Kraj

Sok z liberalnego komentatora A.D. 1999. Na przykładzie Rafała Grupińskiego

„Polscy liberałowie niczego się nie nauczyli”, odcinek 9384769. Reakcje na Polski Ład komentuje dziennikarz ekonomiczny Kamil Fejfer.

„Nowy Ład to program zniszczenia niewygodnej dla Kaczyńskiego klasy średniej. Wszystkich wygonić na etat i zrównać do tego samego poziomu zależnych od państwa i pracodawcy dziadów. A jak będziesz chciał się wybić to ci podatkami te chęci odbierzemy. Skąd ja to znam?” – napisał na Twitterze polityk Koalicji Obywatelskiej, Rafał Grupiński.

Czasami można odnieść wrażenie, że niektórzy politycy piszą pewne rzeczy, żeby odebrać smak życia ironistom próbującym karykaturyzować ich wypowiedzi. W czterech zdaniach u Grupińskiego mamy: podatki jako karę za wybicie się, niszczenie mitycznej klasy średniej, pracownicy jako dziady i aluzję do PRL.

Sok z liberalnego komentatora z 1999 roku. Niczego się nie nauczyli. Więc po kolei.

Polski Ład, choć zapewne nie jest programem idealnym, w kwestiach podatkowych jest ruchem w dobrą stronę. Jest odpowiedzią na problem, o którym od lat mówiło grono nie tylko lewicowych przecież ekonomistów. W polskiej debacie ekonomicznej istnieje konsensus, jeśli chodzi o wadliwie skonstruowany system podatkowy. System – przypomnijmy – w którym zamożni proporcjonalnie płacą niższe podatki niż osoby biedniejsze.

Zapowiedziane w Ładzie podwyższenie kwoty wolnej do 30 tysięcy i jednoczesna likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku oraz jej proporcjonalne naliczenia dla osób prowadzących działalność gospodarczą tę sytuację mają zmienić.

Przypomnijmy, że dzisiaj podstawa wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne dla osób prowadzących działalność gospodarczą wynosi 75 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w ostatnim kwartale roku poprzedniego. Business Insider jeszcze w kwietniu, przed ogłoszeniem Polskiego Ładu, szacował, ile ona wynosi dla jednoosobowych działalności: „W 4 kw. 2020 to średnie wynagrodzenie wynosiło 5 656,51 zł, a składka na ubezpieczenie zdrowotne stanowi 9 proc. od 75 proc. tej kwoty, czyli prawie 382 zł miesięcznie”. Zgodnie z propozycjami Polskiego Ładu składka ma być proporcjonalna do dochodu. Oznacza to realną progresję podatkową dla jednoosobowych firm.

Według „Dziennika Gazety Prawnej” około 60 proc. samozatrudnionych ma stracić na wprowadzonych rozwiązaniach. Czytaj: ma to ukrócić proceder uciekania przed opodatkowaniem właśnie w działalność gospodarczą. Nie jest żadną tajemnicą, że wysoko płatne zawody, takie jak choćby specjaliści z IT, stoją samozatrudnieniem. I między innymi to oni w Polskim Ładzie zostaną nieco bardziej obciążeni składkami.

Czy jest to „niszczenie klasy średniej”, jak by chciał Grupiński? No cóż, jeżeli miałoby tak być, to klasy średniej nie byłoby w bardzo wielu zachodnioeuropejskich i północnoeuropejskich państwach, ponieważ gospodarczy, nomen omen, ład tych krajów opiera się właśnie na progresji podatkowej: lepiej zarabiający dokładają się więcej do wspólnej kasy.

Klasie średniej trzeba zaglądać do portfela

A kasa ta jest przeznaczana na usługi publiczne, które wzmacniają klasę średnią. Dobra edukacja publiczna pozwala wyławiać talenty, dobra ochrona zdrowia pomaga leczyć bez popadania w kolosalne długi, żłobki i przedszkola pomagają utrzymać kobietom kontakt z rynkiem pracy.

Mało tego, topnienie amerykańskiej klasy średniej, które postępowało od lat 70. ubiegłego wieku do początku II dekady XXI wieku, przypisuje się między innymi właśnie obniżaniu opodatkowania zamożnych. Progresywne opodatkowanie jest więc jednym z elementów utrzymywania stabilnej klasy średniej. A nie jej niszczenia.

Co do „wygonienia wszystkich na etat”. No cóż, wiemy doskonale, że bardzo duża część działalności gospodarczych to de facto praca etatowa. Tylko uciekająca przed opodatkowaniem. Nie jest to więc żadne „wyganianie na etat” (skoro duża część samozatrudnionych to de facto etatowcy, tylko uciekający przed podatkami), lecz stworzenie reguł gry, które są honorowane w ogromnej części świata, do którego Polska aspiruje.

Te reguły wyglądają następująco: jeżeli twoje dochody są wysokie, to dokładasz się proporcjonalnie więcej. Również dlatego, że zarabiasz na tyle dużo, że nie odczuwasz większego obciążenia fiskalnego. Ponieważ każde 100 zł zarobione więcej przez ciebie robi mniejszą różnicę w twoim dobrostanie niż każde 100 zł zarobione przez najbiedniejszych. Pomijam kwestię nazwania pracowników etatowych i pracowników sektora publicznego „dziadami”. Uznaję to za wynik polemicznej gorączki.

Jest jeszcze kwestia „podatków jako kary za wybicie się”. Jest to często powtarzana przez liberałów bzdura. Podatki nie są żadną karą. Tak jak nie jest karą za posiadanie grilla to, że nie można go rozpalać na balkonie. To po prostu pewne rozwiązanie instytucjonalne, którego konsekwencją ma być bardziej spójny społecznie, lepiej działający system gospodarczy. Również dla tych, którzy mieli mniej szczęścia w życiu i urodzili się w gorszym miejscu drabiny społecznej, w gorszej okolicy i nie wygrali na loterii genetycznej wysokiej inteligencji, umiejętności długiego utrzymywania uwagi czy brak obciążeń chorobowych, które utrudniają awans społeczny.

Osoby utalentowane, zdolne i mające potrzebę silnej konkurencji nie przestaną nagle pracować, ponieważ wzrośnie ich opodatkowanie. A przynajmniej nie w tym stopniu, w jakim się o tym w liberalnym grajdole mówi. Tak, rzeczywiście istnieje możliwość ograniczenia godzin pracy przez osoby bardzo wysoko opodatkowane (chociaż nowe rozwiązania wciąż nie są opodatkowaniem szczególnie wysokim). Ale zdając sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z potencjalnym ubytkiem liczby godzin pracy przez pracowników IT versus więcej środków na pielęgniarki i system opieki zdrowotnej, który potencjalnie ratowałby tysiące ludzi rocznie przed przedwczesną śmiercią, wciąż wybieram to drugie.

„Skąd ja to znam?” – pisze Rafał Grupiński. Zapewne sugeruje tutaj PRL-owską, czy wręcz radziecką proweniencję pomysłów takich jak progresja podatkowa. Nic z tych rzeczy, panie pośle. Progresja – jak wyżej wspomniałem – jest pomysłem testowanym od końca drugiej wojny światowej przez kraje, do których grona Polska przecież aspiruje.

Pana propozycja, czyli zachowanie de facto liniówki (czy wręcz podatkowej degresji – kuriozum na europejską skalę), to propozycja – muszę zaskoczyć posła Grupińskiego – realizowana do zeszłego roku między innymi przez Rosję. Ale nawet ona wprowadziła w tym roku – niewielką, bo niewielką, ale jednak – progresję.

Poślę Grupiński! Jak pan widzi, gra pan w innej drużynie, niżby pan chciał.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kamil Fejfer
Kamil Fejfer
Publicysta ekonomiczny
Publicysta zajmujący się rynkiem pracy i tematyką ekonomiczną. Autor książek: „O kobiecie pracującej. Dlaczego mniej zarabia chociaż więcej pracuje” oraz „Zawód”.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco