Gospodarka

Magicznych Monet Trzos? Dlaczego prezesi banków boją się nowoczesnej teorii pieniądza

Fot. Hawksk/Pixabay. Ed. KP.

Chociaż Stany Zjednoczone rozdały wszystkim 2,2 biliona (przez „b”) dolarów, by utrzymać produkcję i zatrudnienie, to nie podzieliły losu Zimbabwe czy Republiki Weimarskiej. Prezesi banków centralnych to wiedzą, a jednak wciąż straszą galopującą inflacją, do jakiej miałaby doprowadzić nowoczesna teoria pieniądza.

AUSTIN – Jak wie każdy, kto zajmował się nadzorem parlamentarnym nad działalnością szefów banków centralnych, ci ludzie bardzo nie lubią, kiedy podważa się ich autorytet. Nade wszystko bronią swojej aury tajemniczości – magicznej mocy słów, która otacza zmiksowane na gładką papkę bzdury oraz banały mgiełką żargonu i władzy.

Stąd dręczenie szefów banków centralnych to świetna zabawa. Do historii przeszły słynne katusze, jakim John Maynard Keynes poddawał Montagu Normana, prezesa Banku Anglii od 1920 do 1944 roku. Podobnie postępowali w latach 70. szefowie Komisji Izby Reprezentantów ds. Bankowości, kongresmeni Wright Patman i Henry Reuss wobec prezesa zarządu Systemu Rezerwy Federalnej, Arthura Burnsa. Wiem, że Reussowi sprawiało to przyjemność, ponieważ pracowałem wówczas jako jego asystent.

MMT, czyli wojna o pieniądze

czytaj także

MMT, czyli wojna o pieniądze

Maciej Wróblewski

W naszych czasach mówienie o MMT – czyli Modern Monetary Theory, nowoczesnej teorii pieniądza – spędza sen z powiek nie tylko obecnym szefom banków centralnych, ale nawet tym, którzy odeszli już na emeryturę. Snują się po korytarzach niczym lady Makbet, wykrzykując „Precz, przeklęta plamo!”.

Ostatnio coś takiego spotkało Raghurama G. Rajana, byłego prezesa Banku Rezerw Indii, i Mervina Kinga, byłego prezesa BoE. W opublikowanych niedawno komentarzach łączą fanfaronadę z protekcjonalizmem (mniej więcej w równych proporcjach), broniąc oklepanych prawd, z którymi w zasadzie trudno się nie zgodzić. Obaj jednak konfrontują się z MMT tylko na poziomie ogólności. Żaden nie powołuje się na żadne źródło, nie przywołuje żadnego cytatu i nie podaje nazwiska nikogo kojarzonego z MMT.

King na przykład zaczyna tekst od stwierdzenia: „Kiedy nie możesz czegoś wyjaśnić, sięgnij po skrót złożony z kilku liter. W ekonomii ostatni taki patent nazywa się MMT, Modern Monetary Theory, innymi słowy Magicznych Monet Trzos”. Czy wspomina, że istnieją całe książki poświęcone wyjaśnieniu MMT, w tym nowy bestseller The Deficit Myth Stephanie Kelton, uznanej profesor ekonomii ze wszystkimi odpowiednimi tytułami? Otóż nie wspomina. Nie pisze też o książkach Pavliny R. Tchernevej z Bard College albo L. Randalla Wraya z Levy Institute, by wymienić tylko troje najbardziej prominentnych przedstawicieli szkoły MMT.

Niewygodny fakt, że dwoje z trojga czołowych zwolenników MMT to kobiety, mógł rzucić się w oczy niektórym czytelnikom. Biorąc pod uwagę, jak traktowane są ekonomistki w głównym nurcie tej dyscypliny, trudno tłumaczyć pominięcie nazwisk przedstawicielek MMT opacznie pojmowaną rycerskością autorów. Należy raczej założyć, że King i Rajan doskonale wiedzą, kim są Kelton i Tcherneva. Obie ekonomistki to dla nich energiczne, budzące respekt przeciwniczki, czyli właśnie taki rodzaj ludzi, jakich boją się szefowie banków centralnych.

King i Rajan przedstawiają MMT jako tezę o niskich kosztach „drukowania pieniędzy”. W ujęciu Rajana rozumowanie opiera się na tym, że pieniądze tworzone przez bank centralny „można rozdać wszystkim […], tak by ludzie mogli wydawać więcej, podnosząc w ten sposób poziom produkcji i zatrudnienia”. Rajan twierdzi dalej, że takie podejście było już testowane „od Imperium Rzymskiego, przez Anglię pod rządami Henryka VIII i Republikę Weimarską, po współczesne Zimbabwe i Wenezuelę”. Rzeczywiście, nie brzmi to zachęcająco!

Koronawirus: Próba ognia dla nowoczesnej teorii pieniądza

Jednak ci, którzy mają wystarczająco dobrą pamięć, nie zapomnieli może jeszcze burzliwej wiosny 2020 roku, kiedy to – stojąc w obliczu załamania spowodowanego COVID-19 – Stany Zjednoczone rozdały wszystkim 2,2 biliona świeżych dolarów właśnie po to, by ludzie mogli wydawać więcej, podnosząc w ten sposób poziom produkcji i zatrudnienia. Gospodarka USA nie zaliczy roku 2020 do szczególnie udanych, ale też nie doszło do wyrwania się inflacji spod kontroli. Ameryka nie zmieniła się w Zimbabwe, Wenezuelę ani Republikę Weimarską. Czy możliwe, że King tego nie zauważył? Rajan, trzeba mu to oddać, nie brnie aż tak daleko w wątek Zimbabwe.

Zarówno King, jak i Rajan zarzucają MMT, że nie jest teorią nową. Taki zarzut to niechybny znak, że żaden nie odrobił pracy domowej. Zwolennicy MMT nie twierdzą wcale, że ich koncepcja jest nowatorska. W przeciwieństwie do swoich krytyków zdają sobie sprawę z tego, że przymiotnik „nowoczesna” nie jest synonimem określenia „nowa”. Słowo „modern” (nowoczesna) użyte jest w nazwie MMT w precyzyjnym znaczeniu, w jakim zastosował je Keynes w swoim Traktacie o pieniądzu z 1930 roku. Pisze tam, że państwa narodowe mają prawo definiować wobec wszystkich, którzy podlegają jego ustawodawstwu, czym jest pieniądz. „Prawo to roszczą sobie wszystkie nowoczesne państwa, a więc zgłaszają możliwość jego stosowania już przynajmniej od czterech tysięcy lat”. To trochę smutne – a nawet w najwyższym stopniu zaskakujące – że King, który uczył się ze mną równolegle na King’s College w Cambridge, tak wiele zapomniał z wykładu o Keynesie.

7 tajemnic kapitalizmu, które obnażył 2020 rok

Czym jest więc MMT? Wbrew temu, co mówią King i Rajan, MMT nie jest sloganem politycznym, tylko raczej zbiorem teorii przynależących do keynesistowskiej tradycji monetarnej, w którą wpisywali się tak znamienici myśliciele jak amerykański ekonomista Hyman Minsky i Wynne Godley, znany z pracy w brytyjskim Ministerstwie Skarbu oraz na Uniwersytecie w Cambridge. MMT opisuje mechanizmy funkcjonowania „nowoczesnych” rządów i banków centralnych i to, jak zmiany w bilansie ich ksiąg rachunkowych odbijają się w bilansach mieszkańców. Teoria jest zastosowaniem w ekonomii reguły podwójnego zapisu zaczerpniętej z księgowości. Dlatego, jak w najbardziej zrozumiały sposób pisze Kelton, deficyt dla rządu oznacza nadwyżkę dla sektora prywatnego i na odwrót.

Rzecznicy MMT podzielają pogląd Keynesa, że właściwym celem polityki gospodarczej suwerennego i rozwiniętego państwa jest osiągnięcie pełnego zatrudnienia, wspartego przez gwarancję zatrudnienia dla wszystkich, którzy mogą go potrzebować. To cel, który pomogłem zapisać w prawie w postaci ustawy Humphrey-Hawkins Full Employment and Balanced Growth Act z 1978 roku, wraz z celem zrównoważonego rozwoju i rozsądnej stabilizacji cen. Doktryna zwana „podwójnym mandatem” Systemu Rezerw Federalnych obowiązuje w amerykańskim prawodawstwie od tamtego czasu z pewnymi sukcesami nieprzerwanie.

Rozwadowska: Po pandemii będziemy pracować jeszcze bardziej śmieciowo, na własnym sprzęcie. I mało kogo to obejdzie

Krótko mówiąc, MMT – jako przykład dobrej ekonomii, prezentowanej w przejrzysty, popularny, demokratyczny sposób – reprezentuje to, czego szefowie banków centralnych boją się od zawsze i chyba zawsze bać się będą.

**
James K. Galbraith jest byłym przewodniczącym amerykańskiego Joint Economic Committee, profesorem zarządzania oraz kierownikiem instytutu Government/Business Relations w Lyndon B. Johnson School of Public Affairs na Uniwersytecie Teksasu w Austin. Jest również autorem książek Inequality: What Everyone Needs to Know i Welcome to the Poisoned Chalice: The Destruction of Greece and the Future of Europe.

Copyright: Project Syndicate, 2020. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożył Maciej Domagała.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij