Kraj

Czy ZUS jest gotowy na przejęcie 500+?

W samorządach 500+ obsługuje 12 tys. urzędników. W ZUS-ie, który od stycznia przejmuje realizację programu, ma ich wystarczyć kilkudziesięciu – resztę załatwią zautomatyzowane systemy informatyczne. Tak przynajmniej mówi jego prezeska. Pracownicy są w trwodze, bo podobne zapowiedzi już słyszeli, a kończyło się na miesiącach pełnych nadgodzin.

O zmianach w 500+ sejmowa większość zdecydowała w połowie października. Najważniejszą z nich jest przeniesienie obsługi programu do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Obecnie formalnościami związanymi z przyjmowaniem wniosków i ich weryfikacją oraz wypłacaniem świadczeń zajmują się jednostki samorządowe. Od początku stycznia zadania te przejmuje ZUS. Gminy będą wypłacać pieniądze jeszcze do końca maja, bo wtedy skończy się bieżący okres świadczeniowy.

To tylko część zmian. Sejm zlikwidował możliwość pisemnego składania wniosków o przyznanie świadczenia – od nowego roku będzie można to zrobić wyłącznie elektronicznie. Koniec też z wypłatami 500+ w gotówce – środki będą transferowane tylko na rachunek bankowy. Co stoi za tą reorganizacją?

Obsługa tańsza o miliardy

Przede wszystkim zmniejszenie kosztów związanych z realizacją świadczeń.

„ZUS w dużym stopniu zrealizuje zadanie z wykorzystaniem posiadanych już zasobów kadrowych i infrastruktury technicznej. […] Dodatkową korzyścią jest optymalizacja procesu obsługi świadczenia poprzez wykorzystanie coraz bardziej powszechnych narzędzi, jakimi są systemy informatyczne, oraz położenie nacisku na bezgotówkowe formy wypłaty świadczenia wychowawczego” – poinformowało mnie Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. Redukcję kosztów obsługi ministerstwo szacuje na około 3,1 mld zł w latach 2022–2032.

Jednocześnie resort zaznacza, że przenosiny rządowego programu mają odciążyć samorządy. „Pozwoli im to na efektywniejsze realizowanie innych zadań ustawowych, w tym również walkę z ciągle obecnym zagrożeniem epidemicznym” – informuje ministerialny wydział prasowy.

Inaczej zmianę tę postrzega Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.

– To kolejny przejaw polityki Prawa i Sprawiedliwości wobec samorządów: chcą im dokopać i je osłabić, jednocześnie wzmacniając instytucję państwową. Taka polityka może odbić się negatywnie na pracownikach, i to zarówno samorządowych, jak i państwowych. Tych pierwszych dotkną zwolnienia, a tym drugim przybędzie pracy bez właściwej rekompensaty finansowej – tłumaczy Ostrowski.

Związkowiec dodaje, że osłabienie samorządów odbędzie się poprzez zwolnienia i redukcję urzędniczych etatów. W całej Polsce realizacją programu 500+ zajmuje się ok. 12 tys. osób. Ilu pracowników może stracić pracę? Polska Federacja Związkowa Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej jeszcze latem przeprowadziła w tej sprawie ankietę w gminach trzech województw: lubuskiego, podlaskiego i śląskiego. Z zebranych wtedy danych wynikało, że tylko jedna piąta jednostek nie przewidywała żadnych zwolnień. A jak teraz wygląda sytuacja?

Niepowtarzalny urok automatyzacji

– Dynamika zwolnień jest trudna do uchwycenia, bo mamy do czynienia z procesem rozłożonym na kilka miesięcy – wyjaśnia Paweł Maczyński, przewodniczący Federacji. – Mamy samorządy, które zwalniają pracowników. Niektóre mają wiele stanowisk do zlikwidowania, ale robią to pojedynczo, żeby uniknąć ustaleń w ramach zwolnień grupowych. Inne z kolei przenoszą etaty z ośrodków pomocy społecznej do gmin i tym samym zachowują miejsca pracy. Część osób wraca na stanowiska, na których pracowały przed przejściem do pracy przy 500+ – wyjaśnia związkowiec.

Możemy zapierdalać 16 godzin dziennie, ale do wygrania jest co najwyżej nagroda pocieszenia

Prezeska ZUS-u, prof. Gertruda Uścińska, jeszcze w październiku informowała, że zakład jest gotowy do przyjęcia nowych obowiązków. „Mamy do czynienia z nowoczesnym systemem informatycznym, który oparty jest na koncepcjach elektronicznego składania wniosku, ale także przekazywania środków na rachunek bankowy” – tłumaczyła na posiedzeniu sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Następnie zapowiedziała, że do obsługi „pięćsetki” zostanie przydzielonych dodatkowych kilkadziesiąt osób.

Na tym samym posiedzeniu przedstawiciele związków zawodowych działających w ZUS-ie wyrażali swoje niepokoje związane z obsługą świadczenia. Argumentowali, że automatyzacja nie załatwia wszystkiego, bo część wniosków trzeba będzie i tak zweryfikować ręcznie, a kilkadziesiąt osób może nie dać sobie z tym rady.

Ile dokładnie oznacza kilkadziesiąt osób? I czy tyle wystarczy do obsługi programu, nad którym wcześniej pracowało 12 tys. pracowników?

Pracownik tylko w wyjątkowych okolicznościach

O szczegółach zastosowanych rozwiązań informuje mnie Paweł Żebrowski, rzecznik ZUS-u. Przy realizacji rządowego programu zakład chce angażować pracowników wyłącznie do realizacji tych wniosków i czynności, które będą wymagały zastosowania wiedzy eksperckiej, przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego czy wsparcia klienta przy składaniu wniosku. Sprawy wymagające fachowej porady będą realizowane przez Centrum Świadczeń dla Rodzin w Białymstoku. Zespół ten ma liczyć około 90 pracowników. – Osoby, które obsługują sprawy rentowe czy emerytalne, nie będą zaangażowane w realizację 500+ – zaznacza rzecznik.

Radykalne zmniejszenie liczby pracowników niezbędnych do obsługi wniosków ma być możliwe dzięki zastosowaniu odpowiedniego oprogramowania, które obsłuży wnioski o świadczenia za pomocą zautomatyzowanych procesów. Rzecznik podkreśla, że już teraz około 80 proc. z nich jest składanych w formie elektronicznej, tylko że w samorządach były one obsługiwane ręcznie.

– W przypadku rozwiązań zastosowanych przez ZUS zrobi to za nich system informatyczny. Jest to możliwe między innymi dzięki wprowadzeniu wyłącznie elektronicznej formy wniosku – wyjaśnia rzecznik.

I powołuje się na Dobry start, rządowy program jednorazowego wsparcia uczniów rozpoczynających rok szkolny. Żebrowski: – Zastosowanie mechanizmów automatycznej walidacji pozwoliło na obsłużenie około 98 proc. wniosków o świadczenie Dobry start bez udziału pracowników. Dlatego przy rozpatrywaniu wniosków w ramach tego programu pracuje obecnie niewielka liczba pracowników.

Z czego zatem wynikają obawy pracowników i pracowniczek?

Nie pierwszy taki zryw

Na posiedzeniu sejmowej komisji prezeska mówiła, że realizacja dotychczasowych świadczeń pozaskładkowych, takich jak dodatek solidarnościowy czy bon turystyczny, odbywała się w sposób automatyczny, bez udziału pracowników pionów systemu ubezpieczenia społecznego. Obecni na sali związkowcy relacjonowali, że było inaczej: pracownicy byli delegowani między innymi do realizacji świadczeń dla przedsiębiorców w ramach tarcz antykryzysowych. I to zarówno w czasie pracy, jak i po godzinach.

Z tego powodu deklaracja prezes Uścińskiej o tym, że ZUS jest przygotowany do obsługi „pięćsetki”, spotyka się z rezerwą ze strony pracowników i obawami o nowe nadgodziny.

Narzekają oni na pogłębiające się braki kadrowe, niskie zarobki oraz fatalne warunki pracy, które stają się jeszcze bardziej dotkliwe, kiedy przychodzi do realizacji dodatkowych świadczeń. Czyli tych, do których realizacji według Uścińskiej nie trzeba pracowników podstawowych pionów zakładu. − Gdy przychodzi jakaś akcja do zrobienia, to pracownicy mają wszystko rzucić i robić te zadania. Tak było właśnie z tarczą – tłumaczyła mi Ilona Garczyńska, przewodnicząca Związkowej Alternatywy w ZUS-ie.

Pracownica ZUS: Na strajk czekam z utęsknieniem

Przypomnijmy: pracowniczki relacjonowały, że na początku pandemii zostały oddelegowane ze swoich stanowisk do weryfikacji wniosków z tarczy antykryzysowej. Wspominają, że przy nowych zadaniach spędzały po kilkanaście godzin dziennie, do pracy przychodziły też w weekendy. Zaznaczają, że to nie był pierwszy taki zryw, przez który nakręciła się spirala zaległości w bieżących obowiązkach. A tę trudno odkręcić przy takiej skali wakatów – w jednostkach w całej Polsce do obsadzenia jest ponad 1,3 tys. stanowisk.

Być może prezeska ma rację, ale…

Teraz pracowniczki martwią się, że tak samo będzie z 500+. − Prezes tłumaczy, że nie przybędzie im wiele obowiązków, bo wszystkim zajmą się komputery. A to nieprawda, każdy wniosek musi zweryfikować człowiek – mówiła Garczyńska.

Podobne wątpliwości zgłaszali przedstawiciele innych związków zawodowych na wspomnianym posiedzeniu Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. – Było mi przykro słuchać jako stronie społecznej, że 300+ obsługiwały automaty, podczas gdy ustawiały się kolejki na salach obsługi klientów, gdzie zakładaliśmy platformę usług elektronicznych, a pracownicy byli nadmiernie obciążeni tą pracą – mówiła Anna Sudoł, przedstawicielka zakładowej komisji NSZZ „Solidarność”.

USA: „Wielka rezygnacja” pracowników. Ludzie po prostu odchodzą

„ZUS od dłuższego czasu przygotowuje się do obsługi programu Rodzina 500+ od nowego roku. Zapewniam, że będziemy gotowi na czas. Mamy już doświadczenie w realizowaniu tak dużych projektów” – deklaruje prezeska ZUS-u na łamach zakładowych aktualności.

Pracowniczki ZUS-u nie bardzo w to wierzą i obawiają się przeciążenia nowymi obowiązkami. – Być może ma ona rację, kiedy mówi, że tym razem ZUS poradzi sobie z weryfikacją wniosków. Przekonamy się o tym wkrótce – mówi Piotr Ostrowski. I dodaje: – Obawy pracowników, że będzie jednak inaczej, są uzasadnione. Problemem jest zaufanie do pani prezes: bo skoro to samo mówiła w przeszłości, a ostatecznie i tak dokładano zadań pracownikom, to trudno jest uwierzyć, że tym razem będzie inaczej.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Mateusz Kowalik
Mateusz Kowalik
Dziennikarz Krytyki Politycznej
Dziennikarz, stały współpracownik Krytyki Politycznej. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej dziennikarz „Gazety Wyborczej”.
Zamknij