Gospodarka

Dlaczego nie wzrusza mnie rzeź flipperątek

Od każdej grupy zawodowej media branżowe wymagają specjalizacji, pracowitości, zawodowstwa. Nauczyciele za mało pracują, górnicy za dużo zarabiają, urzędnicy nic nie robią, wzrost płac za wysoki, będzie inflacja. Tylko w przypadku flipperów było przyzwolenie na amatorkę.

Zbyt drogie dla wielu Polaków nieruchomości oraz jastrzębia postawa szefa NBP i RPP Adama Glapińskiego, który w jedną wyborczą niedzielę zmienił się z postkeynesisty w surowego monetarystę, doprowadziły do spadku popytu na mieszkania. Według danych Biura Informacji Kredytowej w lutym wartość i liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych spadła rok do roku o 32 proc. Spadek jest tak efektowny, gdyż w lutym zeszłego roku finiszował Bezpieczny Kredyt 2 proc., wprowadzony jeszcze przez PiS. Wystarczyło, że rynek został pozbawiony sztucznego dopalacza i kredyty pofrunęły w dół.

Flipperowa januszeria wypadła z gry

Wbrew pozorom powyższy miks na dłuższą metę może przynieść parę korzyści społecznych. Po pierwsze, przyhamowały wreszcie ceny mieszkań w wielu dużych miastach. Według danych portalu RynekPierwotny.pl z marca ceny w Krakowie nie wzrosły od siedmiu miesięcy. W skali roku jedynie we Wrocławiu rosły w dwucyfrowym tempie (10 proc.), za to aż w trzech metropoliach – Górnośląsko-Zagłębiowskiej, Warszawie i Krakowie – wzrosły o mniej niż 5 proc.

Zlot złoczyńców – campus flipperów na Mazurach

Drugą korzyścią jest oczyszczenie rynku z części flipperów. Co prawda tych słabszych, a więc działających na mniejszą skalę, ale dobre i to. Przyznają to sami flipperzy, którym udało się przetrwać. Na przykład Krzysztof Świaniewicz w rozmowie z Pulsem Biznesu z połowy marca mówił:

„Jako profesjonalny flipper, który zajmuje się tym od ośmiu lat, muszę przyznać, że na początku mojej kariery flipperskiej było dużo gorzej i te remonty często wyglądały jak pudrowanie trupa. […] Takich pomalowanych na biało ścian, najtańszej kuchni z marketu i doklejeniu do ceny stu, dwustu tysięcy, teraz, gdy widać spowolnienie rynku, to takich flipperów po prostu z rynku wywiało” – stwierdził Świaniewicz.

W ostatnim czasie mieliśmy więc rzeź flipperątek. Raczkujący flipperzy oraz flipperowa januszeria wypadli z gry, nie mogąc sobie poradzić w realiach cen rosnących o 5–8 proc., a nie 15–18 proc., jak wcześniej. To chyba najlepiej świadczy o tym, na jakich podstawach jest oparty ten pożal się boże biznes i jakie (nie)korzyści społeczne przynosi.

„To miał być szybki flip”

Warto zauważyć, że usuwaniu z rynku najgorszej flipperszczyzny towarzyszyło niezwykłe wręcz poruszenie medialne. Dziennikarze mediów branżowych pisali o problemach flipperów w tonie, który bardziej pasowałby do promujących adopcję historii schorowanych, uroczych piesków.

Spada znaczy rośnie. Jak władze Zielonki próbują zadowolić dewelopera

„Nadszedł zły czas dla inwestujących w mieszkania do remontu. Teraz, żeby zarabiać, trzeba być profesjonalistą” – napisano jeszcze w grudniu 2024 roku na łamach Pulsu Biznesu. Niebywałe, trzeba umieć wykonywać swój zawód, żeby zarabiać, kto to widział? Od każdej grupy zawodowej media branżowe wymagają specjalizacji, pracowitości, zawodowstwa. Nauczyciele za mało pracują, górnicy za dużo zarabiają, urzędnicy nic nie robią, wzrost płac za wysoki, będzie inflacja – to stała narracja mediów ekonomicznych. Tylko w przypadku flipperów było przyzwolenie na amatorkę.

„Rynek nieruchomości w Polsce to teraz istna jazda bez trzymanki. Gdy ktoś wziął pożyczki, żeby kupić kilka mieszkań, a teraz nie może ich sprzedać za tyle, za ile chciał, ma naprawdę pod górkę. Dramat” – czytamy w lidzie tekstu Justyny Sobolak na łamach Wyborcza.biz. To wypowiedź przepytywanej flipperki, ale wiemy, jak to jest. Cytaty są zwykle dopieszczane przez autora (niektórzy je po prostu zmyślają, ale to inna kwestia), poza tym ktoś zdecydował, by wstawić to na samą czołówkę. Nie przypominam sobie podobnych żalów nad ludźmi, którzy wzięli kredyt, by zainwestować na przykład w akcje albo aktywa na Foreksie, i na tym stracili. Przecież zadłużanie się w celu inwestowania w aktywa finansowe to szczyt lekkomyślności.

Poza tym opowiadano nam, że inwestorzy mieszkaniowi lokują w ten sposób swoje oszczędności, gdyż z powodu zbyt niskich stóp procentowych nigdzie indziej się nie opłaca. Inwestorzy mieszkaniowi mieli być wręcz ofiarami błędnej polityki NBP z czasów pandemii, musieli kupować lokale, żeby nie stracić oszczędności życia. Wystarczyła mała rzeź flipperątek, by wreszcie przyznano wprost, że flipping jest finansowany z kredytów, lewarowany finansowaniem zewnętrznym, w związku z czym musiał prowadzić do wzrostu cen, tak jak słusznie krytykowane programy dopłat do kredytów.

To nie jest kraj dla lokatorów

czytaj także

„Dawid liczył na szybki, zyskowny flip. Od kilku miesięcy nie może sprzedać wyremontowanego mieszkania” – to już tytuł wspaniałego tekstu z portalu budowniczo-remontowego kb.pl. „Zastój na rynku sprawił, że osoby, które bogaciły się na zakupie i odsprzedaży mieszkań po wyższej cenie, znalazły się w bardzo trudnej sytuacji finansowej” – czytamy we wstępie. Łezkę uroniłem, ale czytam dalej. Głównym bohaterem jest niejaki Dawid, który ma na koncie kilkanaście zyskownych flippów. Było to jego główne źródło dochodu, niestety nadszedł tragiczny moment: „znalazł tanie mieszkanie – przez remont stracił mnóstwo czasu”. Dawid przygotował mieszkanie do sprzedaży, niestety miesiące mijają, a tu nic. „To miał być szybki flip. Dzisiaj inwestor liczy straty” – pisze w dramatycznym tonie red. Barbara Ochman. Dawid miał dwie oferty, ale zainteresowani chcieli obniżenia ceny o 10 proc.

Dawid nie mógł się na to zgodzić, gdyż mocno się narobił, a nawet dodał do lokalu pewne ozdoby. Na dowód tego załączono zdjęcie feralnego mieszkania. Cóż to za ozdoby, zapytacie. Otóż chodzi o kwiatek w doniczce na podłodze. Reszta mieszkania wygląda tak jak z opowieści cytowanego wcześniej Świaniewicza.

„Zwyczajni lokatorzy” 

Pomimo nieszczerych chęci nie jestem w stanie zapłakać nad ciężkim losem opisywanych wyżej osób. Wszystkie te historie są żywym dowodem na to, że flipperowa januszeria to najwięksi szkodnicy rynku mieszkaniowego.

Flipperszczyzna kombinowała również na podatkach, co ukróciły ostatnimi czasy polskie sądy. „Koniec podatkowego eldorado flipperów. […] Kupiła cztery mieszkania, wyremontowała i sprzedała z zyskiem. Twierdziła, że robiła to z powodów osobistych, a nie zarobkowych. Fiskus miał inne zdanie. Sprawa trafiła do sądu, a wyrok nie pozostawił wątpliwości. Kobieta musi zapłacić podatek” – czytamy na łamach Bankier.pl. Sprzedając własne mieszkanie z powodów życiowych, nie trzeba płacić podatku, więc opisywana kobieta nabyła cztery mieszkania w ciągu dwóch lat i wszystkie sprzedała bez podatku, tłumacząc, że to z powodów osobistych. To w sumie prawda – z powodu dochodów osobistych. „Co więcej, do prac wykończeniowych wybierano najtańsze materiały, co sugerowało, że nie chodziło o inwestowanie na długi czas, lecz o szybki obrót” – stwierdził cytowany przez Bankier.pl Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie.

Kredyt 0 proc. dla (prawie) wszystkich par. Dla osób LGBT+ „brak stosunku prawnego”

Taki sposób oszukiwania na podatkach stosowało wielu flipperów, więc teraz muszą spać niespokojnie. Tym bardziej że wyrok rzeszowskiego WSA już pod koniec marca potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny. „Organy podatkowe zyskały solidne podstawy do nakładania w tego rodzaju przypadkach wyższego podatku, a flipperzy powinni liczyć się z koniecznością ponoszenia większych kosztów” – czytamy w tekście Małgorzaty Masłowskiej z „Dziennika Gazety Prawnej”.

Trzymam kciuki, żeby każdy z tych oszustów został dojechany przez fiskusa. Nie dość, że zarabiają na zawyżaniu cen mieszkań co najmniej po kilkadziesiąt tysięcy od jednego, to jeszcze nie płacą od tego dochodu podatku. Udają zwyczajnych lokatorów, nie tylko wrzucając te żałosne ulotki o „młodej parze szukającej pierwszego mieszkania” do skrzynek, ale nawet przed skarbówką. Jak tu się nie cieszyć z ich nieszczęścia?

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij