Czytaj dalej, Gospodarka

Jak prymusi obalili Theranosa

Fot. materiały promocyjne Theranos

Historia wzlotu i upadku Theranosa, medtechowej firmy z Doliny Krzemowej, która okazała się wielkim szwindlem, brzmi jak nieco upiorna bajka.

Po pierwsze dlatego, że jej założycielom udało się nabrać poważnych inwestorów i autorytety na coś, co od początku wydawało się podejrzane jej szeregowym pracownikom. Po drugie – bo ich bunt w dużej mierze doprowadził do odkrycia prawdy o Theranosie. Na polskim rynku ukazała się właśnie książka Johna Carreyrou Zła krew. Największy skandal w historii start-upów, która podsumowuje wieloletnie dziennikarskie śledztwo w tej sprawie.


Theranos powstał w 2003 r. Założyła go zaledwie 19-letnia wówczas Elizabeth Holmes – pomysłodawczyni bezbolesnej metody pobierania krwi i efektywnego badania jej w wygodnym przenośnym urządzeniu. Brzmi filmowo i rzeczywiście było to zbyt piękne, żeby być prawdziwe. Aparat do analizy próbek pobranych od pacjentów okazał się bublem, którego niezawodność, potwierdzona niezależnymi badaniami, wyniosła… 12 proc.

Jak Holmes udało się przez dziesięć lat czarować inwestorów, skutecznie unikać kontroli i zarabiać miliony, pokazał już dostępny na platformie HBO GO dokument Wynalazczyni. Dolina Krzemowa w kropli krwi. W filmie Alexa Gibneya mocno wybrzmiewa teza, że o długoletniej bezkarności kierownictwa Theranosa zdecydowała poniekąd sama kultura Doliny Krzemowej: miejsca, gdzie geniusze pracują nad technologiami przyszłości, inwestorzy potwierdzają ważność ich dokonań, hojnie je finansując, a mediom pozostaje tylko opisywać to wszystko z nabożną czcią. Dopóki „hajs się zgadza”, nikt nie zagląda za kulisy.

Czy Polska ma coś wspólnego z Doliną Krzemową?

Książka Johna Carreyrou, która w Polsce wychodzi dwa lata po amerykańskiej premierze, pokazuje, że to nieco zbyt szybka diagnoza. Z reportażu dwukrotnie nagrodzonego Pulitzerem dziennikarza śledczego „Wall Street Journal” wynika, że Theranosa podtrzymywała przy życiu kultura pracy, która miała niewiele wspólnego z tą stereotypowo kojarzoną ze start-upami z Doliny Krzemowej.

Ściany mają uszy

Theranos zatrudniał najlepszych specjalistów od medycyny i nanotechnologii. Kupował ludzi, którzy mieli za sobą wieloletnie kariery w uznanych ośrodkach badawczych i wielkich firmach. Wszyscy oni dali się uwieść opowieści o genialnej maszynie, która bezbłędnie wykonywała kilkaset różnych badań krwi, analizując zaledwie kilka kropel pobranych z palca.

Problem w tym, że kiedy już pracowali dla Theranosa, szybko odkrywali, że pomysł Elizabeth Holmes jest nie do zrealizowania. Żeby całość działała bez zarzutu, trzeba było przede wszystkim mocno okroić liczbę wykonywanych badań i zwiększyć próbkę krwi. Tylko że wtedy analizator Theranosa przestałby być cudem techniki, z którego każdy mógłby korzystać we własnym domu czy na stoisku w osiedlowym sklepie, jak planowała Holmes. Byłby po prostu jednym z już dostępnych na rynku urządzeń, które podają kilkadziesiąt parametrów krwi pobranej z żyły, a wszystko odbywa się w gabinecie lekarskim.

Nie bójmy się start-upów, tylko „Doliny Krzemowej nad Wisłą”

Jak łatwo się domyślić, w coś takiego nikt nie zainwestowałby miliardów dolarów. Firma produkująca coś, co już dawno wymyślił ktoś inny, nie przyciągnęłaby specjalistów od zarządzania z Google’a czy designerów z Apple’a i nie zainteresowałaby swoją ofertą wojska ani jednej z największych sieci supermarketów. Dlatego Holmes postanowiła blefować, że wszystko idzie zgodnie z planem. Tylko jak to zrobić, mając najlepszych na świecie specjalistów, którzy już wiedzą albo za chwilę będą wiedzieli, jaka jest prawda?

„Z pewną obawą wysyłam, a nawet piszę niniejszy list. Theranos niezwykle poważnie traktuje kwestie poufności oraz wymaga trzymania wielu informacji w tajemnicy, więc zawsze bałam się puścić parę z ust… Wstydzę się jednak, że dopiero teraz odważyłam się złożyć tę skargę” – pisała zatrudniona w laboratorium Theranosa Erica Cheung do agencji CMS (Centers for Medicare and Medicaid Services), instytucji pełniącej m.in. funkcję kontrolną nad podmiotami związanymi z ochroną zdrowia w USA.

Ten mail dobrze oddaje atmosferę, jaką stworzyli w firmie Holmes i prezes Sunny Balwani. Pracownicy byli zastraszani i podsłuchiwani; kiedy zgłaszali merytoryczne uwagi, zarzucano im nielojalność czy wręcz sabotaż, a także utrudniano im kontakty z innymi działami, nawet jeśli teoretycznie mieli z nimi współpracować (dzięki temu niemal każdy w Theranosie znał część prawdy o oszustwie, ale nie mógł porównać swoich informacji z tym, co wiedzieli inni). Osobom, które rozmawiały z mediami, kierownictwo groziło wielomilionowymi pozwami.

Jednak bez byłych pracowników start-upu nie doszłoby do zewnętrznych kontroli i nie byłoby publikacji „Wall Street Journal”. Holmes i Balwani zdemaskowali i zastraszyli pierwszego informatora Carreyrou. Młody mężczyzna najpierw odmówił dalszej współpracy z dziennikarzem, później sam się z nim skontaktował. Podobnie jak Cheung, argumentował, że nie chce dłużej przykładać ręki do czegoś, co może zagrażać ludzkiemu życiu.

Czy byliby mniej odważni, gdyby nie byli najlepsi? Czy gdyby Theranos zatrudniał przeciętniaków, którym trudno byłoby znaleźć kolejną pracę – działałby do dzisiaj?

Dolina Krzemowa jak Biedronka

Wydaje się, że nie, bo przecież przykłady pracowniczej odwagi można znaleźć w innych środowiskach. Firma PG&E, która świadomie zatruwała wodę w amerykańskim miasteczku, narażając jego mieszkańców na nowotwory, trafiła przed sąd dzięki uporowi słynnej Erin Brockovich – archiwistki w kancelarii prawnej. W Polsce na początku lat dwutysięcznych głośno było o sprawie Bożeny Łopackiej, byłej kierowniczki jednego ze sklepów Biedronki, która wygrała proces o 27 tysięcy złotych z tytułu zaległego wynagrodzenia i obnażyła wyzysk pracowników w tej sieci.

Biedronka blokuje strajk

Żadna z nich nie reprezentowała elity intelektualnej. Były po prostu odważnymi ludźmi. Pytanie, ile realnie zmieniły ich działania. Sprawy PG&E i Theranosa miały ważny punkt wspólny – chodziło o narażanie ludzkiego zdrowia i życia. W przypadku Biedronki walka toczyła się „tylko” o prawa pracownicze i może dlatego w 2019 r., kiedy media już nie interesowały się losem byłych pracownic, te przegrały proces o zadośćuczynienie za pracę w warunkach urągających godności i zostały obciążone kosztami sądowymi.

Kierownictwu Theranosa grozi długoletnie więzienie nie tylko dlatego, że oszukało lekarzy i pacjentów. Proces w tej sprawie trwa. Wcześniej, w marcu 2018 r. Holmes i Balwani zostali oficjalnie oskarżeni o „wyrafinowane, wieloletnie oszustwo”, w wyniku którego pozyskali od inwestorów 700 mln dolarów. Tu sprawę zakończyła ugoda: założycielka Theranosa zgodziła się oddać kontrolę nad spółką i akcjami oraz zapłacić pół miliona dolarów grzywny.

Zielona Dolina Krzemowa w Polsce jest możliwa – ale zaklęcia o innowacjach nie wystarczą

Otrzymała też dziesięcioletni zakaz piastowania wyższych stanowisk menedżerskich w firmach notowanych na giełdzie. I właśnie to spowodowało, że o Theranosie pisze się, mówi i kręci filmy. Ta sprawa pokazała, że da się wykiwać tych, którzy do tej pory wydawali się nietykalni: wpływowych inwestorów z milionami dolarów do wydania. Obnażyła też prawdę o Dolinie Krzemowej, gdzie w teorii powstają wynalazki i technologie poprawiające jakość naszego życia.

Tego jednak zatrudnieni w Theranosie młodzi zdolni nie mogli przewidzieć. Bali się tak samo jak każdy, kto zamierza narobić kłopotów własnemu pracodawcy. Wiedzieli, że Holmes i Balwani mają najlepszych prawników, gotowych latami nękać ich przed sądem. W toku procesu niekoniecznie musiałoby wyjść na jaw, że innowacyjna rzekomo działalność Theranosa to jeden wielki blef: pytanie, jak głęboko sąd wszedłby w jej naukowe podstawy. Natomiast wyrok na niekorzyść pracowników mógłby skompromitować ich jako specjalistów. Mogliby później podzielić los Łopackiej, która – gdy założona przez nią po wygranej w sądzie firma upadła – nigdzie nie mogła znaleźć pracy.

Zła krew to nie jest opowieść o ludziach, którzy nic nie ryzykowali. Płynie z niej gorzki wniosek: Dolina Krzemowa uchodzi za miejsce, gdzie wyluzowani młodzi geniusze naprawiają świat swoimi pomysłami, a w rzeczywistości jest takim samym środowiskiem biznesowym jak wszystkie inne – narażonym na oszustwa, wyzysk i inne nadużycia… o których robi się głośno, kiedy ich ofiarami padają znani, potężni i bogaci.

John Carreyrou, Zła krew. Największy skandal w historii start-upów, Marginesy 2020

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Karolina Wasielewska

| Autorka książki „Cyfrodziewczyny”
Autorka tech-feministycznego bloga Girls Gone Tech.pl i reportażu o pionierkach polskiej informatyki „Cyfrodziewczyny”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.