Gospodarka, Świat

Czas pożegnać się z Rosją. Na dobre

W obecnych warunkach każde euro płynące do Kremla za gaz i ropę jest de facto finansowaniem zbrodni wojennych w Ukrainie. Nie ma się czego bać. Całkowite embargo na handel z Rosją zabolałoby Moskwę czternaście razy bardziej niż Zjednoczoną Europę.

W Europie wciąż pokutuje przekonanie, że Rosja jest dla nas gospodarczo niezbędna, więc nie można całkowicie zrezygnować z relacji handlowych z Moskwą. Powstrzymuje to Unię Europejską od wytoczenia przeciw Kremlowi najcięższych dział ekonomicznych, takich jak całkowite embargo na eksport do Rosji i import z Rosji, jak również wyłączenie ze SWIFT Sbierbanku i Gazprombanku.

Odpalenie tych dział związałoby Kremlowi ręce i być może uniemożliwiłoby mu prowadzenie długoterminowych działań wojennych. Niestety tej decyzji wciąż brak, chociaż szef unijnej dyplomacji Josep Borrell zapewnia, że wszystkie opcje są na stole.

Rzekoma niezbędność Rosji dla Europy jest po części efektem rosyjskiej propagandy, a po części strachem przed niewątpliwymi konsekwencjami dla mieszkańców Wspólnoty. Te są jednak wyolbrzymiane.

Polska i Europa mogą odczepić się gospodarczo od Rosji i nie doprowadzi to do żadnej katastrofy. Unia Europejska przed rosyjską agresją na Ukrainę bywała, całkiem celnie, nazywana gospodarczym gigantem i dyplomatycznym karłem. Po 24 lutego to drugie wreszcie się zmienia. Teraz czas skorzystać z tego pierwszego.

Rosja nie musi być Europie do niczego potrzebna.

Žižek: Jest coś, co Zachód konsekwentnie pomija w swoich kalkulacjach

Drugorzędny rynek zbytu

Żeby się o tym przekonać, wystarczy zerknąć, jak wyglądają relacje gospodarcze Unii Europejskiej z Rosją. Są one skrajnie wręcz nierównoważne.

Unia znaczy dla Rosji bardzo wiele, za to Rosja jest dla nas drugorzędnym partnerem handlowym. Według danych Eurostatu UE odpowiada za ponad jedną trzecią całej wymiany handlowej Rosji, jak również jedną trzecią jej eksportu i importu. UE jest najważniejszym partnerem handlowym Rosji. Odcięcie Kremla od europejskiego rynku zbytu rozłoży rosyjską gospodarkę na łopatki, podobnie jak rosyjskie możliwości prowadzenia działań wojennych.

W odwrotną stronę sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Rosja jest dopiero piątym partnerem handlowym UE, odpowiadając za 4,8 proc. wymiany handlowej towarami Wspólnoty.

Poza tym rosyjski eksport do Europy jest zdominowany przez paliwa kopalne – odpowiadają one za 70 proc. sprzedaży do Unii. I to one stanowią główny problem. Pozostałe kategorie towarów – w tym rolnictwo, stal i żelazo, chemia – stanowią mniej niż 5 proc. eksportu rosyjskiego do UE. Wśród nich są również istotne towary – choćby nawozy – jednak Europa znajdzie ich źródła w innych rejonach świata. Wymagać to będzie zmian w łańcuchach dostaw.

Za to w drugą stronę wędrują już znacznie poważniejsze produkty. Przede wszystkim maszyny i części do pojazdów transportowych (44 proc.) oraz produkty wytwórstwa przemysłowego (10 proc.). Inaczej mówiąc, Europa zapewnia Moskwie towary kluczowe dla modernizacji kraju i utrzymywania życia na względnie przyzwoitym i nowoczesnym poziomie.

Oczywiście Rosja też mogłaby zacząć kupować je gdzie indziej – gdyby do ostrzejszych sankcji dołączyły Japonia i Korea Południowa, to mogłaby je częściowo zastąpić dostawami z Chin. Uzależniłaby się w ten sposób od dostaw od chińskiego giganta, które i tak byłyby słabszym substytutem znacznie lepszych technologicznie dóbr ze Starego Kontynentu i szerzej – Zachodu.

Chiny Putina nie powstrzymają, ale wojna NATO–Rosja na pewno nie leży w ich interesie

Polski Instytut Ekonomiczny przeanalizował, jak duża część PKB jest wytwarzana dzięki relacjom handlowym Rosji z UE i całym Zachodem. Aż jedna dziesiąta PKB Rosji wytwarzana jest dzięki popytowi finalnemu z UE. Natomiast popyt finalny z Rosji odpowiada zaledwie za 0,7 proc. PKB Unii Europejskiej.

Inaczej mówiąc, zerwanie relacji handlowych UE z Rosją zabolałoby Moskwę 14 razy bardziej niż Zjednoczoną Europę. Z kolei popyt finalny z USA, UE, Japonii i Wielkiej Brytanii to aż 14 proc. PKB Rosji.

Gdyby do tego doliczyć mniej chętne nakładaniu sankcji Koreę Południową i Turcję, jak również całkiem chętną do tego Kanadę, udział ten rośnie do 16 proc. To byłoby zupełnie demolujące dla rosyjskiej gospodarki.

Już teraz pojedynczy oligarchowie (Oleg Deripaska) i wielkie rosyjskie koncerny (Lukoil) nieśmiało wzywają do zakończenia wojny. Biznes rosyjski doskonale wie, co się dzieje, i jest spanikowany. Warto go zmobilizować do bardziej energicznych działań przeciw wojnie.

Bendyk: Cena pokoju

Szantaż gazowy może działać też w drugą stronę

Embargo na eksport do Rosji byłoby dla zachodnich przedsiębiorstw niespecjalnie kłopotliwe. Zresztą większość z nich sama wycofuje się z tamtego rynku. Trzeba przyznać, że pospolite ruszenie zachodnich prywatnych korporacji, które masowo kończą działalność w Rosji, musi robić wrażenie.

Oczywiście nie ma co się łudzić – nie chodzi tu o względy humanitarne, tylko wizerunkowe. Rosja stała się trędowatym w oczach zachodnich konsumentów, a przychody w rublu mają wartość starych gazet, więc opuszczenie Rosji będzie dla nich bardziej opłacalne niż kontynuowanie działalności.

Bardziej problematyczne byłoby embargo na import z Rosji. Oznaczałoby to odcięcie od rosyjskich surowców, czego część państw Europy śmiertelnie się boi. Jednak można to zrobić na wiele sposobów. Nie trzeba przecież od razu definitywnie zamykać wszystkich gazociągów. Wystarczy wstrzymać przesył. Pod koniec roku sam Gazprom szantażował Europę, wstrzymując przesył gazu rurociągiem jamalskim. Obecnie robi to samo, argumentując, że przesył przez Ukrainę jest wystarczający. Zima w Europie powoli się kończy, więc UE może odbić piłeczkę i sama czasowo zawiesić dostawy.

Według powyższej analizy PIE w scenariuszu wstrzymania dostaw gazu w marcu większość krajów UE zaspokoiłaby swoje potrzeby za pomocą krajowego wydobycia, importu gazu z innych źródeł oraz rezerw w magazynach. Pięć państw (Szwecja, Luksemburg, Bułgaria, Słowenia i Estonia) musiałoby dodatkowo skorzystać z zasobów magazynowych innych państw UE. Jedynie Finlandia, której interkonektory mają ograniczoną przepustowość, musiałaby ograniczyć zużycie – niestety dosyć radykalnie, bo o 60 proc. – lub też zastąpić gaz innymi źródłami energii.

Oczywiście taka operacja wymagałaby pełnej solidarności energetycznej wszystkich krajów UE, co zresztą wyszłoby im na dobre i pogłębiło integrację kontynentu. Stworzyłoby też mechanizmy działania na wypadek podobnych kryzysów w przyszłości.

Według PIE obecne zapasy gazu w Polsce zaspokoiłyby potrzeby w okresie marzec–kwiecień.

Jak przeżyć zimę bez gazu z Rosji

Pozostaje pytanie, czy można trwale odłączyć się od rosyjskiego gazu? Według analizy ośrodka Breugel realne byłoby przetrwanie już najbliższej zimy bez gazu z Rosji. Wymagałoby to ograniczenia zużycia o 10–15 proc., jednak zapotrzebowanie na gaz prawdopodobnie w tym roku spadnie z powodu bardzo niestabilnej sytuacji międzynarodowej, co przełoży się na zahamowanie wzrostu PKB.

Europa musiałaby też zacząć masowo kupować gaz LNG z innych źródeł – Australia, USA i Katar – i zapełniać nimi magazyny, by je wypełnić w maksymalnie możliwym stopniu przed listopadem. Europejskie firmy energetyczne powinny więc zaangażować się w zapełnianie magazynów i ich sprawiedliwą dystrybucję między państwami członkowskimi. Ta sprawiedliwa dystrybucja byłaby kluczowa, bo jeśli spółki energetyczne zaczną między sobą rywalizować o surowiec, to cena gazu pójdzie ostro w górę. Operacja musiałaby być ściśle koordynowana.

Spółki gazowe na tej operacji stracą, bo będą kupować gaz w sytuacji jego niedoborów, a więc po wysokich cenach. Gdy magazyny będą pełne gazu, jego wartość spadnie. Rządy państw członkowskich powinny więc „podzielić się ryzykiem”, to znaczy wziąć na siebie część strat. Żeby skłonić spółki do aktywnego nabywania surowca, państwa mogłyby też stosować subsydia dla zakupów gazu, czyli dopłaty. Wiele będzie też zależeć od pogody – jeśli nadchodząca zima okaże się łaskawa, to ten plan mógłby się udać.

Zależność od rosyjskiego węgla i gazu zgotowała nam dwie katastrofy: klimatyczną i wojenną

Zbrodnie wojenne pod naszym nosem

Wymagałoby niezwykłego wysiłku organizacyjnego oraz finansowego ze strony UE. Unia musiałaby uruchomić potężne dopłaty do zakupów gazu, żeby niewątpliwy wzrost cen surowca nie odbił się na budżetach gospodarstw domowych. Jednak UE jest gospodarczym gigantem, który w sytuacjach kryzysu ma większe możliwości mobilizowania środków finansowych.

W tej chwili kapitał ucieka z Rosji i trzeba będzie go gdzieś ulokować. Unijne obligacje bez wątpienia będą uznawane za niezwykle bezpieczną lokatę kapitału. Rezygnację z rosyjskiego surowca można więc sfinansować tanim europejskim długiem. Tak samo jak Fundusz Odbudowy.

W obecnych warunkach każde euro płynące do Kremla za gaz i ropę jest de facto finansowaniem zbrodni wojennych w Ukrainie. Embargo na handel z Rosją i wyłączenie Sbierbanku i Gazprombanku ze SWIFT drastycznie ograniczyłoby Moskwie finansowe możliwości prowadzenia działań wojennych.

Obecne sankcje bez wątpienia zadziałają, jednak w dłuższej perspektywie czasowej. Mówi się o spadku PKB Rosji w tym roku o jedną piątą. Potrzebne są jednak sankcje, które zadziałają jak najszybciej, żeby uziemić wojenny potencjał Rosji. Bo bez pieniędzy nie da się prowadzić działań wojennych.

Jeśli Europa faktycznie jest wspólnotą nie tylko gospodarczą, ale też płynących z humanizmu wartości, powinna jak najszybciej zakończyć wszelkie relacje handlowe z Rosją, co najmniej do zakończenia wojny. To jest możliwe, chociaż będzie kosztowne. Ale życie ludzkie jest ważniejsze niż pieniądze.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij