Kraj

PiS nie umie w zdrowie

Bronią szpitali przed komercjalizacją, czy właśnie ją wprowadzają? Polityka zdrowotna PiS to jeden wielki chaos.

– Trwają zaawansowane prace legislacyjne zatrzymujące proces komercjalizacji samorządowych szpitali – grzmiał w 2016 roku minister zdrowia Radziwiłł. Minister lubił powtarzać, że na zdrowiu nie powinny zarabiać prywatne firmy, które ścigają się na zyski. Po roku ten sam minister, który jeszcze nie tak dawno z wysokiego C deklarował, że „w służbie zdrowia trzeba zachować prymat misji nad zyskiem”, zgłasza do konsultacji społecznych projekt umożliwiający szpitalom publicznym pobieranie opłat od pacjentów. Prawo i Sprawiedliwość proponuje reformy, które opierają się na sięganiu do kieszeni pacjentów i zwiększaniu obciążeń już przepracowanych kadr medycznych, co gorsza nie sprawią one, że Polki i Polacy będą czekać w krótszych kolejkach, żyć dłużej i w lepszym zdrowiu. Pacjentów i pacjentki czeka tylko jeszcze większy chaos.

Z jednej strony resort zapewnia, że przy udzielaniu świadczeń komercyjnych osobne mają być personel, sprzęt, pomieszczenia, a z drugiej głównym motywem zmian według ministerstwa jest to, że łóżka i sale operacyjne stoją niewykorzystane. Więc jak? Czy na sprzęcie zakupionym za środki publiczne (np. wyposażenie sal operacyjnych) będą wykonywane komercyjne zabiegi, czy nie? Kto będzie płacił za serwis, eksploatację i wymianę publicznego sprzętu? Faktyczne spełnienie warunku odrębności sprzętu czy pomieszczeń wymagałoby znacznych nakładów ze strony (w znacznej części zadłużonych) publicznych jednostek. Odrębny blok operacyjny czy druga pracownia endoskopowa nie wyrosną w magiczny sposób na życzenie ministra. Jeszcze większe zażenowanie budzi pomysł odrębnej załogi, która miałaby pracować w nowej, komercyjnej części jednostek. Nie wiadomo, czy ministerstwo jest zorientowane, że Polsce mamy do czynienia z niedoborem większości medycznych kadr. Druga obsada szpitali naprawdę nie chowa się gdzieś za węgłem.

Projekt spotkał się ze znaczną krytyką ze strony niemal wszystkich środowisk, jako otwierający pole do licznych nadużyć. Szybko zareagowała premier Szydło, odbijając nowelizację „do ponownych analiz” w MZ. Chaos informacyjny, rysujący się wewnętrzny konflikt, brak szczegółów, działania wbrew wcześniejszym zapowiedziom – to pokazuje, że rząd Prawa i Sprawiedliwości się miota i nie jest w stanie stworzyć całościowego planu reformy systemu.

Tymczasem już od października ma wejść w życie sztandarowy projekt ministerstwa. Zgodnie z nowymi przepisami utworzony zostanie system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej (PSZ), czyli tzw. sieć szpitali. W sieci będą mogły znaleźć się placówki, które od co najmniej dwóch lat mają umowę z NFZ i w których funkcjonuje izba przyjęć albo szpitalny oddział ratunkowy. Drugiego warunku nie będą musiały spełniać szpitale ogólnopolskie, onkologiczne i pulmonologiczne.

Balicki o sieci szpitali PiS: I ty możesz zostać kosztem niechcianym

Sieć szpitali zupełnie zmienia sposób finansowania placówek. Zamiast kontraktów – czyli środków wyszarpanych zębami z NFZ-u – mają dostawać gwarantowane ryczałty obliczane m.in. w zależności od liczby pacjentów w poprzedzającym roku. W sieci niestety nie znajdą się szpitale jednospecjalistyczne, nie ma w niej również miejsca dla oddziałów geriatrycznych.

Na niewiele ponad trzy miesiące do wejścia w życie nowego systemu nadal nie wiadomo, które jednostki zostaną do niego zakwalifikowane. Wiele pytań ze strony pacjentów, związków zawodowych czy samorządów wciąż pozostaje bez odpowiedzi. W obawie przed utratą finansowania szpitale wykonują nerwowe ruchy w postaci fuzji czy przekształcania oddziałów. Do tego ministerstwo nakłada na szpitale dodatkowe obowiązki w postaci m.in. prowadzenia poradni specjalistycznych, a także nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej. Przełoży się to z pewnością na zwiększenie obciążeń już eksploatowanego do granic wytrzymałości personelu medycznego, który coraz odważniej protestuje przeciwko omijaniu norm czasu pracy, przeciążeniu obowiązkami, złym warunkom pracy i niskim płacom w sektorze.

Co ciekawe, MZ wcale nie planuje do końca kadencji zwiększyć odsetka środków wydawanych na publiczną ochronę zdrowia w odniesieniu do PKB! Skąd zatem znaleźć na to wszystko pieniądze? Wystarczy zestawić to pytanie z pomysłem komercjalizacji szpitali i już wiemy skąd. Mimo ostrożnych zachwytów neoliberalnych publicystów jest to jednak rozwiązanie obarczone jeszcze poważniejszymi skutkami od dziurawej ustawy o sieci szpitali.

Polski Fritzl? Nie, polski Kowalski

Komercyjne usługi w szpitalach publicznych oznaczają niezgodną z konstytucją segregację pacjentów ze względu na dochody. Więcej – wprowadzenie tego rozwiązania to prawdopodobnie koniec ery jednego płatnika w polskiej ochronie zdrowia. Nietrudno bowiem się domyślić, że odpłatności za komercyjne zabiegi bardzo szybko staną się obiektem zainteresowania prywatnych ubezpieczalni. Niestety minister Radziwiłł zdaje się albo nie dostrzegać zagrożenia niekontrolowanym przejściem do systemu ubezpieczeń zdrowotnych niczym z serialu Breaking Bad, albo też właśnie to jest jego ukrytym celem.

Nietrudno się domyślić, że odpłatności za komercyjne zabiegi bardzo szybko staną się obiektem zainteresowania prywatnych ubezpieczalni.

Wydaje się, że na prawicy nikt nie rozumie (potwierdza to relacja Porozumienia Rezydentów ze spotkania w MF), że każda złotówka wydana na ochronę zdrowia wraca do budżetu państwa (w postaci podatków z nieutraconej w związku z chorobami produktywności). Gdyby neoliberałom chodziło o dobro społeczeństwa, a nie o napychanie prywatnych kieszeni, to nawet oni powinni krzyczeć „Więcej kasy na zdrowie!”.

W polskiej ochronie zdrowia potrzebna jest zmiana paradygmatu, przejście od hasła „Ratujmy wszystko przed zawaleniem” do „Osiągajmy cele cywilizowanego państwa”. Czas przestać udawać, że ochrona zdrowia jest wielkim garnkiem, w którym wystarczy raz na jakiś czas zamieszać chochlą, aby zupa stała się smaczniejsza.

Zdrowie obywateli i obywatelek to jeden z najważniejszych celów dobrze działającego państwa. Polityka zdrowotna nie może być traktowana jako niewygodny koszt. Zmiany w ochronie zdrowia nie mogą polegać na pozornych działaniach, przesunięciach i reorganizacjach wprowadzanych przez kolejne rządy w celu mydlenia oczu wyborcom i wyborczyniom. Potrzebna jest radykalna reforma opierająca się na znacznym zwiększeniu finansowania. Wymaga to odpowiedzialnych rządów, które będą potrafiły postawić się lobbystom wielkiego biznesu i zwiększyć wpływy do budżetu w takim stopniu, w jakim wymaga tego sprawne funkcjonowanie państwa. W przeciwnym razie skutki zaniechań będą katastrofalne dla całego społeczeństwa.

Zapewnienie równego dostępu do dobrej jakości usług medycznych jest obowiązkiem państwa, które nie może tej odpowiedzialności spychać na prywatne firmy. Logika zysku nie może rządzić zdrowiem i życiem Polek i Polaków. Prawo do dobrej i skutecznej opieki zdrowotnej jest podstawowym prawem obywatelskim i nie może być przywilejem najbogatszych.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco