Kraj

Dymek: Czy PiS spróbuje odwołać Bodnara z funkcji RPO?

Granica, za którą demokratycznie wybrane rządy przestają mieć demokratyczny charakter.

Co jest granicą, za którą demokratycznie wybrane rządy przestają mieć demokratyczny charakter? To, wydaje mi się, sprawa do osobistego rozstrzygnięcia. Każdy uważa inaczej.

Kiedy rządziła koalicja Platformy Obywatelskiej i PSL-u oskarżenia o łamanie prawa i zasad demokracji padały wielokrotnie: przy okazji rzekomo sfałszowanych wyborów samorządowych, gdy „zmielono” podpisy w sprawie sześciolatków, na multipleksie nie znalazło się miejsce dla mediów Rydzyka, nawet z okazji reformy dotykającej Lasy Państwowe. Prezydent Andrzej Duda, gdy był europosłem, mówił że Polska nie jest państwem prawa, wicepremier prof. Piotr Gliński na stronach niezalezna.pl pisał, że Tusk w ogóle nie doszedłby do władzy, gdyby w Polsce była demokracja, ale tej nie było w III RP nigdy.

Po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości na analogiczne zarzuty nie trzeba było czekać długo, sam rząd zresztą dostarczył im treści. To że Komitet Obrony Demokracji nazywa się Komitetem Obrony Demokracji nie zostawia zbyt wiele pola na niuansowanie. Dla niemałej grupy – być może, jak podpowiadają sondaże, dla większości – Polek i Polaków kolejne „naprawcze” działania rządu i większości parlamentarnej w sprawie TK stanowią o niczym innym jak końcu demokracji. Dla mnie – choć bynajmniej nie znajduje usprawiedliwienia działań PiS wobec Trybunału – kolejną i ostatnią reduta, granicą za którą jest już chyba tylko zmiana konstytucyjnej nazwy państwa i jego ustroju, jest zamachnięcie się na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Dlaczego? Choćby dlatego, że o ile od pewnego momentu wojny z TK zakończyć PiS nie może, bo weszło w nią zbyt głęboko i faktycznie toczy się ona o politycznie istotną stawkę, tak kwestia ewentualnego ataku na RPO jest probierzem samowoli i buty.

To pokazanie, że naprawdę można rządzić w sposób „absolutnie suwerenny”. Jeśli PiS spróbuje odwołać dr Adama Bodnara z tej funkcji, to nie dlatego że faktycznie RPO dziś władzę ogranicza (przy sparaliżowanym Trybunale to wyjątkowo utrudnione), ale dlatego że może. Po prostu.

Już znaleźli się chętni, by PiS do tego ruchu ośmielić. To oczywiście Ordo Iuris, katolickie lobby, organizacja w gruncie rzeczy marginesowa, ale ciesząca się posłuchem polityków prawicy. Działalność Instytutu na rzecz Kultury Prawnej”zasługuje na osobny i szerszy tekst. Tu wystarczy jednak rzucić światło na kilka co głośniejszych wysiłków z ostatnich miesięcy.

Ordo Iuris reprezentowało dr Chazana w procesach przeciwko Piotrowi Ikonowiczowi i Leszkowi Millerowi. Ikonowicz został skazany w pierwszej instancji na trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu. Ta sama organizacja wnosiła o umorzenie postępowania przeciwko Witoldowi Tomczakowi ws. zniszczenia instalacji La Nona Ora Maurizio Cattelana w warszawskiej Zachęcie w 2000 roku, twierdząc że było ono „wejściem w akt twórczy dopełniający dzieła, zgodnie z jego interaktywnym i partycypacyjnym charakterem”. Ordo Iuris opowiada się za całkowitym zakazem aborcji – także zakazem przerywania ciąży z gwałtu. Jest przeciwko „automatycznej bezkarności” kobiet, które nie donosiły ciąży. To właśnie Ordo Iuris (oprócz samego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry) interweniowało w sprawie firmy poligraficznej z Łodzi, która odmówiła druku materiału z logo LGBT Business Forum. Sąd uznał drukarnię za winną i ukarał grzywną w wysokości 200 złotych. Ordo Iuris uznało to za pretekst, żeby domagać się pozbawienia Adama Bodnara stanowiska – dlatego, że w wywiadzie radiowym nie zgodził się z interwencją ministra.

W swojej petycji adresowanej do marszałków sejmu i senatu, premier i prezydenta Ordo Iuris pisze: „nie można milczeć, gdy konstytucyjny organ ochrony praw człowieka występuję przeciwko podstawowym wolnościom i prawom poręczonym w Konstytucji Rzeczypospolitej w imię partykularnych interesów subkultury LGBT. Wydarzenia ostatnich miesięcy dowodzą, że radykalny społeczny działacz Adam Bodnar nie podołał trudnej misji bezstronnego stania na straży naszych praw i wolności.”. Można by tego z tego histerycznego i pieniackiego dokumentu cytować więcej, ale w tym, pierwszym akapicie zawiera się wszystko. Adam Bodnar, broniąc osób LGBT, „występuje przeciwko podstawowym wolnościom”. Można tak stwierdzić tylko jeśli uważa się, że osoby LGBT nie mają praw, a dyskryminacja osób nieheteroseksualnych jest po prostu niemożliwa, to wymysł i fanaberia – autorzy petycji nie są od tego dalecy. W swoich analizach prawnicy Ordo Iuris nazywają prawa LGBT „prawami” w cudzysłowie. Każda inicjatywa Komisji Europejskiej, Europarlamentu czy Trybunału Sprawiedliwości UE jest z góry przekreślana jako niezgodna z „naturalnym porządkiem” i z polską konstytucją. Dla odmiany, w tej wizji świata możliwe jest dyskryminowanie i wykluczanie osób i grup społecznych „z powodu ich przywiązania do tradycyjnych wartości”.

Kiedy w Polsce ostatni raz wykluczono całą grupę społeczną z powodu przywiązania do tradycyjnych wartości, nie mam pojęcia. Wiem za to, że geje i lesbijski spotykają się z faktyczną dyskryminacją i nie da się tego zagadać bajkami o prześladowaniach, jakich rzekomo doznają w Polsce tradycyjnie usposobieni obywatele.

Można próbować oskarżać RPO o łamanie prawa albo sprzeniewierzanie się swoim obowiązkom, ale treść tej petycji to publicystyka – dość powiedzieć, że Paul Cameron, od którego badań zdystansowały się chyba wszystkie organizacje zawodowe naukowców (American Psychological Association wykluczyła go jako pierwsza) z którymi kiedykolwiek był związany, jest nazywany w niej „szanowanym naukowcem”. Fun fact: Cameron zanim ze swoimi antygejowskimi wykładami pojawił się w Polsce, gościł w Moskwie na zaproszenie młodzieżówki komunistycznej – o jego wątpliwych popisach naukowych tamże informował Uniwersytet Południowej Kalifornii. W petycji o odwołania pomieszane jest zresztą wszystko ze wszystkim: oskarżanie Bodnara o bycie „żołnierzem radykalnych ideologii” sąsiaduje z para-prawniczym językiem, który może sugerować postronnym czytelniczkom i czytelnikom petycji, że argumenty przeciwko Rzecznikowi Praw Obywatelskich mają konkretny charakter. Nie mają.

Ale co zrobi z petycją rząd? Mam wielką nadzieję, że tego frontu Prawo i Sprawiedliwość otwierać nie będzie. Ale „wielkich nadziei” związanych z tymi rządami było już sporo. Minister Ziobro zaktywizował się jako najwyższy interpretator prawa i zachowuje się, jakby do jego zawodowych obowiązków należało dyktowanie wyroków. Oby zatrzymał się choćby i w pół kroku teraz – zanim jego buta podpowie mu, że posłuchanie się radykałów i zamach na konstytucyjny organ władzy to dobry pomysł.

Dotychczas Bodnar, wbrew kierowanym w jego stronę insynuacjom, naprawdę nie zajmował się „radykalnym aktywizmem”, lecz interweniowaniem w sprawach poszkodowanych: dzieci w sierocińcach, biednych, rodzin, samotnych matek, skazanych.

Wykonywał swoją pracę. Jeśli zostanie pozbawiony tej możliwości, to będzie to przekroczeniem kolejnej granicy. Że PiS się nimi dotychczas nie przejmował? To fakt. Ale za odwoływanie RPO nikt się jeszcze w IIIRP nie brał. A jeśli się weźmie? Mam nadzieję, że nie tylko dla mnie jest to reduta. Atak na nią zjednoczy opozycję – od Razem, przez KOD po Nowoczesną i środowiska prawnicze jeszcze skuteczniej niż Trybunał.

POWSTANIE-UMARLYCH-HISTORIA-POWSTANIE-WARSZAWSKIE-Marcin-Napiorkowski

**Dziennik Opinii nr 217/2016 (1417)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Dymek
Jakub Dymek
publicysta, komentator polityczny
Kulturoznawca, dziennikarz, publicysta. Absolwent MISH na Uniwersytecie Wrocławskim, studiował Gender Studies w IBL PAN i nauki polityczne na Uniwersytecie Północnej Karoliny w USA. Publikował m.in w magazynie "Dissent", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku Gazecie Prawnej", "Tygodniku Powszechnym", Dwutygodniku, gazecie.pl. Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. 27 listopada 2017 r. Krytyka Polityczna zawiesiła z nim współpracę.
Zamknij