Czytaj dalej

Kilka uwag na marginesie eseju Grossa „PiS i antysemityzm”

Fot. Krystian Maj / KPRM

Nawet liczne skandale obecnej władzy nie wpłynęły na słupki wyborcze. Wyborcy pozostali niewzruszeni. Oto zagadka, której – zdaje się mówić Gross – nie potrafią rozwikłać nawet najtęższe umysły. I właśnie z tego (rzekomego) impasu bierze swe źródło esej Grossa „PiS i antysemityzm, czyli pośmiertne zwycięstwo Dmowskiego”.

Bez wątpienia Jan Tomasz Gross był Polsce potrzebny. Jako pierwszy (tak wyraźnie) dopominał się o drugie oblicze dyskursu o pomaganiu Żydom przez Polaków. Nie chciał destylować z historii Sprawiedliwych tylko – jak by powiedział Jacek Leociak – jasnego nurtu. Domagał się opowieści o strachu przed zdradą, o szantażu i o podłości. Jego Sąsiedzi okazali się detonatorem materiału zapalnego, który czekał na właściwy moment. Sam materiał, dodajmy, nie był całkiem nowy (był znany dość wąskiemu gronu badaczy), ale za sprawą dzieła Grossa stał się prawdziwie rewolucyjny, wytrącając część Polek i Polaków z poznawczej i percepcyjnej rutyny. Kolejne książki wywoływały mniej emocji, choć wątki badawcze pociągnęli inni – wkrótce przy IFiS PAN powołano Centrum Badań nad Zagładą Żydów i zaczęto publikować rocznik „Zagłada Żydów”. A Gross ucichł, by teraz powrócić z całkiem niepotrzebną i niedorzeczną broszurą, w której próbuje objaśnić kolejne wyborcze sukcesy prawicy.

J.T. Gross: Postawcie pomniki wywiezionym z miasteczek Żydom zamiast Kaczyńskiemu

 

„Wyniki majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego zaskoczyły aktorów i komentatorów sceny politycznej w Polsce”, pisze autor. Nawet liczne skandale obecnej władzy nie wpłynęły na słupki wyborcze. Wyborcy pozostali niewzruszeni, co więcej, poparcie dla PiS-u wzrosło. Oto zagadka, której – zdaje się mówić Gross – nie potrafią rozwikłać nawet najtęższe umysły. I właśnie z tego (rzekomego) impasu bierze swe źródło esej Grossa. Autor Strachu próbuje wskazać właściwy (jego zdaniem prześlepiony) trop i raz jeszcze udzielić nam lekcji, a brzmi ona mniej więcej tak: „Wyniki PiS-u przy urnie wyborczej zależą w równej mierze (a może nawet i bardziej) nie od tego, co PiS robi, tylko od tego, czym PiS jest. […] zauważmy, że PiS – odwołując się do kategorii politycznych umocowanych w polskiej tradycji – jest współczesną emanacją Narodowej Demokracji, z wyraźnym nawet przechyłem w stronę ONR-u”.

Polacy, jego zdaniem, wybrali i będą wybierać PiS, „dlatego że w większości są endekami”, a istotą endecko-oenerowskiego myślenia jest antysemityzm. Mówiąc krótko, według Grossa to właśnie antysemityzm wyjaśnia fenomen popularności PiS-u. Co oznacza z kolei, że wygrać z PiS-em będzie można tylko poprzez przewalczenie antysemityzmu.

Gross: Kaczyński jest psujem

czytaj także

 

Choć nie da się wykluczyć, że antysemityzm jest istotną częścią polskiego habitusu, to rola, jaką Gross mu przypisuje, przysłania inne siły sprawcze, pochodzące np. z porządku ekonomicznego. Pozostają one jednak całkiem poza jego polem widzenia. Zagłada i antysemityzm to jedyne klucze, za pomocą których Gross objaśnia rzeczywistość, przez co radykalnie ją upraszcza i nieznośnie wykoślawia.

Skądinąd sam Gross nie jest w stanie rozstrzygnąć, czy PiS i Kaczyński to antysemici. Zresztą chyba w ogóle nie może się zdecydować w ocenie Kaczyńskiego. Raz jest on dla niego zwyczajnym głupcem: „Prezes PiS-u nie ma w ogóle poglądów, bo przecież mówi (a więc chyba również i myśli?) co mu ślina na język przyniesie”, kiedy indziej zmyślnym strategiem, który doskonale „wyczuwa i instrumentalizuje endekoidalne skłonności elektoratu”.

W jednym z ostatnich akapitów Gross pisze, że żadna afera nie pogrąży obecnego reżimu w oczach elektoratu: dopóki „Kaczyński i jego koledzy będą gotowi nacisnąć antysemicki guzik w reakcji na te i podobne afery, endecka publiczność będzie zadowolona”. To uderzające wprost myślenie na skróty da się być może właściwie pojąć, jeśli cofniemy się nieco i zwrócimy uwagę, że jedyną domyślną alternatywą dla PiS-u (jawnie przez niego afirmowaną) jest dla Grossa (neo)liberalna opcja. W opisie „najwspanialszego ćwierćwiecza”, które skończyło się po klęsce PO, autor książki nie zająknął się ani słowem, że miało ono jakiś ciemny rewers, że np. słabi zapłacili w nim dużą cenę, że 15,2 mln Polaków żyje z miesiąca na miesiąc, bez wakacji, wyjścia do kina czy na lody, cudem wiążąc koniec z końcem; że w grupie tej wzrasta poziom stresu i lęku, a także poczucia żalu, frustracji i agresji.

Czy więc na pewno ci Polacy, których dominująca w III RP ideologia uczyniła sprawcami swego nieszczęścia, pozostają obojętni na afery korupcyjne tylko dlatego, że Kaczyński we właściwym momencie naciska „antysemicki guzik”? A może raczej dlatego, że mają poczucie, że stali się na powrót słyszalni, a także dlatego, że 500+ i inne świadczenia to znacznie więcej niż nic, które zaoferowała im poprzednia – pogrążona w bezmyślnym samozadowoleniu – władza?

Warto jeszcze wrócić do wyjściowej diagnozy Grossa, że PiS jest ze swej istoty nową emanacją Narodowej Demokracji (a nawet ONR) i jej ideologii. Czy jest tak faktycznie? Jak wskazuje Andrzej Leder, symbole faszystowskie (czy nazistowskie) nie muszą wcale składać się „w jakikolwiek intelektualnie opracowany system ideologiczny, taki, którym była na przykład ideologia narodowej demokracji w wykonaniu Romana Dmowskiego”. Symbole polityczne, dowodzi autor Prześnionej rewolucji, rzadko tworzą dziś spójny system, za to często stają się „krótkotrwałymi, powszechnie rozpoznawalnymi komunikatami nastawień, raczej emocjonalnych i niekoniecznie przemyślanych”. Wybierane są te, które „najsilniej «hukną» w dyskursie publicznym”. Są one często tworzone „przeciw”, a sięgają po nie odruchowo ci, którzy skądinąd pozostają niewidzialni i niesłyszalni.

Niezdolni do wstydu [Sierakowski rozmawia z Lederem]

 

Czemu zatem te symbole dokładnie służą? Badacz wskazuje, że pozwalają one „wyrazić pewne nastawienie emocjonalne – bunt, wściekłość, frustrację”. Kierowane są przeciw dyskursowi hegemonicznemu, a to znaczy, powiada Leder, przeciw europejskiemu konsensusowi opartemu na antyfaszyzmie, który (oto sedno problemu!) skleił się z dyskursem neoliberalnym („prawa człowieka w pewnym momencie zostały sklejone z racjonalizmem gospodarczym i prawami rynku”). W świecie Thatcherowskiego hasła There is no alternative, znaturalizowania nierówności i odhistorycznienia biedy znaki te mogą być jednym sposobem, by wyrazić opór i niechęć do status quo i „uzyskać rzeczywistą widzialność i reakcję”.

Ten rodzaj polityczności, który wyłonił się w Polsce, podobnie jak fundamentalizm islamski może być zatem protestem przeciw dominacji języka ekonomii i imperatywu maksymalizacji zysku. Gross tak obsesyjnie skupia się na tym, co lokalno-historyczne, na swojej idée fixe, że gubi albo zwyczajnie ignoruje fakt, że PiS (i fenomen radykalizacji) może być symptomem ogólniejszego zjawiska. Podobnie przecież – by dać jakiś przykład – stało się we Francji, gdzie głos na radykalną prawicę, był, jak pisze w Powrocie do Reims Didier Eribon, „ostatnią deską ratunku dla klas ludowych, chcących zachować swoją zbiorową tożsamość, a przynajmniej godność”. Wyborcy także tam poczuli na nowo, że są słyszani, że ktoś liczy się z tym, kim są i jak żyją. W ten sposób odnaleźli rodzaj dumy z siebie. Ów wyborczy gest nie był zatem irracjonalny (jak próbuje się mówić także o wyborach Polek i Polaków), była to – jak wskazuje m.in. Tomasz Markiewka w Języku neoliberalizmu – raczej próba wynalezienia jakiegokolwiek kanału komunikacyjnego, który pozwoliłby na wyrażenie frustracji.

Eribon: Jesteśmy pariasami, dziedziczymy wykluczenie

 

Dziś, cztery lata po festiwalu klęsk liberałów (którzy sugerowali wyborcom sfrustrowanym warunkami życia znalezienie innej pracy i wzięcie kredytu), nadal dominuje poczucie niedowierzania i szukanie irracjonalnych wyjaśnień. Książka Grossa doskonale wpisuje się w to zjawisko. Towarzyszy temu nieprzerwanie klasowy rasizm i odzieranie elektoratu PiS-u z godności i czci. Wyborców PiS w liberalnym internecie określano między innymi mianem „paranoików” i „ograniczonych umysłowo prymitywów”, a także stawiano znak równości miedzy ich liczbą a liczbą Polek i Polaków chorujących psychicznie. Działa to doskonale przeciwskutecznie. Może zatem nie należy dziś zapytywać, dlaczego PiS utrzymuje tak duże poparcie, ale raczej dlaczego, pomimo bezmyślnej strategii KO, ma go tak niewiele?

Cher Monsieur Eribon

 

Jedyny pomysł liderów liberalnej opozycji na wyjście z impasu to jeszcze więcej (neo)liberalizmu, którego efekty pchnęły Polaków w ramiona Kaczyńskiego. Gross z kolei w niemądrej, wątpliwej i szkodliwej książce proponuję walkę z antysemityzmem. Popieram to (a nawet uskuteczniam), ale w tym wypadku jest ona od rzeczy. Jeśli liberałowie chcą odzyskać Polskę z rąk reżimu Kaczyńskiego, muszą najpierw nieustępliwą walkę stoczyć ze sobą, ze swoją własną, równie upiorną, obsesją niewinności i swym własnym (klasowym) rasizmem.

 

Jan Tomasz Gross, PiS i antysemityzm, czyli pośmiertne zwycięstwo Dmowskiego, Austeria, Kraków–Budapeszt–Syrakuzy, Kraków 2019

***

Paweł Jasnowski (1987) –  judaista, krytyk, literaturoznawca, doktorant w Katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych. Wykładał w Instytucie Judaistyki UJ. Członek www.grupa.robocza.org. Przygotowuje książkę o związkach depresji i późnego kapitalizmu. Publikował m.in. w „Tekstach Drugich”, „Znaku”, „Res Publice Nowej”, „Nowych Książkach”, „Twórczości”, „Odrze”, „Polityce” i „Tygodniku Powszechnym”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.