, by dostać się do USA, Chiapas i sąsiedni stan Tabasco to dopiero początek drogi, ale już tam czają się śmiertelne pułapki.

Martínez opisuje tę przygnębiającą rzeczywistość od dołu, nie przez statystyki – choć liczb w książce nie brakuje – ale przez prawdziwe doświadczenia migrantów i migrantek, z którymi podróżował przez Meksyk w podłych autobusach i na dachach pociągów, z którymi rozmawiał na szlakach i w schroniskach prowadzonych zazwyczaj przez katolickich księży.

Z książki Martíneza dowiemy się, jak kobiety uciekające przed przemocą seksualną w Ameryce Środkowej trafiają do burdeli na południu Meksyku i jak – wcześniej same zwerbowane za pomocą oszustwa – zajmują się rekrutacją nowych prostytutek. Dowiemy się też, że nawet kobiety, które nie pracują w seksbiznesie, są traktowane na trasie jak towar. Oczekuje się bowiem od nich, że seksem wykupią z opresji grupę, z którą podróżują. Jest to na tyle powszechne, że przewodnicy grup migrantów – zwani polleros lub coyotes – rozdają im prezerwatywy.

Bestia. Ten pociąg to cały wielki szyfr, który trzeba złamać

Polski podtytuł książki Martíneza wyjaśnia, że jest ona „o ludziach, którzy nikogo nie obchodzą”. I faktycznie, choć w Bestii są opisy schronisk dla migrantów, to ma się wrażenie, że są one prowadzone przez garstkę ludzi z powołaniem – czyli wyjątki od reguły. Policja, wojsko czy w teorii mająca pomagać migrantom Grupo Beta (organizacja powołana przez urząd migracyjny) – mają migrantów gdzieś.

Ale nie jest tak, że migrantami nikt się nie interesuje – na nieszczęście dla nich samych. Martínez opisuje, jak migracja tworzy swoją własną gospodarkę. Migranci to towar, którego wartość mierzy się bezbronnością i desperacją.

Ta gospodarka to nie tylko polleros, którzy z przeprowadzania migrantów uczynili swój zawód. W niektórych miejscach, jak w Las Chepas w stanie Chihuahua na północy Meksyku, całe miasteczko żyje z migrantów, którzy potrzebują jedzenia, picia, ubrań i noclegu. Lokalna społeczność im tego dostarcza, a rozmówcy Martíneza zapewniają, że nigdy nie wykorzystują ludzi zdesperowanych.

Opisywani w książce chłopi opłacani są przez lokalne bandy, by kierować migrantów w odludne miejsca, gdzie łatwo ich zaatakować. Dzieciaki robiące za szpiegów dla porywaczy zdobywają informacje, które grupy migrantów warto napaść. Rabusie, którzy opłacają się kartelom narkotykowym, sami napadają i porywają podróżnych dla okupu. Lokalna policja zwraca uciekających migrantów oprawcom, z rąk których właśnie zbiegli. Okup zapłacić mają krewni lub znajomi z USA – pieniądze przesyłane są przez firmę Western Union, która musi wiedzieć o całym tym procederze, ale nic z nim nie robi, bo jest zbyt dochodowy.

Polskie wydanie Bestii ma kilka mankamentów. W niektórych miejscach tłumaczenie i redakcja kuleją i ma się wrażenie, że książka była w Polsce wydawana na chybcika. Mimo to opisy podróży pozwalają poczuć stukot kół pociągu.

Bestia pojawia się na polskim rynku, gdy wojny narkotykowe w Meksyku i Ameryce Środkowej przestały robić na kimkolwiek wrażenie. Jednak na pierwszych stronach gazet wciąż pojawiają się informacje o coraz to bardziej oderwanych od rzeczywistości pomysłach Donalda Trumpa na politykę migracyjną. Lektura książki Martíneza może uzmysłowić, czemu rozdzielanie rodzin złapanych przez straż graniczną czy kolejne fragmenty muru postawionego na granicy nie zniechęcą migrantów.

Dzieci w klatce, czyli hańba Ameryki

W Bestii jest kilka podnoszących na duchu historii, jak ta Julia Cezara, którego Martínez spotkał podczas swojej dziennikarskiej podróży dwukrotnie, na południu Meksyku i pod amerykańską granicą. Julio Cezar dotarł nad Rio Bravo wraz z rodziną, ale nie dowiadujemy się, czy udało mu się skutecznie przedostać do USA.

Lektura książki Martíneza może uzmysłowić, czemu rozdzielanie rodzin złapanych przez straż graniczną czy kolejne fragmenty muru postawionego na granicy nie zniechęcą migrantów.

Jednak nie jest to opowieść o nadziei – Julio Cezar to wyjątek. Nie jest to też opowieść o solidarności podróżników w niedoli – zbyt często rzeczywistość wymusza na migrantach, by walczyli jedynie o siebie. Jest to opowieść o desperacji, co wydaje się rozumieć nawet pracująca w amerykańskiej straży granicznej Esmeralda Marroquin, bohaterka jednego z reportaży. Bestia jest tak przejmująca, dlatego że pokazuje, jak migranci zostali złapani w okrutną pułapkę: uciekają od jednej przemocy, by paść ofiarą kolejnej.

W pierwszych rozdziałach dowiadujemy się, że bardzo często motywacją do opuszczenia rodzinnych stron była właśnie przemoc gangów. To desperacja każe migrantom opuszczać rodzinne strony i podróżować przez Meksyk, choć mogą być pewni, że stanie im się coś złego. W najlepszym wypadku zostaną oszukani. W nieco gorszym – napadnięci i okradzeni, w jeszcze gorszym – porwani dla okupu. W najgorszym – zabici, by pokazać prowadzącemu ich pollero, że narcos, baronowie narkotykowi, nie żartują, gdy domagają się swojej doli.

Domosławski z Meksyku: Kartele przejęły państwo. A może to państwo rządzi za pomocą karteli?

To desperacja każe im wspinać się na pędzący pociąg, a potem przez wiele godzin trzymać się dachu, choć moment nieuwagi oznacza upadek z tytułowej Bestii i utratę kończyny lub głowy. To desperacja każe im usiłować przebrnąć przez potężny nurt Rio Bravo wpław lub zaryzykować i zapłacić coyotes niemal dwa tysiące dolarów.

Polleros są antybohaterami tej powieści – to zazwyczaj cwaniacy, awanturnicy, nierzadko oszukujący i żyjący z desperacji migrantów. Jednak nie są oni typowymi szwarccharakterami: mają swoje zasady i niejeden autentycznie troszczy się o swoich podopiecznych.

Podobnie jak migranci coyotes sami są upodleni przez główny czarny charakter – narcos. W biznes przemytu ludzi narcos weszli przez przypadek: po prostu zorientowali się, że migranci są na tyle przerażeni, że nie doniosą na nich lokalnym władzom. A przewodników zgnoili, bo mieli większe karabiny i mniejszy szacunek dla ludzkiego życia.

„Narcos”, czyli jak z kokainy zrobić popelinę

Narcos przewijają się w tej książce wszędzie. Są wszechobecni. Mają swoje czujki na każdym rogu, pracują dla nich niewinnie wyglądające nastoletnie dziewczyny sprzedające spragnionym napoje na dworcach autobusowych i przyjaźnie wyglądające staruszki handlujące pieczoną kukurydzą czy tacos. Zapewniają ochronę bandziorom w Chiapas, koordynują napady na pociągi i kontrolują strefy przerzutu przy granicy z USA. Mają swoje wtyczki w policji i szpiegów w schroniskach dla migrantów.

To poczucie wszechobecności narcos potęguje fakt, że cały opisywany przez Martíneza świat wydaje się obcy. Nazwy miejscowości w większości wypadków wyglądają nieznajomo, są trudne do wypowiedzenia, trudno zlokalizować je na mapie. La Arrocera z południa miesza się z Las Chepas z północy kraju, wszystko zlewa się w jedno. Dwoma stałymi punktami odniesienia są narcos i migranci.

Jak zostać narkobaronem – w kilku prostych krokach

Jednak prawdę mówiąc, ta historia ma też dwóch innych negatywnych bohaterów. Martínez nigdy ich nie nazywa, nigdy nie formułuje oskarżeń wprost, ale odrobina wiedzy wystarczy, żeby ich wskazać. Pierwszym z nich są władze meksykańskie, które rozpętały wojnę z kartelami i nie potrafią jej wygrać. Tocząca kraj przemoc zdemoralizowała wszystkich, a władze lokalne oraz policja zaczęły się układać z kartelami, bo nie mieli jak z nimi skutecznie walczyć. Najczarniejszy ze szwarccharakterów, kartel Los Zetas, to byli żołnierze meksykańskich sił specjalnych, którzy najpierw przeszli na żołd kartelu Sinaloa, a potem się uniezależnili.

Vulliamy: To Pablo Escobar wynalazł NAFTA

Drugim czarnym charakterem są Stany Zjednoczone. Przemoc w Ameryce Środkowej to w dużej mierze wina amerykańskiej polityki w regionie w ostatnim półwieczu. W latach zimnej wojny USA wspierały brutalne prawicowe junty i szkoliły miejscowe szwadrony śmierci, pacyfikujące lokalne społeczności podejrzane o komunizowanie. W odpowiedzi na te represje powstały lokalne partyzantki i spirala przemocy rozkręciła się do rozmiarów wojen domowych, w wyniku których wielu Gwatemalczyków czy Salwadorczyków uciekło do USA, przede wszystkim do Los Angeles. Tam część wstępowała do gangów i za różne przestępstwa trafiała do więzień. W jednym z takich więzień powstała niesławna Mara Salvatrucha, gang znany też jako MS13.

bestia-okladkaGdy po upadku żelaznej kurtyny zmieniono prawo w USA i ułatwiono deportację osób z wyrokami, do Ameryki Środkowej przeniesiono całe struktury gangów. Tam trafiły na podatny grunt: zdemoralizowane i spauperyzowane przez wojny domowe społeczeństwa oraz mnóstwo broni, z którą nie było co zrobić. To właśnie dzięki temu MS13 stał się międzynarodową organizacją przestępczą, mającą członków od nowojorskiej Long Island, przez różne miejsca w Meksyku, po Salwador. To efekty tych decyzji rządów Meksyku i USA najboleśniej uderzają w migrantów.

Książka Martíneza nie opowiada o tym, bo skupia się na podróżnych i ich oprawcach, ale ilustruje tego konsekwencje: ofiarami jak zwykle padają najsłabsi.

*
Óscar Martínez, Bestia. O ludziach, którzy nikogo nie obchodzą, przeł. Tomasz Pindel, Sonia Draga 2019

Bio

Jan Smoleński

| Politolog, członek zespołu Krytyki Politycznej
Politolog, pisze doktorat z nauk politycznych na nowojorskiej New School for Social Research. Absolwent Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Stypendysta Fulbrighta. Autor książki „Odczarowanie. Z artystami o narkotykach rozmawia Jan Smoleński”. Członek Zespołu Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.