Felieton

Tylko powiedz każdemu, czyli podręcznik argumentów przeciwko Sekielskiemu

Argumentacja relatywizująca krycie gwałcenia dzieci przez Kościół jako żywo przypomina argumentację przeciwników ujawniania akt SB albo ujawniania zbrodni wojennych polskich żołnierzy.

 

Medialne reakcje po Tylko nie mów nikomu Tomasza Sekielskiego można uznać za zadziwiająco zadowalające, gdyby tylko ograniczyć je do kilku dyżurnych katolickich publicystów (Terlikowski, Hołownia, o. Prusak) i tylko wtedy, gdybyśmy o wszystkich medialnych katolikach mieli zdanie jak najgorsze.

Można je także uznać za skandaliczne i oburzające, gdyby się z kolei skupić na tym, jak front funkcjonariuszy partyjnych z „Do Rzeczy” oraz „W Sieci” wraz ze swoimi czytelnikami broni i relatywizuje gwałty na dzieciach oraz ich tuszowanie przez Kościół. Im więcej się czyta Ziemkiewiczów, Feusette’ów czy kolejnych księży na Twitterze, tym bardziej ma się wrażenie, że Karol Wojtyła w sumie nie potrzebował żadnej instrukcji zamiatania pedofilii pod dywan, bo prawicowi katolicy i tak robiliby to ot tak, sami z siebie.

Argumentacja relatywizująca krycie gwałcenia dzieci przez Kościół jako żywo przypomina argumentację przeciwników ujawniania akt SB albo ujawniania historycznych bądź współczesnych zbrodni wojennych polskich żołnierzy czy też ujawniania afer lubianej akurat partii politycznej. Zawsze bowiem prawda jest interesująca i oczywiście współczujemy ofiarom, ale ujawniający ją zrobił to nie tak, nie w tym czasie, a tak w ogóle, to dlaczego to zrobił? Nie inaczej jest w tym przypadku, argumenty nie odbiegają od standardu i składają się na kilka żelaznych punktów programu.

Argument z zakresu tematu

Pierwszym argumentem jest kwestionowanie zakresu tematu. Dobrze, zrobił film o pedofilii w Kościele, ale dlaczego nie zrobił filmów o pedofilii wśród murarzy, stolarzy albo celebrytów? Pewno się boi albo nie boi, ale celowo manipuluje przekazem, ujmując jedynie wycinek obrazu.

Argument ten odwołuje się do imperatywu całkowitego opisania świata w kilkugodzinnym filmie, co oczywiście jest niemożliwe. Przypomina więc sytuację, gdy na widok zdjęcia dokumentującego zbrodnie prawicowy dziennikarz pyta: „No dobrze, ale dlaczego nie sfotografowałeś całego miasta, w innych kamienicach też pewnie kogoś mordują, manipulancie”?

Inna sprawa, że dokumentalista może samodzielnie wybierać temat swojego filmu i nikt nie broni prawicowym dziennikarzom, by zrobili film o kryciu pedofilów przez szajkę dostawców pizzy. Ale to polskiej prawicy nie mieści się w głowie. Tam wszystko musi być podporządkowane przekazowi partii matki.

Chrońmy dzieci. Dajmy im sensowną edukację seksualną

Argument z kalendarza

Równie ważnym – jeśli nie ważniejszym – zarzutem jest moment publikacji. Moment, rzecz jasna, nigdy nie jest dogodny, a już moment publikacji dotyczącej duchownych katolickich nie jest dogodny niejako podwójnie. Oprócz kampanii wyborczej dochodzi bowiem kalendarz liturgiczny, wobec czego publikacja filmu Sekielskiego w ostatnią niedzielę odbyła się w skandalicznym terminie, bo wybory do europarlamentu, publikacja latem lub jesienią odbyłaby się w skandalicznym terminie, bo kampania wyborcza do Sejmu i Senatu, publikacja w grudniu byłaby prowokacją wobec świąt Bożego Narodzenia, a marzec to z kolei miesiąc postu i przygotowania do Wielkanocy, dlatego nie można także publikować w kwietniu, bo wtedy Jezus umarł na krzyżu.

Słowem – nie ma dobrej daty na publikację prawdy, która oczywiście jest ciekawa, i wiesz co, Sekielski, ja bym nawet obejrzał twój film, ale tylko wtedy, gdybyś go puścił w drugi wtorek marca po 18:40.

Zamiast kolorować Madonnę

Argument ze statystyki

W przypadku pedofilii kościelnej koronnym argumentem jest statystyka skazanych księży, która wskazywać ma na niewielki procent księży w całej populacji skazanych, co ma ponoć Kościół usprawiedliwiać. Problem jednak w tym, że główny zarzut nie dotyczy liczby księży pedofilów, tylko faktu, że jak się już takie coś zdarzy, to Kościół z jednej strony sprawę tuszuje. A z drugiej strony – co udowodnił także film Sekielskiego – problemów nie monitoruje, zasłaniania się tajemnicą i nie zgłasza spraw na policję. A to oznacza ogromną czarną liczbę przypadków nieznanych i niezgłaszanych.

Zresztą na pytanie, która inna organizacja czy instytucja zachowuje się tak samo jak Kościół i przerzuca swoich członków między placówkami, wciąż nikt nie doczekał się odpowiedzi. Może związek wuefistów? Może związek murarzy? A może grabarzy przerzucających trupy z cmentarza na cmentarz?

List otwarty do prymasa Polski Wojciecha Polaka

czytaj także

Argument z Polańskiego

To pewnego rodzaju odwrotność argumentu ze statystyki. Za pomocą tego ostatniego tuszowanie pedofilii przez Kościół relatywizuje się, wskazując, że tak mały i niereprezentatywny odsetek populacji skazanych księży w stosunku do całej reszty nie może obarczać winą Kościoła. W przypadku argumentu z Polańskiego statystyka przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie i dosłownie jeden przypadek jednego reżysera ma odgrywać równą (a nawet większą) rolę jak kolejne przypadki kościelnych skandali.

Nietrudno zauważyć, że skoro czyn Polańskiego ma równoważyć, a nawet przeważać, sumę czynów księży, to w miarę odkrywania kolejnych skandali wśród księży automatycznie rosnąć musi waga czynu Polańskiego, która zdaje się w tym momencie wagą niemal nieskończoną. Pytanie, czy gdy już się przedstawi setkę, dwie setki, trzy setki przypadków księży krzywdzących dzieci, to pojedyncza zbrodnia Polańskiego nadal będzie więcej ciążyła światu, i czy istnieje taki ciężar, który przeważy wreszcie winę Polańskiego?

Uważam, że Kościół jest w Polsce potrzebny [rozmowa z Arturem Pałygą]

Argument z Wałęsy

Największe podniecenie na prawej stronie wywołał fakt, że jeden z pedofilów sportretowanych przez Sekielskiego był spowiednikiem Wałęsy. Problem z przerzuceniem winy na Wałęsę polega jednak na tym, że Wałęsa broni w nim księży dokładnie tak, jak bronią się biskupi, i dokładnie tak, jak robi to prawica. W tym sensie oskarżanie Wałęsy, który w czasach kontaktów z księdzem zatrudniał też Kaczyńskich w kancelarii, jest trochę strzałem we własną stopę. Tak samo jak krytykowanie Wałęsy za homofobię przez prawicę, która z homofobii ulepiła nową chrześcijańską cnotę.

Gdańsk nie lęka się mówić o mrocznej stronie księdza Jankowskiego

Argument z polityki

Argument z polityki wskazuje z kolei, że wadą filmu jest brak jego apolityczności. Jako że w politycznej kampanii przedmiotem politycznych rozważań i obietnic jest niemal wszystko, trudno znaleźć cokolwiek niepolitycznego. Przy czym polityczność oznaczać tutaj ma bynajmniej nie dbanie o dobro wspólne, ale skrajną partyjność, bo na polskiej prawicy to jest po prostu nierozróżnialne. Problem z argumentem z polityki polega jednak na tym, że de facto jedynym politykiem, który jest w nim wspomniany, i to w negatywnym świetle, jest Lech Wałęsa. Oznaczałoby to więc, że Sekielski zrobił film niekorzystny dla Koalicji Obywatelskiej, ale korzystny dla… Prawa i Sprawiedliwości, co poniekąd wywraca całą prawicową narrację do góry nogami.

Biskupi wzywają do przemocy (i przenoszenia chorób drogą płciową)

Argument z bezpieki

Gdy zawiodą już wszystkie argumenty, gdy już nie ma się czego złapać, polskiej prawicy zostaje argument ostateczny, Święty Graal argumentów, czyli rola Służby Bezpieczeństwa. Co prawda dziś, po sprawie TW Wolfganga, nie wiadomo, czy bycie zarejestrowanym w aktach SB to hańba czy powód do chwały i obejmowania urzędów, niemniej znalezienie kilku księży donoszących SB pozwala chwilowo przerzucić winę na komunistów i postkomunistów. O ile jednak argument ten działał w 1989 roku, o tyle trudno, żeby działał wciąż dziś.

Na pytanie, która inna organizacja czy instytucja zachowuje się tak samo jak Kościół i przerzuca swoich członków między placówkami, wciąż nikt nie doczekał się odpowiedzi.

Abstrahując bowiem od faktu, że w innych krajach natrafiono na dokładnie takie same mechanizmy tuszowania kościelnej pedofilii, a SB tam nie działała, trudno nie zauważyć, że argument z agentów SB jeszcze dodatkowo pogrąża Kościół. W myśl tej logiki bowiem Kościół przez trzydzieści lat nie tylko nie oczyścił się z pedofilów, ale także agentów SB, a więc jest poniekąd instytucją po dwakroć zdemoralizowaną.

Cokolwiek by złego o SB powiedzieć (chociaż Kaczyński akurat żałował, że policja nie przejęła ich metod), to przecież gdyby ci księża nie gwałcili, toby przez SB nie byli szantażowani, bo przecież nawet prawica nie wierzy w to, że SB wydawało polecenie molestowania ośmiolatek.

Wszystkie te i przyszłe argumenty wymyślane w prawicowej desperacji i na poczekaniu mają właściwie jeden jedyny cel: zrobić wszystko, aby pomóc w zamiataniu pedofilii w Kościele pod dywan. Co niestety oznacza, że ci, którzy argumentacji powyższej używają, aż tak wiele się od biskupów z Episkopatu nie różnią i poniekąd właśnie zaczynają być za krycie czynów pedofilskich współodpowiedzialni. Po premierze Tylko nie mów nikomu uczciwy człowiek udawać, że nic się nie stało, po prostu nie może.

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.