Kraj

W mówieniu o niepełnosprawnych należy zwracać uwagę na możliwości, nie deficyty

System rentowy dopuszcza zarabianie przez osoby z orzeczeniem o „całkowitej niezdolności do pracy”, ale ludzie z takim orzeczeniem uznają niekiedy, że rzeczywiście nie nadają się do pracy i nie próbują zmienić swojej sytuacji. Tak sformułowane orzeczenie może równie zniechęcająco działać na potencjalnych pracodawców.

Jędrzej Dudkiewicz: Najwyższa Izba Kontroli przygotowała raport, z którego wynika, że prawie trzy czwarte osób z niepełnosprawnościami, czyli ponad milion ludzi, jest zawodowo biernych. Czy to powinno dziwić, czy też problem jest ogólnie znany?

Rafał Bakalarczyk: Na pewno jest to niepokojące. Ale czy zaskakujące? Od dawna wiadomo, że z zatrudnieniem osób z niepełnosprawnościami nie jest w Polsce najlepiej, także na tle unijnej średniej. Raport NIK potwierdza, przypomina i uwypukla jednak pewne zjawiska. Już sam komunikat wskazuje, że ponad ¾ niepełnosprawnych ma orzeczony stopień umiarkowany bądź lekki, a mimo tego tak wielki odsetek osób z niepełnosprawnościami jest nieaktywny zawodowo. To daje do myślenia. Nie sądzę jednak, by świadomość tych zagadnień i ich publicznej wagi była powszechna. Jeśli informacje o raporcie nie będą krążyć w mediach, ryzyko że niewiele osób zapozna się z jego konkluzjami, jest całkiem spore.

Siedem lat temu ratyfikowaliśmy Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych. Z czego więc wynika tak niskie zatrudnienie osób z niepełnosprawnościami?

Konwencja, choć określa perspektywę traktowania niepełnosprawności, ma dość ogólny charakter, nie tylko w artykule 27 dotyczącym zatrudnienia. Nie przekłada się więc bezpośrednio na konkretne zmiany prawne czy działania publiczne. Aczkolwiek zapisy konwencji w założeniach mają do określonych działań skłaniać i mogą inspirować.

Niepełnosprawni nie grają w „wielkiej, biało-czerwonej drużynie”

W świetle konwencji chodziłoby nie tylko o brak dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność, ale o podejmowanie aktywnych działań przez podmioty publiczne na rzecz dania osobom niepełnosprawnym szans na pracę. Okazuje się, że tego typu działań w skontrolowanych podmiotach zabrakło, co przynosi niechlubne rezultaty.

Powodów niskiego zatrudnienia osób niepełnosprawnych jest wiele. Jednym z nich na pewno jest brak świadomości ludzi odpowiadających zarówno za rekrutację, jak i samą organizację pracy. Raport NIK pokazał, że właśnie ta ostatnia, zwłaszcza w połączeniu z barierami architektonicznymi i komunikacyjnymi − mocno szwankuje. Miejsca pracy są często niedostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych i dlatego pracodawcy nie widzą możliwości współpracy.

Innym powodem jest brak dobrej komunikacji − informacja o rekrutacji często zwyczajnie nie dociera do osób niepełnosprawnych. Warto jednak szerzej spojrzeć na kwestię ich uczestnictwa w życiu społeczno-ekonomicznym.

To znaczy?

Raport nie mówi o tym bezpośrednio, ale bariery bywają uwewnętrznione przez same osoby niepełnosprawne. Część z nich nie wierzy, że mogą się spełnić w określonych zawodach, więc nawet nie podejmują starań o zatrudnienie w danym miejscu pracy czy konkretnej profesji.

A jeśli już je podejmą, to brak pewności siebie może sprawić, że gorzej wypadną na rozmowie kwalifikacyjnej czy podczas okresu próbnego. Te blokady nie są oczywiście winą osób niepełnosprawnych. Wynikają najczęściej ze złych doświadczeń, czy to na etapie edukacji, czy też innych sytuacji dnia codziennego.

Czyli problem z zatrudnieniem jest jednym z elementów całego systemu, który sprawia, że osoby z niepełnosprawnościami spotykają się z szeregiem przeszkód na każdym etapie życia. A to z kolei obniża ich poczucie sprawczości i wiary we własne możliwości. To taki samonapędzający się mechanizm.

Niestety. Warto zresztą podkreślić, że zatrudnienie nie powinno być traktowane jako cel dążeń sam w sobie, a bardziej jako środek do pełniejszego włączenia w życie społeczne i korzystania z praw. Praca sprzyja uczestnictwu w życiu społecznym, może dawać poczucie sprawczości, przynależności, dostarcza kontaktów i tym samym przeciwdziała izolacji.

Ważne jest jednak nie tylko, by osoba z niepełnosprawnościami znalazła pracę, ale by miała realne możliwości utrzymać tę pracę, szansę na dalsze zatrudnienie i żeby towarzyszyła temu szersza integracja społeczna. Samo znalezienie pracy nie sprawia jednak automatycznie, że ustaje konieczność innych działań wspierających, w obszarze transportu, rehabilitacji medycznej czy społecznej. Konieczne jest patrzenie wielowymiarowe, w dłuższym horyzoncie czasowym.

Czy w systemie polityki społecznej czają się jakieś dodatkowe pułapki?

Tak, chodzi o tak zwaną pułapkę świadczeniową. System rentowy wprawdzie dopuszcza zarabianie (do określonej kwoty) przez osoby nawet z orzeczeniem o „całkowitej niezdolności do pracy”, ale samo to sformułowanie mocno wpływa na myślenie o potencjale.

Musiałam stać się silna – dla swoich dzieci

Ludzie z takim orzeczeniem uznają niekiedy, że rzeczywiście nie nadają się do pracy i nie próbują zmienić swojej sytuacji. Orzeczenie o „całkowitej niezdolności do pracy” może tak samo zniechęcająco działać na potencjalnych pracodawców. Koło się zamyka.

Wracając jednak do możliwości dorabiania: różne limity mogą powodować, że pewnych ścieżek zawodowych nie będzie się wybierać, bo łatwo można przekroczyć próg i stracić wciąż potrzebne świadczenia.

Dodatkowo część osób boi się, że jeśli podejmą pracę, to podczas okresowej weryfikacji orzeczenia o niepełnosprawności nie zostaną uznane za niezdolne do pracy, co zabierze świadczenia rentowe lub obniży ich wysokość. Innymi słowy, być może lepiej nie pokazywać, że jest się na tyle sprawnym, by pracować.

Część osób boi się, że jeśli podejmą pracę, to podczas okresowej weryfikacji orzeczenia nie zostaną uznane za niezdolne do pracy, co zabierze świadczenia rentowe lub obniży ich wysokość.

Skąd ten brak chęci? Przecież jeśli nie spełni się ustawowych wymogów, które zakładają, że w publicznej instytucji minimum 6% pracowników to muszą być osoby niepełnosprawne, płaci się spore kary na rzecz PFRON.

Z punktu widzenia podmiotu, który podejmuje decyzję, niezatrudnienie bywa bardziej kosztowne, jeśli uwzględni się wielkość wpłat odprowadzonych na PFRON. Mimo to zatrudnienie osób z niepełnosprawnościami jest mało popularne. U skontrolowanych przez NIK pracodawców publicznych wskaźnik ten był na poziomie 3%, a więc prawie dwa razy niższym niż oczekiwane 6% minimum. Powodem są często nie rzeczywiste koszty, a czynniki związane z mentalnością i nastawieniem oraz będąca ich następstwem zła organizacja miejsca i charakteru pracy.

Coś jeszcze nie działa tak, jak powinno?

Zdecydowanie niewystarczające jest współdziałanie różnych instytucji, zarówno w ramach samego sektora publicznego, jak i w międzysektorowym otoczeniu. Pokazał to wspomniany raport NIK. Właśnie poprawa komunikacji między instytucjami publicznymi oraz organizacjami społecznymi, które reprezentują prawa i interesy osób niepełnosprawnych, mogłaby usprawnić proces ich zatrudniania.

U skontrolowanych przez NIK pracodawców publicznych wskaźnik zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami był na poziomie 3%, a więc dwa razy niższym niż oczekiwane 6% minimum.

Sami niepełnosprawni i ich rodziny często niestety nie mają czasu albo środków, by zainteresować się kwestiami zatrudnienia.

Bywa − zwłaszcza w przypadku osób ze znaczną niepełnosprawnością − że niemal wszystkie wysiłki są skierowane na doraźne utrzymanie, zapewnienie koniecznego leczenia i rehabilitacji. Brakuje czasu na myślenie o przyszłości  i samodzielności. Tutaj przydałby się bardziej kompleksowy system wsparcia rodziny, który mógłby uwolnić potencjał czasowy i energię bliskich osób niepełnosprawnych i ich samych.

Może wina leży też po stronie samych organizacji? Może mają za małą siłę przebicia?

Moje doświadczenia wskazują na istnienie dwóch światów. Wiele NGO podejmuje działania niejako obok głównego systemu publicznego, często w odpowiedzi na jego braki. Kontakty między sektorami są niestety dość ograniczone i nie zawsze odnoszą się do sfery zatrudnienia. Bywają jednak organizacje, jak Fundacja Aktywizacja, zorientowane właśnie na wspieranie pracy osób z niepełnosprawnościami.

A jak do tego wszystkiego ma się opinia, którą mają osoby niepełnosprawne w społeczeństwie? Czy ich ostatnie protesty, zwłaszcza najgłośniejszy sprzed roku, mogły wpłynąć na kwestie związane z ich zatrudnieniem? 

Dobre pytanie, ale odpowiedź będzie trudna. Z jednej strony ubiegłoroczny protest sporo zmienił. Na pierwszym planie znalazły się osoby niepełnosprawne, a nie – jak bywało wcześniej – ich opiekunowie. Udało się wyeksponować ich walkę o podmiotowe traktowanie.

Jeden z uczestników został nawet później radnym i pokazał swój potencjał zawodowy, pozostając osobą wymagającą wsparcia w codziennym funkcjonowaniu. W tym sensie protest mógł sporo zmienić, jeśli chodzi o wizerunek niepełnosprawności.

Nie będzie godności bez pieniędzy [rozmowa]

Z drugiej strony postulaty protestu koncentrowały się na prawach osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności w kontekście świadczeń finansowych, a nie działań aktywizujących zawodowo. Mniej mówiło się o aktywności, potencjale, a bardziej o ograniczeniach i trudnej sytuacji tej grupy. Patrząc ogólniej, miewam wrażenie, że jeśli kwestia pracy pojawia się w przestrzeni publicznej, to głównie w kontekście barier związanych z niepełnosprawnością ruchową.

To chyba ważne, wszak sporo budynków wciąż nie jest dostosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych.

To prawda, bariery komunikacyjno-architektoniczne to wciąż nieprzezwyciężony problem. Jednak pierwsze skojarzenie, że chodzi tylko o chodniki, krawężniki i schody − nie wystarcza. Rzadko myśli się o innych typach niepełnosprawności, na przykład intelektualnej, z którą wiążą się zupełnie inne bariery, inny też jest sposób ich przełamywania.

Narastającym problemem jest także niepełnosprawność związana ze sferą psychiczną. Są osoby w pełni sprawne intelektualnie i fizycznie, ale zaburzenia psychiczne powodują, że w zasadzie ich sprawność funkcjonalna jest ograniczona, podlegają oni za to stereotypom i izolacji. Czeka nas sporo pracy, by pokazać i zrozumieć zróżnicowanie osób niepełnosprawnych.

Co jako społeczeństwo tracimy na niskim zatrudnieniu osób z niepełnosprawnościami?

Tracimy potencjał ludzi, którzy mogliby dużo dać od siebie. Nie tylko dlatego, że pracując, płaciliby podatki i składki. Każda jednostka ma swoje predyspozycje, doświadczenia, osobowość. Kiedy osoby niepełnosprawne są wyłączone z rynku pracy, są też wyłączone z życia społecznego.

Oczywiście nie zawsze. Zdarza się, że ktoś nieaktywny zawodowo angażuje się w inne działania. Niekiedy jednak jedno implikuje drugie i niewykorzystanie potencjału zawodowego pociąga za sobą niewykorzystanie walorów danej osoby w innych sferach życia społecznego.

Kontakt z osobami mającymi różne ograniczenia przygotowuje nas też do życia w bardziej różnorodnym społeczeństwie. Większa widoczność osób niepełnosprawnych otwiera na inność, co może pośrednio zwiększyć tę otwartość także w sferach związanych chociażby z orientacją seksualną lub pochodzeniem etnicznym. Poza tym większość osób z niepełnosprawnościami to osoby starsze. Obecność osób z niepełnosprawnościami w przestrzeni publicznej i na rynku pracy oswaja nas z niektórymi  wyzwaniami związanymi z kwestią starzenia się społeczeństwa. A zatem to kwestia solidarności, tego, byśmy umieli się wzajemnie wspierać, i akceptowali się takimi, jakimi jesteśmy.

Co można z tym zrobić? Czy są małe kroki, które można wykonać od razu? Na czym musiałyby polegać fundamentalne zmiany?

Raport NIK wyraźnie wskazuje, co można zrobić. Wszystko to jest w granicach istniejącego prawa. Chodzi o intensyfikację i usprawnienie kontaktów publicznych pracodawców z organizacjami pozarządowymi, które wspierają osoby niepełnosprawne, jak również z uczelniami, które mogłyby studiujące osoby z niepełnosprawnościami informować o możliwościach zatrudnienia. Może to ułatwić przejście z systemu edukacji na rynek pracy. W tym celu można też wykorzystać liczne platformy internetowe, z których korzystają osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie.

Bieda to decyzja polityczna. Jak działa polityka zaciskania pasa

Kolejną kwestią jest dalsze znoszenie barier architektonicznych, komunikacyjnych, organizacyjnych. Ważnym bodźcem – na który część środowiska osób niepełnosprawnych patrzy z nadzieją – jest uruchomienie horyzontalnego programu Dostępność+, co może być paliwem do redukowania barier i upowszechniania świadomości, że przestrzeń publiczna powinna być jak najbardziej dostosowana do potrzeb wszystkich obywateli.

Warto też skupić się na szerzeniu informacji o tym raporcie NIK (i innych), bo wiele osób zwyczajnie nie ma świadomości problemów, przed którymi stają osoby z niepełnosprawnościami. Chciałbym również, żeby ważną rolę w tym wszystkim odgrywały związki zawodowe obecne w sektorze publicznym. Nie ma więc jednego rozwiązania. To raczej suma bardzo wielu czynników.

W dużym stopniu chodzi więc o zmianę myślenia i nastawienia, a nie wielkie akcje.

Należy łączyć działania twarde z miękkimi. W tym kontekście warto byłoby zmienić także nazewnictwo, które pojawia się w polskim prawie. Tkwi ono bowiem w dawnym modelu myślenia o niepełnosprawności, koncentruje się na deficytach, a nie możliwościach.

Masz siedzieć w domu, w szkole nie ma dla ciebie miejsca

Jest już nawet projekt zmian w orzecznictwie, ale rząd zapowiedział, że w obecnej kadencji nie ma szans, by się tym zająć.

Bardzo ważnym krokiem byłoby też stworzenie instytucji asystenta osoby niepełnosprawnej. Taki asystent pomagałby w różnych sferach życia, na przykład związanych z dotarciem do pracy czy wykonaniem niektórych czynności poza otoczeniem domowym, przy których dana osoba może wymagać wsparcia. Pozwoliłoby to na większe oswojenie się osób niepełnosprawnych z otoczeniem, które często jest dla nich niedostępne. To też mogłoby wpłynąć na zwiększenie szans na zatrudnienie.

Można by się tu wzorować chociażby na modelu szwedzkim, gdzie od lat 90. usługi asystenckie są jednym z filarów polityki wobec niepełnosprawności.

Innym dobrym rozwiązaniem – które warto przenieść na poziom systemowy – byłaby pomoc trenera pracy, który m.in. pomaga osobie z niepełnosprawnością wdrożyć się w obowiązki w nowym miejscu pracy. W Polsce tego typu rozwiązania testują niektóre fundacje i organizacje pozarządowe, ale przydałoby się nadać temu systemowe, publiczne ramy.

Czy jest szansa, że raport NIK cokolwiek zmieni, czy raczej nikt nie zwróci na niego uwagi?

Odpowiedź przyniesie przyszłość. Jeśli będzie się o nim przypominać i pytać, czy coś zostało zrobione, to jest szansa na zmianę. Warto przy tym koncentrować się nie tylko na wnioskach z kontroli, ale przede wszystkim na rekomendacjach. Patrząc wstecz, często było tak, że opinia publiczna po ogłoszeniu raportów lub wyników badań skupiała się na tym, że coś źle działa w państwie, ale niewiele dyskutowano nad źródłami problemu i nie konsultowano, nie wdrażano i nie sprawdzano działań naprawczych. Trzeba w końcu skupić się na tym, jak rozwiązać problemy. Czyli tak samo jak w przypadku osób z niepełnosprawnościami: skupmy się nie na deficytach, tylko możliwościach.

**
Rafał Bakalarczyk
jest doktorem nauk o polityce publicznej, związanym z Uniwersytetem Warszawskim. Współredaktor naczelny czasopisma „Polityka Senioralna” i członek komisji ekspertów ds. osób starszych przy RPO. Specjalizuje się w polityce senioralnej, niepełnosprawności, opiece długoterminowej i wykluczeniu społecznym.

Jędrzej Dudkiewicz jest dziennikarzem i publicystą. Stały współpracowniki portalu organizacji pozarządowych NGO.pl. Publikował m.in. w „Polityce”, „Newsweeku”, „Dzienniku. Gazecie Prawnej”, Oko.press, Kulturze Liberalnej i Magazynie „Kontakt”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.