Gospodarka

Warufakis: Ekonomia to podróbka nauki w służbie postprawdy

Czy zastanawialiście się nad tym, dlaczego dwóch laureatów Nagrody Banku Szwecji imienia Alfreda Nobla może uważać się nawzajem za szarlatanów? Byłoby to nie do pomyślenia wśród fizyków czy biologów. Sęk w tym, że ekonomii bliżej do religii niż do nauki.

Przeciwnicy byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych nazywają go kłamcą. Ale Donald Trump to ktoś znacznie gorszy niż zwykły kłamca. Wielu polityków kłamie, by ukryć niewygodną prawdę. Natomiast Trump swoje długie ciągi łgarstwa, od którego uszy puchną, potrafi okraszać prawdami, jakich nigdy nie wypowiedziałby na głos żaden prezydent. Otwarcie zbywa na przykład dominującą opinię, że globalizacja stanowi zjawisko jednoznacznie korzystne, albo przyznaje, że tak, próbował obciąć budżet dostawcy państwowych usług pocztowych, United States Postal Service, by utrudnić demokratom głosowanie korespondencyjne.

Powody do radości z odejścia Trumpa mają naukowcy – co można poznać po ich widocznej uldze, że dziś mogą bez strachu przed odwetem prezentować dane epidemiologiczne z mównicy w Białym Domu. Jeśli jednak chcemy wiedzieć, czy możemy się spodziewać pełnego odrodzenia prawdy za rządów Joe Bidena, najpierw musimy sobie przypomnieć, w jaki sposób nasze społeczeństwa w ogóle odróżniają prawdę od fałszu.

7 tajemnic kapitalizmu, które obnażył 2020 rok

Liberałowie uwielbiają rynkowe analogie. Można od nich na przykład usłyszeć, że opinie – niczym produkty sektora „małe AGD” – krążą po wielkim rynku idei. Tam poddaje je ocenie zdecentralizowany proces, w którym uczestniczą konsumenci i producenci poglądów i wiadomości. W ten sposób prawdziwe opinie wygrywają z fałszywymi.

Niestety, już sama koncepcja rynku idei jest kłamstwem. W przeciwieństwie do małego AGD czy truskawek, użyteczności idei nie da się ocenić na poziomie jednostki. Przeciętni Jacek i Agatka nie dowiodą na podstawie osobistych doświadczeń prawdziwości teorii ewolucji Darwina, szczególnej teorii względności Einsteina czy przekonania Keynesa, że polityka pieniężna przestaje działać, gdy stopy procentowe spadają do zera. To dlatego polegamy na instytucjach z natury niedemokratycznych i hierarchicznych, by w naszym imieniu testowały teorie.

Uniwersytety i stowarzyszenia naukowe biorą na siebie zadanie filtrowania fałszu. W przeciwieństwie do tego, co zakłada analogia do rynku, działają jak centralnie sterowane organizacje. Zawiadują eksperckimi procesami recenzowania prac naukowych, by beznamiętnie falsyfikować twierdzenia.

Każdy naukowiec pragnie, żeby jego wypieszczona teoria przetrwała ten proces. Ale – przynajmniej w naukach przyrodniczych – rygorystyczne przestrzeganie procedur sprawia, że teorie bez empirycznego pokrycia obracają się w świetle dowodów w proch. Odgórny, bezosobowy proces naukowy uwolnił naszych przodków od niewiedzy i wraz z utowarowieniem zdetronizował matkę wszystkich systemów hierarchicznych: feudalizm.

Trump jest bardziej niebezpieczny od zwykłego kłamcy, bo znalazł sposób na wyzyskanie sobowtóra nauki, czyli ekonomii. Za każdą polityką rządu, która nas dotyka, czai się jakaś hipoteza ekonomiczna o autorytecie podbudowanym przez taki proces recenzencki, który na pierwszy rzut oka można wziąć za naukowy. Ekonomiści przyznają nawet własną Nagrodę imienia Alfreda Nobla – chociaż ma się ona nijak do oryginału. To sprawia, że może być wielkim – choć mimowolnym – sojusznikiem Trumpa.

Teorie spiskowe dają nam poczucie wiedzy, władzy i sprawstwa, dlatego są tak atrakcyjne

Przyjrzyjmy się filarom każdej popularnej teorii spiskowej. Daje ona wierzącym ekscytujące poczucie, że wiedzą więcej. Daje im też siłę, by obnażać egoistyczne powody ekspertów do rozpowszechniania niewiedzy. A wreszcie angażuje ich w sprawę większą od nich przeciwko wrogowi, który nie cofnie się przed niczym, by ukryć blask prawdy.

Nie zapominajmy, że te same filary podparły rewolucję naukową. Od teorii spiskowej naukę odróżnia właśnie proces falsyfikacji. Miłośnicy spisków nie boją się dowodów empirycznych, bo mogą je sobie wytłumaczyć na swój sposób albo nawet włączyć do swojej teorii. Z kolei naukowcom nieprawdę pozwalają oddalać dowody empiryczne – a to dlatego, że przyroda jest całkiem obojętna na kłamstwa, które się o niej głosi. Pogoda będzie robiła swoje niezależnie od przewidywań meteorologów. Więc kiedy meteorolożka przewiduje źle, prawdopodobnie korzysta z niedoskonałego modelu.

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, dlaczego dwóch laureatów Nagrody Banku Szwecji imienia Alfreda Nobla, czasem nawet laureatów dokładnie tej samej nagrody, może uważać się nawzajem za szarlatanów? Byłoby to nie do pomyślenia wśród fizyków czy biologów. U ekonomistów to się zdarza, ponieważ rynki i społeczeństwa nie działają tak jak pogoda. Jeśli szanowany analityk finansowy trafnie przewidzi gwałtowną zniżkę na giełdzie, ta zniżka nastąpi, nawet jeśli analityk wymyślił ją w pijackim zwidzie.

Ekonomia to magia białego człowieka

Dlatego ani empiryczny sukces, ani porażka nigdy nie spowodują obalenia żadnej teorii ekonomicznej. Tak jak twórcy teorii spiskowych i teologowie, ekonomiści różnych szkół – na przykład keynesiści, monetaryści czy marksiści – mogą wyjaśnić każdą możliwą obserwację w ramach swojego paradygmatu. W ekonomii, podobnie jak w przypadku religii, dominujące wyznanie wyłania się w walce o władzę między grupami ukrywającymi swój interes za różnymi dogmatami.

Tutaj dochodzimy do Trumpa. Na długo przed jego prezydenturą, wiele dekad temu, licznym nieuprzywilejowanym ludziom wmówiono, że niszcząca ich życie polityka wyłoniła się w procesie naukowej falsyfikacji, przeprowadzanym przez ekspertów od ekonomii. To potworne kłamstwo pozwoliło Trumpowi zamienić ich desperację w broń przeciwko „establishmentowi” – a także naukowemu etosowi, skażonemu przez kontakt z ekonomią.

Wolny rynek nie robi się sam

Na szczęście Trumpa już nie ma. Ale pogląd na ekonomię, który nadał Trumpowi polityczny punkt zaczepienia, nie stracił swojej trwałości. Jego wpływ jest nawet większy za prezydenta Bidena. Nowa administracja pęka w szwach od tych samych ekspertów, którzy promowali proroctwa wzmacniające nierówny, oparty na wyzysku, nieracjonalny porządek społeczno-ekonomiczny. A z niego zrodził się trumpizm.

Przypomnijmy sobie wynalezienie tajemniczego pojęcia „naturalnego” bezrobocia, które pomagało wyjaśnić błąd w teorii mówiącej, że zmniejszanie płac realnych stymuluje zatrudnienie. Pamiętajmy też, jak ekonomiści winili ingerencje państwowe w biznes hipoteczny po kryzysie finansowym spowodowanym zalecaną przez nich deregulacją – a jednocześnie przyciskali rządy, by poratowały gotówką zderegulowanych mocodawców.

Bieda to decyzja polityczna. Jak działa polityka zaciskania pasa

Normalność wróciła do Białego Domu. Biden nie będzie próbował kłamać. Jeśli będzie musiał, ograniczy się do oszczędnego mówienia prawdy. Ale tym samym nigdy nie ujawni najważniejszych prawd, które od czasu do czasu wyrywały się Trumpowi. Prawda pozostanie oblężona przez ekspertów służących nowej administracji – oraz przez trumpizm, który na świat sprowadziły toksyczne polityki płynące z ekonomicznych kłamstw tych ekspertów.

**
Copyright: Project Syndicate, 2021. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Janis Warufakis
Janis Warufakis
Ekonomista, współzałożyciel DiEM25
Ekonomista, od stycznia od lipca 2015 roku minister finansów Grecji, współzałożyciel ruchu DiEM25 (Democracy in Europe Movement 2025). Autor książek „Globalny Minotaur” (2016) i „A słabi muszą ulegać?” (2017), „Porozmawiajmy jak dorośli” (2019).
Zamknij