Kraj

Polska kontra szczepionki: długa droga do końca pandemii

Przed Polską jedno z największych wyzwań w obszarze polityki zdrowotnej w historii. Kiedy skończy się pandemia koronawirusa w Polsce? Czy w 2021 wrócimy do normalności? Sprawdziliśmy to na podstawie dostępnych dziś danych. Nie mamy dobrych wieści dla niecierpliwych.

28 grudnia przyleciał do Polski kolejny transport szczepionek, tym razem już nie symboliczny. W transporcie znalazło się 300 tys. dawek szczepionki Pfizer/BioNTech, które wystarczą na zaszczepienie 150 tys. osób. O ile wszystko pójdzie dobrze i w międzyczasie żadna z tych dawek w jakiś sposób się nie zepsuje lub nie zmarnuje – co się zdarza przy każdych szczepieniach i nie jest niczym nadzwyczajnym.

Szczepionka na COVID-19 traktowana jest jak zbawienie i triumf nauki. Uczucie ulgi, jakie towarzyszyło pierwszym informacjom o skuteczności produktu Pfizera, słychać było chyba nawet na Księżycu. Ruszyła masowa produkcja i światowa dystrybucja szczepionek, a poza Pfizerem/BioNTech swoje produkty rejestrują na Zachodzie także amerykańska Moderna i brytyjska AstraZeneca.

Przed Polską jedno z największych wyzwań w obszarze polityki zdrowotnej w historii. Rutynowe szczepienia dzieci oraz dorosłych na wybrane choroby (żółtaczka, grypa) odbywają się co roku, jednak nigdy nie obejmowały one tak dużej grupy osób. I nigdy nie odbywały się w warunkach stanu pandemii, który jeszcze cały proces komplikuje.

Problem tkwi w tym, że akcja szczepień będzie skomplikowana i rozciągnięta w czasie. A to oznacza, że COVID-19 nie da o sobie zapomnieć co najmniej do końca przyszłego roku.

Pokona wirusa, ale nie biurokrację i głupotę rządu. Szczepionka na COVID-19 dotarła do Polski

Wąskie gardła

Polska, za pośrednictwem Unii Europejskiej, zarezerwowała sobie ponad 62 mln dawek szczepionek pięciu różnych producentów. Do uzyskania odporności potrzebne będzie otrzymanie dwóch dawek preparatu, więc te obecnie zaklepane powinny wystarczyć dla 31 mln Polek i Polaków. Czyli wszystkich dorosłych obywateli i obywatelek kraju. Na papierze wygląda to dobrze.

Problem w tym, że jak na razie dysponujemy szczepionką tylko jednego producenta, czyli Pfizera. Bo tylko ona została zatwierdzona przez Europejską Agencję Leków (EMA). Z tej firmy otrzymamy niecałe 17 milionów dawek.

Następna w kolejce do zatwierdzenia jest szczepionka Moderny, która zostanie dopuszczona do użytku w UE być może już w pierwszym tygodniu stycznia. Jednak z Moderny otrzymamy tylko niecałe 7 mln dawek.

Wielka Brytania jako pierwsza na świecie dopuściła do użytku szczepionkę wyprodukowaną przy współpracy naukowców z Oksfordu oraz firmy AstraZeneca. Co nie jest niczym dziwnym, bo to jest właśnie brytyjska szczepionka. Prawdopodobnie więc ten produkt będzie kolejnym zatwierdzonym przez Unię Europejską. Ale raczej nie stanie się to w styczniu. A to dla Polski szczególnie istotne. To z tego źródła mamy otrzymać kolejnych 16 mln szczepionek.

Co wiemy o nowej odmianie koronawirusa?

EMA analizuje już także szczepionkę Johnson&Johnson – tu Polska zamówiła 17 mln dawek. Właśnie tej ostatniej szczepionki mamy otrzymać najwięcej.

Dostawy wszystkich zamówionych przez Polskę dawek będą więc trwać długo, zapewne parę lat. Według słów Michała Dworczyka, szefa KPRM, w styczniu powinniśmy otrzymać milion dawek szczepionki Pfizera. Od lutego liczba dawek dostarczanych do Polski ma wzrosnąć do poziomu 2–2,5 mln miesięcznie. Inaczej mówiąc, do końca roku powinniśmy otrzymać 25–26 mln dawek, co wystarczy do zaszczepienia 12–13 mln obywateli i obywatelek.

Szczepienia będą realizowane przez placówki medyczne w całej Polsce, głównie przychodnie. 23 grudnia minister zdrowia poinformował, że Polska ma już zabezpieczone punkty szczepień dla 96 proc. gmin, w których mieszka 98,5 proc. Polek i Polaków. Te 4 proc. gmin, w których wciąż nie zapewniono punktu szczepień, znajdują się głównie na wschodnich i zachodnio-północnych rubieżach Polski. Są to głównie bardzo słabo zaludnione gminy, w których nie ma żadnej placówki medycznej.

Do tych mieszkańców prawdopodobnie dojadą mobilne punkty szczepień lub trzeba będzie się pofatygować do najbliższej gminy. Zagęszczenie punktów szczepień w Polsce nie jest specjalnie okazałe. Gminy, w których na tysiąc mieszkańców przypada co najmniej jeden punkt szczepień, to zdecydowana mniejszość. W większości gmin jedna placówka będzie przypadać na 2 tys. mieszkańców lub więcej.

Długi marsz po odporność populacyjną

Rząd przedstawił zarys Narodowego Programu Szczepień. Będą się one odbywać etapami, których będzie w sumie cztery.

Pierwszy, czyli Etap 0, już trwa. Obejmuje on pracowników ochrony zdrowia, personel pomocniczy oraz administracyjny w placówkach medycznych, a także pracowników Domów Opieki Społecznej i Miejskich Ośrodków Pomocy Społecznej. Czyli tych, którzy są bezpośrednio narażeni na zakażenie, a ich zdolność do pracy jest kluczowa w kontekście walki z epidemią.

Pielęgniarek, położnych, lekarzy oraz dentystów pracujących w zawodzie mamy w Polsce w sumie niecałe pół miliona. To oni otrzymają szczepionki w pierwszej kolejności. Jeśli zapowiedzi Michała Dworczyka się potwierdzą, to uda się ich zaszczepić do końca stycznia. Cały Etap 0, który w sumie obejmuje ok. 700 tys. osób, będzie więc trwał do połowy lutego, gdy powinien ruszyć Etap I.

Etap I jest kluczowy z punktu widzenia zminimalizowania liczby zgonów. Nim zostaną objęci seniorzy, czyli wszyscy powyżej 60. roku życia. A także pensjonariusze Domów Pomocy Społecznej, nauczyciele oraz pracownicy służby mundurowych. Pierwsi w kolejności będą szczepieni seniorzy – od najstarszego. To zdecydowanie największa grupa osób, które będą szczepione w 2021 roku. Jest ich ok. 9,7 miliona.

Nauczyciele to 700 tys. osób – licząc zarówno szkoły publiczne, jak i przedszkola oraz szkoły prywatne. Policjanci oraz wojsko to kolejne ok. 200 tys. osób, a żołnierze WOT oraz strażacy to ok. 30 tys. osób. Do tego dochodzą zatrudnieni w mniej liczebnych służbach, takich jak straż graniczna czy straże miejskie, którzy będą uczestniczyć w działaniach przeciwpandemicznych lub odpowiadają za bezpieczeństwo kraju. W tym etapie mówimy więc o zaszczepieniu ok. 10,5 miliona ludzi.

Tak że etap 0 i I obejmie ponad 11 milionów Polek i Polaków do zaszczepienia. Przyjmując, że wszystko pójdzie dobrze zarówno z dostawami, jak i z samymi szczepieniami, powinny się one skończyć gdzieś w okolicy końcówki listopada 2021.

Powinniśmy jednak założyć, że nie wszystko pójdzie idealnie. Zapewne kilka procent dawek szczepionek się zmarnuje z powodu błędów albo problemów w logistyce oraz braku zapewnienia niskiej temperatury. Dlatego realnie patrząc, szczepienie grup objętych Etapem II (grupy ryzyka poniżej 60. roku życia oraz narażeni na częste kontakty społeczne) oraz III (najpierw zatrudnieni w zamrożonych branżach, a potem wszyscy chętni) zacznie się na początku 2022 roku i będzie trwać pewnie jeszcze w 2023 roku.

Jeszcze rok z pandemią

Kluczowe pytanie brzmi, kiedy szczepienia zapewnią nam odporność populacyjną. Według stanowiska Polskiej Akademii Nauk do wygaszenia pandemii trzeba zaszczepić 60–70 proc. społeczeństwa, przy założeniu, że zaszczepiony nie choruje i nie zaraża. Jeśli niektórzy zaszczepieni będą chorować i zarażać, ale znacznie łagodniej, to wtedy odsetek ten powinien być jeszcze wyższy.

Obecnie mamy już ponad milion oficjalnych ozdrowieńców, a nieoficjalnych zapewne kolejne 4 miliony (zakładając, że 80 proc. przechodzi bezobjawowo). Jednak PAN zaleca szczepienia także ozdrowieńców: „Zgodnie z obecną wiedzą zaszczepienie osoby, która uzyskała odporność w wyniku naturalnego zakażenia, nie będzie miało negatywnego wpływu na stan jej zdrowia. Nie wiemy natomiast, jak długo po chorobie odporność będzie się utrzymywać. W przypadku innych koronawirusów u części osób mechanizmy obronne już po kilku miesiącach słabną na tyle, że możliwa jest ponowna infekcja (reinfekcja), a większość osób traci ochronę po roku lub dwóch. Zaszczepienie prawdopodobnie przedłuży znacząco ten okres i szczególnie w przypadku osób z grupy ryzyka drastycznie zmniejszy ewentualność ciężkiej, śmiertelnej choroby przy reinfekcji”.

Odporność populacyjna na COVID-19. Czy to się może udać?

Co z tego wszystkiego wynika? Przyjmując zapowiadane przez rząd tempo szczepień na poziomie miliona osób miesięcznie i jeśli za odpornych uznamy tylko zaszczepionych, to odporność populacyjną osiągniemy najwcześniej z końcem 2022 roku. Wcześniej, jeśli jednak uznamy ozdrowieńców za odpornych.

Do końca 2021 roku w Polsce powinno być 10 mln wszystkich ozdrowieńców (2 mln oficjalnych i 8 mln nieoficjalnych), a także ok. 12 milionów zaszczepionych. Oczywiście te grupy w części się pokrywają, ale zapewne w niewielkiej. W grupie zaszczepionych zdecydowaną większość będą stanowić seniorzy, a bezobjawowo chorobę przechodzą głównie osoby młode i zdrowe. Nawet nierealnie przyjmując, że ozdrowieńcy oraz zaszczepieni to dwie zupełnie różne grupy osób, to i tak stanowią oni mniej niż 60 proc. społeczeństwa. Prawdopodobnie więc do końca 2021 roku nie uzyskamy odporności populacyjnej.

Oczywiście to wszystko chłodne szacunki. Jest mnóstwo niewiadomych – z faktyczną liczbą ozdrowieńców na czele. Nie wiemy także, jak duża liczba osób będzie chciała się zaszczepić. Według badania CBOS gotowość do poddania się szczepieniu zadeklarowała nieco ponad połowa społeczeństwa. Jednak „świadomość covidowa” wśród osób starszych oraz personelu ochrony zdrowia jest zdecydowanie większa niż w pozostałej części społeczeństwa. Można więc założyć, że Etap 0 oraz I zostaną przeprowadzone względnie sprawnie.

Koronawirus: pandemia, panika i polityka

czytaj także

Powolne wygaszanie pandemii

Szczepionka na COVID-19 nie zatrzyma więc pandemii w 2021 roku, jednak może znacznie ograniczyć jej skalę. Nawet jeśli nie uzyskamy odporności populacyjnej, to z każdym zaszczepionym oraz z każdym ozdrowieńcem wirus będzie miał mniejsze możliwości rozprzestrzeniania się. Dzięki temu trzecia fala pandemii uderzy w Polskę z mniejszą siłą.

Tak przewidują naukowcy z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego przy Uniwersytecie Warszawskim (ICM UW). Ich najnowszy model 29 grudnia opisali w „DGP” Tomasz Żółciak i Klara Klinger. ICM UW stworzyło trzy scenariusze. Pierwszy zakłada zupełny brak szczepień. W takiej sytuacji w szczycie trzeciej fali przypadającej na kwiecień liczba dziennych zakażeń sięgnęłaby 45 tys., a suma zgonów do połowy 2021 roku sięgnęłaby 225 tys. osób (obecnie na COVID zmarło oficjalnie niecałe 30 tys. osób). Wariant drugi zakłada, że do uderzenia trzeciej fali uda się nam zaszczepić 5 mln seniorów. Wtedy liczba dziennych zakażeń w szczycie spadłaby poniżej 30 tys. dziennie. Scenariusz trzeci zakłada zaszczepienie 5 mln losowo wybranych dorosłych. Wtedy liczba dziennych zakażeń w szczycie trzeciej fali byłaby najniższa – nieco powyżej 20 tys. osób dziennie.

Nie oznacza to jednak wcale, że lepiej szczepić przypadkowych dorosłych niż skupić się na seniorach. Owszem, młodsi są bardziej mobilni, więc bardziej zarażają. Jednak rzadziej ciężko przechodzą COVID-19 i rzadziej wymagają hospitalizacji. A to właśnie liczba leczonych w szpitalach jest kluczowa do ograniczenia śmiertelności.

Zaszczepienie 5 mln seniorów przed trzecią falą sprawiłoby, że liczba hospitalizacji będzie 10 razy niższa niż w scenariuszu bez szczepień. A skumulowana liczba zgonów nie przekroczy 100 tys., czyli będzie jakieś 2,5 razy niższa niż w czarnym scenariuszu, w którym nie szczepimy wcale.

Jak zostałem antyszczepionkowcem

W tym roku szczepionki więc nas nie zbawią. Nie osiągniemy odporności populacyjnej. Jednak bardzo wyraźnie ograniczą skalę epidemii, co pozwoli systematycznie znosić obostrzenia oraz uniknąć ewentualnej czwartej fali późną jesienią. A kiedy znów będzie względnie normalnie?

  • Szczepienia w Polsce będą przypominać długi marsz, a nie szybkie uderzenie w koronawirusa.
  • Zdaniem części badaczy, m.in. prezesa Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych prof. Roberta Flisiaka, Polska będzie szczepić nawet 1,5 mln osób miesięcznie, a faktycznych ozdrowieńców jest nawet 10 razy więcej niż oficjalnych. Na tej podstawie przewiduje się, że odporność populacyjną nabędziemy już w maju 2021 roku. Naszym zdaniem jest to scenariusz hurraoptymistyczny.
  • Na podstawie dostępnych dziś danych przypuszczamy, że szczepienia nie zlikwidują pandemii w 2021 roku, jednak mogą znacznie ograniczyć jej skalę.
  • Co gorsza, wątpliwe jest nie tylko uzyskanie odporności populacyjnej do końca 2021 roku, ale nawet rozpoczęcie szczepień osób z Etapu II.
  • Z modelu ICM UW wynika, że najważniejsze ograniczenia uda się zdjąć najwcześniej w maju lub czerwcu 2021.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij