Świat

Skansen Anglia

Za osiem lat przeciętny standard życia w Polsce będzie wyższy niż w Wielkiej Brytanii. Nie dlatego, że Polska tak się rozwija, ale dlatego, że Wielka Brytania tak szybko biednieje. Korespondencja Johanny Kwiat.

Miłośników historii i literatury, jak i tych, którym przejadły się świąteczne jarmarki i urlopy w krajach unijnych, zapraszam na zwiedzanie Skansenu Anglia, gdzie możecie zakosztować życia z książek Dickensa. Droga wycieczko, jeśli z nostalgią wspominacie filmy Merchant Ivory lub nałykaliście się PR-u w stylu Downton Abbey, przygotujcie się na twarde lądowanie.

Dzieci czyszczących kominy raczej nie zobaczycie, ale dzieci głodne i niedożywione już na pewno tak, nawet bez zapuszczania się w mniej turystyczne dzielnice i miasteczka. Myślicie, że przesadzam? Od dwóch lat – i po raz pierwszy od siedemdziesięciu – dzieci w Wielkiej Brytanii oficjalnie dokarmia UNICEF.

W 2020 roku 2,4 mln dzieci (17 proc.) mieszkało w domach bez pewnego dostępu do żywości. W dwa lata później, w październiku 2022 roku, dzieci głodnych były już 4 miliony. Oznacza to, że ponad jedna czwarta wszystkich brytyjskich dzieci wejdzie w dorosłość z nieporównywalnie słabszymi szansami na godne życie.

Kryzys zamiast suwerenności. Brytyjczycy żałują brexitu coraz bardziej

Dzięki nieustannej propagandzie przeciwko biednym cześć społeczeństwa tkwi w przekonaniu, że to ich własna wina (tropy typu alkohol, wylegiwanie się na kanapie za pieniądze pracującego podatnika itd.). Tymczasem jedynie we wrześniu tego roku co piąty dorosły odmówił sobie posiłku w celu zaspokojenia potrzeb dziecka. Według organizacji Trussel Trust w ciągu ostatnich pięciu lat zapotrzebowanie na banki żywności wzrosło o 81 proc. A będzie jeszcze gorzej, dzięki cięciom na usługi publiczne w budżecie i polityce zaciskania pasa wymierzonej przeciwko biednym.

Przed takimi decyzjami i wywołaniem jeszcze większego kataklizmu przestrzegał Sunaka wysłannik specjalny ONZ na początku listopada. Tymczasem normalizacja dickensowskiego Skansenu Anglia i cierpienia naokoło postępuje.

Banki żywności funkcjonują praktycznie w każdej dzielnicy. W 2018 roku, czyli jeszcze przed pandemią, otworzono taki bank w Notting Hill w Królewskiej Gminie Chelsea i Kensington w Londynie. W związku z rosnącym zapotrzebowaniem wśród uprzednio niedotkniętych biedą klas społecznych zaczęto operować w mediach nowomową i nazywać banki żywności „spiżarniami” (pantry). Zgodnie z oczekiwaniami pojawiły się też od razu rady polityków i innych dobrych wujków o tym, jak gotować. Bo wiadomo, że głodni sami sobie winni: zapili, nie nauczyli się gotować i nie wiedzą, jaka jest różnica między keto a vegan, i że nie powinni jeść cukru!

Cena masła wzrosła w ostatnich 12 miesiącach o 30 proc., sera i jajek o 23 proc., makaronu 34 proc. Ryż basmati podrożał o 46 proc., a chleb o 14–42 proc. Przeciętny wzrost cen artykułów żywnościowych wynosi 16,2 proc. i jest najwyższy od 1989 roku. Po uwzględnieniu inflacji przeciętna płaca osoby zatrudnionej na pełnym etacie spadła w październiku o 2,6 proc. i nadal leci na łeb na szyję; w listopadzie jest już niższa o 2,9 proc. według Narodowego Biura Statystyk.

„37 proc. londyńskich dzieci żyje w biedzie”. Plakaty na przystanku w Londynie. Fot. duncan cumming/flickr.com

Te liczby mogą nie robić na was wrażenia, droga wycieczko, bo inflację znacie z własnego podwórka. Zubożenie brytyjskiego społeczeństwa i skalę spadku poziomu życia lepiej obrazuje fakt, że nasze płace spadają nieustannie od 2007 roku! W przeciwieństwie do większości krajów OECD, które zwiększały realne zarobki swoich pracowników (według tych samych danych w Polsce płaca realna wzrastała w tym czasie o 2,5 procent rocznie).

Dla zwolenników urlopu z dreszczykiem proponuje kontrabandę. Po głośnym, a głupim domaganiu się „kontroli granic” (którą i tak mieliśmy) jesteśmy teraz jedynymi odpowiedzialnymi za kontrolę towaru, który nasze święte granice przekracza. A odpowiedzialność nie jest naszą mocną stroną. Wolimy obwiniać Francję i całą Unię za chaos na granicach. Nie mamy ani infrastruktury, ani ludzi, ani ochoty, żeby sprawdzać, co do nas wjeżdża, pomimo że sami tę drogę wybraliśmy już sześć lat temu.

Gospodarka od dawna nie służy już ludziom. Dlaczego na to pozwalamy?

W nietypowo słoneczny październikowy weekend przeprowadzono w Dover mini eksperyment, sprawdzając wyrywkowo ciężarówki z Polski, Rumunii, Mołdowy i Ukrainy. Ku zdziwieniu celników i naszych parlamentarzystów, którym zdano relację z załączeniem „odrażających” zdjęć, w ciężarówkach bez kontroli temperatury znaleziono m.in. ziarna lnu z ilością pestycydów zdecydowanie przekraczającą nawet niskie brytyjskie standardy bezpieczeństwa, surowe mięso w plastikowych i papierowych torbach leżące obok innych produktów spożywczych, a także mięso z larwami. Smacznego!

Sprawdzono zaledwie 22 ciężarówki, z czego tylko jedna przeszła kontrolę pozytywnie, co pokazuje, że w przeciwieństwo do naszego rządu przemytnicy byli przygotowani na brexit. Ciężarówek codziennie wjeżdża 10 tysięcy – i tych nikt nie sprawdza.

Bezdomni w mieście Bristol. Fot. Neil Moralee/flickr.com

To tyle o ciężarówkach, a co na półkach? W moim lokalnym supermarkecie coraz mniejszy wybór, a coraz więcej gnijących warzyw i owoców. Od dłuższego czasu produkty mają bardzo krótkie daty przydatności. Transport warzyw i owoców do Wielkiej Brytanii wydłużył się. Brakuje nie tylko kierowców, ale ludzi do pakowania, sortowania i tak dalej. Z nowości: tydzień temu sieci Lidl i Asda wprowadziły reglamentację jajek, a w ostatni wtorek dołączyło do nich Tesco.

Droga wycieczko, nie zapomnijcie o suchym prowiancie!

Praca sezonowa z opcją wykorzystania seksualnego – tak Brytania wita uchodźców z Ukrainy

Weźcie też ciepłe ubrania (jeśli upieracie się przy naśladowaniu arystokratów z angielskich bajek, to oczywiście swetry kaszmirowe z dziurami po molach). Astronomiczny wzrost kosztów energii przyniósł nowatorskie rozwiązanie: bank ciepła. A jednak jesteśmy wyspą inicjatywy, brawo my! Będziemy się grzać razem. Czyli prawie jak łaźnie publiczne, tylko dużo mniej zabawy, za to więcej ogrzewających się z nami wirusów. Dla milionowej rzeszy ludzi to jedyna szansa, by tej zimy spędzić parę godzin w ogrzanej przestrzeni. Przypominam wycieczce, że nadal jesteśmy w Wielkiej Brytanii, kraju należącym do czołówki największych i najbogatszych gospodarek świata. Co prawda we wrześniu spadliśmy z miejsca piątego na szóste, bo wyprzedziły nas Indie.

Ponieważ zdecydowana większość brytyjskich mediów nie tknęła tematu negatywnych konsekwencji brexitu aż do jesieni tego roku, próbowano nam wmówić, że w Europie jest jeszcze gorzej. My przynajmniej nie jesteśmy uzależnieni od rosyjskiego gazu – powtarzał w kółko rząd, a za nim powtarzali dziennikarze. Tymczasem kiedy w kwietniu ceny energii wzrosły u nas o 80 proc., we Francji, gdzie EDF jest w 84 proc. publiczną własnością, wzrosły tylko o 4 proc.

Nasz rząd wydał za to w ostatnim roku miliardy funtów nie na nacjonalizację zasobów, ale na ratowanie małych, prywatnych dostawców energii. Koszt pakietu ratunkowego z publicznych pieniędzy dla prywatnej firmy BULB szacowany jest na 6,5 mld funtów. A odbiorcy jeszcze przed październikową podwyżką płacili o 129 proc. więcej niż rok temu za elektryczność i 204 proc. więcej za gaz. Krótko mówiąc, gospodarstwa domowe w UK płacą za energię najwięcej w Europie. Prywatyzacja sektora energetycznego przynosi nam równie dobre rezultaty jak prywatyzacja wodociągów (o fekaliach i eboli w morzu wspominałam wcześniej, to było kolejne zwycięstwo Johnsona i brexitu nad regulacjami złej Unii, które już nas nie zniewalają).

Protest przeciwko rosnącym kosztom życia w Londynie w lutym 2022 roku. Fot. Alisdare Hickson/flickr.com

Czas na przystanek architektura. W utrzymaniu przychylnej życiu temperatury nie pomaga stan naszych mieszkań i domów: pojedyncze szyby, przeciągi, pleśń i brak ocieplenia. Wszystkie domy wybudowane przed 1990 rokiem nie są nawet wystarczająco ocieplone; to samo dotyczy trzech na cztery domy wybudowane przed 2010 rokiem. Posiadamy mniej pomp ciepła niż Estonia, Polska i większość krajów Europy. Nic dziwnego, że ponad jedna czwarta naszych emisji wytwarzana jest przez gospodarstwa domowe. Ella Adoo Kissi-Debrah, dziewięciolatka, która zmarła w 2013 roku po 30 hospitalizacjach i trzech latach ataków astmy, została dwa lata temu oficjalnie uznana za pierwszą ofiarę zanieczyszczenia powietrza w Wielkiej Brytanii.

Nasze domy zagrażają zdrowiu i życiu na wiele innych sposobów. W 2020 zmarł dwuletni Awwab Ishak. Przyczyną śmierci było zatrzymania akcji serca w konsekwencji mieszkania w budynku zainfekowanym „czarną pleśnią” (grzybem Stachybotrys chartarum) – stwierdził starszy koroner po dochodzeniu, które trwało prawie dwa lata. Nie, to nie jest pojedynczy przypadek, w którym samorząd lokalny ignoruje nieludzkie warunki mieszkalne. W samej Anglii szacowana liczba domostw z pleśnią to 120 tysięcy. Dla wierzących, że prywatne zawsze lepsze – mieszkań wynajętych na rynku prywatnym, a zainfekowanych pleśnią, jest w Anglii oficjalnie 176 tysięcy.

Wiemy, kto będzie miał tej zimy najgorzej. „Będzie nieprawdopodobna drożyzna”

Ocenę psychologicznego kosztu mieszkania w śmierdzącym zgnilizną, zimnym i zagrażającym zdrowiu domu zostawiam czytelnikom. Według badań organizacji Shelter zdrowie fizyczne co piątej osoby wynajmującej lokal zostało nadszarpnięte przez warunki mieszkaniowe. Z opublikowanego w 2021 roku raportu wynika, że koszt złych warunków mieszkalnych ponoszony przez Narodowy Fundusz Zdrowia to 1,4 mld funtów rocznie. Wliczając inne wymierne szkody społeczne, nasze nędzne mieszkania kosztują nas co roku 18,5 mld funtów.

Skoro jesteśmy przy zdrowiu, przed wizytą proszę sprawdzić, czy byliście szczepieni na polio. We wrześniu tego roku rząd przyznał, że polio w Anglii się rozprzestrzenia, zwłaszcza w Londynie. I proszę unikać podczas wizyty wszelkich chorób i wypadków. Czas oczekiwania na karetkę w Anglii wynosi średnio godzinę. O ile będzie komu podnieść słuchawkę. W październiku prawie co czwarty telefon na pogotowie nie został odebrany.

Posłanie bezdomnej osoby na ulicy w Cambrige. Fot. Andy Michael/flickr.com

Stan brytyjskiego uzębienia od dawna jest przedmiotem złośliwych żartów, jak chociażby w tym fragmencie kreskówki wyemitowanym w 1993 roku! Trzydzieści lat później wizyta u dentysty graniczy z cudem. Pacjenci czekają na rejestrację latami, bo liczba dentystów w publicznej ochronie zdrowia jest najniższa od co najmniej 10 lat. W związku z tym przestawiamy się na metodę „zrób to sam”. 20 proc. osób dorosłych, którym nie udało się dostać do dentysty, zdecydowało się na własnoręczne usunięcie sobie zęba – to czyli co dwudziesty Brytyjczyk. Co bardziej kreatywni używają żywicy albo superglue, i to również nie są pojedyncze przypadki.

Jak przedstawił np. tegoroczny reportaż telewizji Channel 4, nawet w tradycyjnie dostatnich księstwach potrzebne są dentystyczne akcje charytatywne: mobilny gabinet na kółkach podjeżdża na plac, a kolejka chętnych ustawia się po horyzont. Organizacja Dentaid, która uprzednio zajmowała się pomocą dentystyczną w „biednych krajach” i wśród bezdomnych osób w Wielkiej Brytanii, teraz oferuje pomoc także „przeciętnym” Brytyjczykom.

Mniej niż 50 proc. dzieci ma dostęp do dentysty w systemie publicznym. Ekstrakcja zęba jest najczęstszym powodem przyjęcia dziecka do szpitala. W roku 2019/2020 kosztowało to NHS 56 mln funtów, z czego 33 mln poszło na wyrwanie dziecięcych zębów z powodu próchnicy. 38 proc. dzieci doświadczyło nieprzespanej nocy z powodu bólu.

Na koniec wycieczki – bo nie samym chlebem człowiek żyje – przystanek kultura i sztuka, czyli jak utopić publiczne pieniądze podczas chwilowej przerwy w rozpisywaniu kontraktów dla the Right Honourable kolesi i koleżanek. Prezentujemy „Unboxed”, czyli Festiwal Brexitu ufundowany za 120 milionów funtów. O dziwo, wbrew oczekiwaniom organizatorów mało kto zarejestrował nawet, że coś tak wybitnego dla kultury się odbyło. Z przewidywanych 66 milionów zwiedzających naliczono zaledwie 238 tysięcy.

Zima, po której przyszła Thatcher

Wycieczce dziękuję, czas wracać, zwłaszcza że Europa nam się oddala.

W drodze powrotnej proponuję zapoznać się z raportem i statystykami zaprezentowanymi w październiku w „Financial Times”: za dwa lata przeciętne słoweńskie gospodarstwo domowe będzie żyło dostatniej niż brytyjskie. A w 2030 roku standardem życia przeskoczy nas przeciętne gospodarstwo domowe w… Polsce. No chyba że wam też strzeli do głowy odciąć się od sąsiadów, sprywatyzować ochronę zdrowia i głosować na ideologów wolnego rynku.

**
Johanna Kwiat – artystka, tłumaczka symultaniczna, amatorka kwaśnych jabłek. Absolwentka Wydziału Antropologii Kultury Goldsmith College, University of London.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij