Kraj

COVID OCD-20

Fot. Elizaveta Dankevich/Unsplash

Dzisiaj, kiedy mycie rąk stało się gestem niemal patriotycznym – myjąc ręce ratujesz siebie i resztę obywateli przed wirusem – osoby cierpiące na OCD, czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, mogą czuć się szczególnie zagubieni.


Umyj ręce. Usiądź. Weź się do pracy. Pomyśl o czymś czego się boisz. To sprawi, że poczujesz się brudny. Umyj ręce. Czynność powtórz wielokrotnie. Schemat ten świetnie znają osoby cierpiące na OCD, czyli zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Dzisiaj, kiedy mycie rąk stało się gestem niemal patriotycznym – myjąc ręce ratujesz siebie i resztę obywateli przed wirusem – OCD-owcy mogą czuć się szczególnie zagubieni. Coś z czym walczyli przez lata, udając się do terapeuty, biorąc leki, nagle stało się wysoce pożądane: obsesyjnie myśl o koronawirusie, kompulsywnie myj ręce i restrykcyjnie przestrzegaj zasad higieny. W związku z pandemią wiele mówimy o zdrowiu fizycznym oraz o kondycji gospodarki, ale często zapominamy, że to z czym aktualnie mierzymy się każdego dnia, wpływa również na nasze zdrowie psychiczne.

Nie będę ukrywał, nie piszę tego tekstu z obiektywnego punktu widzenia. Sam przez lata zmagałem się i poniekąd zmagam się z OCD, bo OCD, podobnie jak wiele innych zaburzeń, można przede wszystkim zredukować, ale niemal nigdy w pełni wyleczyć.

OCD sprowadza się do obsesyjnych obaw: przed rozwodem, zdradą, chorobą, śmiercią, itd. Jednostka, żeby stłumić myśli budzące trudny do zniesienia niepokój, włącza w obręb swoich działań magię: „Jeśli umyję ręce, to nic się nie stanie”; „jeśli zawsze ruszę z prawej nogi, wszystko pozostanie w najlepszym porządku”; „jeśli zamieszam osiem razy herbatę, nie spotka mnie nic złego”. I na chwilę po wykonaniu powyższych czynności niepokój ustaje, aż do następnej natrętnej myśli. Wtedy wszystko trzeba powtórzyć. I jeszcze raz. I tak w kółko.

Na dodatek czasem człowiek nie jest pewien: czy na pewno ruszył z prawej nogi, czy zamieszał osiem razy, czy odpowiednio umył ręce? Nagle więc czas się zatrzymuje. Delikwent stoi w miejscu i wciąż rusza z prawej nogi, zupełnie tak, jakby zacięły się w nim jakieś trybiki albo jakby urwał się z Ministerstwa Dziwnych Kroków. Nie ma jednak innego wyjścia, bo tym razem musi powtórzyć czynność magiczną ilość razy, czyli dajmy na to, osiem. Jeśli tego nie zrobi, z pewnością stanie się coś złego. A jeśli to nie pomoże, to tamtą ósemkę należy jeszcze pomnożyć razy osiem, co daje sześćdziesiąt cztery powtórzenia.

Życie osoby cierpiącej na OCD to trudna do zrozumienia dla postronnych plątanina rytuałów, wieczna walka o przetrwanie i chęć zapobieżenia katastrofom. Ktoś mógłby stwierdzić, że wystarczy prosta racjonalizacja zaburzeń. Uświadomienie, że od mycia rąk i mieszania herbaty nikt jeszcze nie ustrzegł się przed nieszczęściami. Tyle, że OCD-owcy świetnie to wiedzą. Jednak lęk, który w nich narasta, jeśli po obsesyjnej myśli nie odczynią swoich rytuałów, jest tak ogromny, że wolą stać się groteskowymi szamanami własnego kultu, niż dłużej męczyć się z pulsującym bólem duszy, który przeszywa ich od środka.

Odkąd w debacie publicznej pojawił się temat koronawirusa, mój lęk przed tym, że dawne objawy OCD nasilą się, wzrósł wysoce ponad przeciętną. Wraz z kolejnymi obostrzeniami wprowadzanymi przez rząd coraz silniej zacząłem odczuwać na karku oddech niewidzialnego wroga. Po wyjściu z domu chowam głowę w kołnierz, zupełnie tak, jakbym chciał wytworzyć wokół siebie tarczę obronną, bo przecież zdradziecki przeciwnik może czaić się nie wiadomo gdzie. Co prawda bezpośrednio roznosi go człowiek, ale przez wiele dni utrzymuje się na powierzchniach (tak piszą), a i w powietrzu potrafi przetrwać kilka godzin (tak mówią). Zagrożenie czai się wszędzie. A przecież każdy coś słyszał, każdy coś wie, a to, że trzeba nosić maseczki i rękawiczki, a to, że nie. Wszyscy staliśmy się specjalistami od koronawirusa, czy też raczej specjalistami w szerzeniu fakenewsów na jego temat.

Kiedy już wrócę do domu, czuję się niemiłosiernie brudny. Tak, że nawet po kąpieli w pomyjach czułbym się czystszy. Pierwsza myśl, jaka mi towarzyszy, to rozebrać się do naga, wrzucić wszystko do pralki (a jeszcze lepiej spalić!), wziąć długi prysznic i szorować się w nieskończoność. A jeśli wraz ze mną próg przekroczyły np. zakupy, to najlepiej poddać je sterylizacji, dajmy na to wyczyścić mydłem i przemyć spirytusem. Nawet jeśli wielu specjalistów, którzy radzą nam, jak zachować się w obliczu pandemii, uzna część tych działania za sensowne, to z pewnością nie będzie radziło już dalszych środków zaradczych. A takie mogą się pojawić w głowie osoby cierpiącej na OCD – kolejne sekwencje mycia i odkażania, mimo iż nie ruszyłem się z własnego fotela. Bo tym, z czym zmaga się OCD-owiec, nie jest koronawirus, ale lęk przed nim.

Bendyk: Koronawirus obnażył słabości nowoczesnych państw. Oddajemy więc wolność Lewiatanowi

Wielu specjalistów, którzy postanowili zabrać głos w sprawie zdrowia psychicznego podczas trwania społecznej kwarantanny, zwróciło uwagę, że dobrą metodą na zredukowanie stresu, kiedy jesteśmy zmuszeni siedzieć w domu, może być skupienie się na rutynowych działaniach. Pomóc ma np. ustalenie planu dnia, wyznaczenie godzin na konkretne czynności. Czy jednak jest to dobra rada dla osób z OCD?

W moim przypadku, kiedy objawy OCD były najsilniejsze, najtrudniejszymi porami dnia były ranek i wieczór – momenty najbardziej zrytualizowane. To wtedy musiałem wykazać się chirurgiczną precyzją w wykonywaniu poszczególnych czynności, co zazwyczaj kończyło się niepowodzeniem i ich wielokrotnymi powtórzeniami. Moje życie było naznaczone paradoksem rodem z książki Josepha Hellera.

Z jednej strony potrzebowałem skomplikowanego cyklu czynności, żeby się uspokoić, z drugiej przytłoczony perspektywą zadania, jakie miałem wykonać, nie byłem w stanie rozpocząć ich wykonywania. Skutkowało to letargiem i w rezultacie prowadziło do wielu minut bezczynności zanim zabrałem się do odprawiania nieznośnej ceremonii. Często to niekonwencjonalne czynności, wybijające z rutyny, pozwalały na chwilę uwolnić się od schematu narzuconego przez OCD. Wszystko dlatego, że OCD najsilniej działało w rzeczywistości oswojonej, w innych przypadkach potrzebowało nieco czasu na przystosowanie do nowych warunków.

W rozmowie z psychiatrą usłyszałem, że w czasach pandemii objawy OCD należy traktować jako supermoc. Reszta społeczeństwa nigdy nie walczyła z zagrożeniami poprzez mycie rąk, a większość z nas tak! Na dodatek, być może po raz pierwszy, źródło naszego lęku jest jak najbardziej realne. Koronawirusem, choć go nie widzimy, możemy się zarazić, a dbanie o higienę jest jednym z podstawowych oręży w walce przeciwko zakażeniu.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w OCD racjonalna obawa bywa iskrą, która roznieca to, co nierealne i zamiast zasadnej walki o zdrowie łatwo można stać się wojownikiem w batalii z własnymi demonami. Dlatego musimy bacznie zerkać na naszej reakcje i ze słabości uczynić siłę. A ponad wszystko, siostry i bracia OCD-owcy, nie wstydźmy się naszych zaburzeń, mówmy o nich szczerze i otwarcie, śmiejmy się z nich. Tym, co nas zabija, jest chęć podporządkowania się normie społecznej. Skrzętnie ukrywamy kompulsywne rytuały tak, żeby nikt nie pomyślał, że jesteśmy „jacyś dziwni”. Przez lata nie zdradzałem się np. z moim notorycznym liczeniem do ośmiu (niemal przy każdej czynności), czy też kompulsywnym myciem rąk, kiedy to niemal skradałem się do łazienki, żeby nikt nie zorientował się, że będę je mył po raz setny tego dnia. Tylko najbliżsi, znajdujący się w moim otoczeniu i uważnie wpatrzeni w to jak funkcjonuję, dostrzegali pewne objawy, np. tak pożądane dzisiaj niedotykanie rękoma klamek i włączników do świateł (zamiast tego używałem skrawka ubrania bądź łokcia). Akceptacja własnych zaburzeń, złapanie do nich dystansu są ogromnymi krokami w stronę lepszego samopoczucia. Dzisiaj, kiedy mamy swoją OCD-owską super moc, równie istotna może być rozmowa z innymi bądź żart, który najpewniej da nam nieco ulgi. Nie bądźmy więc jak Peter Parker, Bruce Wayne i Clark Kent, nie ukrywajmy się pod maskami, kiedy nasilają się objawy zaburzeń. Po prostu uczmy siebie i bliskich egzystować z tym, co mamy, a będziemy o krok od tego, żeby zakuć demony w łańcuchy i wykorzystać je przeciwko wspólnemu wrogowi – koronawirusowi.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.