Kinga Dunin czyta

Męczenie kobiet, czyż to nie jest ekscytujące?

Kilkunastu osadzonym przepisanie książki Wojciecha Chmielarza zajęło 129 godzin. To pierwsza książka, która powstała w ten sposób. Czy to ma sens? Kinga Dunin czyta „Wilkołaka” Wojciecha Chmielarza, „Ostatnie życie” Petera Mohlina i Petera Nyströma oraz „Ostatni trop. Tajemnicę zaginięcia sióstr Lyon” Marka Bowdena.

Wojciech Chmielarz, Wilkołak, Marginesy 2021

chmielarz wilkołak okładkaJeśli trzymasz sukę wystarczająco długo na łańcuchu, to nawet kiedy ją z niego spuścisz, ciągle będzie czuła jego niewidzialny ciężar.
Tak jak ona teraz.

Książki w Pudle to projekt fundacji Zmiana, którego celem jest wspomaganie bibliotek więziennych i wspieranie czytelnictwa w zakładach karnych. Jego ostatnią odsłoną była aukcja pięknie opakowanego rękopisu nowego kryminału Wojciecha Chmielarza. (Wzięło w niej udział siedem osób i zebrano 1475 zł). Kilkunastu osadzonym przepisanie książki zajęło 129 godzin. To pierwsza książka, która powstała w ten sposób. Czy to ma sens?

Szczerze wierzę w to, że zajmowanie się rękodziełem – bez względu na efekt – robi dobrze na głowę. Dzierganie, haftowanie, klejenie modeli, budowa domków z zapałek – cokolwiek. A książka, jako przedmiot, a nie jedynie nośnik treści, zajmuje w moim sercu ważne miejsce, chociaż ostatnio zdradziłam ją z kindlem. Może powinnam skupić się na książkach – przedmiotach najmniejszych? Mniejszych niż ziarnko maku? Wtedy można by zmieścić całą bibliotekę w pudełku po zapałkach.

Jak podkreśla Fundacja Zmiana, liczne badania wskazują na to, że przepisywanie ma jeszcze większe właściwości resocjalizacyjne niż samo czytanie. Zwiększa zrozumienie tekstu, ponieważ potrzebna jest do tego większa aktywność mózgu. Osoba, która przepisuje powieść, musi się wyciszyć, skupić i wnikliwie przeczytać treść, by nie popełnić błędu. To dużo intensywniejszy kontakt z książką niż czytanie.

Czyli jest jeszcze treść, której zrozumienie wśród przepisujących ma wzrosnąć. I przynieść jeszcze ważniejsze efekty, jak czytamy na stronie fundacji:

Czytając, osadzeni znajdują klucz, który ich umysły wyprowadza poza mury więzienia. Czytanie rozwija komunikatywność, kreatywność i wyobraźnię, poszerza zasób słownictwa, poprawia pamięć i koncentrację, ale przede wszystkim ma ogromny wpływ na proces resocjalizacji. Słowo daje wolność i zrozumienie swojego losu.

Więzienie to też życie

Przyjrzyjmy się zatem zawartości przepisywanej książki. Oczywiście nie będę streszczać kryminału, ale jest w nim jakiś świat przedstawiony. W tym świecie nie ma co liczyć na policję, prawo czy prokuraturę. Chcesz sprawiedliwości? Złapać i ukarać złego człowieka? Zrób to sam, sięgając po środki pozaprawne, czasem wątpliwe moralnie i brutalne. (Zdaję sobie sprawę, że jest to chyba dominująca konwencja w dzisiejszych kryminałach. Nawet jeśli śledztwo zaczyna prowadzić komisarz, to zapewne zostanie zawieszony i będzie musiał oddać służbową broń).

Książkę przepisywali mężczyźni. (Czy gdyby były to kobiety, dostałyby do przepisania Blankę Lipińską?) Kobiety są dla nich zapewne interesujące, więc mogli znaleźć w powieści cały ich atlas. Dobra katolicka mamusia porzuca męża, który ją zdradził. Ambitna studentka, która najpierw chce skończyć studia, potem dostać pracę, a dopiero później założyć rodzinę. Ona z kolei odchodzi od chłopaka, który jest niedojrzałym egoistą. Będzie też straszna, wyrachowana zdzira, która żeruje na mężczyznach. I kobieta marzenie – piękna, niedostępna i toksyczna. I wreszcie clou programu – ofiara, spektakularnie poniżana, upodlana, męczona. To też częsty punkt programu w kryminałach – nie lubię go, ale też nadmiernie się nie oburzam, stwierdzam fakt. Mimo że celem jest pokazanie, jakim złym, okropnie złym człowiekiem jest przestępca, moim zdaniem tak naprawdę jest to atrakcja w gruncie rzeczy o charakterze pornograficznym. Zrobić z kobiety swoją sukę, czyż to nie jest ekscytujące?

Mężczyźni, ci po jasnej stronie mocy, mają natomiast rozkoszne wady, są zazwyczaj nieodpowiedzialni, niedorastający do kobiecych oczekiwań, za dużo piją, na partnerów się nie nadają, ale przecież chcą dobrze. Oni po prostu tak mają, więc i tak ich lubimy. Poza tym to oni koniec końców muszą kobiet bronić z narażeniem własnego życia. Jedynym mężczyzną w książce, który wie, jak z szacunkiem, ale i pasją, traktować kobietę, jest właśnie wypuszczony na wolność więzień.

Nie, nie chcę powiedzieć, że więźniowie powinni przepisywać Ulissesa albo Katechizm Kościoła Katolickiego. Powiem jak epidemiolog o szczepionkach – korzyści znacznie przewyższają zagrożenia, ale też warto się zastanowić, co przepisywać. I nie chodzi mi o prymitywny dydaktyzm. (Do plusów dodałbym całkiem przyzwoitą, żywą polszczyznę, którą posługuje się Chmielarz).

*
Peter Mohlin, Peter Nyström, Ostatnie życie, przeł. Maciej Muszalski, Czarna Owca 2021

ostatnie życie okładkaLeżał w łóżku i patrzył w biały sufit.

„Szwedzki kryminał” to taka marka, dzięki której mają sprzedawać się produkty bardzo różnej jakości. Tym razem na jakość nie powinniśmy narzekać, to bardzo przyzwoite rzemiosło. Może nie ma w tym takiego błysku jak u Mankella czy Larssona, ale ten szwedzki kryminał doprawiony amerykańskim thrillerem wciąga, kilka razy zaskakuje. Może zakończenie niestety daje się przewidzieć, ale nie aż tak, żeby to do końca popsuło zabawę. Za to w ramach diverisity mamy szwedzko-amerykańskiego ciemnoskórego detektywa (oczywiście w pewnym momencie odsuniętego od śledztwa) i jego ciekawą rodzinną historię.

Ofiarą zbrodni sprzed ośmiu lat jest młoda kobieta. I chociaż jednym ze śladów jest sperma, to zbrodnia przedstawiana jest oszczędnie i nie daje powodów do niezdrowej ekscytacji. Czy to byłoby lepsze do przepisywania? Jednak nie, ze względu na całkiem przezroczysty język.

Feministki kochają Larssona

czytaj także

Feministki kochają Larssona

Katarzyna Bratkowska, Elżbieta Korolczuk, Anna Laszuk, Katarzyna Nowakowska, Joanna Piotrowska, Katarzyna Szaniawska

*
Mark Bowden, Ostatni trop. Tajemnica zaginięcia sióstr Lyon, przeł. Mariusz Gadek, Wydawnictwo Poznańskie 2021

Ostatni trop okładkaLloyd Welch porządnie się upalił, zanim wrócił do Wheaton Plaza w prima aprilis. Był na takim haju, że nie przejmował się słowami swojej macochy Edny, która ostrzegała go, żeby się do tego nie mieszał.

Non-fiction. Po prawie czterdziestu latach zostaje wznowione śledztwo w sprawie zaginięcia dwóch dziewczynek, których nigdy nie odnaleziono – ani żywych, ani ich ciał.

Po tylu latach trudno liczyć na nowe ślady, rozpoczynają się jednak przesłuchania mężczyzny, który mógł być w to zamieszany – ułatwia je to, że odbywa długoletni wyrok w więzieniu – oraz jego bardzo rozgałęzionej rodziny.

Początkowo przesłuchania te wydają się dość nudne – dobry i zły policjant, obietnice i groźby, kolejne wersje podawane przez przesłuchiwanych, które zdają się prowadzić donikąd. W końcu jednak orientujemy się, o co chodzi przesłuchującym. Ludzie kłamią w zasadniczych sprawach, jeśli prawda może im zaszkodzić, jednak podają wiele prawdziwych szczegółów, które pozornie nie mają znaczenia. Dzięki temu powoli udaje się zrekonstruować prawdopodobny przebieg zbrodni. Bardzo brutalnej, na tle seksualnym, ale znowu opisanej tak, że to nie ten opis stanowi o atrakcyjności książki. Bardzo interesującej.

To dobry reportaż, do przepisania? Morał z tego płynie taki – na przesłuchaniach milcz jak grób. Jednak poza promowaniem czytelnictwa taka akcja promuje pisarza, a nie będziemy przecież promować obcych.

O tym, jak atrakcyjne medialnie, pewno również w powieściowej fikcji, są zbrodnie popełniane na młodych, białych kobietach pisała w swoim fascynującym eseju Czerwone fragmenty Maggie Nelson. (Dotyczy on także zbrodni sprzed ponad trzydziestu lat).

Gdyby to była powieść, powiedziałabym, że autorka przesadziła

Coś w tym jest, kobiety idealnie nadają się na ofiary. W rzeczywistości, nie mówię o przemocy domowej, częściej są nimi mężczyźni.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij