Kraj

Społeczeństwo podwyższonego ryzyka

Pogrzeb prezydenta Pawła Adamowicza. Fot. Jakub Szafrański

Na schizofrenię choruje około 1% społeczeństwa, zdecydowanie niewielki procent z tych osób, nawet z aktywną psychozą, może być agresywny. Wskazywanie choroby psychicznej sprawcy, jako jedynej przyczyny morderstwa prezydenta, jest krzywdzące.

Sposób kształtowania się dyskursu publicznego ujawnił stereotypowy i piętnujący sposób postrzegania osób z zaburzeniami psychicznymi oraz tendencyjne wnioskowanie na temat zaistniałej sytuacji.

 

Poczułam żal związany z tym, że zgromadzona, ogromna już wiedza z obszaru psychologii społecznej na temat tożsamości grupowej, budowania zaufania społecznego jest zupełnie niewykorzystana.

Parę słów o schizofrenii

Pracuję w szpitalu psychiatrycznym, więc z osobami poważnie cierpiącymi obcuję na co dzień. Na schizofrenię choruje około 1% społeczeństwa, zdecydowanie niewielki procent z tych osób, nawet z aktywną psychozą, może być agresywny, większość przeżywa raczej lęk. Około 1/3 chorujących prowadzi względnie normalne życie, 1/3 nadal wykazuje objawy, ale dość dobrze funkcjonuje społecznie, zaś jedynie 1/3 pacjentów wymaga częstych hospitalizacji. Niestety koło 40% pacjentów, na skutek nieskutecznej strategii radzenia sobie z chorobą, uzależnia się od różnych substancji psychoaktywnych. To jest często wtórne źródło problemów. Problemem jest też przerywanie leczenia. Powody przerywania farmakoterapii są różne, ale często są to niestety efekty uboczne przyjmowania leków, np. podwyższone ciśnienie, mdłości, przybieranie na wadze i inne. Pacjenci chorzy na schizofrenię muszą przetrwać trudne chwile, zanim uda się dobrać odpowiedni lek, który nie niesie ze sobą przykrych efektów ubocznych. Zdarzają się tacy, którzy się zniechęcają i po zakończonej hospitalizacji odstawiają leki.

Problemy psychiczne – czas na pomoc, nie na stygmatyzację!

Tak na marginesie, to zastanawiam się czy autorzy mało empatycznej kampanii społecznej „Żryj”, zastanawiali się nad tym, że powodów nadwagi może być wiele innych poza tym, że ktoś się objada? I że tworząc tak krytyczny obraz osób otyłych, przyczyniają się dodatkowo do ostracyzmu ludzi, którzy i tak w życiu, w kulturze wizerunku, nie mają lekko?

Schizofrenia dzieli się na różne typy, np. paranoidalną, hebefreniczną, rezydualną, katatoniczną. By zdiagnozować schizofrenię paranoidalną muszą być spełnione ogólne kryteria schizofrenii oraz występować nasilone urojenia i omamy oraz, mówiąc fachowo, spłycenie lub niedostosowanie afektu, czyli reakcji emocjonalnych.

Pogadajmy o chorobie

czytaj także

Pogadajmy o chorobie

Anna Łoniewska

Co to oznacza tak po ludzku? Obecność urojeń oznacza występowanie nieprawidłowych treściowo przekonań, niekorygowanych pod wpływem doświadczenia, przyjmowanych bezkrytycznie mimo dowodów ich fałszywości, np. że pacjent jest Bogiem albo ratuje Polskę przed zagładą (urojenie wielkościowe), że ktoś go śledzi i podtruwa, a wszyscy wokół przeciw niemu spiskują (urojenie prześladowcze), że przypadkowi przechodnie lub wydarzenia mają z chorym szczególny związek, np. treści programu telewizyjnego są dla niego zakodowanym przekazem (urojenia ksobne), że osoba znajduje się pod kontrolą obcych sił i jej zachowanie jest sterowane z zewnątrz (urojenia oddziaływania) oraz wiele innych. Omamy to zaburzenia spostrzegania, które u chorujących na schizofrenię odnoszą się najczęściej do występowania halucynacji słuchowych. Chorzy słyszą głosy, które komentują ich zachowanie, czasem coś rozkazują.

Testament prezydenta Adamowicza

To ważne, by pamiętać o tym rozróżnieniu, bo jeśli osoba halucynuje wzrokowo (widzi rzeczy, których nie ma), najczęściej świadczy to o chorobie organicznej mózgu lub o majaczeniu w zespole abstynencyjnym u alkoholików, któremu towarzyszą zaburzenia świadomości, a nie o schizofrenii!

Potrzebujemy terapii

Naprawdę trudno dziś żyć w iluzji, że zaburzenia psychiczne dotyczą innych, a nas wcale nie. Jesteśmy krajem z wyższą liczbą samobójstw niż ofiar w wypadkach samochodowych (około 15 dziennie), a 25% społeczeństwa zmaga się z zaburzeniami, prawie każdy zna we własnej rodzinie lub najbliższym otoczeniu kogoś uzależnionego.

Jesteśmy krajem z wyższą liczbą samobójstw niż ofiar w wypadkach samochodowych (około 15 dziennie), a 25% społeczeństwa zmaga się z zaburzeniami.

Zachowania agresywne i autoagresywne są coraz częstsze wśród dzieci, a przez warszawskie licea przeszła ostatnio fala prób samobójczych.

Wiele czynników ma wpływ na jakość życia psychicznego, ale wliczają się do nich z pewnością nie tylko ogólnokulturowe przebodźcowanie, stres informacyjny, ale również lęk powodujący agresję i zwrotnie znów wywołującą lęk u innych. Do tego niski poziom wzajemnego szacunku i zaufania.

Na pewno jako społeczeństwo potrzebujemy interwencji i terapii, czułej i delikatnej. Cel powinien być wspólny: by się nam wszystkim zdrowiej, bezpieczniej i szczęśliwiej żyło.

W okopach

Przy okazji ostatnich dyskusji medialnych, ujawniło się parę heurystyk, czyli dróg na skróty w myśleniu, do których wszyscy w naturalny sposób mamy skłonność, bo oszczędzają energię umysłu i pozwalają na szybkie podejmowanie decyzji.

Co można zrobić, żeby Polacy rzadziej odbierali sobie życie?

Jednak heurystyki prowadzą do błędów poznawczych. Jako że jesteśmy ludźmi obdarzonymi rozbudowaną mniej lub bardziej korą przedczołową możemy nasze przekonania poddawać krytycznej refleksji i zrobić czasem krok w bok, by się im przyjrzeć. Szukając racjonalizacji i prostych wyjaśnień, wszyscy skoncentrowali się jedynie na chorobie psychicznej sprawcy zbrodni.

Myślę sobie, że równie dobrze można by się skupić na jego cechach osobniczych albo np. na tym, że był mężczyzną i tu szukać prostych odpowiedzi. W końcu 90 procent kryminalistów to mężczyźni.

Zauważalne jest duże ryzyko eskalacji konfliktu i przemocy. Można dziś zaobserwować psychologiczną rolę tożsamości grupowej, która oferuje przynależność, ale też całościowo pakiet poglądów, styl życia, a nawet przeżywane emocje. Polaryzacja społeczna sprzyja utwierdzaniu się w tożsamości grupowej, która dzieli świat na my – oni. Selektywnie wybiera się informacje, które potwierdzają wcześniejsze oczekiwania lub tezy, a dysonans poznawczy, spowodowany pojawiającymi się czasem niespójnościami, redukowany jest przy pomocy różnych zabiegów samopotwierdzających. Wydaje się, że to zniekształcenie jest dziś obecne po wszystkich stronach sporu publicznego.

Z czasem okopanie się prowadzi do wrogości do przeciwnej strony, zupełnego odcięcia, koncentracji jedynie na cechach różniących, niedostrzeganiu tego co łączy, np. wspólnego humanistycznego doświadczenia, zmagania się z chorobami, bycia rodzicem, albo wnukiem opiekującym się dziadkami, przepracowanym lub bezrobotnym itd.

Porozumienie bez przemocy

W aktualnych wypowiedziach dominują sformułowania „stop nienawiści”, „stop przemocy”, które oczywiście są słuszne, jednak brakuje mi przekazu, który tłumaczyłby i edukował teraz, póki emocje są gorące, nie czego nie robić, ale co długofalowo robić w zamian.

Tym bardziej, że tak jak wspominałam wiele zjawisk jest już doskonale opisanych i wiemy też, co należałoby robić, by im zapobiegać. Wiemy na przykład, że eskalowanie przemocy psychicznej (wyzwiska, przekleństwa, obelgi) wzmaga ryzyko pojawienia się przemocy fizycznej.

Bilewicz: PO? PiS? Nieważne. Tyle nienawiści nie było w Polsce od dawna

W związku z tym celem byłoby sprawianie, żeby do pogardy i wyzwisk nie dochodziło: poprzez budowanie motywacji odwołującej się do wartości i wspólnego celu – ciekawie pisała o tym Brooke Borel, zwracając uwagę na to, że tradycyjne, racjonalne metody przekonywania opinii publicznej (takie jak przedstawianie faktów, wykresy) nie skutkują i dopiero odwołanie do wartości i wbudowanie przekazu w system odniesienia odbiorcy wpłynęło na wdrożenie nowych praktyk w zachowanie. Wchodzenie w ostre dyskusje na temat poglądów, prowadzi do jeszcze silniejszej polaryzacji obu stron, więc mija się z celem.

To jest zobowiązanie płynące dzisiaj z Gdańska

Edukację prowadzić należy od dzieciństwa. Od początku modelować postawy prospołeczne poprzez przykłady odgórne, warsztaty uczące empatii i uważności. Takie działania były testowane w innych krajach, np. profesor Joanne Dahl z Uniwersytetu w Uppsali przeprowadzała program pierwotnie mający na celu zastosowanie kliniczne, ale który, jak sama wskazuje, z powodzeniem może być realizowany w pracy z rasizmem, uprzedzeniami i nienawiścią. Stanowiły go warsztaty empatii, uczące psychologicznej elastyczności i obierania cudzej perspektywy. Badania pokazują, że po takim treningu, dwie grupy z przeciwnych obozów zaczynają patrzeć na siebie z większą sympatią. Indywidualna jakość życia również jest wyższa dzięki umiejętności odrywania się od swojej perspektywy, na czym zresztą bazuje nurt terapii ACT (acceptance&commitment therapy).

„Ty uczyłeś otwartości, miłości, empatii”

Ponadto należałoby informować, jak wychwytywać pierwsze sygnały ostrzegawcze i w jaki sposób reagować. Uczyć komunikacji na podstawie np. porozumienia bez przemocy, zachęcać do wolontariatów i kształtować postawy budujące życzliwość i zaufanie społeczne – z którym u nas jest szczególnie krucho. Takich pomysłów może być dużo, warto jednak przy konstruowaniu programu profilaktycznego odwołać się do zgromadzonej wiedzy, doświadczeń i badań na temat skuteczności określonych interwencji, by cała, narosła wokół tragicznej śmierci Pawła Adamowicza, dyskusja nie była tylko czczym gadaniem.

**
Anna Annowska (imię i nazwisko na prośbę autorki zostało zmienione) jest kulturoznawczynią, psycholożką i terapeutką, członkinią Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej, pracuje m.in. w szpitalu psychiatrycznym w Warszawie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.