Kraj

Czy lekarzowi wolno płakać?

kobieta-smutek-depresja

1 czerwca ulicami Warszawy przejdą lekarze i lekarki protestujący przeciwko lekceważeniu sektora zdrowotnego przez kolejne ekipy rządowe. Organizatorem manifestacji jest Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy. – Średnia długość życia lekarzy jest krótsza niż średnia statystyczna, szczególnie dotyczy to kobiet lekarek. Głównymi przyczynami są stres i przepracowanie – pisze Przemysław Waszak.

W 2018 roku rząd zobligował się do zwiększenia wydatków na opiekę zdrowotną do 6,8% PKB. Słowa nie dotrzymał, dlatego na 1 czerwca planowana jest manifestacja niezadowolenia środowiska medycznego pod hasłem „Czas na zdrowie!”. Niedostatki finansowe i organizacyjne odbijają się już na naszym zdrowiu, również tym psychicznym. Zwracają na to uwagę organizatorzy – Porozumienie Rezydentów OZZL. „Średnia długość życia lekarzy jest krótsza niż średnia statystyczna, szczególnie dotyczy to kobiet lekarek. (…) Głównymi przyczynami są stres i przepracowanie”. Dlatego hasło manifestacji warto rozszerzyć: „Czas na zdrowie – także dla pracowników służby zdrowia”.

Kto pomoże lekarzom

Niewiele jest zawodów, w których można się zetknąć z taką liczbą ludzkich dramatów jak w opiece zdrowotnej. Podejmując pracę w szpitalu lub poradni, musimy codziennie stawiać im czoła. Od razu po ukończeniu studiów przejmujemy odpowiedzialność za zdrowie i życie. Rzadko czujemy się w pełni na to gotowi, jeszcze rzadziej pozwalamy sobie ujawnić naszą niegotowość. Trudno, aby te stany nie miały negatywnego wpływu na nasze zdrowie psychiczne. Niestety warunki pracy w polskiej służbie zdrowia są bezduszne. Tuż za rogiem czai się wypalenie zawodowe, depresja czy nawet samobójstwo. Problemy psychiczne, coraz powszechniejsze, skupiają większą uwagę społeczeństwa, ale kto zadba o pacjentów, jeśli najpierw nie zadbamy o personel medyczny?

W dużym brytyjskim badaniu stwierdzono, że 40% lekarzy doświadcza psychicznych lub emocjonalnych problemów, a 27% w którymś momencie życia otrzymało diagnozę psychiatryczną. Jednocześnie nadal większość medyków uważa, że przyznanie się do swoich problemów ze zdrowiem psychicznym jest oznaką słabości. Według różnych badań ryzyko samobójstwa wśród lekarzy jest 2,5–4 razy wyższe niż w populacji ogólnej. Brakuje dokładnych liczb z Polski, lecz niepokojące dane płyną z badań ankietowych, które pokazują, że wielu lekarzy woli unikać kontaktu z psychiatrą bądź po prostu przepisać samemu sobie leki.

Ciężka depresja polskiej psychiatrii

Co boli lekarza

Pojawiają się głosy o szkodliwości stereotypu twardego, skupionego na pracy i pozbawionego emocji lekarza. Nie uda się jednak tego stereotypu zmienić poprzez  dokładanie do listy przedmiotów na uczelni kolejnej godziny psychologii albo szkolenia zawodowe.

Jak poprawić zdrowie psychiczne w XXI wieku?

Dbanie o zasoby psychiczne lekarzy nie powinno być też zredukowane do indywidualnego problemu, kiedy widać wyraźnie, że jest to problem systemowy i rozwiązanie go musi się odbyć jednocześnie z gruntowną zmianą kultury organizacyjnej, tak by stała się bardziej wspierająca. Wystarczy już tych niestabilnych warunków zatrudnienia, nadmiarowych dyżurów, administracyjnego chaosu, dokładania niepotrzebnej roboty biurowej itd.

Pęknięcie pojawia się również między opowieścią o nieskończonych możliwościach współczesnej medycyny a szpitalną rzeczywistością, w której jest tak wiele bezwładności i bezradności. Ten rozdźwięk między oczekiwaniami a możliwościami, w połączeniu z atmosferą wiecznego pośpiechu, nadgodzin, dyżurów, nie ułatwia prowadzenia poukładanego życia.

Co można zrobić, żeby Polacy rzadziej odbierali sobie życie?

Kiedy zaczynałem pracować w poradni zdrowia psychicznego, miałem złudne poczucie, że każdy problem można naprawić. Psychiatria jednak szybko uczy pokory, skutecznie rozbija fantazje o lekarskiej wszechmocy. Sam często jestem bezradny wobec traumatycznych przeżyć ludzi, którzy szukają u mnie pomocy. Może się wydawać, że niewiele już można naprawić, skoro tyle zostało w czyimś życiu zniszczone. Ale nawet wtedy można po prostu być z pacjentem, towarzyszyć mu w jego cierpieniu. Pokierować na właściwą psychoterapię, przepisać leki, żeby trochę mniej bolało, i po prostu poczekać razem, aż upłynie czas, który zwyczajnie musi upłynąć.

PiS nie umie w zdrowie

czytaj także

PiS nie umie w zdrowie

Kaja Filaczyńska, Jerzy Przystajko, Marcelina Zawisza

O życiu wiemy wszystko – od struktury DNA do neuroprzekaźników regulujących nastrój. Z tych zagadnień zostaliśmy przeegzaminowani na wszystkie strony. Znamy patomechanizmy tego, co leczymy, dopóki leczymy. Ale ta wiedza nie wystarczy, kiedy operacja się nie powiedzie albo pacjent popełni samobójstwo. Zalewają nas wtedy nieprzyjemne emocje, które łatwiej jest odciąć i powiedzieć sobie, że choroba od początku miała określone rokowania, że żałoba ma swoje etapy. Czasami jednak taka racjonalizacja procesów życiowych stanowi blokadę w komunikacji, uniemożliwia zobaczenie i odczucie człowieka, takim, jakim jest on naprawdę. Ten mechanizm ma blokować nasz lęk, bo emocjonalna prawda bywa okropna.

Marek Balicki: Lekarzy pracujących w publicznej ochronie zdrowia jest za mało

Czując i będąc bliżej niej, jesteśmy po prostu słabi. Skoro mamy uczucia, to musimy się liczyć z tym, że ktoś może je zranić. A ja nie chcę być słaby, nie chcę być zraniony. Przecież mam dziś jeszcze drugą pracę i chcę wieczorem wrócić do rodziny, a jutro dyżur…

Zgubna blokada emocji

Można w związku z tym argumentować, że odcięcie się od trudnych uczuć jest rozsądne. Obserwowanego cierpienia jest tak dużo, że można zwariować, próbując współczuć każdemu. Taka blokada emocji czasami bywa jednak tak szczelna, że automatycznie odcina nawet od własnych uczuć.

Może się zacząć wydawać, że ludzie dookoła miewają frustracje lub odczuwają przygnębienie – wszyscy, tylko nie ja, ja jestem tu od rozwiązywania problemów. Nie jest jednak możliwe, by nie mieć pragnień czy nie doświadczać negatywnych uczuć. Deprywując własne potrzeby emocjonalne, nie dbamy o siebie. Torpedujemy podstawową profilaktykę zdrowia psychicznego, którą przecież zalecamy naszym pacjentom, bo łatwiej jest zażyć lek uspokajający, niż przyjrzeć się własnemu napięciu i zastanowić, co właściwie ono znaczy.

W tym sensie lekarskie łzy są życiodajne, bo łączą nas z powrotem ze światem – tym może trochę za często bolesnym, a za rzadko rozwijającym i karmiącym – ale za to jedynym prawdziwym. A jeśli miałoby być odwrotnie, jeśli jako lekarz nie mogę zapłakać, to równie dobrze moją pracę mógłby wykonywać robot. Po wszystkim, co mnie dotknęło, nadal uważam, że warto dalej czuć. Niech nasze własne kryzysy psychiczne nie będą dla nas wstydem. Skoro zajmujemy się ludźmi i ich chorobami (także psychicznymi), to czemu ten obszar ma pozostać dla nas obcy? W ostatecznym rachunku jesteśmy po prostu bogatsi o to unikalne doświadczenie dzielenia losu z naszymi pacjentami.

Promujemy akcję „Jeden lekarz, jeden etat”, żeby lekarze nie musieli już biegać z miejsca na miejsce

Dlatego generalna reforma służby zdrowia, o którą cały czas trwa walka, to wołanie nie tylko o zwiększone finansowanie, ale i kulturową zmianę. Te obiecane, a nadal niezrealizowane 6,8% PKB na zdrowie, przez które wciąż manifestujemy, ma sprawić, że nie tylko skrócą się kolejki i przybędzie najnowocześniejszych zabiegów. Chcemy wreszcie pomagać naszym pacjentom najlepiej, jak można, i nie martwić się całą resztą. Wypoczęci, mniej zestresowani lekarze, którzy mają kontakt ze swoimi uczuciami i znają swoje ograniczenia, to lepszy wybór także dla pacjentów.

**
Przemysław Waszak
– rezydent psychiatrii, doktorant Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Bio

Przemysław Waszak

| Lekarz, rezydent psychiatrii
Lekarz w trakcie specjalizacji z psychiatrii, na co dzień związany z Wojewódzkim Szpitalem Psychiatrycznym im. T. Bilikiewicza w Gdańsku. Pracuje jako asystent na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, gdzie przygotowuje rozprawę doktorską o epidemiologii i prewencji psychiatrycznej. Założyciel projektu Nauka Po Ludzku, promującego wiedzę o badaniach naukowych w medycynie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.