Kraj

Antyrepresja na telefon. Szpila ci pomoże, kiedy po proteście wylądujesz na dołku

722 196 139 – to numer telefonu kolektywu Szpila. Jest czynny całą dobę. Dzwonią tam osoby zatrzymane przez policję na demonstracjach Strajku Kobiet, a pomoc prawna udzielana jest bezpłatnie. Choć policja czasem utrudnia prawnikom dostęp do zatrzymanych, kolektyw zapewnia, że w zmaganiach z państwem nikt nie zostanie bez pomocy.

Po proteście czasami nie śpią do samego rana, bo chcą pomóc każdej osobie, którą zatrzymała policja. Za pracę dla obywateli prawniczki nie biorą ani złotówki. Pro bono działają też aktywistki, które wychodzą na pierwszą linię między manifestacją a kordony policji. I koordynatorki, które organizują działania antyrepresyjnego kolektywu Szpila.

Gdy rusza protest, ona się szykuje, żeby pomóc osobom zatrzymanym przez policję. Czasami oznacza to, że będzie musiała jechać do Legionowa albo Mińska Mazowieckiego. – Mam tam łatwiejszy dojazd, bo mieszkam po prawej stronie Wisły – tłumaczy Agata Bzdyń, warszawska radczyni prawna. Bzdyń należy do kolektywu Szpila, który zrzesza prawniczki i prawników nieodpłatnie pomagających osobom zatrzymanym podczas antyrządowych demonstracji w Warszawie. Pierwszy raz interweniowała 7 sierpnia ubiegłego roku, kiedy po demonstracji solidarności z Margot na Krakowskim Przedmieściu policja zatrzymała 48 osób. – Wyczekiwałam wtedy na komendzie na Wilczej na widzenie z zatrzymanymi. Od tamtej pory współpracuję z kolegami i koleżankami z kolektywu. Można powiedzieć, że Szpila w obecnym kształcie zawiązała się tamtej nocy na dyżurce komendy – tłumaczy.

Do dzisiaj prowadzi sprawy pięciu z zatrzymanych wtedy osób. A od początku protestów organizowanych przez Ogólnopolski Strajk Kobiet przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji pomogła kolejnym dziesięciu. Policja coraz częściej wywozi zatrzymanych do komisariatów poza Warszawą, nierzadko nie informując o tym, dokąd ich zabiera. Tak było na przykład po pikiecie solidarnościowej przed siedzibą sądu okręgowego, zwołanej, kiedy prokuratura skierowała wniosek o tymczasowe aresztowanie jednej z uczestniczek wcześniejszego protestu. Osoby zatrzymane przed gmachem w al. „Solidarności” wywieziono później poza Warszawę. Kolektyw telefonował do wszystkich komend pod miastem i je odnajdywał – opowiada prawniczka.

Odmowa mandatu to czasem wręcz obowiązek

Prawnicy jeżdżą pomagać zatrzymanym na komendach w Pruszkowie, Piastowie, Nowym Dworze Mazowieckim, Wołominie, Otwocku, Grodzisku i Mińsku Mazowieckim. Kiedy zgłasza kolektywowi gotowość do działania, zazwyczaj zaznacza, że obstawia komendy z prawej strony Wisły, włączając w to podwarszawskie miasta. – Z racji zamieszkania tam dotrę najprędzej. W kolektywie bierzemy pod uwagę racje logistyczne – opowiada Bzdyń.

W pracy pomaga jej też aplikantka radcowska Natalia Bułanow. Pomoc zatrzymanym w formie pro bono oznacza nie tylko kontakt z osobą zaraz po zatrzymaniu, ale jeśli taki jest rozwój sytuacji, także obecność przy przesłuchaniach, czytanie akt, pisanie zażaleń, a następnie udział w postępowaniu karnym lub wykroczeniowym.

Manifestanci wiozą prawnika na komendę

Interwencja w sprawie 48 osób zatrzymanych na Krakowskim Przedmieściu była jedną z pierwszych inicjatyw Szpili. Kolektyw założyły miesiąc wcześniej feministyczne aktywistki i prawniczki. W pierwszym okresie nie miały wielu okazji do interweniowania. To się zmieniło 22 października, kiedy Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że poważne uszkodzenie płodu nie może być przesłanką do przeprowadzenia aborcji. Już tamtego dnia funkcjonariusze zatrzymali kilkanaście osób uczestniczących w pierwszej, spontanicznej demonstracji. Wtedy, tak jak i w kolejnych tygodniach, pomocy zatrzymanym udzielili prawnicy i prawniczki ze Szpili.

Niedawno od wydania niesławnego orzeczenia minęło sto dni. W tym czasie odbyły się dziesiątki manifestacji, przy których asystowała Szpila. Z tej okazji antyrepresyjny kolektyw podsumował swoje działania.

Szpila informuje, że między 22 października a 29 stycznia doszło do 150 sytuacji, w których uczestnicy manifestacji byli czasowo pozbawieni wolności – czy to przez dłuższe przetrzymywanie w radiowozie, czy zatrzymanie na komisariacie. W tym drugim przypadku zanotowano ponad 80 zatrzymań na noc, a 62 razy osoby opuszczały komendę jeszcze tego samego dnia. W tym okresie prawnicy i prawniczki jeździli ze wsparciem prawnym na komendy w miastach oddalonych od Warszawy nawet o 50 km. Najczęściej stawianym po zatrzymaniu zarzutem było „naruszanie przepisów w miejscu publicznym”, czyli udział w zgromadzeniu, które policja uznaje za nielegalne. Protestującym zarzucano także m.in. naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza, niewylegitymowanie się na jego wezwanie, nieprzestrzeganie zakazów w czasie pandemii czy uszkodzenie zabytku.

Szpila prowadzi działania wtedy, kiedy poproszą o to organizatorki. Kolektyw współpracuje z setką prawników i prawniczek, spośród których około 40 osób angażuje się najbardziej regularnie. Jedną ze współzałożycielek jest Marta Puczyńska, która współkoordynuje pracę prawników w sytuacjach wymagających pomocy. Wcześniej przez kilka lat działała w grupach antyrepresyjnych przy Ogólnopolskim Strajku Kobiet. W dniu protestu koordynatorki zbierają się w mieszkaniu jednej z nich lub w siedzibie którejś z zaprzyjaźnionych organizacji pozarządowych. – Najpierw obdzwaniamy naszych prawników, żeby wiedzieć, kto danego wieczora będzie dostępny. A później siedzimy przy telefonie i czekamy, aż ktoś będzie potrzebował pomocy – tłumaczy Marta.

W trakcie protestów lub po nich do Szpili dzwonią funkcjonariusze policji, którym numer telefonu kolektywu podały zatrzymane osoby potrzebujące adwokata i wsparcia prawnego. Wtedy koordynatorka kieruje do takiej osoby jednego z będących w gotowości prawników. Często zdarza się jednak, że policja utrudnia kontakt z prawnikami, a osoby zatrzymanie nie zawsze pamiętają numer telefonu. Dlatego Szpila uruchamia działania prawników także wtedy, kiedy trafi do nich tylko imię i nazwisko zatrzymanej osoby. Aktywistki obdzwaniają komendy w poszukiwaniu zatrzymanej osoby, żeby móc wysłać do niej adwokata. – Często siedzimy do rana, żeby mieć pewność, że wszyscy dostali wsparcie. Za zatrzymanymi prawnicy najczęściej jeżdżą na komendy własnymi samochodami, a czasami same organizujemy dojazd. Zdarzało się, że inni protestujący zawozili prawnika na komendę – opowiada aktywistka.

Uprasza się o niepryskanie posłankom gazem w twarz

Skala zatrzymań i antyobywatelskich działań policji sprawia, że aktywistki ze Szpili mają ręce pełne roboty. – To nie jest tak, że po proteście jest cisza. Regularnie dzwonią też ludzie, którzy byli zatrzymani i nie wiedzą, co robić dalej. Dzielimy się pracą, wyznaczamy dyżury, ale jesteśmy przemęczone i niewyspane. Mimo to widzimy, że świadczymy realną pomoc. A ludzie obdarzają nas wdzięcznością – mówi Marta. I podkreśla, że Szpila nie jest ani pierwszą, ani jedyną grupą antyrepresyjną w Polsce. – To, jak działamy, wynika z wieloletniego doświadczenia innych osób, które poświęcały na to swój czas. O nas jest teraz głośno, bo też wydarzenia, przy których pomagamy, są bardzo głośne i medialne.

„Jest w radiowozie, ale nie wiadomo, dokąd jedzie”

Adwokat Jerzy Podgórski zgłosił się do Szpili po tym, jak w lipcu ubiegłego roku policja zatrzymywała osoby wieszające tęczowe flagi na stołecznych pomnikach. – A do tego zatrzymywała je, stawiając im zarzut znieważenia tych pomników. Wtedy dałem znać Marcie, że gdyby ktoś potrzebował wsparcia pro bono, to ja chętnie pomogę – opowiada Podgórski. Od tamtego czasu wsparł już ponad 20 osób. Pomoc prawnika przy zatrzymaniu trwa co najmniej cztery godziny, jeśli funkcjonariusze prowadzą czynności sprawnie. – Czasami takie czynności kończą się o pierwszej w nocy, ale zdarzały się sytuacje, że trwały nawet do piątej rano. Ale jeśli osoba zostaje osadzona na noc, to wszystko przeciąga się do następnego dnia i może trwać nawet do wieczora, zwłaszcza jeśli w sprawę zaangażowana jest także prokuratura – tłumaczy adwokat.

Dlatego adwokaci zrzeszeni w kolektywie niekiedy zastępują się nawzajem, by zatrzymani nie zostali bez reprezentacji prawnej. A wywożenie zatrzymanych za miasto utrudnia im pracę. – Zanim dotrzemy na miejsce, to trwa już np. sporządzanie protokołu zatrzymania, a zatrzymany nie mógł jeszcze się z nami spotkać – mówi prawnik. Wyjaśnia, że funkcjonariusze powinni przeprowadzać czynności na komendzie właściwej miejscowo, czyli np. po protestach w Śródmieściu zatrzymani powinni trafić na komendę przy ul. Wilczej lub przy ul. Zakroczymskiej.

Wtargnięcie na teren trybunału to żaden radykalizm. Radykałem jest tu władza

Galimatias wynika nie tylko z wywożenia poza Warszawę, bo uciążliwe bywają też poszukiwania po stołecznych komendach. – Podczas jednej z pierwszych demonstracji, które były pacyfikowane, zaopiekowałem się osobą zatrzymaną na Trasie Łazienkowskiej. Na Wilczej dyżurny powiedział, że jest ona w radiowozie, ale nie wiadomo, dokąd jedzie. Dopiero po chwili wyjaśnił, że znajduje się już na Jagiellońskiej – opowiada Podgórski. Na praskim komisariacie funkcjonariusze nie pozwolili mu jednak wziąć udziału w czynnościach z udziałem zatrzymanej. A ta trafiła na komendę m.in. dlatego, że zdaniem policji zachodziła obawa jej ukrycia. Tymczasem policjanci przed zatrzymaniem nie próbowali nawet wylegitymować tej osoby, tylko siłą od razu zaciągnęli ją do radiowozu. – Złożyłem zażalenie na to zatrzymanie, a sąd też uznał je za bezzasadne i nieprawidłowe.

Obywatelskie instrukcje dla zatrzymanych

Wszyscy moi rozmówcy podkreślają, że taka skala pomocy nie byłaby możliwa, gdy nie lotna grupa antyrepresyjna, której członkowie i członkinie działają w terenie podczas manifestacji. To oni chodzą między uczestnikami protestu z markerami w dłoni i chętnym zapisują numer telefonu Szpili. – Dla nas najważniejsze jest to, żeby wszystkie protestujące osoby czuły się bezpiecznie, a w tym na pewno pomoże numer zapisany na przedramieniu – opowiada Wanda (imię zmienione), członkini grupy, która wspiera kolektyw Szpila. Tłumaczy uczestnikom manifestacji, jak reagować na próbę wylegitymowania, ukarania mandatem czy zatrzymania. Przy tym ostatnim dobrze jest na przykład wykrzyczeć swoje imię i nazwisko, bo to ułatwi działania koordynatorkom przy telefonie i prawnikom.

Część telefonów do Szpili pochodzi właśnie od demonstrantów, którzy usłyszeli i przekazali kolektywowi wykrzyczane personalia zatrzymanych. – Cieszymy się, że uczestnicy sami się organizują, żeby jak najszybciej pomóc osobom zatrzymanym. Sami nawet błyskawicznie pytają zatrzymanych, jak się nazywają, i dzwonią po pomoc dla nich, mimo że się z nimi nie znają. I rozdają sobie nawzajem nasz numer. Raz nasz aktywista został zamknięty w kotle. Z zewnątrz ktoś krzyczał do niego z pytaniem, czy ma numer do Szpili – opowiada aktywistka.

Czy Kaczyński pójdzie na całość?

Ale lotni starają się także udaremnić niektóre działania policji. Wanda nie zdradza szczegółów taktyki, opisuje jednak założenia. – Staramy się nie dopuścić do poszatkowania demonstracji, żeby utrudnić zamykanie ludzi w kotłach. Czasami policja wyrywa przypadkowe osoby z tłumu. My staramy się być tam, gdzie policja używa przemocy, i jej zapobiegać – opowiada Wanda. Dodaje, że interweniują też, kiedy policjanci chcą karać mandatami. – Namawiamy osoby, żeby ich nie przyjmować. Wiemy, jakie są nasze prawa, i udowadniamy policjantom, że nie mają podstaw do karania.

Aktywistka relacjonuje, że przedstawiciele lotnej grupy sami wielokrotnie lądowali na noc na dołku i byli zamykani w kotłach. Jedna z członkiń wyszła z manifestacji z połamanymi żebrami. – To wszystko bardzo obciąża fizycznie i psychicznie. Jest nas niewiele, ale byliśmy na każdej manifestacji w Warszawie. Chcemy, żeby każdy mógł manifestować w imię wspólnych dla nas wartości.

Członkowie grupy opowiadają o podobnych przejściach. – Wszyscy, jako aktywiści, na własnej skórze doświadczyliśmy opresji policji. Ta opresja trwa od dawna, ale była skupiona na konkretnych, mniej licznych grupach. I nie było masowych protestów. Wiemy, co się dzieje z maltretowanym ciałem, rozumiemy traumy, które mogą spowodować działania policji. Swoją siłą i doświadczeniem jesteśmy w stanie pomóc, żeby jak najmniej osób przez to przechodziło.

Prawo i przemoc. O źródłach brutalności policji

Podgórski tłumaczy, że w większości przestępstw, o które podejrzewa się protestujących, pokrzywdzonym jest policjant, i to właśnie ten, który dokonał zatrzymania. – Jest on elementem władzy państwowej, zeznania tego policjanta są głównym dowodem w sprawie, a w praktyce bywa, że jedynym istotnym. I to policja później oskarża. Zwłaszcza w takich sprawach nie możemy zostawić samym sobie obywateli sprzeciwiających się opresji państwa, które ogranicza ich prawa. Zmagania obywatela z państwem wymagają pomagania temu pierwszemu. Ta pomoc prawna jest częścią wspólnej walki o prawa człowieka.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Mateusz Kowalik
Mateusz Kowalik
Dziennikarz Krytyki Politycznej
Dziennikarz, stały współpracownik Krytyki Politycznej. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Były dziennikarz „Gazety Wyborczej”, publikował m.in. w „Dużym Formacie” i „Magazynie Świątecznym”.
Zamknij