UE

Soros: Obudź się, Europo!

Europa ma wewnętrznych i zewnętrznych wrogów, a pierwszym krokiem do obrony przed nimi jest rozpoznanie wagi zagrożenia, jakie stanowią. Drugim krokiem jest przebudzenie proeuropejskiej większości i zmobilizowanie jej do obrony wartości, jakie przyświecały założeniu Unii Europejskiej.

Europa, jakby we śnie, zmierza ku otchłani. Mieszkańcy kontynentu muszą się obudzić, zanim będzie za późno. W przeciwnym razie Unię Europejską czeka taki sam koniec, jaki w 1991 roku stał się udziałem Związku Radzieckiego. Ani do naszych przywódców, ani do obywateli najwyraźniej nie dociera, że przeżywamy moment przełomu, że przed Europą otwiera się wiele różnych dróg, a jej przyszłość jest niepewna.


Większość z nas zakłada, że Unia Europejska będzie trwać, że wiele się nie zmieni, jednak nie musi tak być. W moim długim już życiu byłem świadkiem wielu okresów, które nazywam okresami radykalnej nierównowagi. W takim okresie żyjemy właśnie teraz.

Wybory europejskie

Najbliższym punktem zwrotnym będą wybory do Parlamentu Europejskiego w maju tego roku. Niestety, siły antyeuropejskie mogą liczyć na mocne poparcie przy urnach wyborczych. Jest po temu kilka powodów: przestarzały system partyjny, który dominuje w większości krajów Europy, praktyczna niemożność modyfikowania zapisów traktatowych oraz brak narzędzi prawnych do dyscyplinowania państw członkowskich, które łamią założycielskie zasady Unii. UE może narzucić acquis communautaire – całość dorobku wspólnego unijnego prawa – krajom ubiegającym się o wstąpienie, nie może jednak egzekwować przestrzegania go od państw członkowskich. Staroświecki system partyjny rzuca kłody pod nogi każdemu, kto próbuje podtrzymywać wartości, jakie przyświecały założeniu Unii – za to ułatwia zadanie tym, którzy chcą te wartości zastąpić radykalnie odmiennym zestawem zasad. Dotyczy to poszczególnych krajów, a w jeszcze większej mierze  ponadpaństwowych sojuszy wewnątrz Unii.

Warufakis: Czarne skrzynki Europy

System partyjny krajów członkowskich odzwierciedla podziały polityczne charakterystyczne dla XIX i XX wieku, takie jak konflikt między pracą a kapitałem. Dziś jednak najostrzejszy rozłam rysuje się między siłami pro- i antyeuropejskimi.

Sukces AfD zburzył równowagę w Niemczech

Dominującym krajem UE są Niemcy, a sojusz polityczny między Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU) a Unią Chrześcijańsko-Społeczną (CSU) z Bawarii, który decydował o sytuacji w Niemczech – jest już nie do utrzymania. Ta koalicja mogła funkcjonować dopóty, dopóki w Bawarii nie zaistniała żadna licząca się partia na prawo od CSU. Wraz z powstaniem ekstremistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD) to się zmieniło. W ostatnich, wrześniowych wyborach w niemieckich landach CSU odnotowała najsłabszy wynik od sześćdziesięciu lat, a deputowani AfD po raz pierwszy zasiedli w bawarskim parlamencie.

Good Bye, Merkel! Koniec Niemiec, jakie znamy [rozmowa z Burasem]

Sukces wyborczy AfD odebrał koalicji CDU–CSU rację bytu.  Nadal rządzi ona w Niemczech, jednak nie jest tak zdecydowanie proeuropejska, jak mogłaby być, gdyby AfD nie zagrażała jej z prawej flanki. Naruszenie tej koalicji pociągnie za sobą kolejne wybory, a ani Niemcy, ani Europa nie mogą sobie na nie pozwolić.

Jednak sytuacja nie jest beznadziejna – do tego daleko. Niemieccy Zieloni, którzy jawią się jako jedyna w kraju konsekwentnie proeuropejska partia, wciąż zyskują w sondażach, podczas gdy AfD najwyraźniej osiągnęła szczyt swoich możliwości (poza obszarem byłych Niemiec Wschodnich). W tej chwili jednak wyborców CDU/CSU reprezentuje partia, której stosunek do Europy jest ambiwalentny.

Brexit czy drugie referendum? Również w Wielkiej Brytanii przestarzały partyjny układ nie dopuszcza do głosu woli społeczeństwa. Obie wiodące partie – laburzyści i konserwatyści – są tak samo podzielone w sprawie Brexitu, za to przywódcy tych partii, Jeremy Corbyn i Theresa May, tak desperacko chcą do niego doprowadzić, że poszli na współpracę, by tylko dopiąć swego. Sytuacja skomplikowała się na tyle, że większość Brytyjczyków chce po prostu mieć to już za sobą – chociaż Brexit przeobrazi cały kraj na długie dziesięciolecia.

Tymczasem zmowa Corbyna i May obudziła w obu partiach wewnętrzną opozycję, która w przypadku Partii Pracy ociera się o otwarty bunt. Dzień po spotkaniu obojga przywódców Theresa May zapowiedziała program pomocy skierowany do wyborców ze zubożałych okręgów północnej Anglii, którzy popierają Brexit i Partię Pracy. Corbyna oskarża się teraz o złamanie przyrzeczenia, które złożył w czasie partyjnej konwencji we wrześniu ubiegłego roku, że jeśli rozpisanie nowych wyborów nie będzie możliwe, poprze drugie referendum w sprawie Brexitu.

Brytyjska opinia publiczna zaczyna zdawać sobie sprawę z opłakanych konsekwencji Brexitu. Wydaje się coraz bardziej prawdopodobne, że parlament kolejny raz odrzuci wynegocjowaną przez May umowę. To zaś może wywołać falę poparcia dla powtórzenia referendum albo, co byłoby jeszcze lepszym wyjściem, dla wycofania Wielkiej Brytanii z procedury przewidzianej w artykule 50. traktatu lizbońskiego.

Rymy z historii Europy

Ruch Pięciu Gwiazd – reakcja na brak solidarności

W podobnie trudnym położeniu znalazły się Włochy. UE popełniła fatalny błąd, gdy w 2017 roku postanowiła z całą bezwzględnością egzekwować konwencję dublińską, zrzucając nieproporcjonalny ciężar na kraje takie jak Włochy, do których w pierwszym rzędzie docierają imigranci. Rok później właśnie ta polityka popchnęła włoski elektorat, zazwyczaj proeuropejski i przychylny imigracji, w ramiona antyeuropejskiej Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd, co poważnie osłabiło dominującą dotąd Partię Demokratyczną. W rezultacie znaczna część wyborców, którzy nadal chcą trzymać proeuropejski kurs, nie ma dziś na kogo głosować, chyba że powiedzie się próba zorganizowania wspólnej proeuropejskiej listy. Podobne przetasowania systemów partyjnych zachodzą dziś we Francji, w Polsce, Szwecji i prawdopodobnie także w innych krajach Unii.

O co Włochy walczą z UE?

Partie europejskie zapomniały o wartościach

Ponadpaństwowe sojusze wewnątrz Unii mają się jeszcze gorzej. Krajowe partie są przynajmniej zakorzenione we wspólnej historii, natomiast sojusze transeuropejskie dyktuje wyłącznie własny interes kierownictwa poszczególnych partii. Największym winowajcą jest tutaj Europejska Partia Ludowa (EPP). Dla zachowania większości i kontroli nad podziałem najlepszych stanowisk w unijnych urzędach EPP jest gotowa niemal całkowicie wyrzec się swoich pryncypiów, czego wyraźnie dowodzi fakt, że nadal toleruje u siebie partię Fidesz węgierskiego premiera Viktora Orbána. Przy EPP siły antyeuropejskie mogą wręcz wyglądać na uczciwsze: przynajmniej pozostają wierne swoim zasadom, nawet jeśli te zasady są odpychające.

Przy EPP siły antyeuropejskie mogą wręcz wyglądać na uczciwsze: przynajmniej pozostają wierne swoim zasadom.

Trudno oczekiwać, że proeuropejskie partie wyjdą z majowych wyborów zwycięsko, jeśli nie przedłożą dobra Europy ponad własne. Nadal warto argumentować za ocaleniem Unii po to, by ją radykalnie reformować. To jednak wymagałoby głębokich zmian w samym sercu wspólnoty. Jej obecne przywództwo przypomina radzieckie politbiuro tuż przed rozpadem Związku Radzieckiego, które nadal wydawało swoje „ukazy”, jak gdyby był jeszcze ktoś, kto by je wykonał.

Europa ma wewnętrznych i zewnętrznych wrogów, a pierwszym krokiem do obrony przed nimi jest rozpoznanie wagi zagrożenia, jakie stanowią. Drugim krokiem jest przebudzenie proeuropejskiej większości i zmobilizowanie jej do obrony wartości, jakie przyświecały założeniu Unii Europejskiej. W przeciwnym razie dwudziestowieczne marzenie o zjednoczonej Europie może się stać koszmarem XXI wieku.

Soros: Chiny kontra społeczeństwo otwarte

 

**
George Soros jest prezesem Soros Fund Management i Open Society Foundations.

Copyright: Project Syndicate, 2019. www.project-syndicate.org. Tłumaczenie: red.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.