Czytaj dalej

„Potop” chroni przed postprawdą?

czytanie

Czy w drugiej dekadzie XXI wieku czytanie anachronicznych tekstów to jedyny sposób na rozwijanie kompetencji kulturowych i społecznych?

15 maja na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się wywiad Justyny Sucheckiej z profesorem Krzysztofem Biedrzyckim, wykładowcą literatury na UJ, kierownikiem Zakładu Dydaktyki Przedmiotów Szkolnych w Instytucie Badań Edukacyjnych. Niedługa rozmowa poświęcona była nowemu kanonowi lektur dla szkoły średniej mającemu obowiązywać po zapowiadanej przez PiS reformie.

Redaktorzy papierowego wydania „Wyborczej” niefortunnie wyróżnili z tekstu wyimek z wypowiedzi Biedrzyckiego: „Liczba lektur jest przytłaczająca. Wychodzi na to, że w każdym roku licealista będzie miał do przeczytania sześć-siedem książek, a do tego dużo poezji, fragmentów obszernych tekstów”. Zdjęcie cytatu natychmiast stało się fejsbukowym memem, udostępnił je na swoim profilu m.in. krytyk filmowy Tomasz Raczek, opatrzywszy komentarzem: „Jak rozumiem następny krok na drodze ograniczania listy lektur to będzie walka o powrót do analfabetyzmu… 6-7 książek w roku! I jeszcze do tego parę wierszy! Biedactwa”.

Post został udostępniony kilkaset razy, pojawiły się pod nim liczne komentarze. W większości ironiczne, ale przede wszystkim utrzymane w tonie bezrefleksyjnego narzekania na kondycję dzisiejszej młodzieży: to przez tablety; to przez internet; za moich czasów…; ogłupianie społeczeństwa – pojawił się cały arsenał nieprzemyślanych narzekań służących jedynie poprawie własnego samopoczucia i pielęgnowaniu źle pojętego poczucia wyższości. Nie o tym jednak jest wywiad z profesorem Biedrzyckim – wyraża on właśnie troskę o czytelnictwo, bynajmniej nie nawołując do zwolnienia uczniów z czytania lektur. Dzieli się zaniepokojeniem, że pobieżne omawianie zbyt obszernej listy lektur może mieć skutek odwrotny do zamierzonego.

O tym, jak bardzo klasistowskie jest takie pozbawione głębszej refleksji załamywanie rąk nad stanem czytelnictwa, powiedziano całkiem sporo przy okazji dorocznej publikacji raportu Biblioteki Narodowej. Nie ma potrzeby powtarzania, odsyłam chociażby do tekstu Edwina Bendyka O pożytkach z nieczytania.

Bendyk: O pożytkach z nieczytania

Skupmy się jednak na szkole i kanonie lektur. Wymuszanie na innych naszych własnych praktyk kulturowych jest wykluczające, ale brak głębszej refleksji nad problemem zwyczajnie irytuje. W przywołanej narracji da się dostrzec sprzeczność między wyrażanym przez mieszczańsko-liberalne środowiska poglądem, że PiS demoluje edukację, m.in. lansując określoną perspektywę historyczną i nie ukrywając chęci kształcenia tzw. elit humanistycznych na swoją modłę, a nieprzemyślanym narzekaniem na zbyt okrojoną listę lektur, bez namysłu nad ich jakością i jakością nauczania o literaturze w ogóle.

6-7 lektur rocznie na poziomie szkoły średniej to niemało, biorąc pod uwagę, że rok szkolny trwa w praktyce trochę ponad 9 miesięcy. Nie każdy uczeń zdaje na studia filologiczne (nie każdy uczeń i nie każda uczennica w ogóle planuje zdobycie wyższego wykształcenia, o czym wielkomiejska inteligencja zdaje się zapominać). Język polski nie jest jedynym nauczanym w szkole przedmiotem. Osobom troszczącym się o kompetencje młodzieży, szczególnie w obecnej sytuacji politycznej, powinno zależeć na tym, by lektury szkolne nie były jedynymi tekstami, z jakimi ta młodzież się styka i na jakie ma czas. Warto do znudzenia powtarzać, że sposób omawiania lektur w szkole oraz ich dobór może spowodować co najwyżej awersję do obcowania z kulturą, każdą, na zawsze – niezależnie od aktualnej władzy i poziomu nieudolności aktualnego ministra edukacji (prof. Biedrzycki zwraca uwagę właśnie na ten problem – zapowiadana reforma i ograniczenie liczby godzin języka polskiego może tylko pogorszyć stan czytelnictwa).

Warto do znudzenia powtarzać, że sposób omawiania lektur w szkole oraz ich dobór może spowodować co najwyżej awersję do obcowania z kulturą, każdą, na zawsze.

Przywileje klasowe – a do takich zaliczają się praktyki kulturowe, w tym czytelnictwo – przede wszystkim się dziedziczy. Choć dostrzegam oczywiście emancypujący potencjał upowszechnienia szkolnictwa i doceniam wysiłek pokoleń walczących o alfabetyzację, trudno mi wyobrazić sobie, by współcześnie aktywnie czytający dorośli Polacy nie byli swego czasu dziećmi po prostu dziedziczącymi kapitał kulturowy.

Pozwolę sobie na przywołanie własnego doświadczenia (mając świadomość, że może ono pełnić jedynie funkcję anecdata) – sama czytam od zawsze, a zainteresowanie literaturą zaprowadziło mnie na studia filologiczne i rozbudziło ambicję zajmowania się literaturą naukowo. O żadnym z autorów, których czytałam jako nastolatka (modny wówczas Houellebecq, wydawana właśnie na nowo grupa OuLiPo czy nieodmiennie popularna powieść latynoamerykańska), nie usłyszałam w szkole. Dowiadywałam się o nich w domu, w którym książki się kupowało i pożyczało od czytających znajomych, a także za pośrednictwem prasy, którą czytali moi rodzice. Tymczasem lekcje języka polskiego w gimnazjum w mieście powiatowym były dla mnie, dobrej uczennicy, męką i przypominały lekcję opisaną przez Gombrowicza w Ferdydurke – gdzie nie ma miejsca na otwartą dyskusję, podważenie opinii autorytetów czy krytykę tradycji. Czytanie szkolnych lektur na akord jest kontrproduktywne, zarówno dla dziecka z dużym kapitałem kulturowym, którego gust i przyzwyczajenia na pewnym etapie są już ukształtowane, jak i dla dziecka, które tego kapitału od początku jest pozbawione.

Mam wrażenie, że fetyszyzując czytanie i załamując ręce nad „dzisiejszą młodzieżą”, zapomina się, że edukacja powszechna, pozostająca pod kontrolą państwa, niezależnie od profilu światopoglądowego aktualnej władzy lansuje konkretne, zawsze podobne narracje na temat historii i tożsamości zbiorowej. Np. uczy społeczeństwo  – w 90% pochodzenia chłopskiego  – że jego wzorcem kulturowym i źródłem, z którego ma czerpać poczucie przynależności, jest bohater zbiorowy Pana Tadeusza. Albo że napisane anachronicznym językiem powieści przygodowe Sienkiewicza to sztuka wysoka (jakie to szczęście, że na polonistyce nie obowiązuje to tabu i można powtarzać za Gombrowiczem, że Sienkiewicz to „pierwszorzędny pisarz drugorzędny”). Albo że patriotyzm jest bezwzględnie pozytywną wartością i ma oczywiście tylko jedno wydanie i jeden wzorzec historyczny.

Czytanie, w rozumieniu krytycznego przetwarzania tekstu, jest oczywiście wartością samą w sobie i nie nawołuję z pewnością do tego, by od lektur szkolnych odejść w ogóle. Jednak tradycyjny szkolny kanon i sposób jego omawiania nie pasuje do zmieniającego się świata. Żyjemy w czasach globalizacji, doświadczając na co dzień jej aspektów kulturowych i ekonomicznych, podczas gdy w szkole omawia się teksty stworzone w zasadzie w jednym kręgu kulturowym. Zmagamy się z problemem postprawdy i fake news, a poglądy polityczne młodzieży kształtują portale typu Kwejk. Kodem, na którym opiera się komunikacja, są efemeryczne, autoreferencyjne memy. Rozwój technologii – w tym potrzeba nauki języków programowania w coraz większej liczbie branż – będzie wymagał raczej sprawnego przeszukiwania dokumentacji technicznej niż cierpliwego przetwarzania od deski do deski kilkusetstronicowych tekstów. Zaś w obliczu możliwości dowolnego kreowania rzeczywistości przez media coraz bardziej pożądaną kompetencją powinna być rzetelna weryfikacja źródeł albo umiejętność analizowania chociażby aktów prawnych.

Sami wyprodukowaliśmy miliony medialnych analfabetów

Tymczasem w rzeczywistości wymagającej ciągłego kwestionowania informacji i ograniczonego zaufania do słowa pisanego cały czas głównym zadaniem szkoły jest wbicie do głów, że Słowacki wielkim poetą był. Nawołując do dbałości o stan czytelnictwa, nie udawajmy, że te 6-7 lektur czytanych w całości przez licealistów i licealistki w ciągu roku szkolnego ma jakkolwiek odpowiadać na wyzwania współczesności.

***
Anna Roszman – polonistka, kulturoznawczyni, webdeveloperka. Członkini partii Razem, gdzie wspiera działania w ramach edukacji wewnętrznej.

Majewska: Karolcia do lamusa. Ale co zamiast?

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij